wtorek, luty 27, 2007

Blask reflektorów

Wszystkich, którzy mają dostęp do kanału TVP Kultura, zapraszam do obejrzenia najbliższego odcinka cyklicznego programu „Socjopaci”. Początek w czwartek 1. marca o godz. 23.05. Rozmowę ze mną poprowadzi Wojtek Klata, który w „Dekalogu” Krzysztofa Kieślowskiego utonął w osiedlowym stawie, a w filmie „300 mil do nieba” Macieja Dejczera uciekał z bratem do Szwecji. Dziś Wojtek ma już 31 lat i z powodzeniem funkcjonuje nie tylko jako aktor, ale i jako dziennikarz telewizyjny.
Wnikliwi czytelnicy moich felietonów z pewnością wypomną mi, że niedawno rzucałem gromy na pisarzy udzielających się w mediach elektronicznych, ale będą mieli tylko trochę racji. „Socjopaci” to projekt wyjątkowy, pozbawiony powierzchowności przeciętnych talk-shows. Reżyserem cyklu jest Andrzej Horubała, znany m.in. jako autor powieści „Farciarz” i „Umoczeni” oraz zbioru esejów „Marzenie o chuliganie”. Tematem czwartkowej rozmowy, którą zilustrują m.in. zdjęcia z Matarni, będzie moja droga duchowa i pisarska prowadząca z gdańskiej prowincji do Warszawy.

poniedziałek, luty 26, 2007

Mordercze ego



Każdy szanujący się seryjny morderca wie, czego oczekują od niego fani. Zanim zacznie na poważnie zabijać, musi liznąć trochę kultury, żeby jego zbrodnie wydały się naprawdę przerażające. Grana przez Anthony’ego Hopkinsa postać Hannibala Lectera została okrzyknięta ikoną naszego czasu i „najlepszym czarnym charakterem” w historii kina właśnie dlatego, że trudno odmówić jej elokwencji. W filmie Petera Webbera „Hannibal: Po drugiej stronie maski” młody zbrodniarz ma wprawdzie twarz francuskiego aktora Gasparda Ulliela, ale ciężko pracuje na swój przyszły sukces, pobierając w Paryżu lekcje literatury, rysunku i muzyki klasycznej. To dzięki tej gruntownej edukacji Hopkins z powodzeniem wcieli się później w postać kustosza florenckiego muzeum.

Pełną wersję felietonu przeczytasz w papierowym wydaniu tygodnika „Wprost” - numer 9/2007 dostępny w kioskach od poniedziałku 26 lutego. Po tygodniu będziesz też mógł ją zamówić w internetowym archiwum „Wprost”. SMS odblokowuje dostęp do artykułu na 3 godziny. Koszt 0,66 zł z VAT.

niedziela, luty 25, 2007

Krzywym okiem 25.02-3.03.2007

TRZEBA ZOBACZYĆ
Braveheart – Waleczne Serce

Wielu kinomanów dzieli swoje życie na dwa okresy: do obejrzenia tego filmu i po nim. Epos filmowy z historii średniowiecznej Szkocji, przedstawiający dzieje legendarnego powstańca-patrioty Williama Wallace’a, zmienia bowiem radykalnie spojrzenie na historię. Pokazuje, jak wielka wartość tkwi w bezkompromisowej walce o wolność, nawet jeśli ta jest z góry skazana na niepowodzenie. Nakręcone w 1995 roku arcydzieło Mela Gibsona (reżysera i odtwórcy głównej roli) zmusza do zaangażowania się po stronie odważnego szkockiego chłopstwa i do odrzucenia mocarstwowych ambicji Anglików, z którymi kolaboruje część miejscowej szlachty. Trudno o wspanialszą lekcję patriotyzmu, bo przecież film rzuca także światło na naszą historię. Kto zaufa przyspieszonemu rytmowi serca podczas oglądania scen batalistycznych, nigdy już nie zakwestionuje sensu polskich powstań i walki z komuną.

Polsat poniedziałek 26 lutego, 21.00

WARTO ZOBACZYĆ
Casablanca

W oscarową noc TVP przygotowała dla nas danie specjalne. Wprawdzie trudno sobie wyobrazić kogoś, kto nie widział dotąd najsłynniejszego filmu z Humphreyem Bogartem, ale okazja do obejrzenia go po raz kolejny zawsze jest wydarzeniem na miarę wizyty w najlepszej restauracji. Tej, w której czarnoskóry pianista gra filmowy przebój „As Time Goes By”, a ubrany w biały garnitur Rick bez słowa patrzy w oczy pięknej Ilsy (Ingrid Bergman). Opowieść o niespokojnym czasie wojny w mieście uciekinierów, o wielkiej, choć niespełnionej miłości i o outsiderze, który na pytanie o swoją narodowość odpowiada: – Jestem pijakiem. Powstały w 1942 roku melodramat Michaela Curtiza zafascynował już wiele pokoleń i budzi nostalgię następnych. To się nigdy nie skończy.

TVP 1 niedziela 25 lutego, 00.25

DARUJ SOBIE
Krwawy sport

Umówmy się, że filmy o sportach walki są dość jednowymiarowe. Ich ścieżka dźwiękowa składa się głównie z odgłosów typu „bum!”, „trzask!” i „ała!”. We wczesnej młodości chodziło się wprawdzie na Bruce’a Lee, ale wyrosło się z tego, kiedy na ekrany wszedł Indiana Jones. Poza tym odtwórca głównej roli Jean-Claude Van Damme, mimo że umięśniony, jest jakiś taki mydlany. Zdecydowanie wolimy szorstkość Bogarta. Przełączamy na „Casablancę”.

TVN niedziela 25 lutego, 00.45

Gość Niedzielny 8/2007

wtorek, luty 20, 2007

Pączkowanie



W tłusty czwartek cały naród – z wyjątkiem kilku anorektycznych pensjonarek – tradycyjnie zajadał się pączkami produkcji krajowej. Smakowały? Oczywiście, że smakowały, bo były to dokładnie takie pączki, jakich oczekiwaliśmy: ogromne, złociste, ociekające lukrem i wypełnione marmoladą. Jeszcze przed wschodem słońca, zatrzymawszy się z pieskiem obok osiedlowej piekarni, słyszało się podniecone męskie głosy: „Raz i dwa, trzy i cztery, gnieć to ciasto, do cholery! Formuj, ładuj, piec zamykaj, bo inaczej będzie kicha!”. W efekcie w ciągu dnia każdy Polak mógł sobie kupić tyle pączków, ile zmieści jego zbolały od wódki żołądek. Tylko amerykańskim turystom pękała żyłka z żalu, że nie skonsumują swoich dziurawych donatów. Jak wiadomo, po sześciu latach zawracania Wisły kijem sieć Dunkin’ Donuts nie wytrzymała konkurencji i wycofała się do Pearl Harbor.

Pełną wersję felietonu przeczytasz w papierowym wydaniu tygodnika „Wprost” - numer 8/2007 dostępny w kioskach od poniedziałku 19 lutego. Po tygodniu będziesz też mógł ją zamówić w internetowym archiwum „Wprost”. SMS odblokowuje dostęp do artykułu na 3 godziny. Koszt 0,66 zł z VAT.

niedziela, luty 18, 2007

Krzywym okiem 18-24.02.2007

TRZEBA ZOBACZYĆ
Złote runo

Niedawno gazety rozpisywały się o procesie bezrobotnych mieszkańców okolic Mrągowa i Kętrzyna, którzy w latach 2004-2005 przemycali we własnych żołądkach kokainę z Ameryki Południowej do Holandii. Choć film Janusza Kondratiuka powstał kilka lat wcześniej, okazuje się więc bardzo aktualny. Domorosły biznesmen Stefan wynajmuje pijaczka Rysia, aby ten połknął i przeszmuglował do Berlina pokaźną kolekcję diamentów. Na wypadek żołądkowych komplikacji duet przestępców zabiera ze sobą w podróż metalowy nocnik. Na pewno się przyda do liczenia drogocennych kamieni. O ile agencyjne doniesienia o mazurskich przemytnikach nastrajają raczej posępnie, o tyle „Złote runo” zdecydowanie poprawia humor. Głównie za sprawą znakomitej gry Zbigniewa Buczkowskiego i „naturszczyka” Zbigniewa Mazurka. Porażające autentycznością dialogi bohaterów, między którymi rodzi się przyjacielska więź, można porównać tylko do rozmów słynnej pary Himilsbach – Maklakiewicz. Znakomita, niekonwencjonalna komedia.

TVP 1 wtorek 20 lutego, 00.35

WARTO ZOBACZYĆ
Uciekająca panna młoda

Kiedy Ike Graham (Richard Gere) siada do pisania zgryźliwego felietonu o prowincjonalnej pannie młodej, która – jak wieść gminna niesie – notorycznie ucieka sprzed ołtarza, jest tylko butnym nowojorskim dziennikarzem. Wystarczy jednak podróż w rodzinne strony Maggie Carpenter (Julia Roberts), by zrozumiał, jak niesprawiedliwe jest sądzenie ludzi po pozorach. Ponieważ mamy do czynienia z klasyczną komedią romantyczną, historia musi skończyć się wielką miłością. Czy jednak Ike zdoła na tyle odmienić Maggie, by ta wytrwała obok niego w kościele i odpowiedziała „tak” na sakramentalne pytanie księdza?

TVN sobota 24 lutego, 21.45

DARUJ SOBIE
Czarodziejki

Polsat wyraźnie chce nauczyć nasze dziewczęta magii. Serial „Czarodziejki” występuje obecnie w programie stacji zarówno w animowanej wersji dla najmłodszych („Witch”), jak i w postaci młodzieżowego tasiemca dla nastolatek („Charmed”). Ten ostatni opowiada o przygodach trzech sióstr czarownic mieszkających w San Francisco. Oczywiście, wszystkie posiadają nadprzyrodzone moce, które pomagają im w walce z czarownikami, demonami i innymi potworami. Kto chce obejrzeć kolejny odcinek, niech przygotuje sobie wcześniej miseczkę z wodą święconą. Nie musi być duża.

Polsat sobota 24 lutego, 12.45

Gość Niedzielny 7/2007

środa, luty 14, 2007

Fortuna Juanity



O południowoamerykańskich serialach mówi się, że są płytkie, sentymentalne i zupełnie oderwane od polskiej rzeczywistości. Nic bardziej mylnego. Wystarczy obsadzić w serialowych rolach najważniejszych aktorów rodzimej sceny politycznej, by się przekonać, że latynoska kultura filmowa ma nam do zaoferowania znacznie ciekawszy i wiarygodniejszy przekaz niż tradycyjne serwisy informacyjne. Zilustrujmy to streszczeniami kolejnych odcinków argentyńskiej telenoweli „Sidła miłości”, emitowanej przez Polsat w dni powszednie o godz. 12.00.

Poniedziałek. Renzo (Donald Tusk) zaczyna podejrzewać, że Ivan (Lech Kaczyński) i Tommy (Jarosław Kaczyński) to ta sama osoba. Zbyt często spotyka ich obu w tym samym miejscu. Rebeca (Kazimierz Marcinkiewicz) przygotowuje się do ślubu i prosi Juanitę (Jan Maria Rokita), by jej towarzyszyła podczas wybierania sukni ślubnej. Tommy kombinuje, jak je rozdzielić.

Pełną wersję felietonu przeczytasz w papierowym wydaniu tygodnika „Wprost” - numer 7/2007 dostępny w kioskach od poniedziałku 12 lutego. Po tygodniu będziesz też mógł ją zamówić w internetowym archiwum „Wprost”. SMS odblokowuje dostęp do artykułu na 3 godziny. Koszt 0,66 zł z VAT.

Fusstracja



O tym, że Polska jest krajem antysemitów, wiemy wszyscy. Od lat rozpisują się na ten temat rodzime autorytety moralne i zachodnie gazety. Problem pojawia się przy próbie nakrycia nas na gorącym uczynku, czyli na szerzeniu antysemickiej propagandy. Antysemityzm jest bowiem tak głęboko osadzony w naszych duszach, że trudno go przetransportować do przestrzeni publicznej. Owszem, siedząc w domowym zaciszu często powtarzamy sobie w duchu: „Jak ja nienawidzę Żydów!”. Ale już kiedy do salonu wchodzi żona, udajemy, że myślimy o czymś zupełnie innym: zaczynamy pogwizdywać, głupio się uśmiechać albo nerwowo przełączać telewizyjne kanały. Do końca nie wiadomo, co nami kieruje. Może jesteśmy tak przywiązani do swojego antysemityzmu, że nie chcemy się dzielić nim z innymi, a może to historia wykształciła w nas nawyk konspiracji.

Zamów pełną wersję felietonu na stronach internetowych tygodnika „Wprost”. SMS odblokowuje dostęp do artykułu na 3 godziny. Koszt 0,66 zł z VAT.

poniedziałek, luty 12, 2007

Gościu, jesteś prorokiem!



Cóż po poecie w erze popkultury? Zwłaszcza po takim, który – wbrew awangardowym opiniom – wciąż uważa rym za dźwignię metafizyki. W telewizji szaleje sztorm informacyjny, z radia płyną chwytliwe melodie, przez miasta i wioski przelewa się fala konsumpcji, a ten biedaczek siedzi i zawija sreberka wierszy. W dodatku wyrosła mu konkurencja w postaci agencji public relations i samotnych kolekcjonerów nagród w konkursach na slogany reklamowe. Jak tu zachować zimną krew, kiedy wokół mnożą się hasła typu „Zimowe inwestowanie – nagród wygrywanie”?
Dzisiejsza reklama jest królestwem infantylnych treści, koturnowej inwersji i rymów gramatycznych, od których poecie przewraca się w żołądku. Niestety, reszta ludzkości nie odczuwa w związku z tym żadnych dolegliwości. – O, jaki fajny wierszyk! – zachwycają się klienci hipermarketów, spoglądając na transparent umieszczony nad kasami: „Zakupy masz, o tysiąc złotych grasz!”. Żeby to chociaż był rym częstochowski, poprosiłoby się o interwencję jasnogórską Panią, a tak pozostaje spuścić uszy po sobie, przełożyć do siatek zawartość koszyka i wiać do domu pierwszą lepszą taksówką.
Świat się rymuje
Okazuje się jednak, że nawet swojskie mury nie chronią przed trywialnością. Na rodzinnych uroczystościach zawsze znajdzie się jakaś ciocia, która przy aplauzie pozostałych gości poprosi poetę o ułożenie i wygłoszenie okolicznościowego utworu. – Jak to? Nie chcesz nam umilić wieczoru? Nie mów, że nie potrafisz. Jesteś przecież poetą! A kiedy poeta – raz na dziesięć przypadków – daje się złapać na wędkę i po godzinie intensywnej pracy umysłowej odczytuje na głos wyrafinowany sonet bądź zabawny limeryk, niezmiennie słyszy komentarz któregoś z licznych wujków: – Coś rymy ci nie wyszły. Skąd wziąłeś to „jemy – spod ziemi”? Powinno być „jemy – pijemy”!
Proszę się nie dziwić smutkowi poety. Każdy chce być doceniony, a już na pewno ten, którego Stwórca wyposażył w pokaźne poczucie misji i jeszcze większą pychę. Codziennie rano poeta staje przed oknem, wpatruje się w rustykalny pejzaż i czuje, że wszystkie jego składniki rymują się ze sobą. Stodoła współbrzmi z indykami na polu, wiosenne kaczeńce flirtują z brunatnym obornikiem, a człowiek na drodze wiąże się z błękitem nieba. Podobnie rymuje się życie: szczęście z cierpieniem, nadzieja z rozpaczą i wiara z niewiarą. Nie są to jednak rymy gramatyczne: brzydkie, naiwne i fałszywe. Do rzeczywistości znacznie lepiej pasują asonanse – szlachetne rymy oparte jedynie na tożsamości samogłosek w dwu ostatnich sylabach.
Złamać klawiaturę?
Mierząc się z popkulturą, poeta próbuje ją pogłębić i uwiarygodnić, rzucając przy okazji sztukę mięsa potworowi własnej pychy. Efekty okazują się jednak mizerne. Ciocine wzruszenie ramion, wujkowe prychnięcie i tysiąc sprzedanych egzemplarzy wiekopomnego tomiku to upokorzenie w porównaniu z tantiemami zdobywanymi przez amatorów konkursów reklamowych. Do dziś poeta pamięta wywiad z rekordzistą: – W weekendy obskakuję wszystkie hipermarkety w mieście i wychodzę na swoje. Byłem już z żoną w Paryżu, na Kajmanach i w Węgorzewie. Wygrałem sto litrów wody mineralnej, skuter i odtwarzacz mp3. Nieźle, co?
Cóż, wobec takich wyznań poeta niechybnie złamałby klawiaturę, gdyby nie fakt, że istnieje pewien przekaz, który również w popkulturze sprawdza się znakomicie. Posłuchajmy hiphopowej wersji opowieści o spotkaniu Jezusa z Samarytanką: „Jezus na to: Każdego, kto pije tę wodę, znowu będzie suszyć. Ale jak ktoś napije się wody, którą ja mu zapodam, tego już nie będzie nigdy suszyło, tylko ta woda, będzie w nim pompować życie aż do wieczności. Panna do niego: O, bez kitu, to zapodaj mi tę wodę, żeby mnie już nie suszyło i żebym nie musiała ciągle tu biegać! On na to: Dobra, to leć po męża i wracajcie tutaj! Panna przyczaiła: No, ale ja nie mam męża. Jezus do niej: Proste, że nie masz. Miałaś pięciu, a ten klient, którego teraz masz, to nie twój mąż. Dobrze gadasz. A panna: Ej gościu, normalnie jesteś prorokiem!”.
Biblia pauperum
To fragment „Dobrej czytanki wg św. ziom’a Janka”, opracowanej przez Asię Rafał i Basię Sieradz na podstawie Ewangelii wg św. Jana. Dziewczyny wydały książkę, zmontowały ekipę i jeżdżą po Polsce, odczytując tekst na spotkaniach z rówieśnikami. Ktoś może powiedzieć, że to profanacja Słowa Bożego, ale czy będzie miał rację? W opinii zgorzkniałego poety rację mają raczej hiphopowe tłumaczki, kiedy argumentują, że w naszych czasach Jezus byłby synem piekarza, woźnego czy sklepikarza. Mieszkałby w bloku, woziłby się w szerokich spodniach i mówiłby językiem trafiającym do młodych ludzi. Oczywiście, nie oznacza to, że należy zapomnieć o tradycyjnych przekładach Pisma Świętego. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by jego popkulturalne adaptacje pełniły dziś w pewnych środowiskach funkcję Biblii pauperum i były zaproszeniem do głębokiego przeżywania Dobrej Nowiny na kolejnych etapach wtajemniczenia.
Estetyka popkultury ze względu na swoją prostotę jest zrozumiała dla każdego, stąd wielu ludzi Kościoła patrzy na nią z nadzieją na realizację ideału masowej ewangelizacji. Słusznie, bo jeśli inne przekazy ulegają w niej trywializacji, to Żywe Słowo zachowuje swoją moc. Może więc nadszedł czas, by natchniony poeta nauczył się pokory i zrozumiał, że nie naprawi świata swoimi wyszukanymi rymami, że są ludzie, którzy lepiej od niego radzą sobie w popkulturze, a słowa: „Gościu, jesteś prorokiem!”, wcale nie są przeznaczone dla niego. Wychodzi na to, że trzeba przywyknąć do kpin cioci, wujka i do marnych nakładów, jeśli chce się sprostać swemu powołaniu.

Gość Niedzielny 6/2007

sobota, luty 10, 2007

Morze, nasze morze

Ponieważ znudził mi się dotychczasowy dizajn strony, postanowiłem go trochę odświeżyć. Nie tylko ze względu na miejsce zamieszkania wybrałem opcję marynistyczną. Po lewej znajduje się latarnia morska, która powinna rozjaśniać kolejne posty, a mojemu okrętowi wskazywać właściwą drogę. Kto chce się zabrać na pokład, niech włoży ciepłe majtki, bo zbliża się sztorm.

Krzywym okiem 11-17.02.2007

TRZEBA ZOBACZYĆ
Piknik pod Wiszącą Skałą

Australia, rok 1900. W dniu św. Walentego grupa uczennic żeńskiej szkoły wyrusza na tytułowy piknik. Na miejscu jedna z towarzyszących im nauczycielek odkrywa, że zegarki wszystkich dziewcząt zatrzymały się na godzinie dwunastej. Rzecz co najmniej dziwna, zwłaszcza że po okolicy nie kręcą się żadne stwory z serialu „Z Archiwum X”. W dodatku Miranda, Irma, Marion i Edith wychodzą na szczyt Skały i – jak zahipnotyzowane – oddalają się w nieznanym kierunku. Poszukiwania kończą się fiaskiem. Policjantom udaje się wprawdzie odnaleźć Irmę, ale ta nie pamięta, co się zdarzyło. Trudno stwierdzić, do jakiego gatunku należy obraz Petera Weira. Czy jest to film grozy, poetycka wizja, czy też krytyka wiktoriańskiej moralności. Australijski reżyser bardziej skupia się na rozbudzeniu naszej ciekawości, niż na rozwikłaniu filmowej zagadki. Poruszając się na granicy realizmu i halucynacji, buduje jednak atmosferę, której nie da się zapomnieć. Jeśli emitowanie tak dobrych filmów w Walentynki stanie się tradycją, będę chyba zmuszony zaakceptować to amerykańskie święto.

TVP 1 środa 14 lutego, 00.15

WARTO ZOBACZYĆ
Narty Ojca Świętego

W komediowym moralitecie Jerzego Pilcha, wystawionym w Teatrze Narodowym przez Piotra Cieplaka, postać Jana Pawła II staje się mitycznym kontrapunktem dla grzesznych przyzwyczajeń tzw. „zwykłych ludzi”. Słysząc plotkę o możliwym przyjeździe papieża, który rzekomo chce spędzić resztę życia w miejscu swych młodzieńczych, narciarskich wycieczek, mieszkańcy miasteczka Granatowe Góry wpadają w panikę. Świadomość, że aby godnie przyjąć Ojca Świętego, będą musieli zmienić swoje życie, jest dla nich nie do zniesienia. Pilch z wyrozumiałością kreśli katalog polskich przywar, a przy okazji zmusza do przemyślenia różnicy między chrześcijaństwem a religijnością.

TVP 1 poniedziałek 12 lutego, 21.00

DARUJ SOBIE
Sidła miłości

Rebeca domyśla się, że Renzo podawał się za Ivana. Tomy’emu nie pozostaje nic innego, jak wyjawić jej, że jest gangsterem. Rebeca bez chwili wahania oferuje pomoc i pieniądze, by mogli razem uciec na koniec świata. Problem w tym, że Tomy zakochał się w Juanicie. Telenowela argentyńska przeznaczona „dla małoletnich od lat 12”. Małoletni, uciekajcie!

Polsat poniedziałek-piątek 12-16 lutego, 12.00

Gość Niedzielny 6/2007

poniedziałek, luty 05, 2007

Krzywym okiem 4-10.02.2007

TRZEBA ZOBACZYĆ
Pułkownik Kukliński

Kontrowersje wokół postaci pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, który od początku lat 70. przekazał Stanom Zjednoczonym wiele tajnych dokumentów Układu Warszawskiego i plany wprowadzenia w Peerelu stanu wojennego, obrazują, jak głęboko zagnieździł się w naszych duszach homo sovieticus. Na szczęście dla większości Polaków bohaterstwo pułkownika jest dziś faktem. Dokument Andrzeja Trzos-Rastawieckiego opowiada dramatyczną historię człowieka, który działając w strukturach Ludowego Wojska zwanego polskim, zdecydował się podjąć wywiadowczą działalność przeciwko sowieckim okupantom. W filmie mówią o nim m.in. Jan Nowak-Jeziorański, Zbigniew Brzeziński i dowódcy CIA. Warto posłuchać tych świadectw, wrócić myślą do naszej tragicznej historii, a później zapalić symboliczną świeczkę na cześć zmarłego już bohatera.

TVP 1 czwartek 8 lutego, 23.35

WARTO ZOBACZYĆ
Robin Hood

Seriale o przygodach średniowiecznego banity z lasów Sherwood z reguły ogląda się jak góry o świcie: z zachwytem i duszą na ramieniu. Podejrzewam, że podobnie będzie w przypadku trzynastoodcinkowej wersji tej opowieści, zrealizowanej przez telewizję BBC na Węgrzech (!) w 2006 roku. Wprawdzie mit tego, który zabierał bogatym i rozdawał biednym, kłóci się z dogmatami kapitalizmu, ale któż by się nimi przejmował, gdy jest okazja poznęcać się nad Szeryfem z Nottingham. Swoją drogą, ciekawe, dlaczego brytyjscy filmowcy tak otwarcie demaskują butę swoich przodków. Albo potrafią wznieść się na wyżyny autoironii, albo nie zdają sobie sprawy, że w trakcie emisji „Robin Hooda” pół Europy utwierdza się w antybrytyjskich stereotypach. Niestety, raczej to drugie.

TVP 2 niedziela 4 lutego, 20.15

DARUJ SOBIE
Piękna i geniusz

Kontrasty przyciągają widzów, ale komiksy już niekoniecznie. Reality show, w którym siedem głupiutkich ślicznotek stara się nawiązać kontakt z siedmioma nieśmiałymi facetami o nieprzeciętnej inteligencji, to zdecydowanie komiks, i to rysowany bardzo grubą kreską. Oj, trzeba będzie to zgłosić naszym feministkom. Oby tylko się nie okazało, że ich biuro jest zamknięte, bo wszystkie wyszły akurat do telewizji... Wystąpić w programie „Piękna i geniusz”.

Polsat wtorek 6 lutego, 20.00

Gość Niedzielny 5/2007

piątek, luty 02, 2007

Malinowy król



God bless Hollywood! Podczas gdy amerykańscy politycy wciąż się zastanawiają, czy umieścić w Polsce tarczę antyrakietową i znieść wizy dla naszych obywateli, miejscowi krytycy filmowi pełnymi garściami czerpią z tradycji polskiego romantyzmu. Przykładem Złote Maliny - nagrody przyznawane najgorszym filmom i filmowcom minionego sezonu. Przodujące na liście tegorocznych nominacji Sharon Stone i Jessica Simpson nie wyglądają wprawdzie na humanistki, ale i one będą zmuszone poddać się procedurze wypracowanej przez Juliusza Słowackiego w „Balladynie”: „Matko, w lesie są maliny,/ Niechaj idą w las dziewczyny./ Która więcej malin zbierze,/ Tę za żonę pan wybierze”. Kto jest tym panem, o którego względy powalczą hollywoodzkie aktorki? Oczywiście, Sylvester Stallone, niekwestionowany malinowy król, zdobywca dziewięciu plastikowych i oklejonych taśmą super-8 statuetek. Już na początku marca Sly powróci na ekrany naszych kin jako legendarny bokser Rocky Balboa.
Takie rzeczy zdarzają się tylko w Biblii i w Ameryce. O ile w Polsce 60-letni aktor zwykle czyta wnukom bajeczki, parzy ziółka i raz w roku kwestuje na Powązkach, o tyle jego rówieśnik za oceanem ugania się za technoterrorystami albo wybiega na ring, żeby stoczyć walkę z aktualnym mistrzem świata wagi ciężkiej. Po co? Oficjalnie po to, żeby przekonać rodaków o triumfie ducha nad upływem czasu. Mniej oficjalnie - żeby wycisnąć jak cytrynę swój filmowy mit. A ponieważ w spadku po latach 80. zostało nam takich mitów niemało, Hollywood powoli zamienia się w prawdziwy wyciskacz do cytryn. Po stalowym Sylwku przyjdzie kolej m.in. na Bruce'a Willisa („Szklana pułapka”) i Harrisona Forda (cykl „Indiana Jones”). Żeby sprostać swoim dawnym wizerunkom, bohaterowie naszej młodości będą się wikłać w najgłupsze scenariusze, a nam pozostanie banalna refleksja nad zjadającą własny ogon popkulturą.
W tej geriatrycznej ofensywie najgorsze jest to, że dawni gwiazdorzy starają się za wszelką cenę uzasadnić swój comeback jakąś szczytną ideą. Stallone, który ponoć kilka lat temu nawrócił się na chrześcijaństwo, mówi wprost: „Rocky został wybrany, stał za nim Jezus, a on chciał być tym, który żyje przykładem Jezusa”. Bardzo pięknie, tyle że w filmie zostaje z tego przesłania niewiele.

Całość na stronach internetowych tygodnika „Wprost”. Czytaj i komentuj