sobota, wrzesień 30, 2006

Krzywym okiem 1-7.10.2006

TRZEBA ZOBACZYĆ
Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia

Pierwsza część ekranizacji trylogii J. R. R. Tolkiena zapiera dech w piersiach już samą scenografią. Drużyna złożona z hobbitów, ludzi, czarodzieja, krasnoluda i elfa wyrusza w niebezpieczną podróż, żeby zniszczyć pierścień mocy w wulkanicznym ogniu. Dowodzący misją Frodo Baggins przeczuwa, że jeśli pierścień trafi w ręce Władcy Mordoru, ludy Śródziemia czeka zagłada. Choć przewaga zła wydaje się ogromna, a bohaterami wciąż targają wewnętrzne spory i wątpliwości, misja jest kontynuowana dzięki odwadze, przyjaźni, ofiarności i sile ducha. Jak w życiu: często czujemy się zbyt słabi, by przeciwstawić się złu, ale wystarczy zaufać Bogu i rzucić się w przepaść wiary, by zrealizować swoje powołanie.

TVN piątek, 6 października, 20.15

WARTO ZOBACZYĆ
Warto rozmawiać

Widowisko publicystyczne Jana Pospieszalskiego ma tylu zwolenników, ilu przeciwników. Widocznie niektórzy tak bardzo przyzwyczaili się do monoideowej debaty między permisywistami, że dyskusja w wersji stereo wydaje im się czymś dziwnym. Pospieszalski stawia pytania, których nikt wcześniej w telewizji nie stawiał, np. o moralny wymiar propagandy homoseksualnej w szkołach czy o wiarygodność czarnej wizji Polski w zachodnich mediach. Jak dotąd, w wymianie argumentów z prof. Ryszardem Legutką czy Piotrem Semką permisywiści radzą sobie średnio. Sądzę jednak, że trzeba dać im trochę czasu. W końcu – jak mawiał Chesterton – „wolnomyśliciele też czasem myślą, choć wolno im to idzie”.

TVP 2 niedziela, 1 października, 21.25

DARUJ SOBIE
Nagroda Literacka NIKE

Polsat anonsuje tegoroczną galę Nike jako „program rozrywkowy” i coś jest na rzeczy. Śmieszy przede wszystkim postawa jurorów, pisarzy i dziennikarzy związanych z „Gazetą Wyborczą”, którzy od lat usiłują nam wmówić, że ich środowiskowe święto jest obiektywnym wydarzeniem literackim. W tym roku nie uwierzył w to nawet prezes TVP, który miał stwierdzić, że nie można faworyzować jednej z wielu nagród. W efekcie zamiast relacji na żywo w telewizji publicznej czeka nas 22-minutowa retransmisja w stacji komercyjnej. Moim zdaniem jurorzy się zemszczą i „książką roku” okrzykną gejowską prozę Michała Witkowskiego. Szkoda, że tego nie zobaczę.

Polsat poniedziałek 2 października, 20.20

Gość Niedzielny 40/2006

czwartek, wrzesień 28, 2006

Radio Erewań znowu nadaje

Politycy, którym nie poszczęściło się w ostatnich wyborach parlamentarnych, od kilku miesięcy szukali haka na PiS i w końcu znaleźli. Co prawda, nie haka, tylko taśmę z nagraniem zwykłych negocjacji politycznych. I nie na PiS, tylko na potwierdzenie ludowego sprytu posłanki Beger. Ale mniejsza o szczegóły; ważne, że większość mediów od kilku dni powtarza slogan o „korupcji politycznej”, a materiał TVN pojawia się na różnych kanałach częściej niż prognoza pogody.
Co z niego wynika? Po pierwsze, że posłowie Samoobrony sami zgłaszają się do PiS, choć boją się wekslowego szantażu Leppera. Po drugie, że w sytuacji kryzysu koalicji PiS rozważa przyjęcie uciekinierów, ale najpierw chce poznać ich oczekiwania dotyczące stanowisk w rządzie i rozwiązać problem weksli. Po trzecie, że nawet kryzys parlamentarny nie jest w stanie skłonić premiera do zaakceptowania w swoim otoczeniu owsianej Renaty.
W którym momencie rozmowy ministra Lipińskiego z posłanką Samoobrony dziennikarze rozpoznali znamiona „korupcji politycznej”? Prawdopodobnie we fragmencie dotyczącym stanowisk dla rebeliantów. Widocznie sądzili dotąd, że poseł przechodzi z partii do partii za czapkę śliwek. Kiedy sami przenosili się z gazety do gazety albo z telewizji do telewizji, domagając się od nowego pracodawcy lepszych stanowisk i pieniędzy, nie przyszło im do głowy określać się uczestnikami „korupcji dziennikarskiej”. A teraz proszę: idą w pierwszym szeregu sprawiedliwych, u boku świętego Donalda i błogosławionego Wojciecha.
Oczywiście, żarty sobie stroję. Prawda jest taka, że piąta władza nie chce budowy IV RP, bo jest w dużej części uwikłana w układ zawarty na przełomie lat 80. i 90. między komunistami a częścią ówczesnej opozycji bądź w późniejsze rozgrywki salonowej inteligencji. Dziennikarze doskonale wiedzą, że w materiale TVN nie ma żadnego faktu kompromitującego PiS. Dlatego jak mantrę powtarzają slogan o „korupcji politycznej”. Ludzie to kupią, bo im wystarczy tendencyjny komentarz i aura tajemnicy: ukryta kamera, półmrok, nieczysty dźwięk. Podejrzewam, że gdyby jakaś telewizja nagrała w ten sposób ministra Lipińskiego w trakcie sobotniego grzybobrania, efekt byłby ten sam. Wyobraźmy sobie: minister spotyka w lesie tajemniczą panią z pieskiem i wymienia z nią uwagi na temat urodzaju prawdziwków. Czy to jest normalne? Korupcja ściółkowa bez dwóch zdań. Oburzajmy się i protestujmy.
Piotr Pacewicz z „Gazety Wyborczej” nazwał negocjacje PiS z Samoobroną „ciemną operacją, jakby żywcem wziętą ze świata gangsterów”. I właśnie ta wypowiedź skłania mnie, zazwyczaj dobrodusznego poetę, do zabrania głosu na temat polityczny. Dobrze pamiętam bowiem dzień 4. czerwca 1992 roku, kiedy prawdziwi gangsterzy w jedną noc obalili rząd Jana Olszewskiego. Teraz próbują zekranizować ten scenariusz ponownie, oczywiście przy pomocy mediów, bez których w ogóle nie byłoby filmu. Można naturalnie reagować na tę prowokację tradycyjnym wzruszeniem ramion, jednak mnie „nie jest wszystko jedno”. Od kolegów z „Gazety Wyborczej” czegoś się nauczyłem.

poniedziałek, wrzesień 25, 2006

Madonna i niedźwiedź



Że też takiej Madonnie chce się jeszcze włazić na lustrzane krzyże. W końcu piosenkarka dawno przekroczyła już wiek Chrystusowy i mogłaby bardziej na siebie uważać. Jeśli nadal będzie się tak wygłupiała, złamie nogę i nie zobaczymy jej na festiwalu w Sopocie, obok Karela Gotta i Heleny Vondráčkovej. Jak wiadomo, na starość wszystkie gwiazdy zjeżdżają do Polski, żeby spotkać się z Lechem Wałęsą i wyznać miłość naszej ojczyznie. Byłoby głupio, gdyby ta nowa świecka tradycja została zaprzepaszczona.
Na razie jednak amerykańska wokalistka koncertuje za granicą. Z programem promującym płytę "Confessions On a Dance Floor" przeleciała pół Europy, ale dopiero w Rosji wywołała zamierzony skandal. Poszło oczywiście o piosenkę "Live to Tell", którą Madonna wykonuje, wisząc na krzyżu, ze świetlistą koroną cierniową na głowie. Podczas koncertu w Rzymie jedynie kardynał Ersilio Tonini miał stwierdzić, że to "bluźnierstwo wobec wiary oraz profanacja krzyża". A w Moskwie mówili tak już wszyscy hierarchowie, podczas gdy tłum wiernych podpalał na ulicy koncertowe fotosy. Skąd to napięcie? Czyżby prawosławie było szczególnie wyczulone na świętokradztwo?

Całość na stronach internetowych tygodnika „Wprost”. Czytaj i komentuj

sobota, wrzesień 23, 2006

Krzywym okiem 24-30.09.2006

TRZEBA ZOBACZYĆ
Amores Perros

Dramat obyczajowy o dwudziestomilionowym mieście Meksyk. Wypadek samochodowy łączy historie trójki bohaterów: chłopaka zbijającego kasę na walkach psów, modelki próbującej ułożyć sobie życie u boku żonatego kochanka i kloszarda, który porzucił rodzinę, by stać się płatnym zabójcą. Wstrząsająca opowieść o tym, jak trudno odnaleźć szczęście w wielkomiejskiej dżungli, zwłaszcza jeśli rezygnuje się z pomocy Boga. Czy pieniądze wystarczą, by odmienić swoje życie? Jak wyrwać się z pułapki samotności? Czy o naszych losach decyduje przypadek? A może przeznaczenie? Film nie nastraja optymistycznie i bywa brutalny, ale mówi wiele prawdy o współczesnym człowieku. Dlatego koniecznie trzeba go obejrzeć. Oczywiście po sprawdzeniu, czy w pokoju obok śpią już nasze dzieci.

TVP 1 czwartek, 28 września, 23.40

WARTO ZOBACZYĆ
Dzikuska

Z zasady nie polecam programów, których wcześniej nie widziałem, ale tym razem zaryzykuję. Teatr Telewizji przedstawi premierę współczesnej komedii w reżyserii Łukasza Wylężałka. Anita, absolwentka szkoły gastronomicznej i samotna matka, zaczyna pracę w barku redakcji wielonakładowego pisma dla kobiet „Historie prawdziwe”. W wolnych chwilach przegląda pismo, co zostaje zauważone przez redaktora naczelnego. A ponieważ Anita prezentuje mentalność potencjalnych czytelniczek, jej sugestie mają dla szefa szczególną wartość. I tak dziewczyna z prowincji zostaje panią redaktor. W efekcie sprzedaż „Historii prawdziwych” rośnie, ale Anita ma coraz mniej czasu, by odwiedzać swoją córeczkę. W jednej z głównych ról zobaczymy świetną aktorkę komediową Stanisławę Celińską. Może być śmiesznie.

TVP 1 poniedziałek, 25 września, 20.15

DARUJ SOBIE
Kuba Wojewódzki

Trzy tygodnie czekałem, żeby zjechać debiut Kuby Wojewódzkiego w TVN. Z niezrozumiałych względów to epokowe wydarzenie wciąż było przekładane. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze. Kuba, który na swojej bezczelności zbił kapitał w Polsacie, w nowej stacji prochu raczej nie wymyśli. Znów będzie szokował widzów niewybrednymi dowcipami i arogancją na miarę kibola Legii. Podobno kąpiele błotne są obecnie w modzie, ale ja wolę wejść pod prysznic. Przynajmniej wyjdę czysty.

TVN niedziela 24 września, 21.55

Gość Niedzielny 39/2006

wtorek, wrzesień 19, 2006

Cóż po poecie w czasie marnym?

Pierwszy wniosek, jaki nasuwa się po lekturze książki, nie jest optymistyczny. Choć czasowe ramy antologii przekraczają aż o dziesięć lat okres Dwudziestolecia Międzywojennego, próżno szukać tu nazwisk na miarę Leśmiana, Tuwima czy Iwaszkiewicza. To prawda, że wartość poezji da się ocenić wyłącznie z dłuższej perspektywy czasowej, ale ile można czekać? W 1950 roku Skamandryci byli już nieomal klasykami, a kto dziś zna Bronisława Maja, Piotra Sommera czy Mariusza Grzebalskiego?

Recenzja antologii "Poza słowa" na stronach internetowych Polskiego Radia.

poniedziałek, wrzesień 18, 2006

Dlaczego czytasz mojego bloga?

Uwaga! Można wskazać kilka odpowiedzi. Życzę dobrej zabawy!


SONDA
Dlaczego czytasz mojego bloga?

Cenię cię jako poetę.
Lubię twoje felietony. Uważam, że są lepsze od felietonów Macieja Rybińskiego.
Lubię twoje felietony, choć uważam, że do Macieja Rybińskiego sporo ci brakuje.
Cenię nonkonformizm. Staram się poznać różne punkty widzenia.
Widziałam cię w pekaesie i się zakochałam.
Z czystej nienawiści.


Oskar idzie na wojnę



Podczas gdy w Warszawie od miesiąca smażą cebulę obraną przez Güntera Grassa, ja siedzę sobie w sercu Kaszub na skraju kartofliska i leszczynowym kijem wsuwam ziemniaki w gorący popiół. Nad stołecznymi dziennikarzami mam tę przewagę, że znam na wylot miejsca, w których przyszły noblista dojrzewał do służby w Waffen-SS. W Matarni mieszkam od dziecka, w Bysewie chodziłem do szkoły, w nieistniejącej już knajpie „Firoga” wypiłem pierwsze piwo. Podobnie jak Grass opłakiwałem upadek miejscowej cegielni, wspominałem lokalną linię kolejową i żałowałem rębiechowskich gospodarstw, które raz na zawsze przekreślił pas startowy lotniska. Któż, jeśli nie ja, powinien bronić wielkiego twórcy przed lawiną małostkowych oskarżeń?
Sęk w tym, że nie potrafię. W świeżo wydanej autobiografii Grass porównuje wywoływanie wspomnień do obierania cebuli. Pod warstwą kłamstw i niedomówień kryje się prawda, która często szczypie w oczy. Piękna metafora, tyle że słuchając wyznań pisarza o jego nazistowskiej przeszłości, wciąż szeleści mi w uszach sucha skórka.
Kulawy scenariusz
Podejrzewam, że jeśli Volker Schlöndorff przestanie w końcu znęcać się nad Anną Walentynowicz i postanowi nakręcić film o przygodach swojego rodaka w Waffen-SS, największy kłopot będzie miał ze scenariuszem. Jeśli zaufa relacji Grassa i nie ubarwi jej sugestią, że syn pisarza był zomowcem, akcja potoczy się nadzwyczaj przewidywalnie.
W pierwszej scenie, zatytułowanej „Wujek nie przyszedł na kawę”, młody Günter jesienią 1939 roku uświadamia sobie, że przy rodzinnym stole obowiązuje zakaz rozmów o kuzynie jego matki. Na insynuacje złośliwego dziadka, że wujek został rozstrzelany przez nazistów podczas obrony Poczty Polskiej, chłopak odpowiada, że „Niemcy tak nie postępują”. Niemniej sprawa zaginięcia wujka głęboko zapada w świadomość młodzieńca i twórczo zapładnia jego wyobraźnię.
W drugiej scenie – „Szok w Dreźnie” – Grass z wezwaniem do wojska w ręku przemierza drezdeńskie ulice, pytając przechodniów, jaka jednostka mieści się przy Frundsberg Strasse. Niestety, nikt nic nie wie, zupełnie jak w czeskim filmie. Już w koszarach zdesperowany Günter nocą wdziera się do pokoju Bogu ducha winnego sturmbannführera Brunnera i dusi go onucą. Ten wydusza z siebie formułę „Waffen-SS”. Grass jest niepocieszony.
Trzecia, kluczowa scena – „Nie oddałem ani jednego strzału” – przedstawia oddział szykujący się do walki z aliantami. Marsowe miny, trupie główki na czapkach. Dowódca Karl Fischer von Treuenfeld mówi: – Wszyscy do czołgów, Günter na polanę! Przyszły noblista posłusznie siada w trawie i zabiera się do lektury „Cierpień młodego Wertera”.
Dziecko we mgle
Cały film mógłby nosić tytuł „Oskar idzie na wojnę”. Bo też Grass porusza się w swoich wspomnieniach jak dziecko we mgle, przywodząc na myśl postać Oskara Matzeratha z powieści „Blaszany bębenek”. Jak pamiętamy, trzyletni Oskar postanawia przestać rosnąć w proteście przeciw okrucieństwu świata dorosłych. Wciąż ma dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu i nigdy nic nie mówi, ale od jego krzyku pękają szyby w oknach. Na świat malec patrzy z dystansem. Z zasady jest obserwatorem, a nie uczestnikiem zdarzeń. Jego jedyną pasją pozostaje gra na bębenku.
W świetnej książce „Niedojrzałość. Choroba naszych czasów” Francesco Cataluccio przypomina, że ustroje totalitarne są mechanizmem powodującym zdziecinnienie ludzi dorosłych. Zamiast myśleć o wolności człowiek staje się posłusznym wyznawcą „wielkiej idei”, otrzymując w zamian materialne bezpieczeństwo. Taki obraz młodego Grassa wyłania się z jego wspomnień. Ale Günter wydaje się kimś więcej, niż dzieckiem uwiedzionym przez totalitaryzm. Jest Oskarem, który wciąż nie chce dorosnąć. Przez sześćdziesiąt lat walił w blaszany bębenek jako autorytet niemieckiej lewicy i nie przeszkadzały mu w tym wstydliwe szczegóły własnej biografii. Dziś, kiedy wraca do przeszłości, infantylizuje ją, uparcie twierdząc, że u progu wojny nie było żadnego Niemca, który chciałby i miałby odwagę przeciwstawić się nazistom.
Cebula po kaszubsku
Być może uwierzyłbym w tę deterministyczną brednię, gdybym nie znał historii Maxa Römera, zarządcy majątku Matarnia, który już w 1939 roku wyszedł z bronią w ręku przeciw oddziałowi SS, żeby ocalić przed zburzeniem polską kapliczkę. Później kilkakrotnie jeździł do Gdańska i wyciągał z więzienia swoich robotników. Nie lubił, kiedy mówiono do niego „Heil Hitler!”. Odpowiadał „Guten Tag”. No a potem wzięli go do Wehrmahtu. I poszedł, i już nie wrócił. Żona wyjeżdżała do Niemiec z czwórką osieroconych dzieci.
Właśnie dla takich opowieści wolę obierać cebulę ze starymi Kaszubami, niż z Günterem Grassem. Wbrew pozorom nie wypominam nobliście jego nazistowskiej młodości, bo łatwiej mi ją zrozumieć, niż służbę niektórych Polaków w rodzimych przybudówkach NKWD. Chodzi mi tylko o prawdę. Czy tak trudno zachować się jak dorosły i przyznać się do winy, zamiast zasłaniać się młodością, nieświadomością, biernością i odpowiedzialnością zbiorową?
Dobra, koniec tych wymądrzań. Pora zbierać się z kartofliska, bo robi się niebezpiecznie. Z daleka muszę przypominać Annę Brońską z „Blaszanego bębenka”. Wprawdzie nie mam na sobie czterech spódnic, ale nadrabiam to pękatym brzuchem. Strach pomyśleć, co się stanie, gdy dostrzeże mnie erotoman Koljaiczek. W dzisiejszych czasach – w odróżnieniu od lat wojny – wszystko jest możliwe.

Gość Niedzielny 38/2006

niedziela, wrzesień 17, 2006

Matrix po polsku



Pozornie życie toczy się utartymi koleinami. Mężczyźni budują domy i sadzą drzewa. Kobiety wożą się po centrach handlowych i dziergają sobie tatuaże na lędźwiach. Dzieci wrzeszczą. Kuba Wojewódzki przechodzi z Polsatu do TVN. Wydawałoby się, że Polska to wolny kraj, w którym każdy powinien czuć się w miarę bezpiecznie. Nie grożą nam wielkie klęski żywiołowe ani rządy komunistów, a i terroryści islamscy – chwalić Boga – działają w odległych rejonach świata, najwyraźniej pogardzając dietą opartą na flaczkach i bigosie. Jak tak dalej pójdzie, to również naszym potomkom będzie się żyło całkiem znośnie. W końcu „pokolenie przychodzi i pokolenie odchodzi, a zgniły kapitalizm trwa po wszystkie czasy”, jak mawiał Kohelet po lekturze pism Francisa Fukuyamy.
Niestety, to tylko złudzenie. Kiedy my spokojnie przeglądamy w łóżku nowy katalog IKEI, w domu za miedzą współczesny Wernyhora wieszczy nadchodzącą katastrofę: „Przed snem z lękiem spoglądam w ekran telewizora pytam/ Justynę Pochanke – czy Reichstag jutro/ zapłonie czy minister o wyglądzie/ prymusa i skarżypyty pisze już akt oskarżenia i kto/ będzie winien – (…) na przykład teściowa montera/ wanien”.

Całość na stronach internetowych tygodnika „Wprost”. Czytaj i komentuj

Krzywym okiem 17-23.09.2006

TRZEBA ZOBACZYĆ
Fargo

Kultowy film Joela i Ethana Coenów byłby zapewne zwykłym kryminałem, gdyby jego akcja nie toczyła się w zaśnieżonych pejzażach Minnesoty. Zimowa sceneria, podkreślona elegijną muzyką, sprawia, że nad głowami pozbawionych sumienia bohaterów i tropiącej ich ciężarnej policjantki unosi się jakby wielkie oko Opatrzności. Sprzedawca samochodów Jerry Lundegaard, który organizuje porwanie własnej żony, by skłonić teścia do zapłacenia okupu, nie znajdzie sposobu na powstrzymanie fali zbrodni i uniknięcie kary. Fascynująca, oparta na autentycznych wydarzeniach opowieść o tym, że ludzka chciwość nie ma granic, a raz przywołane zło rozprzestrzenia się samo. Ponieważ oglądałem „Fargo” już dwanaście razy, koledzy radzą mi, żebym we wtorek nie włączał telewizora. Mam dla nich jednak złą wiadomość: nie wierzę w pechową trzynastkę.

TVP 2 wtorek, 19 września, 23.20

WARTO ZOBACZYĆ
Szeregowiec Ryan

Wprawdzie amerykańskie filmy wojenne grzeszą zazwyczaj patosem i powierzchownością, ale mają też swoje dobre strony. Są źródłem mitu, który chroni naszych braci zza oceanu przed typowym dla krajów Europy Zachodniej rozpadem społeczeństwa. „Szeregowiec Ryan” Stevena Spielberga to już klasyka gatunku. Dramatyczna scena lądowania aliantów w Normandii w 1944 roku, naprawdę robi wrażenie. W walce ginie m.in. trójka braci Ryanów. Doceniając rodzinną ofiarę, dowództwo armii postanawia odnaleźć czwartego brata i zapewnić mu bezpieczny powrót do domu. Do wykonania misji zostaje powołany specjalny oddział. Czy jednak warto ratować jednego szeregowca za cenę życia wielu ludzi? Może i problem jest przerysowany, ale wolę ten amerykański komiks dla patriotów od rozmemłanych wierszy francuskich pacyfistów.

TVN piątek, 22 września, 22.25

DARUJ SOBIE
Co z tą Polską?

Popularność programu Tomasza Lisa jest dla mnie największą zagadką XXI wieku. Niby można tam czasem usłyszeć ciekawy pogląd jakiegoś polityka czy innego sportowca, ale cóż z tego, skoro prowadzący traktuje telewizję jak cudowne zwierciadełko: przybiera nadęte pozy, wydaje pretensjonalne okrzyki i wciąż sprawdza, czy nałożył na włosy wystarczającą ilość żelu? Rozumiem, że kryteria „medialności” ostatnio bardzo podupadły, ale fajnie by było, gdyby dziennikarz powiedział od czasu do czasu coś bardziej przenikliwego, niż „Zupełnie nie ufamy politykom” albo „Lepper nas już nie przeraża”.

Polsat czwartek 21 września, 22:25

Gość Niedzielny 38/2006

sobota, wrzesień 16, 2006

Warszawski Festiwal Poezji im. Zbigniewa Herberta



W dzisiejszym wydaniu dziennika "Rzeczpospolita" znajdą Państwo specjalny dodatek poświęcony tegorocznej edycji Warszawskiego Festiwalu Poezji im. Zbigniewa Herberta, w którym wezmę udział. Wśród wielu ciekawych tekstów o Herbercie m.in. szczegółowy program festiwalu oraz dwa moje wiersze: "Papeteria" i "Computerland". Podczas wieczoru poetów polskich w dniu 9. października fragmenty poematu "Imago mundi" przedstawią aktorzy Teatru Nowego w Warszawie. Ja poprzestanę na prezentacji kilku nowych wierszy z przygotowywanego do druku tomu "2+2=5". Serdecznie zapraszam! W najbliższych dniach w stołecznym metrze powinny pojawić się vlepki z utworami festiwalowych gości, m.in. z fragmentem pieśni "Wiatr" z mojego poematu. Jeśli ktoś z Państwa je zobaczy, proszę o sygnał.

niedziela, wrzesień 10, 2006

Felietony w tygodniku "Wprost"

Miło mi poinformować, że po okresie felietonowej diety zdecydowałem się kontynuować zmagania z oporną klawiaturą. Moje teksty z cyklu "Wencel gordyjski" będą ukazywały się co tydzień w tygodniku "Wprost". Pierwszy z nich, zatytułowany Matrix po polsku, znajdą Państwo w jutrzejszym numerze pisma. Czytelnicy "Gościa Niedzielnego", którzy przywykli do moich wypocin w rubryce "Asy z rękawa", nie muszą się jednak martwić. Zamierzam wykonać 125% normy, publikując również - raz w miesiącu - w katowickim (i katolickim) tygodniku. Mam nadzieję, że w sporadycznych przypadkach uda mi się Państwa rozbawić, sprowokować lub skłonić do refleksji. Wprawdzie z wiekiem zęby próchnieją, ale tradycja "Ozonu" zobowiązuje. Zapraszam do lektury!

Krzywym okiem 10-16.09.2006

TRZEBA ZOBACZYĆ
Kapryśne lato

Kiedy zdarza się nam coś niezrozumiałego, bezradnie rozkładamy ręce i mówimy "czeski film". Niesłusznie, bo kinematografia naszych południowych sąsiadów obfituje w prawdziwe arcydzieła, które pod warstwą niespiesznej akcji kryją psychologiczne drugie dno. W roku 1966 Jiři Menzel dostał Oskara za przeniesienie na ekran prozy Bohumila Hrabala "Pociągi pod specjalnym nadzorem". Nakręcone rok później "Kapryśne lato" to z kolei ekranizacja opowiadania Vladislava Vančury – znanego w okresie międzywojennym prozaika, który podczas okupacji został zamordowany przez Niemców. Swoim zwyczajem Menzel portretuje w filmie mieszkańców czeskiej prowincji. Trzej prominentni mieszkańcy kurortu Krokovy Vary są zachwyceni występem wędrownego linoskoczka, ale jeszcze bardziej jego piękną asystentką. Ci z Państwa, którzy lubią czystą lirykę z domieszką ironii i groteski, na pewno się nie zawiodą. W odróżnieniu od wspomnianych prominentów.

TVP 1 czwartek, 14 września, 23.40

WARTO ZOBACZYĆ
Pod prąd

Z biegiem lat przyzwyczailiśmy się do "autorytetów", które najpierw fascynowały się marksizmem, później piły z Czesiem Kiszczakiem wódkę w Magdalence, a dziś tworzą lobby na rzecz praw gejów i tropią demony lustracji. W tym kontekście wyróżnia się "Pod prąd" – autorski program Jerzego Zalewskiego, który zasłynął kilka lat temu jako twórca dokumentu "Obywatel Poeta". W programie pojawiają się ludzie znani z bezkompromisowości w dążeniu do historycznej prawdy, często wyśmiewani i szykanowani przez salon III RP. Gościem najbliższego odcinka będzie Krzysztof Wyszkowski – działacz opozycji antykomunistycznej, a obecnie niestrudzony krytyk Okrągłego Stołu. Wszystkim, którzy uważają, że „jedynie prawda jest ciekawa”, gorąco polecam.

TV Puls piątek, 15 września, 18.40

DARUJ SOBIE
Zamiana żon

Już myślałem, że polskie stacje dały sobie spokój z programami typu reality show, a tu proszę. Polsat znów emituje idiotyczny cykl dokumentalny, relacjonujący przygody i odczucia małżeństw, które wymieniły się żonami. Cóż, brzmi to absurdalnie, ale taka jest rzeczywistość. Przez dwa tygodnie żony mieszkają z obcymi facetami, wykonując wszelkie prace domowe, podobno z wyjątkiem tych łóżkowych, choć w to akurat wątpię. Cykl zatytułowany Wife Swap narodził się w Anglii, co potwierdzałoby moje dotychczasowe ustalenia, że nad Tamizą mają sporo wolnego czasu i pusto w głowach. Może kogoś to bawi, ale ja to bym swojej żony nawet na Victorię Beckham nie wymienił.

Polsat niedziela, 10 września, 16.00

Gość Niedzielny 37/2006

piątek, wrzesień 01, 2006

Krzywym okiem 3-9.09.2006

Współczesnym światem rządzi obraz, nie słowo. Nawet jeśli - jak to ostatnio jest w modzie - pozbędziemy się telewizora, pozostaniemy w medialnym uniwersum, które kształtuje gusta i wyobraźnię człowieka XXI wieku. Zdając sobie sprawę z siły telwizji, zdecydowałem się objąć w "Gościu Niedzielnym" rubrykę zatytułowaną "Krzywym okiem". Co tydzień będę śledził ramówkę kilkunastu popularnych stacji telewizyjnych i rekomendował bądź odradzał Państwu konkretne programy. Pierwszy odcinek cyklu w najnowszym numerze "Gościa Niedzielnego".

TRZEBA ZOBACZYĆ
Żeniac

Gdzie te czasy, kiedy o starym kawalerze mówiło się „żeniac”, a nie „singiel”, a w poszukiwaniach kandydatki na żonę uczestniczyła cała beskidzka wieś, nie wyłączając listonosza? Nawet jeśli odpowiedniej panny nie spotkało się w miejscowej dyskotece, można było pojechać z kolegą do miasta, skorzystać z usług biura matrymonialnego i mieć nadzieję, że wspólnymi siłami uda się w końcu sprowadzić piękną, robotną i mądrą narzeczoną na dziesięciohektarowe gospodarstwo. Inna sprawa, że gdy ciąży głowa, nie pomoże i mądrość ludowa. Choć film Janusza Kidawy z 1983 roku rzadko ostatnio gości na szklanym ekranie, zdążył wyrobić sobie markę jednej z kultowych komedii Peerelu. Oprócz kilku profesjonalnych aktorów reżyser zaangażował naturszczyków ze wsi Ujsoły, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Bez ich improwizowanych dialogów obraz byłby z pewnością mniej wiarygodny i – choć trudno w to uwierzyć – mniej śmieszny.

TVP 2 niedziela, 3 września, 9.40

WARTO ZOBACZYĆ
Tygodnik Moralnego Niepokoju

Kto nie ogląda cotygodniowych popisów Kabaretu Moralnego Niepokoju, musi być bardzo smutnym człowiekiem. Znakomite literacko teksty Roberta Górskiego bywają zdroworozsądkowe bądź absurdalne, subtelne lub dosadne, ale prawie zawsze doprowadzają widza do skurczów mięśni brzucha. Wystarczy posłuchać rozmów licealisty Mariusza z jego autorytarnym ojcem czy dyrektyw wydawanych przez inżyniera Mrównicę w fabryce zbrojeniowej. W odróżnieniu od starszego pokolenia „rozśmieszaczy” Górski i spółka rzadko poświęcają uwagę bieżącej polityce, bazując raczej na kontrastach obyczajowych. Nawet jeśli nie rozśmieszy nas scenka z Mikołajem Kopernikiem vel „Koper”, którego kumple wyciągają na piwo, na pewno nie przejdziemy obojętnie wobec szaleńczego śmiechu Katarzyny Pakosińskiej, odgrywającej rolę prezenterki telewizyjnej. Szacuneczek, pani Kasiu!

TVP 2 piątek, 8 września, 21.55

DARUJ SOBIE
Finał Finałów Tańca z Gwiazdami

Niby chodzi o to, kto najlepiej tańczy sambę, a kto fokstrota. Ale w gruncie rzeczy o to, czy Ola Kwaśniewska jest zgrabniejsza od Kasi Cichopek, z kim aktualnie kręci Rafał Mroczek i co w konkursie dla młodych aktorów robi dojrzała Małgorzata Foremniak. Sześć finałowych par wszystkich edycji „Tańca z Gwiazdami” wyjdzie na deski Opery Leśnej w Sopocie, żeby prasa kobieca miała o czym pisać, a „Playboy” co fotografować. Nie wiem, jak Państwo, ale ja w tym czasie będę siedział przed domem w towarzystwie żony i dzieci. I żegnał odlatujące bociany.

TVN poniedziałek, 4 września, 20.15

Gość Niedzielny 36/2006