środa, kwiecień 25, 2007

Fraňek na hrad!



Zjednoczoną Europę ogarnęła ostatnio sondażowa gorączka. Pytanie formułowane przez ośrodki badania opinii publicznej brzmi wszędzie tak samo: „Które kraje Unii Europejskiej darzysz największą sympatią, a które najbardziej cię wkurzają?”. Odpowiedzi są z reguły przewidywalne. Niemcy tradycyjnie nie lubią Polski, natomiast uwielbiają Włochy i Hiszpanię, gdzie po ciężkim arbajcie mogą się godzinami wygrzewać na plaży. Szwedzi nie przepadają za Bułgarią i Rumunią, natomiast w rubryce „ulubiony kraj” wpisują „IKEA”. Jedynym zaskoczeniem są wyniki sondaży przeprowadzanych nad Wisłą. Z grubsza rzecz biorąc, Polacy są przyjaźnie nastawieni do wszystkich nacji, jednak prawdziwą miłością pałają do Czechów. Niełatwo wytłumaczyć, skąd się bierze to uczucie.

Pełną wersję felietonu przeczytasz w papierowym wydaniu tygodnika „Wprost” - numer 17-18/2007 dostępny w kioskach od poniedziałku 23 kwietnia. Możesz również zamówić ją w internetowym archiwum „Wprost”. SMS odblokowuje dostęp do artykułu na 3 godziny. Koszt 0,66 zł z VAT. Nie zapominaj też o blogu na stronach „Wprost”, gdzie co 2-3 dni pojawiają się świeże wpisy.

Lolitomania



Ministrowi Romanowi Giertychowi udało się w końcu pogodzić ogień z wodą. Pomysł wprowadzenia do szkół obowiązku noszenia mundurków jest konserwatywny, a zarazem perwersyjny. I to tak, że powinien zadowolić zarówno członków Młodzieży Wszechpolskiej, jak i podstarzałych erotomanów. Nie żyjemy przecież w Peerelu, gdy ideałem kobiety była matka Polka, a szesnastoletnie pannice z zespołu Gawęda kojarzyły się wyłącznie z ogniskiem w lesie i zdobywaniem harcerskich sprawności. Dziś królową świata jest właśnie lolita nosząca szkolny uniform, podkolanówki i aparat na zęby. Im więcej gadżetów ilustrujących napięcie między społecznymi rygorami a rozkwitającą kobiecością i młodzieńczym buntem, tym lepiej.

Pełną wersję felietonu przeczytasz w papierowym wydaniu tygodnika „Wprost” - numer 16/2007 dostępny w kioskach od poniedziałku 16 kwietnia. Możesz również zamówić ją w internetowym archiwum „Wprost”. SMS odblokowuje dostęp do artykułu na 3 godziny. Koszt 0,66 zł z VAT. Nie zapominaj też o blogu na stronach „Wprost”, gdzie co 2-3 dni pojawiają się świeże wpisy.

Krzywym okiem 15-21.04.2007

TRZEBA ZOBACZYĆ
Gorączka

Film sensacyjny nie powinien być przesadnie głęboki. Wystarczy, że trzyma widzów w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty. A jeśli przy okazji oferuje kawał świetnego aktorstwa, staje się arcydziełem gatunku. W „Gorączce” Michaela Manna występują dwie największe legendy Hollywoodu: Robert De Niro i Al Pacino. Pierwszy w roli brutalnego złodzieja, drugi – zgorzkniałego policjanta. Psychologiczna gra, jaka toczy się między nimi, opiera się na sprzecznych ambicjach, ale i na wzajemnym szacunku. Obaj rozumieją konsekwencje swoich wyborów i wiedzą, że prędzej czy później jeden z nich będzie musiał zginąć. Obaj mają tyle samo do stracenia: miłość i marzenie o spokojnym życiu. W blasku świateł Los Angeles rozgrywa się więc dramat przypominający czarno-biały świat dawnych westernów. W końcowej scenie bohaterowie stają naprzeciw siebie nocą na pasie startowym lotniska jak rewolwerowcy przed barem w samo południe.

TVP 1 sobota 21 kwietnia, 22.25

WARTO ZOBACZYĆ
Joanna d’Arc

Warto zobaczyć, bo losy Joanny d’Arc, która na początku XV wieku z inspiracji Boga poprowadziła francuskie rycerstwo do zwycięstw w wojnie z Anglikami, wciąż fascynują. Nie warto oglądać, bo reżyserem filmu jest Luc Besson, który – jak na racjonalistę przystało – ujmuje tę historię bardzo powierzchownie. Gdybyśmy mieli do wyboru znakomity serial kanadyjski pod tym samym tytułem, który w 1999 roku nakręcił Christian Duguay, a główną rolę zagrała w nim zjawiskowa Leelee Sobieski, zapewne podjęlibyśmy właściwą decyzję. A tak musimy się zadowolić opowieścią Bessona. Próżno szukać tu wspaniałych scen rycerskich modlitw, a i kwestia dziewictwa Joanny ukazana jest w sposób dwuznaczny. Fragmenty skłaniają jednak do namysłu nad historią Francji, która z „najstarszej córy Kościoła” przeistoczyła się w naszej epoce w rozkapryszoną córeczkę Rewolucji.

TVN wtorek 17 kwietnia, 21.00

DARUJ SOBIE
Stawka większa niż życie

Były obawy, że to TVP pod rządami Andrzeja Urbańskiego zbłaźni się kolejną emisją serialu o przygodach agenta sowieckiego wywiadu, ale stacja TVN ponownie wyprzedziła konkurencję. Teraz czekamy na powrót Stirlitza, który – jak wiadomo – otrzymał kiedyś telegram z centrali: „Jeśli nie zapłacicie za energię elektryczną, wyłączymy wam radiostację”.

TVN niedziela 15 kwietnia, 17.15

Gość Niedzielny

czwartek, kwiecień 12, 2007

Palma i krzyż



Rodziców się nie wybiera, księdza proboszcza też. Całkiem słusznie, bo jakby człowiek sprecyzował swoje wymagania, to doszedłby do wniosku, że jedynie papież może je spełnić. A przecież papież jest tylko jeden i żeby osobiście objął milion parafii, trzeba by go sklonować. Wprawdzie genetycy są już o krok od naprawy świata, ale takiego zadania żaden z nich się nie podejmie. I całe szczęście, bo to, co na pierwszy rzut oka wydaje się słabą stroną proboszcza, często okazuje się zbawienne dla wiernych. Parafianie całego świata marzą na przykład o księdzu, który „ma ładne kazania”, lecz większość z nich nawraca się pod wpływem kazań „brzydkich”, czyli takich, które w pierwszym odbiorze są irytujące, niewygodne, a nawet niesmaczne. Dopiero po latach widzimy, że konkretny proboszcz pojawił się w naszej parafii nieprzypadkowo i że również jego słabości były nam do czegoś potrzebne.
Będziemy w telewizji
Proszę sobie wyobrazić Niedzielę Palmową w kościele św. Walentego w Gdańsku-Matarni. W świątyni taki tłok, że szpilki nie wciśniesz, nie mówiąc już o brzuchatej sylwetce felietonisty „Gościa Niedzielnego”. Razem z żoną i dziećmi stoję więc na zewnątrz, ciesząc się pierwszymi mgnieniami wiosny i wsłuchując się w dźwięk płynący z przerdzewiałych głośników. Tymczasem proboszcz ogłasza, że dziś nasza parafia będzie w telewizji. Przed godziną wikary miał udzielić wywiadu wysłannikom „Teleexpressu” i teraz czeka nas wielkie, wspólnotowe wydarzenie medialne. Oczywiście nie trzeba dopowiadać, że punktualnie o godz. 17.00 zasiadam przed telewizorem i zaczynam obgryzać paznokcie. Maciej Orłoś gada o polityce i sporcie, następnie jest jakiś teledysk, później tradycyjny żart i... koniec. Gdzie się podział nasz wikary?
Po chwili uświadamiam sobie, że w tym roku Niedziela Palmowa przypada na dzień 1. kwietnia, a ja jestem ofiarą primaaprilisowej intrygi proboszcza. Ciekawe, ilu ludzi w parafii – podobnie jak ja – uwierzyło w wywiad z wikarym. Ilu z nas zapamiętało z mszy właśnie tę krzepiącą informację, że będziemy w telewizji. Mówiąc wprost: komu w Niedzielę Palmową odbiła palma, a kto naprawdę przeżył irytująco długie czytanie z Ewangelii św. Łukasza i poszedł za Chrystusem na Golgotę. Ja raczej nie, a ty?
Wydarzenie medialne kontra droga krzyżowa. Siła kontra słabość. Pragnienie uczestnictwa w spektakularnej grze tego świata kontra kontemplacja. Nie wiem, jaka była intencja proboszcza, bo jego poczucie humoru kojarzy mi się z wnętrzem piramidy Cheopsa, ale jestem mu głęboko wdzięczny za tę primaaprilisową prowokację. Dzięki niej uzmysłowiłem sobie bowiem, jak wielka przepaść dzieli nas od żywego chrześcijaństwa. Jak bardzo identyfikujemy się ze wspólnotą na poziomie zewnętrznym i jak mało wiary mamy w to, że może nas połączyć słabość. Nasza własna słabość, w którą wszedł wcielony Bóg, żebyśmy mogli z Nim powstać do nowego życia.
Metrowe suszonki
Inna Niedziela Palmowa. Sandomierz, rok 2005. Stoję w tłumie ludzi zgromadzonych w katedrze i podziwiam rozmach nabożeństwa. Podczas głównego czytania kilkudziesięciu kleryków z miejscowego seminarium śpiewa najpiękniej jak umie: „Na krzyż z Nim!”. Tymczasem młodzież szkolna wznosi wzrok, żeby porównać wysokość palm. Piąta A wyraźnie prowadzi z szóstą B, która się nie przyłożyła i przyniosła zaledwie metrowe suszonki. Sam mam problem, żeby wytrzymać do końca ewangelii. Czuję jakiś niepokój, ale nie wiem, skąd on się bierze. Przecież wszystko jest zapięte na ostatni guzik w sutannie biskupa: piękne obrzędy, wspaniały wystrój, rzesza wiernych.
Dopiero później, kiedy tubylcy rozjeżdżają się do domów, a ja spaceruję po opustoszałych ulicach, zaczynam myśleć. Stoję przed synagogą przerobioną na bibliotekę i wpatruję się w zwietrzały napis: „Żydzi won!”. Nie zamierzam tu lamentować, że jesteśmy antysemitami, bo ani wcześniej, ani później podobnego hasła w Polsce nie zauważyłem. Niemniej ten napis odczytany godzinę po mszy dotyka mnie do żywego. Tak jakbym sam go na wymalował farbą olejną na murze biblioteki.
Żydowska procesja
Powoli przypominam sobie słowa św. Łukasza. O tym Żydzie, którego mieliśmy za idiotę, kłamcę i oszusta. O tym Judajczyku, który oddał się w nasze ręce, żeby nas odkupić. Dość osobliwe uczucie: kochać tych, którzy pragną Twojej śmierci. Wziąć na siebie ich brud i patrzeć, jak wymachują pięściami. Bo włożyłeś prochowe ubranie, które chcieli trzymać w ukryciu.
Nikt nie lubi przyznawać się do słabości. Nikt z nas nie chce być Żydem wypędzanym z miasta. Każdy trzyma palmę w dłoni i czuje się u siebie. Może i fajnie, tyle że z palmy krzyża nie wystrugasz. Podstawą wspólnoty jest słabość, uświadomienie sobie własnej grzeszności, której nie da się zredukować odświętnym ubraniem i piękną liturgią. Jeśli Kościół się odradza, to przez jedność grzeszników, którzy dostrzegają ratunek dla siebie w chwalebnym krzyżu Chrystusa.
Za Sandomierzem jest wzniesienie o wdzięcznej nazwie Góry Pieprzowe. Zamykam oczy i widzę, jak mozolnie wspina się po nim Król Izraela. Moglibyśmy pójść za Nim, ale przecież byliśmy już na mszy, a dwa razy się nie chodzi. Ktoś jednak idzie za Jezusem. Eteryczna gromadka, którą można dostrzec tylko szeroko zamkniętymi oczami. To Żydzi z napisu na bibliotece, która już od dawna nie jest synagogą. Patrz, jak wynoszą się z książek pakują walizki obrazków. Nierzeczywiści jak nasza wiara uciekają z miasta na szczyty Gór Pieprzowych. Czyli – mówiąc po ludzku – tam, gdzie pieprz rośnie.

Gość Niedzielny 14/2007

Szaranagajama



Nie oszukujmy się. W ostatnich latach panorama polskiej kultury przypomina pejzaż z „Mad Maksa”. Jak okiem sięgnąć, rozciąga się pustynia. Artyści konceptualni zbierają porzucone w piachu koła od rowerów i wystawiają je w pustych galeriach. Poeci koczują w Internecie kompletnie oderwani od rzeczywistości. W jednym teatrze krytyk okłada pięściami reżysera, a w drugim – excusez le mot – „młody jebie starego”.

Pełną wersję felietonu przeczytasz w papierowym wydaniu tygodnika „Wprost” - numer 15/2007 dostępny w kioskach od wtorku 10 kwietnia. Możesz również zamówić ją w internetowym archiwum „Wprost”. SMS odblokowuje dostęp do artykułu na 3 godziny. Koszt 0,66 zł z VAT. Nie zapominaj też o blogu na stronach „Wprost”, gdzie co 2-3 dni pojawiają się świeże wpisy.

Krzywym okiem 8-14.04.2007

TRZEBA ZOBACZYĆ
Szkoła uczuć

Kto lubi się wzruszać przed ekranem, nie będzie zawiedziony. Film Adama Shankmana, bardziej znany pod tytułem „A Walk to Remember”, to wyjątkowo skuteczny środek na wywołanie łez. Choć opowiada o środowisku amerykańskich uczniów, spodoba się także polskim nastolatkom, nie mówiąc już o ich rodzicach. Historia rodzącego się uczucia Landona i Jamie przenosi nas bowiem do epoki niewinności, w której chcielibyśmy pozostać do końca życia. Oto najprzystojniejszy chłopak w szkole zakochuje się w pięknej, ale nieśmiałej córce pastora. Żeby zasłużyć na jej miłość, będzie musiał pokonać swoją pychę, usunąć się w cień życia towarzyskiego i przeciwstawić się grupie prymitywnych kolegów. Oczywiście, uda mu się to z nawiązką, jak to w baśni. Jeśli mimo wszystko nie doczekamy się happy endu, to już nie z winy zakochanych, którzy do końca będą przypominać bohaterów wiersza Zbigniewa Herberta: „Lasy płonęły –/ a oni/ na szyjach splatali ręce/ jak bukiety róż”.

TVN poniedziałek 9 kwietnia, 17.00

WARTO ZOBACZYĆ
Gang Olsena

Miało być „klawo jak cholera”, a wyszło jak zwykle. Cykl duńskich komedii kryminalnych z końca lat 60. ubiegłego stulecia także w Polsce ma wielu wyznawców. Nie bez przyczyny, bo trudno znaleźć we współczesnym kinie równie apetyczną dawkę absurdalnego humoru. Anglojęzyczni Benny Hill i Jaś Fasola, którzy pojawili się na naszych ekranach wiele lat po Gangu Olsena, powinni się wstydzić, że do dziś nie udało im się wyprzedzić ślamazarnych Skandynawów. Inna sprawa, że z genialnymi planami Egona, który stoi na czele gangu, trudno się mierzyć, bo nawet sam Egon ich nie rozumie.

TVP 2 niedziela 8 kwietnia, 12.00
poniedziałek 9 kwietnia, 12.05


DARUJ SOBIE
Nigdy w życiu!

W ostatnich latach połowa europejskich wytwórni filmowych próbowała stworzyć lokalne wersje „Dziennika Bridget Jones”, ale tylko nielicznym się to udało. Nasi bracia Czesi wyprodukowali np. całkiem zabawną komedię Filipa Renča „Mężczyzna idealny” (oryginalny tytuł: „Román pro ženy”), w której główna bohaterka porzuca niemieckiego amanta, argumentując: „Nie mogę być z kimś, kto nienawidzi Polaków”. A my? Postawiliśmy na ekranizację książki Katarzyny Grocholi, z czego umiarkowany pożytek mają jedynie miłośniczki telenowel oraz prasy kobiecej. No i feministki.

TVN niedziela 8 kwietnia, 21.35

Gość Niedzielny 14/2007

piątek, kwiecień 06, 2007

Zmartwychwstał Pan!



Maurice Denis, Saintes Femmes au tombeau (1894), Musée Départemental du Prieuré, Saint-Germain-en-Laye

Maria Magdalena natomiast stała przed grobem płacząc. A kiedy (tak) płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa - jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg. I rzekli do niej: Niewiasto, czemu płaczesz? Odpowiedziała im: Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono. Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz? Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę. Jezus rzekł do niej: Mario! A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: Rabbuni, to znaczy: Nauczycielu. Rzekł do niej Jezus: Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego. Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: Widziałam Pana i to mi powiedział. (J 20, 11-18)

Wszystkim moim Przyjaciołom, Czytelnikom oraz Gościom tej strony życzę głębokiego przeżycia ostatnich dni Wielkiego Postu i radości ze zmartwychwstania Jezusa Chrystusa.

Zainteresowanym przypominam, że w Wielki Piątek o godz. 19.05 na natenie TVP 2 rozpocznie się emisja Drogi Krzyżowej 2007. W widowisku zrealizowanym na podstawie moich tekstów wezmą udział popularni aktorzy: m.in. Zbigniew Zapasiewicz, Jerzy Trela, Marian Opania, Stanisława Celińska, Dorota Segda, Robert Więckiewicz i Borys Szyc. Serdecznie zapraszam do obejrzenia!

środa, kwiecień 04, 2007

Misie kłamią dzieciom



Kto by pomyślał, że zjednoczona Europa i miś Uszatek są rówieśnikami. A jednak. W cieniu obchodów pięćdziesięciolecia podpisania traktatów rzymskich odbył się w Łodzi benefis sympatycznej kukiełki, która w 1957 r. urodziła się w czasopiśmie „Miś”, a kiedy nieco podrosła, stała się gwiazdą peerelowskiej telewizji. Okazało się, że dzieci wciąż uwielbiają animowaną postać, obdarzoną wyjątkowym głosem nieżyjącego już Mieczysława Czechowicza.

Pełną wersję felietonu przeczytasz w papierowym wydaniu tygodnika „Wprost” - numer 14/2007 dostępny w kioskach od poniedziałku 2 kwietnia. Możesz również zamówić ją w internetowym archiwum „Wprost”. SMS odblokowuje dostęp do artykułu na 3 godziny. Koszt 0,66 zł z VAT. Nie zapominaj też o blogu na stronach „Wprost”, gdzie co 2-3 dni pojawiają się świeże wpisy.

poniedziałek, kwiecień 02, 2007

Krzywym okiem (wydanie specjalne)

TRZEBA ZOBACZYĆ
Droga Krzyżowa 2007

Ponieważ w Wielkim Tygodniu zamierzam wyłączyć z sieci mój 32-calowy telewizor, tym razem powstrzymam się od mnożenia rekomendacji. Wyjątkowo nie będę też się pastwił nad telewizyjną komercją. W zamian zapraszam do obejrzenia wielkopiątkowego misterium, zrealizowanego na podstawie moich tekstów w interpretacji wybitnych aktorów, m.in. Zbigniewa Zapasiewicza, Jerzego Treli i Cezarego Pazury.
Czy współczesna Droga Krzyżowa musi polegać na rozpaczaniu nad fizyczną męką Chrystusa bez uświadomienia sobie sensu tej ofiary? Czy nie jesteśmy jako te córki jerozolimskie, które leją krokodyle łzy, modląc się o szczęśliwe zakończenie nieziemskiej telenoweli? Czy nie wolelibyśmy, żeby Jezus umarł szybko i bezboleśnie na krześle elektrycznym albo w szpitalnym łóżku? Czy nie wstyd nam za Żydów, którzy wydali Jezusa na śmierć i za bezwzględnych Rzymian, którzy przybili Go do krzyża? Jak mogli zrobić coś takiego naszemu Zbawicielowi?
Mogli, bo byli grzesznikami, takimi samymi jak ty i ja. Może więc warto pogodzić się w końcu z naszą ludzką kondycją i pojąć, że Jezus wszedł w naszą grzeszność nie po to, by wzbudzić w nas sentymentalny odruch, ale po to, żebyśmy mogli z Nim powstać do nowego życia. Nie jest łatwo podnieść swój krzyż i ruszyć na Golgotę. Jeszcze trudniej przyjąć Miłość, która chce nas przeprowadzić – przez śmierć i przez ziemię – do domu Ojca.
Celem tych rozważań jest ukazanie konsekwencji męki Chrystusa w życiu zwykłych ludzi: zarówno tych z nas, którzy wciąż mają złudzenie kontroli nad własną historią, jak i tych, których zmiażdżyły ciężary starości, bezrobocia czy nieudanego małżeństwa. Uzupełnieniem widowiska będą ujęcia stacji Drogi Krzyżowej wykonanych przez współczesnych artystów, muzyka Marcina Pospieszalskiego i moje – po ludzku – niedoskonałe wiersze:

Cały Twój –
zbyt grzeszny żeby sądzić
zbyt ciężki żeby chodzić po falach
zbyt ludzki by się zbawić
bez Ciebie

TVP 2 piątek 6 kwietnia, 19.05

Gość Niedzielny 13/2007