piątek, grudzień 29, 2006

Liderzy polskiego Kościoła

W świątecznym numerze "Wprost" ukazał się ranking liderów polskiego Kościoła. Ponieważ wziąłem udział w głosowaniu, podaję swoje typy.

Kościół od dwóch tysięcy lat podlega tym samym kryteriom oceny. Na ile jego przedstawiciele realizują swoje duchowe powołanie? Czy dostrzegają obecność Chrystusa we własnym życiu i we wspólnocie wiernych? Czy w swoich działaniach kierują się ewangelią? Czy potrafią skutecznie docierać ze swoim świadectwem do innych? Jak podchodzą do kwestii misyjności i otwarcia na współczesną kulturę? Patrząc z tej perspektywy na ludzi Kościoła obecnych dziś w życiu publicznym, można dostrzec przewagę osób świeckich i pojedynczych księży nad hierarchami. Mamy wielu politycznie i społecznie zaangażowanych biskupów, brakuje nam natomiast żarliwych duszpasterzy.

PIERWSZA PIĄTKA

1. abp Józef Michalik. Choć przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski nie jest gwiazdą mediów, jego działalność przynosi konkretne owoce. Obdarzony głęboką świadomością eklezjalną potrafi jednoczyć różne frakcje duchowieństwa w imię misji apostolskiej. Dzięki niemu stanowisko Kościoła w kwestiach moralnych, będących przedmiotem debaty publicznej, jest spójne i czytelne. Mam wrażenie, że w swoich działaniach arcybiskup kieruje się nie doraźną polityką, lecz ewangelią i nauką społeczną Kościoła. Jest to także jeden z nielicznych obecnie hierarchów, którzy doceniają rolę kultury. Nic dziwnego, że to wokół niego tworzy się w ostatnich latach silne środowisko artystów, dziennikarzy i historyków.

2. Marek Jurek. Najbardziej wiarygodny i najlepiej wykształcony chrześcijanin wśród polityków. Swoją działalność publiczną traktuje jako służbę i misję, a nie jako sposób na zdobycie popularności, władzy czy pieniędzy. Postawa wierności nauce Kościoła w praktyce ustawodawczej nie kłóci się u niego z otwartością wobec członków różnych ugrupowań politycznych. Fakt, że zamiast afiszować się ze swoją wiarą, stara się mozolnie wcielać ją w życie, jest świadectwem głębokiego rozumienia chrześcijańskich ideałów.

3. ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Chyba wszyscy lubimy samotnych jeźdźców, którzy w imię prawdy są w stanie zaryzykować całym swym dobytkiem. Wbrew opinii niektórych biskupów, misja podjęta przez byłego kapelana „Solidarności” wydaje się jedyną szansą na rozliczenie się Kościoła z grzechów przeszłości. Jeśli się powiedzie, zyska na tym nie tylko wspólnota wiernych, ale i wspólnota narodowa. Co ważne, ks. Isakowicz-Zaleski kieruje się w swoich działaniach głębokim zrozumieniem dla ludzkich słabości. Dając szansę konfidentom na samooczyszczenie, bierze pod uwagę ich duchowe dobro. Dla niego samego podjęte wysiłki są, oczywiście, krzyżem, ale w jego biografii roi się od krzyży. To znak, że właściwy człowiek znalazł się na właściwym miejscu.

4. o. Maciej Zięba. Dyrektor Instytutu Tertio Millennio zupełnie nie mieści się w sztucznym i nieprawdziwym w gruncie rzeczy podziale na Kościół otwarty i zamknięty. Oczytany, inteligentny, błyskotliwy, potrafi też mówić rzeczy trudne i niepopularne. Jest jednym z tych duchownych, którzy najpełniej zrozumieli naukę Jana Pawła II i starają się dawać jej świadectwo w życiu publicznym. Przywołując myśl Maxa Webera o tym, że działalność ekonomiczna odarta ze swego etyczno-religijnego sensu nabiera charakteru konkurencji sportowej, można powiedzieć, ze o. Zięba próbuje wyprowadzić nas z lekkoatletycznego stadionu i otworzyć przed nami bramy moralnego kosmosu.

5. Grzegorz Górny. Obdarzony różnymi talentami praktyk nowej ewangelizacji. Potrafi w sposób przejrzysty ukazywać naukę Kościoła i przenikliwie diagnozować pułapki współczesnej cywilizacji. Zarówno jego przedsięwzięcia medialne („Fronda”, „Ozon”), jak i twórczość własna (filmy dokumentalne, artykuły) przemawiają zwłaszcza do młodych ludzi. Jeśli rzeczywiście istnieje „pokolenie JPII”, to Górny jest jednym z jego najwybitniejszych przedstawicieli. Skupiony na kwestiach duchowych, zrównoważony i kompetentny w swojej dziedzinie może wkrótce odgrywać pierwszoplanową rolę w świeckim życiu Kościoła.

KANDYDATURY DODANE DO LISTY

o. Jacek Salij. Najwybitniejszy polski tomista, obdarzony umiejętnością niezwykle precyzyjnego formułowania myśli. Autor licznych książek popularyzujących nauczanie Kościoła i pozwalających przełożyć dogmaty na język ludzi.

Dariusz Karłowicz. Filozof, twórca kwartalnika „Teologia Polityczna” i szef Fundacji św. Mikołaja. Przykład chrześcijańskiego intelektualisty na miarę XXI wieku, który interesuje się współczesnym światem, a ambicje naukowe z powodzeniem łączy z działalnością charytatywną.

ks. Waldemar Chrostowski. Wybitny biblista i uczestnik dialogu katolicko-żydowskiego.

Tomasz „Budzy” Budzyński. Charyzmatyczny lider zespołu Armia i współtwórca chrześcijańskiej formacji 2Tm2,3. Uczestnik Drogi Neokatechumenalnej często dzielący się świadectwem własnego nawrócenia z konsumentami kultury masowej.

Robert „Litza” Friedrich. Gitarzysta i kompozytor, członek zespołu 2Tm2,3 i twórca dziecięcej grupy Arka Noego. Jeden z najlepiej rozpoznawalnych chrześcijan w mediach.

Tomasz Terlikowski. Dziennikarz mediów wszystkich. Zawodowy komentator wydarzeń z życia polskiego Kościoła.

Adam Bujak. Wybitny fotografik specjalizujący się w tematyce duchowości. Autor licznych albumów poświęconych Janowi Pawłowi II, życiu zakonów, architekturze sakralnej.

NOTY

abp Józef Michalik 9
Marek Jurek 9
ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski 9
o. Maciej Zięba 9
Grzegorz Górny 9
kard. Franciszek Macharski 8
o. Jacek Salij 8
ks. Waldemar Chrostowski 8
Jan Pospieszalski 8
Paweł Lisicki 8
Dariusz Karłowicz 8
kard. Stanisław Dziwisz 7
Paweł Milcarek 7
ks. Marek Gancarczyk 7
Tomasz Budzyński 7
Robert Friedrich 7
o. Jan Góra 7
s. Małgorzata Chmielewska 7
Adam Bujak 7
ks. Moszoro-Dąbrowski 7
ks. Henryk Jankowski 7
abp Stanisław Gądecki 6
abp Henryk Muszyński 6
abp Józef Życiński 6
abp Stanisław Ryłko 6
kard. Zenon Grocholewski 6
o. Tadeusz Rydzyk 6
bp Tadeusz Pieronek 5
abp Damian Zimoń 5
abp Józef Kowalczyk 5
abp Tadeusz Gocłowski 5
kard. Henryk Gulbinowicz 5
abp Alfons Nossol 5
bp Piotr Libera 5
Zbigniew Nosowski 5
ks. Adam Boniecki 5
Tomasz Terlikowski 5
Jarosław Gowin 5
abp Leszek Sławoj Głódź 4
kard. Józef Glemp 4
bp Wiktor Skworc 4
bp Kazimierz Nycz 4
o. Wacław Oszajca 4
Andrzej Grajewski 4
Marcin Przeciszewski 4
Grzegorz Polak 4
Andrzej Koprowski 4
ks. Adam Dereń 4
Wiesław Chrzanowski 3
Elżbieta Adamiak 3
Szymon Hołownia 3
Halina Szydełko 2
Marek Zając 2
Ewa Sołowiej 2
Tomasz Arabski 1
Hanna Gronkiewicz-Walz 1
Jan Maria Jackowski 1

sobota, grudzień 23, 2006

Andersen miał rację



Dawniej wchodził przez komin, przynosił nowe kapcie, kubańskie pomarańcze i tę jedną jedyną paczkę klocków Lego z Peweksu, o której marzyliśmy przez cały rok. Kiedy my przy wigilijnym stole pałaszowaliśmy zupę grzybową, jego sanie zaprzężone w baśniowe renifery stały pod domem. I nawet gdy za oknem nie było śladu zimy, wydawało się nam, że pada gęsty śnieg. A potem na dźwięk dzwonka podrywaliśmy się z krzeseł i biegliśmy do drugiego pokoju, gdzie św. Mikołaj siedział już w fotelu i wyjmował z worka prezenty. Po latach okazało się, że to był ojciec w czerwonej czapce i płaszczu ozdobionym watą. Twarz miał zakrytą pończochą matki, usta zaznaczone szminką jak jakiś włamywacz czy inny transwestyta. A jednak dla nas pozostał kimś niezwykłym: przybyszem ze świata pełnego miłości, świętości i tajemnicy.

Całość na stronach internetowych tygodnika „Wprost”. Czytaj i komentuj

czwartek, grudzień 21, 2006

Krzywym okiem 24-30.12.2006

TRZEBA ZOBACZYĆ
Gdzie jest Nemo?

Błazenek Marlin wcale nie jest dowcipny, rekiny przechodzą terapię grupową, pragnąc stać się wegetarianami, rybka Dory cierpi na zaniki pamięci, a mewy stać tylko na powtarzanie „daj, daj”, co jest dowodem ich bezgranicznego konsumpcjonizmu. Choć animowany przebój kinowy z 2003 roku kierowany jest zarówno do dzieci, jak i do dorosłych, próżno szukać w nim dwuznaczności, które zdecydowały o sukcesie „Shreka” wśród miłośników gry filmowymi konwencjami. Mimo że obraz zapiera dech w piersiach rozmachem animacji, jego przekaz wydaje się tyleż zabawny, co szczery. Oto zrozpaczony Marlin wyrusza w głąb oceanu, żeby odnaleźć swojego synka. Mały Nemo zbyt blisko podpłynął bowiem do rybackiej łodzi i w konsekwencji trafił do akwarium pewnego dentysty. A ponieważ – jak powszechnie wiadomo – dentyści to sadyści, rybce grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Na szczęście wśród mieszkańców akwarium i oceanu nie brakuje ofiarnych stworzeń. Opowieść o podwodnej wspólnocie może być wskazówką także dla nas, chrześcijan. W końcu życie jest jak ocean, a ryba to nasz znak.

TVP 1 niedziela 24 grudnia, 20.10
powtórka poniedziałek 25 grudnia 8.00


WARTO ZOBACZYĆ
Grinch: Świąt nie będzie

Grincha nie da się lubić. Jest kosmaty, zielony i wiecznie niezadowolony. Wkurza go zwłaszcza okres Bożego Narodzenia, kiedy ludzie w pobliskim miasteczku stają się dla siebie przesadnie mili. Postanawia więc zniweczyć ich plany. Wystarczy jednak gest przyjaźni pewnej dziewczynki, by serce stwora odtajało. Jeszcze raz okazuje się, że artystką, która maluje na czarno nasze charaktery, najczęściej jest samotność. Rubaszny, ale piękny film dla dzieci najlepiej ogląda się w szerszym gronie. Może również w naszej rodzinie jest jakiś zbuntowany Grinch, który czeka na zrozumienie. Pomóżmy mu, jeśli chcemy, by święta się odbyły.

TVN poniedziałek 25 grudnia, 8.25

DARUJ SOBIE
Harry Potter i komnata tajemnic

Czarna i biała magia. Młodzi posiadacze mocy kontra mugole, czyli sztywni nudziarze o tłustych zadkach. Znakomita lekcja poglądowa dla naszych milusińskich, nieprawdaż? Na szczęście wigilijny wieczór większość z nich spędza razem z rodzicami przy zastawionym stole. Poza tym na Jedynce leci akurat „Gdzie jest Nemo?”. Lepiej utożsamić się z błazenkiem, niż zostać czarodziejem.

TVN niedziela 24 grudnia, 20:05

Gość Niedzielny 51-52/2006

wtorek, grudzień 19, 2006

Muzyka, której słucham

Moja wypowiedź dla magazynu muzycznego RuaH:

Należę do ludzi, którzy słuchają w kółko tego samego. Jeśli jakiś utwór wpadnie mi w ucho, wrzucam go do Winampa i słucham np. czterdzieści razy przez całą noc. Po miesiącu, oczywiście, melodia staje się nieznośna, ale wtedy przeskakuję na inną. Kiedyś było tak z oratoriami Bacha i Haendla (kanon Pachelbela mam na twardym dysku w ok. czterdziestu wykonaniach). Teraz w ten sam sposób słucham takich wykonawców jak Schmaletz, Lao Che, Los Trabantos, Świetliki i Linda, Paresłów... Ale najbardziej lubię śpiewające anioły: Michelle Branch, Avril Lavigne, Vanessę Carlton, Kelly Clarkson, Dido, Lene Marlin, Annę Nalick. Generalnie uważam, że tylko kobiety są w stanie w wokalu osiągnąć doskonałość. Czasami włączam też dla relaksu obciachowe nagrania z lat 70. i 80.: Gazebo, Goombay Dance Band, Afric Simone etc. Niezmienną miłością darzę Alphaville i Ultravox. Tę listę uzupełniają aktualne przeboje Lily Allen, Rihanny, Katie Melua, Karmah, Des'ree, Alexz Johnson i Gosi Andrzejewicz. Z muzyki chrześcijańskiej słucham wyłącznie Violi z zespołem New Day oraz Marty Florek.

poniedziałek, grudzień 18, 2006

Sonda: prasa


SONDA
Z jakim tytułem prasowym najbardziej się identyfikujesz i jakie pismo czytasz regularnie?

Dziennik
Rzeczpospolita
Gazeta Wyborcza
Nasz Dziennik
Wprost
Newsweek
Polityka
Gość Niedzielny
Gazeta Polska
Arcana
Krytyka Polityczna
Fronda
Obywatel
Nowe Państwo


niedziela, grudzień 17, 2006

Jesus Christ Superstar



Naiwność ludzka nie ma granic. Żeby uświetnić ceremonię wręczenia nagród World Music Awards, organizatorzy postanowili wskrzesić Michaela Jacksona, który ostatni raz był widziany na scenie 10 lat temu. W tym celu sprowadzono do Londynu mumię słynnego wokalisty, zaopatrzoną w sztuczne włosy i T-shirt z psem Pluto. Nabywcy biletów dali wiarę, że mumia wykona utwór „Thriller”, a ponieważ nic takiego nie nastąpiło, domagają się zwrotu zainwestowanych pieniędzy. Bez sensu, bo przecież musieli wiedzieć, że mumie z zasady nie śpiewają, nie mówiąc już o tańczeniu. Oczywiście, w popkulturze bywa z tym różnie, czego przykładem filmy Stephena Sommersa czy kreskówki z serii „Scooby Doo”. Przed ćwierćwieczem sam Jackson wcielił się w rolę zombi w teledysku do wspomnianego już „Thrillera”. Od czasu realnej mumifikacji piosenkarz może jednak robić tylko to, co robią wszystkie mumie: tkwić w mauzoleum (aktualnie w posiadłości pod Dublinem) i zwolna przechodzić do historii.
Kto ma szansę zastąpić Jacksona na tronie króla popu? Niestety, wygląda na to, że czeka nas dłuższy okres bezkrólewia. David Beckham stracił formę i nie pomogą mu nawet nowe tatuaże. Scjentystyczne małżeństwo Toma Cruise’a z Katie Holmes to dobra pożywka dla mediów, ale najwyżej na kilka tygodni. Wreszcie popularność Krzysztofa Kononowicza ma ograniczony zasięg terytorialny. Cóż, popkultura jest tak bardzo podporządkowana teraźniejszości i zmieniającym się masowym gustom, że jej ikony, które wczoraj wydawały się świeże, dziś są już przeterminowane.
W tym kontekście interesująco przedstawia się sytuacja na amerykańskim rynku filmowym. Sukces „Pasji” Mela Gibsona, potwierdzony osiągnięciami „Opowieści z Narnii” Andrew Adamsona i „Narodzenia” Catherine Hardwicke, sprawił, że miejscowi scenarzyści i producenci gremialnie rozczytują się w Nowym Testamencie i literaturze religijnej. Każdy chce kręcić filmy o Jezusie, a przynajmniej tak formułować przekaz, by bez przeszkód trafiać do chrześcijańskiej publiczności.

Całość na stronach internetowych tygodnika „Wprost”. Czytaj i komentuj

sobota, grudzień 16, 2006

Krzywym okiem 17-23.12.2006

TRZEBA ZOBACZYĆ
Wniebowzięci

Kiedyś to było fajnie. Człowiek nie musiał za wszelką cenę mieć domu, dwóch samochodów, oszczędności na koncie i akcji na giełdzie. Żył sobie spokojnie, myślał o teraźniejszości, a nie o przyszłości, a kiedy wygrywał pokaźną sumę w totolotka, nie wiedział, co z nią zrobić. W kultowej komedii Andrzeja Kondratiuka z 1973 roku Zdzisław Maklakiewicz i Jan Himilsbach, którym – jak ślepej kurze ziarno – trafiła się taka wygrana, postanawiają wyruszyć w pierwszą w życiu podróż samolotem. A ponieważ lata im się cudownie, trwonią resztę gotówki na kolejne rejsy. Z przeciętnych robotników zmieniają się w zamożnych i kulturalnych panów, którzy starają się zaimponować przypadkowo spotkanym dziewczynom. Niestety, a może stety, są zbyt przyzwoici i szczerzy, by w pełni skorzystać z uśmiechu losu. Ale w końcu czy los robi im łaskę? Jeśli sprzyja, jest dobrze; jeśli nie – też nienajgorzej. Ważne, żeby być sobą i nie dać się zwariować. Szczerze mówiąc, nie wierzę, że ktoś z Państwa jeszcze tego filmu nie widział. Myślę natomiast, że wszyscy powinniśmy utrwalić go na taśmie wideo i oglądać w chwilach finansowej gorączki.

TVP 2 czwartek 21 grudnia, 16.15

WARTO ZOBACZYĆ
Cześć Tereska

Przejmujący dramat Roberta Glińskiego pokazuje duchową pustkę współczesnych blokowisk. Pod warstwami betonu, zmęczenia i śniegu rozpadają się marzenia dwóch piętnastolatek ze szkoły krawieckiej, dobre intencje ich rodziców i ludzi Kościoła. Losem bohaterów targają żywioły egoizmu, przemocy, nałogów, materializmu i poczucia klęski. Czarno-biały film pełen autentycznych dialogów ogląda się niemal jak dokument, ale można też dostrzec w nim smutny moralitet – studium o skutkach grzechu pierworodnego, które bez wędzidła wiary potrafią zabić nadzieję.

TVP 1 środa 20 grudnia, 23.40

DARUJ SOBIE
Miliony Brewstera

O ile bohaterowie „Wniebowziętych” trwonią swój majątek dla przyjemności bycia „tu i teraz”, o tyle główny bohater filmu Waltera Hilla traktuje to jako inwestycję. Jego ekscentryczny krewny zapisał mu bowiem 300 milionów dolarów, które trafią w jego ręce pod warunkiem, że w ciągu miesiąca wyda jedną dziesiątą tej sumy. Dalszy ciąg tej opowieści to głupawy slalom między luksusowymi hotelami, restauracjami, limuzynami i wybrednymi kobietami. Jeszcze jedna trzeciorzędna komedia amerykańska z czwartorzędną obsadą aktorską.

TVN niedziela 17 grudnia, 13.05

Gość Niedzielny 50/2006

wtorek, grudzień 12, 2006

Święta nowej generacji



Ksiądz na sumie mówił, że aby godnie przeżyć święta Bożego Narodzenia, trzeba się do nich dobrze przygotować. Dlatego w pierwszą niedzielę adwentu stoję wśród innych wiernych sklepowi Electro World i przyglądam się telewizorom. Choć mój stary philips wciąż działa bez zarzutu, to ma już swoje lata, wypukły ekran i 21 cali. Przyznają Państwo, że nie są to właściwości rzucające na kolana. Żeby naprawdę odczuć magię świąt, ja i moja rodzina potrzebujemy elsidika zdolnego w pełni wykorzystać możliwości platformy cyfrowej. Tylko który model wybrać?
Ocean technologii
Po godzinie sterczenia w sklepie wiem już, że najlepsze są samsungi. – W tej klasie nie ma lepszej marki – przekonuje sprzedawca. – Niby wszystkie telewizory mają podobne parametry, ale ta firma zawsze wymyśli coś nowego, żeby być o pół metra przed konkurencją, np. DNI. – A co to jest? – pytam. – Nooo... technologia służąca do ożywiania obrazu.
Hmm... Patrzę na sto rozświetlonych ekranów i wszystkie wydają mi się tak samo ożywione. Pewnie dlatego, że nie zabrałem z domu okularów. – Jeśli chce pan dobrego elsidika, to tylko ten samsung – doradza klient stojący obok jednego z telewizorów. – A pan już kupił? – zagaduję. – Ja się właśnie przymierzam, ale u mnie w rodzinie wszyscy mają: brat, szwagier, kuzyn... Normalnie panel podświetlany jest dwoma żarówkami, a tu zastosowano ich sześć. Poza tym, wie pan: interfejs HDMI, tryb gracza, kontrast 5000:1, no i ładna obudowa.
Kurczę pieczone, sześć żarówek! Chyba się zdecyduję. Problemem jest wyłącznie cena. Musiałbym zapłacić osiem stów więcej niż za podobny telewizor jvc, któremu przyglądałem się wcześniej. – A ten? – wskazuję go mojemu rozmówcy. – Panie, to nędza. Niby wszystko to samo, ale interfejs DVI i kontrast tylko 800:1. – Aha – odpowiadam i zupełnie nie wiem, co robić. Z jednej strony, dla dobra mojej rodziny jestem w stanie poświęcić każde pieniądze. Co będzie, jeśli przez zły dobór telewizora stracimy szansę na godne przeżycie świąt? Z drugiej strony, nie mam pojęcia, czym różni się HDMI od DVI i na ile stosunek 5000:800 przekłada się na rzeczywistą skalę kontrastu.
Znikający świat
Po godzinie jestem już w domu i instaluję tańszy model. Mówi się trudno. Ważne, że jvc też ma płaski ekran i 32 cale. Pierwszy rodzinny wieczór przed nowym telewizorem wypada świetnie. Kolory są nasycone, dźwięk idealny, wielkość ekranu budzi respekt. Transmisja z Bożego Narodzenia może się rozpocząć nawet jutro. Zapomnimy o pracy, najemy się do syta i będziemy od rana do wieczora oglądać telewizję. Przez cały rok pędziliśmy na łeb, na szyję, to mamy teraz prawo nieco zwolnić i odpocząć jak normalni ludzie. Oczywiście, nie chodzi o to, żeby tracić czas na oglądanie głupot. Świąteczna ramówka pełna jest wartościowych pozycji: dokumenty o zwierzętach, głębokie filmy, programy religijne... Nareszcie dowiemy się czegoś o świecie, który w ostatnich miesiącach uciekał nam spod stóp jak nasyp widziany z pędzącego pociągu.
Jest jednak pewien problem. Kiedy siadamy przed telewizorem, trudno nam się skupić na treści programów. Ekran wydaje się za duży, kontrast zbyt intensywny. Od gapienia się w rozświetlony prostokąt coraz bardziej bolą nas oczy. Głośno zachwycamy się, rzecz jasna, funkcjonalnością nowego sprzętu, ale zupełnie nie myślimy o rzeczywistości. Efektowny, przetwarzany na milion sposobów obraz wchłania nas jak wieloryb. Z zainteresowaniem skaczemy po kanałach, ale nigdzie nie potrafimy zatrzymać się na dłużej. Świat znika w kalejdoskopie ujęć i komentarzy. Zostaje tylko technika.
Pierwszy śnieg
Minęło południe. Za oknem pada pierwszy śnieg i ludzie rozmawiają na skrzyżowaniu ulic. Ale ja ich nie widzę, bo właśnie oglądam poświęcony im program telewizyjny. Rozwój technik audiowizualnych jest pułapką, bo odwraca ludzki wzrok od rzeczywistości. Oglądając nałogowo telewizję, jesteśmy w gruncie rzeczy podobni do pracoholików, którzy zaniedbują rodziny, bo codzienny rytuał obowiązków wydaje im się bardziej rzeczywisty od domowej nudy. Jak oni, stajemy się niewolnikami pozoru i zmiany. Gnani ciekawością pragniemy wypróbować wszystkie obecne na rynku nowinki techniczne.
A te zmieniają się w zawrotnym tempie. Jeśli dawniej o urządzeniach nowej generacji mówiono co 10-20 lat, to dziś mówi się o nich co pół roku. Nowy sprzęt już w momencie zakupu jest przestarzały. Nie obowiązują żadne zasady, które wyznałyby granice rozwoju. Ludzie nie biorą już pod uwagę własnych potrzeb, tylko kolekcjonują wszystko, co nowe. Każdy chce mieć telewizor, komputer, komórkę z milionem funkcji, choć korzysta tylko z jednej bądź kilku z nich.
Może więc Boże Narodzenie jest nam dane po to, byśmy w jego wiecznym wymiarze znaleźli drogę wyjścia z domu niewoli. W końcu Jezus co roku rodzi się tak samo w zbiorowej wyobraźni. Trzej królowie idą do Betlejem tą samą, sprawdzoną drogą. Gwiazda na niebie pulsuje zawsze tym samym blaskiem. Żadna telewizja nie przekaże nam relacji z tych wydarzeń tak wiernie, jak robi to nasza zbiorowa wyobraźnia. Jeżeli pozwolimy ją zniszczyć specom od medialnej socjotechniki, trudno nam będzie odszukać Dzieciątko także w naszych sercach.
Dlatego mam nadzieję, że nowy telewizor nie przyda mi się w święta. Chciałbym raczej wyjść z rodziną na spacer i w świeżym śniegu odnaleźć ślady stóp Kacpra, Melchiora i Baltazara. Kto wie? Może zaprowadzą nas one do stajenki? Tej w kościele, i tej w małżeńskiej sypialni, gdzie nad łóżkiem wisi obraz świętej Rodziny. Wszystkim Państwu, moim bliskim i sobie życzę głębokiego przeżycia świąt starej generacji.

Gość Niedzielny 50/2006

niedziela, grudzień 10, 2006

Od tańca do różańca



Helena Vondrackova musi bardzo kochać Polskę. Nie dość, że w 1977 r. wygrała tu Międzynarodowy Festiwal Interwizji, to ostatnio święci triumfy na antenie TVN. Brała już udział m.in. w programie „Mamy Cię!” i w tegorocznym festiwalu w Sopocie, a wkrótce - jak donosi prasa brukowa - wystąpi w „Tańcu z gwiazdami”. To doskonała wiadomość dla tych koneserów kultury, którzy preferują łączenie tradycji z nowoczesnością. Wprawdzie królowa czechosłowackich dansingów aktualnie liczy sobie blisko 60 wiosen, ale podobno na parkiecie wciąż potrafi wyczyniać cuda. Zresztą, skoro 72-letnia Sophia Loren z powodzeniem pozuje roznegliżowana do kalendarza Pirelli, dlaczego mielibyśmy odmówić Helenie prawa do rywalizacji z Olą Kwaśniewską? Sporna pozostaje jedynie kwestia, z jakim partnerem Vondrackova zatańczy dla polskich widzów. Optymalny byłby niewątpliwie Mieczysław Rakowski, ale trudno przewidzieć, czy strona czeska zaakceptuje kandydata z taką przeszłością.
Niezależnie od rozstrzygnięcia tego problemu piosenkarka musi się przygotować na szok poznawczy. Kontrakt z TVN na dłużej zwiąże ją bowiem z krajem, którego marką narodową jest twórcze napięcie, czyli ścieranie się przeciwieństw. Żegnaj, spokojna egzystencjo wśród ludzi, którzy jak jeden mąż wcinają knedliki, piją piwo i bezrefleksyjnie kąpią się w jacuzzi. W Polsce nawet wanna częściej służy jako pretekst do procesów sądowych niż jako źródło przyjemności. Podobnie skomplikowany jest nasz stosunek do poruszania się w rytm muzyki. Z jednej strony „Taniec z gwiazdami” bije rekordy oglądalności, z drugiej - może się stać obiektem ascetycznej krytyki, która ubóstwiającym zmysłowość Czechom na pewno wyda się egzotyczna.
Dlatego zanim Vondrackova przyjedzie fikać koziołki na polskiej scenie, obowiązkowo powinna odwiedzić serwis internetowy Savonarola.pl, gdzie niejaki Mirosław Salwowski informuje świat o „wielkim niebezpieczeństwie, jakie dla życia chrześcijańskiego niosą tańce damsko-męskie”.

Całość na stronach internetowych tygodnika „Wprost”. Czytaj i komentuj

piątek, grudzień 08, 2006

Krzywym okiem 10-16.12.2006

TRZEBA ZOBACZYĆ
Pogoda na jutro

Pełna wyrzeczeń i duchowych dylematów działalność w antykomunistycznej opozycji kontra szybkie i bezrefleksyjne życie w świecie mediów i reklamy. Przez ostatnie kilkanaście lat system wartości Polaków zmienił się radykalnie. Bohater komediodramatu Jerzego Stuhra, w którego postać wcielił się sam reżyser, doświadcza tej różnicy w sposób szczególny. Ostatnie 17 lat swojego życia spędził bowiem za klasztornym murem, gdzie znalazł schronienie przed problemami. Rozpoznany przez porzuconą żonę i syna podczas festiwalu Sacrosong trafia nagle w sam środek konsumpcyjnego piekła. Aktualny konkubent małżonki pozwala mu wprawdzie zamieszkać w garażu, ale posiadanie dachu nad głową nie umniejsza jego cierpienia, kiedy obserwuje, jak w świecie bez zasad gubią się jego dzieci. Ciepła i pełna humoru opowieść o ojcu walczącym o odzyskanie lekkomyślnie utraconego autorytetu. Chrześcijańską logikę fabuły redukuje nieco scena końcowa, którą – prawdę mówiąc – reżyser mógł sobie darować. Gdybym zdradził jej treść, odebrałbym Państwu przyjemność oglądania filmu, a tego byśmy przecież nie chcieli.

TVP 2 niedziela 10 grudnia, 20.55

WARTO ZOBACZYĆ
Zanim przywędrowały dinozaury

Dokumentalny serial BBC o dziejach życia na Ziemi przed pojawieniem się dinozaurów ma szansę zjednoczyć przed telewizorami zwolenników darwinizmu i kreacjonizmu. Tajemnica początku świata jest zbyt wielka, by miało sens udowadnianie wyższości tych, którzy pochodzą od Boga, nad tymi, którzy pochodzą od małpy i na odwrót. Dzięki symulacjom komputerowym autorzy filmu zrealizowali niemal baśniowy film, który wciąga od pierwszej minuty. Trzeba tylko uważać, żeby później nie przyśniły się nam gigantyczne skorpiony, bo te mogą się okazać mniej humanitarne od ludzi.

TVP 2 sobota 16 grudnia, 13.20

DARUJ SOBIE
Halo! Kasa!

Wiadomo, że mamona rządzi światem, ale bez przesady. Współczesne media są tak przesycone żądzą zysku, że nikogo już to nie dziwi. Tymczasem teleturnieje, w których łapie się ludzi na wędkę chciwości, to czysta demonerka. Dlatego wciąż podziwiam telewidza, który kilka lat temu na telefoniczne pytanie rześkiego prezentera TVP: – Czy brał pan udział w konkursie audio-tele, odpowiedział krótko: – Nie wiem. Dobranoc. A można było wygrać wycieczkę do Rovaniemi.

Polsat wtorek-piątek 12-15 grudnia, 9.30

Gość Niedzielny 50/2006

niedziela, grudzień 03, 2006

Nie będzie bombonierki



W feministycznym słowniku znajdziemy tyle słowotwórczych dziwolągów, że pisownia nazwisk to przy tym pikuś. Pal licho te wszystkie psycholożki i filozofki, do których zdążyliśmy się już przyzwyczaić, ale jak będą czuły się mniej wykształcone panie, kiedy już feminizm trafi pod strzechy i betoniarza zastąpi betoniarka, drukarza drukarka, samochody staną się własnością kierowczyń, a na statkach zaroi się od marynarek? „Ojciec szklarz, matka szyba” - mawiali kumple z podstawówki, nie podejrzewając, że to absurdalne powiedzenie ma przed sobą wielką przyszłość.
Już słyszę rechot czytelników „prasy męskiej” przekonanych, że znowu ktoś dokopuje „głupim babom”. Panowie, więcej pokory. Ponieważ feminizm zakłada równouprawnienie form gramatycznych, rewolucja językowa dotknie również mężczyzn. Współczuję tym z was, którzy w nowej epoce będą wpisywać w rubryce „zawód” wyrazy „przedszkolanek” (od przedszkolanki) lub „kosmetyk” (od kosmetyczki).
Niewątpliwie jeśli feminizm zwycięży, każdy facet będzie się musiał zmierzyć z nowymi problemami. Ale najcięższy los czeka kobiety przyzwyczajone do naszych seksistowskich zachowań. Koniec z docenianiem ich nadprzyrodzonego piękna i wrodzonych talentów: delikatności, czułości, uczciwości. Trzeba będzie przestać je chronić, tulić w ramionach i przynosić im kwiaty w zębach. Żywiąc przekonanie o biologicznej i moralnej wyższości jednej płci nad drugą, co jest przecież istotą seksizmu, staniemy się łatwym celem dla feministycznych organów ścigana. Jeśli któryś z nas ośmieli się nadal wielbić kobiety, pani ministra spraw wewnętrznych naśle na niego oddział komandosek. Nawet nasze gusta kulturalne zostaną objęte zasadą parytetu. Już nie będziemy słuchać wyłącznie Michelle Branch i Vanessy Carlton, bo na każdej płycie ich piosenki będą przedzielane utworami Slayera. Nasz argument, że w wokalistyce tylko panie są w stanie osiągnąć doskonałość, nie przysporzy nam sprzymierzeńczyń.

Całość na stronach internetowych tygodnika „Wprost”. Czytaj i komentuj

sobota, grudzień 02, 2006

Krzywym okiem 3-9.12.2006

TRZEBA ZOBACZYĆ
Amadeusz

Miloša Formana trzeba uwielbiać za „Miłość blondynki” i nienawidzić za „Skandalistę Larry’ego Flynta”. Pierwszy film to arcydzieło czechosłowackiej Nowej Fali, drugi – haracz płacony amerykańskiej poprawności politycznej. „Amadeusz”, dramat kostiumowy z 1984 roku, każe wcisnąć pomiędzy te skrajne emocje szacunek. Reżyser nazwał swe dzieło „fantazją zainspirowaną życiem i tajemniczą śmiercią Mozarta” i nie jest to określenie na wyrost. Ze wspomnień kompozytora Antoniego Salieriego, który na łożu śmierci wyznaje swe grzechy szpitalnemu kapelanowi, wyłania się barwny portret jego największego konkurenta. Ścieżka dźwiękowa filmu utwierdza nas w przekonaniu, że Mozart jest geniuszem. Ale na ekranie widzimy w nim również człowieka targanego namiętnościami, pijaństwem i śmiertelną chorobą. Zazdrosny Salieri zrobi wszystko, by wykorzystać mistrza do własnych celów, zanim zrozumie, że łaska Stwórcy na pstrym koniu jeździ. I że to nie on, ale niezbyt pobożny utracjusz z Salzburga został powołany do wielkiej twórczości.

TVP 1 niedziela 3 grudnia, 22.05

WARTO ZOBACZYĆ
Zagubieni w Raju

Nicolas Cage musi bardzo lubić okres Bożego Narodzenia, bo świąteczne motywy pojawiają się w co drugim jego filmie. Zanim któraś ze stacji – jak co roku – przypomni nam tego świetnego aktora w wigilijnej opowieści „Family man”, mamy okazję obejrzeć go w komedii sensacyjnej o nieudolnych złodziejach. W przeddzień Wigilii, nie zważając na szalejącą burzę śnieżną, trzej bracia Firpo próbują obrabować bank w miasteczku Paradise. Ucieczka z miejsca przestępstwa okazuje się jednak znacznie trudniejsza niż kradzież. Pogodny film o ludzkiej zachłanności, świadectwie bliźnich i nawróceniu. W sam raz na zimowy wieczór, spędzany we dwoje.

Polsat środa 6 grudnia, 20.35

DARUJ SOBIE
Supertalent

Prędzej czy później się skończy, przejdzie niezauważony i nie będę musiał go schlastać – myślałem o cyklu „Supertalent” jeszcze tydzień temu. Odsiew z grona uczestników programu jest jednak tak powolny, że w końcu straciłem cierpliwość. Rozumiem, że TVP organizuje castingi na osobowość telewizyjną, ale dlaczego my musimy na nie patrzeć? Wyścig po etat, podczas którego młodzi ludzie robią z siebie pośmiewisko, odsłania główną słabość dzisiejszej telewizji: umiłowanie zgrywy, cwaniactwa i próżności.

TVP 2 sobota 9 grudnia, 20.00

Gość Niedzielny 49/2006