tag:blogger.com,1999:blog-328548482008-02-21T18:04:27.517+01:00Wojciech Wencelwencelhttp://www.blogger.com/profile/13014558475535530495noreply@blogger.comBlogger122125tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-69743182653057651722007-05-29T00:32:00.000+02:002007-05-29T00:40:40.408+02:00Piraci z Karasiówki<img src="http://choyrack.w.interia.pl/rekomend.jpg" border="0" /><br /><br />Pan młody miał ukryte pod lasem CD-ROM-y z 250 GB nielegalnie skopiowanych filmów i coś ze dwa laptopy na dnie furmanki, a w samym obejściu nieduży, ale schludny pecet ze stałym łączem. Pannie młodej ojciec dawał w posagu bibliotekę pełną słowników, w dobrym punkcie, w samym środku wsi, przy kościele. A do tego miała w malowanym kufrze chyba ze sześć świadectw ukończenia kursów językowych i dyplom filologii angielskiej. Nic dziwnego, że młodzi byli dobrani i rodzice obojga wnet się na małżeństwo zgodzili. I ogłoszono w Karasiówce wesele.<br /><br /><B>Pełną wersję felietonu przeczytasz w papierowym wydaniu tygodnika „Wprost” - numer 22/2007 dostępny w kioskach od poniedziałku 28 maja. Możesz również zamówić ją w <a class="link" href="http://www.wprost.pl/ar/?O=107290">internetowym archiwum „Wprost”</a>. SMS odblokowuje dostęp do artykułu na 3 godziny. Koszt 0,66 zł z VAT. Nie zapominaj też o <a class="link" href="http://www.wprost.pl/blogi/wojciech_wencel/">blogu na stronach „Wprost”</a>, gdzie co kilka dni pojawiają się świeże wpisy.</B>wencelhttp://www.blogger.com/profile/13014558475535530495noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-52308426271599256602007-05-29T00:24:00.000+02:002007-05-29T00:31:08.209+02:00Krzywym okiem 27.05-2.06.2007TRZEBA ZOBACZYĆ<br /><B>Dług</B><br /><br />Nawiązująca do autentycznych zdarzeń opowieść o młodych biznesmenach, szantażowanych przez przypadkowo spotkanego kolegę z dzieciństwa, burzy nasze wyobrażenia o spokojnym życiu. Znakomicie odtwarzając uczucie osaczenia, które prowadzi bohaterów do zbrodni, Krzysztof Krauze stawia pytanie o granice obrony koniecznej. Nikt rozsądny nie zabija przyłapanego na gorącym uczynku złodzieja, gdy ten próbuje uciekać. Ale jak zareagować na agresję bandyty, który bez skrupułów, metodycznie, przez wiele tygodni gwałci naszą intymność? Niełatwo kierować się wiarą czy kulturą, kiedy ujawnia się w nas instynkt ranionego zwierzęcia. Reżyserowi, który ostatnio nakręcił równie wstrząsający „Plac Zbawiciela”, można zarzucać, że skupia się na sytuacjach ekstremalnych. Ale co powiedzieć ludziom, którzy w takich sytuacjach się znaleźli?<br /><br /><I>TVP 1 wtorek 29 maja, 0.30</I><br /><br />WARTO ZOBACZYĆ <br /><B>Receptury klasztorne</B><br /><br />Niepozorne, bo trwające zaledwie kwadrans odcinki religijno-kulinarnego cyklu Jacka Kowalskiego trudno wyłowić z telewizyjnej ramówki. A szkoda, bo każdy z nich ma swój duchowy klimat i odpowiednią temperaturę. Na innym ogniu wypiekają przecież chleb franciszkanie z Niepokalanowa, a na innym przyrządzają pieczeń benedyktyni z opactwa Święty Krzyż. Autor i główny bohater programu, znany skądinąd jako znakomity pieśniarz, wypytuje mnichów o historię klasztorów i losy zmarłych braci. Szczerze mówiąc, nie wiadomo, czego mu zazdrościć bardziej: możliwości wejścia w „wielką ciszę” czy rozkoszy podniebienia. <br /><br /><I>TVP 1 wtorek 29 maja, 14.40<br />sobota 2 czerwca, 6.45</I><br /><br />DARUJ SOBIE<br /><B>Czterej pancerni i pies</B><br /><br />Serial o „wyzwalaniu” bratniej Polski przez bohaterską Armię Czerwoną emitowany jest już dziesiąty raz w ciągu ostatniej dekady i nadal cieszy się ogromną popularnością. Widocznie młodość generałów Jaruzelskiego, Siwickiego i Kiszczaka oraz ich sowieckich kolegów budzi sentyment Polaków. W kolejnym odcinku grupa krasnoarmiejców opanowuje niemiecki bunkier. Nie może jednak połączyć się z dowództwem, gdyż zniszczona została radiostacja. Na szczęście jest Marusia, no i Szarik, dla którego dostarczenie meldunku nie stanowi problemu. Cóż, towarzysze, bierzcie przykład z Szarika. Prawdziwy z niego gieroj, choć sobaka.<br /><br /><I>Polsat niedziela 27 maja, 10.45</I>wencelhttp://www.blogger.com/profile/13014558475535530495noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-11818168592714927952007-05-22T01:12:00.000+02:002007-05-22T01:20:34.125+02:00Krzywym okiem 20-26.05.2007TRZEBA ZOBACZYĆ<br /><B>Notting Hill</B> <br /><br />Ona – gwiazda Hollywood otoczona sztabem specjalistów od public relations i tłumem paparazzich. On – właściciel małej księgarni mieszkający z głupawym sublokatorem w zachodnim Londynie. Czy oklepaną baśń o kopciuszku można przerobić na najlepszą komedię romantyczną wszech czasów? Można, pod warunkiem, że w rolę kopciuszka wcieli się zabawny Hugh Grant, a księcia zagra subtelna Julia Roberts. Historia miłości, która przekracza społeczne bariery, została opowiedziana bezpretensjonalnie i z wyjątkowym poczuciem humoru. To nic, że w życiu zwykłych śmiertelników podobne przypadki się nie zdarzają. Ważne, że po obejrzeniu filmu mężowie będą wpatrywać się w swoje połowice jak w hollywoodzkie plakaty, a żony pomyślą sobie: „Ja to mam szczęście!”.<br /><br /><I>TVN sobota 26 maja, 21.40</I><br /><br />WARTO ZOBACZYĆ <br /><B>Dogville</B><br /><br />Lars von Trier uwielbia kręcić pretensjonalne filmy, które mają zaszokować widza. Raz opowiada nam o żonie, która oddaje się obcym mężczyznom w intencji uzdrowienia sparaliżowanego męża („Przełamując fale”). Innym razem każe nam patrzeć na młodych ludzi, którzy bawią się w szpital psychiatryczny („Idioci”). Jednak „Dogville” to film wyjątkowy w dorobku duńskiego reżysera. Historia Grace (życiowa rola Nicole Kidman), która szuka w miasteczku schronienia przed bandytami, ukazuje hipokryzję liberalnych społeczności, pielęgnujących mit tolerancji wobec „Innego”. Ponieważ żadne szczytne ideały nie są w stanie przekreślić wrodzonej człowiekowi skłonności do zła, akceptacja wobec Grace stopniowo przekształca się w praktykę jej zbiorowego wykorzystywania. Choć akcja rozgrywa się w umownej, naszkicowanej kredą scenografii, pełna jest napięcia na miarę kryminałów Hitchcocka. Warto doczekać do finałowej sceny, by przekonać się, że Grace wcale nie jest tak bezbronna, jak się początkowo wydaje.<br /><br /><I>TVP 1 niedziela 20 maja, 23.00</I><br /><br />DARUJ SOBIE<br /><B>Zamieńmy się żonami</B> <br /><br />Konsekwencja Polsatu w promowaniu głupoty jest godna podziwu. Cykl dokumentalny, relacjonujący przygody i odczucia małżeństw, które na dwa tygodnie „wymieniły się żonami”, ma już w tej stacji długą tradycję. Na szczęście normalny facet nie musi zmieniać małżonki, żeby poczuć się szczęśliwym. Wystarczy, że sięgnie po pilot i zmieni kanał.<br /><br /><I>Polsat poniedziałek-piątek, 21-25 maja, 12.00</I><br /><br /><small><a href="http://goscniedzielny.wiara.pl/">Gość Niedzielny</a></small>wencelhttp://www.blogger.com/profile/13014558475535530495noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-67888099838556865952007-05-22T01:08:00.000+02:002007-05-22T01:26:50.903+02:00Szarik listy nosił<img src="http://choyrack.w.interia.pl/rekomend.jpg" border="0" /><br /><br />Towarzyszu Siergieju Władimirowiczu Jastrzembski! Jako polski poeta i felietonista z goryczą odebrałem waszą tezę, że nadwiślańskie elity „cierpią z powodu wirusa rusofobii”. Niestety, to prawda. Sprawujący władzę bracia Lech i Jarosław Kaczyńscy od początku swej kariery żywią się nienawiścią podsycaną historycznymi uprzedzeniami, których rozpowszechnianiem zajmuje się obecnie Instytut Pamięci Narodowej.<br /><br /><B>Pełną wersję felietonu przeczytasz w papierowym wydaniu tygodnika „Wprost” - numer 21/2007 dostępny w kioskach od poniedziałku 21 maja. Możesz również zamówić ją w <a class="link" href="http://www.wprost.pl/ar/?O=106824">internetowym archiwum „Wprost”</a>. SMS odblokowuje dostęp do artykułu na 3 godziny. Koszt 0,66 zł z VAT. Nie zapominaj też o <a class="link" href="http://www.wprost.pl/blogi/wojciech_wencel/">blogu na stronach „Wprost”</a>, gdzie co kilka dni pojawiają się świeże wpisy.</B>wencelhttp://www.blogger.com/profile/13014558475535530495noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-74858276384668535532007-05-22T01:05:00.000+02:002007-05-22T01:21:08.558+02:00Krzywym okiem 13-19.05.2007TRZEBA ZOBACZYĆ<br /><B>Śmierć rotmistrza Pileckiego</B><br /><br />Po okresie dominacji przedstawicieli „pokolenia porno”, którzy zdążyli przerobić wszystkie dramaty Słowackiego na komentarze do bieżących wydarzeń politycznych i społecznych, polski teatr wraca do równowagi. Okazuje się, że również nasza historia może być inspirująca, zwłaszcza kiedy przestanie się ją czytać przez okulary komunistycznego cenzora. Znakomity spektakl Ryszarda Bugajskiego to opowieść o losach Witolda Pileckiego – jednego z najodważniejszych wychowanków II Rzeczypospolitej, który zasłynął jako uczestnik kampanii wrześniowej, organizator ruchu oporu w Auschwitz, bohater powstania warszawskiego i żołnierz II Korpusu Polskiego we Włoszech. Spektakl zrealizowany w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie ukazuje Pileckiego już jako wroga Polski Ludowej, torturowanego, a następnie skazanego na śmierć przez komunistów. Wyrok zostanie wykonany, ale rotmistrz do końca pozostanie wierny swoim ideałom: Bogu, honorowi i ojczyźnie.<br /><br /><I>TVP 1 poniedziałek 14 maja, 21.25</I><br /><br />WARTO ZOBACZYĆ <br /><B>Zeszłego roku w Marienbadzie</B><br /><br />Film Alaina Resnaisa przekonuje, że jednak nie wszystkie francuskie produkcje są do kitu. Tyle że został nakręcony w 1961 r., czemu zawdzięcza połowę swojego uroku. Druga połowa wynika z faktu, że scenariusz do niego napisał jeden z mistrzów francuskiej „nowej powieści” Alain Robbe-Grillet. Do barokowego hotelu z ogrodem przyjeżdża atrakcyjna brunetka w towarzystwie męża. Inny mężczyzna, którego dziewczyna poznaje już w Marienbadzie, stara się ją przekonać, że przed rokiem spotkali się w tym samym miejscu i wyznali sobie miłość. Czy to prawda? Fabuła rozwija się niespiesznie, przypominając raczej oniryczny labirynt niż spójną kronikę zdarzeń. Komu jednak podobały się takie obrazy, jak „Piknik pod wiszącą skałą” Petera Weira czy „Lśnienie” Stanleya Kubricka, powinien nastawić timer w wideo. Bo przecież o 1.40 w nocy normalni ludzie już dawno chrapią.<br /><br /><I>TVP 1 niedziela 13 maja, 1.40</I><br /><br />DARUJ SOBIE<br /><B>Jazda z Dodą</B><br /><br />Piosenkarka Doda przygotowuje się do egzaminu na prawo jazdy, żeby widzowie mogli podziwiać jej emocjonalne reakcje za kierownicą. Niech lepiej się wytłumaczy z rozwodowych planów wobec Radka Majdana. Mamy tu w końcu katolickie pismo i takie rzeczy nie przejdą.<br /><br /><I>TVN sobota 19 maja, 17.55</I><br /><br /><small><a href="http://goscniedzielny.wiara.pl/">Gość Niedzielny</a></small>wencelhttp://www.blogger.com/profile/13014558475535530495noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-68377696690396769952007-05-22T00:55:00.000+02:002007-05-22T01:27:39.798+02:00Trendowata<img src="http://choyrack.w.interia.pl/rekomend.jpg" border="0" /><br /><br />„Wpisujcie miasta, które chcą, żeby Paris poszła siedzieć” - zachęcają internauci. Nawiązują do procesu w Los Angeles, w którym Paris Hilton została skazana na 45 dni więzienia za złamanie zakazu prowadzenia samochodu, nałożonego na nią wcześniej za jazdę po pijaku. Koluszki, Wąchock i Warszawa nie mają wątpliwości: dziedziczka sieci ekskluzywnych hoteli powinna trafić za kratki, żeby nauczyła się życia. Skazana poprosiła wprawdzie gubernatora Kalifornii Arnolda Schwarzeneggera o ułaskawienie, ale jej los wydaje się przesądzony. Nikt nie kocha rozpieszczonej magnatki, choć każdy lubi czytać o skandalach z jej udziałem.<br /><br /><B>Pełną wersję felietonu przeczytasz w papierowym wydaniu tygodnika „Wprost” - numer 20/2007 dostępny w kioskach od poniedziałku 14 maja. Możesz również zamówić ją w <a class="link" href="http://www.wprost.pl/ar/?O=106383">internetowym archiwum „Wprost”</a>. SMS odblokowuje dostęp do artykułu na 3 godziny. Koszt 0,66 zł z VAT. Nie zapominaj też o <a class="link" href="http://www.wprost.pl/blogi/wojciech_wencel/">blogu na stronach „Wprost”</a>, gdzie co kilka dni pojawiają się świeże wpisy.</B>wencelhttp://www.blogger.com/profile/13014558475535530495noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-58652518781683694112007-05-22T00:52:00.001+02:002007-05-22T01:21:41.454+02:00Krzywym okiem 6-12.05.2007TRZEBA ZOBACZYĆ<br /><B>Warto rozmawiać</B> <br /><br />Odkąd Andrzej Urbański objął fotel prezesa telewizji publicznej, z anteny znikają kolejne wartościowe programy. Z widowiskiem Jana Pospieszalskiego jest jednak jak z ziemskim padołem w Księdze Koheleta: prezes przychodzi i prezes odchodzi, a „Warto rozmawiać” trwa po wszystkie czasy. I bardzo dobrze, bo dzięki temu wciąż możemy śledzić debatę wykraczającą poza polityczne utarczki. Najbardziej kontrowersyjne zjawiska współczesności: aborcja, eutanazja, skandale seksualne, geneza III RP czy lustracja, ukazywane są tu w perspektywie moralnej. W odróżnieniu od większości dzisiejszych dziennikarzy autor programu poważnie traktuje testament Jana Pawła II, a stawiane przez niego pytania zmuszają do myślenia. Nic dziwnego, że w każdym wydaniu dochodzi do spektakularnej wymiany argumentów między zaproszonymi do studia „lewakami” a „prawakami”. Gdyby Helsińska Fundacja Praw Człowieka właściwie realizowała swoją misję, Pospieszalski już dawno dostałby medal za modelowe krzewienie wolności słowa. A tak muszą mu wystarczyć moje słowa uznania i entuzjazm widzów.<br /><br /><I>TVP 2 poniedziałek 7 maja, 22.35</I><br /><br />WARTO ZOBACZYĆ <br /><B>Pieniądze to nie wszystko</B><br /><br />Komedia Juliusza Machulskiego ma urok naszego wczesnego kapitalizmu. Po wypadku samochodowym biznesmen Tomasz (znakomita rola Marka Kondrata) zostaje odnaleziony na leśnej drodze przez mieszkańców pobliskiej wsi. Uratowanie życia kosztuje, zwłaszcza jeśli wybawcami są bezrobotni pracownicy upadłego pegeeru. Żeby spłacić dług, Tomasz postanawia rozkręcić biznes, ucząc przy okazji tubylców wolnorynkowej mentalności. Do historii polskiego kina przeszła scena, w której pewien siedemdziesięciolatek z dumą wręcza biznesmenowi wycinek z gazety. – Zatrzymano obywatela, który miał 7 promili alkoholu we krwi… – czyta skonsternowany Tomasz. A starszy pan kiwa głową i precyzuje: – To więcej niż śmiertelna dawka, a ja jeszcze na rowerze jechałem.<br /><br /><I>TVN sobota 12 maja, 21.40</I><br /><br />DARUJ SOBIE<br /><B>Quest</B><br /><br />W reżyserskim debiucie Jeana-Claude’a Van Damme’a możemy podziwiać 16 różnych sztuk walki, m.in. tajlandzkie muay thai, japońskie sumo i karate shotokan, kung-fu z chińskiego klasztoru Shaolin, boks angielski, francuskie savate, brazylijskie capoeira, koreańskie taekwondo oraz greckie zapasy. Do pełni szczęścia brakuje tylko polskiego mordobicia.<br /><br /><I>TVP 1 piątek 11 maja, 22.15</I><br /><br /><small><a href="http://goscniedzielny.wiara.pl/">Gość Niedzielny</a></small>wencelhttp://www.blogger.com/profile/13014558475535530495noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-15213156967111119332007-05-22T00:44:00.000+02:002007-05-22T01:28:34.264+02:00Mecz w pokrzywach<img src="http://choyrack.w.interia.pl/rekomend.jpg" border="0" /><br /><br />Kiedy Michel Platini ogłaszał, że wspólnie z Ukrainą zorganizujemy finały Euro 2012, w polskich domach zapanowała euforia. Skończyły się „ciche dni” i szlabany na kompa. Mężowie biegli do sklepu po wódkę, żony wyciągały z zamrażarek resztki wielkanocnej szynki, a kochankowie wyskakiwali z szaf, żeby z całą rodziną odtańczyć zwycięskiego kankana. Minął jednak kolejny tydzień i wszyscy popadli w depresję. Czy zdołamy przeprowadzić największą piłkarską imprezę w Europie, skoro brakuje nam stadionów, autostrad i hoteli, a nasze ekipy budowlane wyjechały do Londynu?<br /><br /><B>Pełną wersję felietonu przeczytasz w papierowym wydaniu tygodnika „Wprost” - numer 19/2007 dostępny w kioskach od poniedziałku 7 maja. Możesz również zamówić ją w <a class="link" href="http://www.wprost.pl/ar/?O=105983">internetowym archiwum „Wprost”</a>. SMS odblokowuje dostęp do artykułu na 3 godziny. Koszt 0,66 zł z VAT. Nie zapominaj też o <a class="link" href="http://www.wprost.pl/blogi/wojciech_wencel/">blogu na stronach „Wprost”</a>, gdzie co kilka dni pojawiają się świeże wpisy.</B>wencelhttp://www.blogger.com/profile/13014558475535530495noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-41610075207629611372007-05-22T00:40:00.000+02:002007-05-22T01:32:45.021+02:00Będzie padać<img src="http://choyrack.w.interia.pl/asy.jpg" border="0" /><br /><br />Podobno nic dwa razy się nie zdarza, ale lepiej dmuchać na zimne. Z takiego założenia wyszedł mieszkaniec holenderskiego miasta Schagen Johan Huibers, który zbudował replikę biblijnej Arki Noego w skali 1:1. Żeby zachować wierność historycznym przekazom, użył wyłącznie drewna cedrowego i sosnowego. Kiedy po dwóch latach statek był gotowy, Holender wystrugał jeszcze figury zwierząt i poustawiał je w jego wnętrzu. Teraz chce wystawiać swoje dzieło w Holandii, Belgii i Niemczech, żeby przekonać niedowiarków o realizmie Starego Testamentu. <br />Jeśli potop rzeczywiście jest nam pisany, na powierzchni wody utrzymają się prawdopodobnie tylko dwa statki – oba pod banderą holenderską. Azylem dla żywych stworzeń stanie się Arka Johana, a wokół niej pływać będzie klinika aborcyjna organizacji „Kobiety na falach”. Każdego ranka, gdy para ludzi czy innych hipopotamów pojawi się na dziobie arki, z głośników zamontowanych na aborcyjnym kutrze rozlegnie się komunikat: „W twoim kraju aborcja nie jest dozwolona. Women on Waves udostępnią ci ją legalnie i bezpiecznie. Na pokładzie statku holenderskiego na pełnym morzu obowiązuje prawo holenderskie. Na jego mocy wolno jest wydać ci preparaty wywołujące aborcję medyczną (farmakologiczną), o ile przewidywana miesiączka jest spóźniona o najwyżej 16 dni. Usługi te są wykonywane według holenderskich standardów medycznych, włącznie z ich poufnym charakterem”.<br />Trudno rozstrzygnąć, jak zachowają się wobec tej propagandy jedyni ocaleni przedstawiciele gatunku ludzi i gatunku hipopotamów. Jeśli jednak skorzystają z oferty, życie na Ziemi nie przetrwa i budowa arki pójdzie na marne. <br /><B>Po morzach i oceanach</B><br />Organizacja „Kobiety na falach” już od sześciu lat wysyła swój statek w pobliże krajów, w których obowiązuje prawo ograniczające dopuszczalność przerywania ciąży. Oficjalnie aborcjonistki nie powinny wpływać na żadne wody terytorialne, ale kto by sobie zawracał głowę przepisami, gdy chodzi o dziejową misję. Dla polityków lewicowych cała akcja ma charakter humanitarny i zasługuje na uznanie, dla prawicowych – jest incydentem, na który trzeba przymknąć oko, żeby nie drażnić rekina politycznej poprawności. Jak dotąd, jedynie rząd Portugalii w 2004 roku stanowczo zareagował na wizytę nieproszonych gości. Aborcyjny kuter został otoczony przez okręty portugalskiej marynarki wojennej, a miejscowy minister obrony sprzeciwił się wpłynięciu jednostki do jakiegokolwiek portugalskiego portu. Chadecki rząd holenderski początkowo wystosował oficjalny protest w tej sprawie, ale później poszedł po rozum do głowy i ograniczył pozwolenie na działalność „Kobiet na falach” do jednego szpitala w Amsterdamie. <br />Minęły jednak trzy lata i aborcjonistki odzyskały licencję na pływanie po morzach i oceanach z rąk socjaldemokratycznej minister zdrowia. W tym roku planują odwiedzić Irlandię, Maltę i… Polskę. Jeśli plan wypali, będzie to już druga wizyta „kobiet na falach” w naszym kraju. Feministki się cieszą, a politycy znowu nie wiedzą, co robić. Tylko minister gospodarki morskiej Rafał Wiechecki zapowiedział, że będzie stanowczo przeciwdziałał ewentualnemu wpłynięciu na polskie wody terytorialne pływającej kliniki aborcyjnej. A jeśli się okaże, że na jej pokładzie przeprowadzane są nielegalne aborcje, nie zawaha się aresztować statku.<br /><B>Budujmy arkę!</B><br />Osobiście nie mam nic przeciwko takiemu scenariuszowi. Gdybym – odpukać! – był prezydentem Polski, na aresztowaniu statku by się nie skończyło. Dziesięć minut po pogwałceniu naszych wód terytorialnych wypowiedziałbym wojnę Holandii i wysłałbym nad Amsterdam nasze wszystkie cztery samoloty F-16… Tak przynajmniej myślałem jeszcze wczoraj, bo dziś wiem już o Johanie Huibersie i jego projekcie, który ma ocalić życie na Ziemi. Szkoda byłoby zniszczyć arkę przed nadejściem potopu.<br />Bo że będzie padać, jest więcej niż pewne. Chmury zbierają się nad Europą od kilkunastu lat i tylko czekać, aż odezwie się pierwszy grom. Może więc warto powstrzymać się od gwałtownych działań i zdać się na Boży plan? Przykład Portugalii, gdzie najpierw przeciw aborcjonistkom kierowano okręty wojenne, a później zalegalizowano aborcję na życzenie, pokazuje, że wszyscy staczamy się po równi pochyłej. Oczywiście, zło trzeba nazywać po imieniu i robić wszystko w granicach prawa, by choć na chwilę zatamować jego nurt. Ale ważniejsze jest budowanie arki, w której będziemy mogli przeczekać potop. Arki ewangelii, wspólnoty i eucharystii, arki miłości, wiary i nadziei, wreszcie arki krzyża, który jest bramą do nowego życia.<br /><B>Nowe otwarcie</B><br />Jest źle? Będzie jeszcze gorzej. Dopóki nie nastąpi nowe otwarcie i kamienie węgielne Unii Europejskiej nie zostaną wymienione na inne, bardziej szlachetne, nasz kontynent będzie wciąż się sekularyzował. Czy dożyjemy dnia, w którym to się zmieni? Dla Boga – w przeciwieństwie do nas – nie ma rzeczy niemożliwych. Potop nie musi być mokry; wystarczy, że będzie islamski, żeby na nowo wyżłobił europejski charakter.<br />Niezależnie od tego, jak potoczy się nasza historia, jedno jest pewne. Kto czterdzieści dni i czterdzieści nocy spędzi w arce Boga, ten wyjdzie z niej podniesiony na duchu. „Kobiety na falach” będą sobie mogły ględzić przez megafon, bo nawet hipopotamy ich nie posłuchają. A kiedy gołębica przyniesie świeży liść z drzewa oliwnego, może i aborcjonistki usłyszą głos Boga: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się”. I wyrzucą za burtę swoje megafony, mamrocząc pod nosem: „Ale byłyśmy głupie!”.<br /><br /><small><a href="http://goscniedzielny.wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1178273804&dzi=1104708891">Gość Niedzielny 18/2007</a></small>wencelhttp://www.blogger.com/profile/13014558475535530495noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-12290673727881722642007-05-22T00:35:00.000+02:002007-05-22T01:23:10.909+02:00Krzywym okiem 29.04-5.05.2007TRZEBA ZOBACZYĆ<br /><B>Zabić Sekala</B><br /><br />Film Vladimira Michalka z1988 r. nie cieszył się nad Wisłą szczególną popularnością, mimo że w głównych rolach wystąpili w nim polscy aktorzy Bogusław Linda i Olaf Lubaszenko. Dramat rozgrywający się na morawskiej prowincji podczas II wojny światowej został przedstawiony zbyt poetycko, by mógł zafascynować masowego widza. Dla tych, którzy cenią kino pełne malarskich ujęć i wysmakowanej muzyki, "Zabić Sekala" pozostaje jednak obrazem intrygującym. Osią fabuły jest konflikt między tajemniczym przybyszem do wioski Lakotice a lokalnym bandytą, który denuncjuje chłopów, żeby przejmować ich majątki. Sterroryzowani tubylcy zwracają się do "obcego" Jury, żeby pomógł im pozbyć się prześladowcy. Film świetnie oddaje nastrój środowiskowej zmowy milczenia, odsłania różnice między katolicką a ewangelicką mentalnością i stopniuje napięcie aż do finałowej sceny, która jednak wydaje się nieco przerysowana. Tyleż przypomina klasyczny western w stylu "W samo południe", co zakończenia amerykańskich thrillerów klasy B. Na szczęście wcześniej mniej jest sensacji, a więcej plenerów.<br /><br /><I>TVP 2 sobota 5 maja, 23.30</I> <br /><br />WARTO ZOBACZYĆ<br /><B>Nie ma róży bez ognia</B><br /><br />Wprawdzie bezpośrednio przed tym filmem telewizyjna "Jedynka" rozpocznie emisję serialu "Dylematu 5", który ma być kontynuacją "Alternatywy 4", ale lepiej przypomnieć sobie komediową klasykę niż wierzyć w reinkarnację peerelowskich bohaterów. Niedawno Stanisław Tym odgrażał się, że jego sequel "Misia" będzie śmieszniejszy od oryginału, a co z tego wyszło - wszyscy widzieliśmy. W jednej z najbardziej znanych komedii Stanisława Barei pewnie niewiele nas zaskoczy, ale przynajmniej znów się pośmiejemy. Postać obrońcy mieszkania nękanego przez tabuny sublokatorów to życiowa rola Jacka Federowicza. Niewiele gorzej wypada w filmie Tym, który przed laty potrafił jednak wykrzesać z siebie coś zabawnego.<br /><br /><I>TVP 1 wtorek 1 maja, 22.00</I><br /><br />DARUJ SOBIE<br /><B>Amelia</B><br /><br />Jeśli takie gnioty, jak film Jeana-Pierre'a Jeuneta puszcza się w ramach cyklu "Uczta kinomana", to znak, że pora umierać. Tradycyjna francuska zupa, przyrządzona z poetyzmów, ekscentryczności, erotyki i pustki duchowej smakuje gorzej niż żabie udka w sosie ze ślimaków winniczków. Wiedzą coś o tym nasze bociany, które żabę przełkną, ale do kin nad Sekwanę nigdy nie polecą.<br /><br /><I>TVP 1 niedziela 29 kwietnia, 23.00</I><br /><br /><small><a href="http://goscniedzielny.wiara.pl/">Gość Niedzielny</a></small>wencelhttp://www.blogger.com/profile/13014558475535530495noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-68223751719809433832007-04-25T03:27:00.000+02:002007-04-25T03:34:30.040+02:00Fraňek na hrad!<img src="http://choyrack.w.interia.pl/rekomend.jpg" border="0" /><br /><br />Zjednoczoną Europę ogarnęła ostatnio sondażowa gorączka. Pytanie formułowane przez ośrodki badania opinii publicznej brzmi wszędzie tak samo: „Które kraje Unii Europejskiej darzysz największą sympatią, a które najbardziej cię wkurzają?”. Odpowiedzi są z reguły przewidywalne. Niemcy tradycyjnie nie lubią Polski, natomiast uwielbiają Włochy i Hiszpanię, gdzie po ciężkim arbajcie mogą się godzinami wygrzewać na plaży. Szwedzi nie przepadają za Bułgarią i Rumunią, natomiast w rubryce „ulubiony kraj” wpisują „IKEA”. Jedynym zaskoczeniem są wyniki sondaży przeprowadzanych nad Wisłą. Z grubsza rzecz biorąc, Polacy są przyjaźnie nastawieni do wszystkich nacji, jednak prawdziwą miłością pałają do Czechów. Niełatwo wytłumaczyć, skąd się bierze to uczucie.<br /><br /><B>Pełną wersję felietonu przeczytasz w papierowym wydaniu tygodnika „Wprost” - numer 17-18/2007 dostępny w kioskach od poniedziałku 23 kwietnia. Możesz również zamówić ją w <a class="link" href="http://www.wprost.pl/ar/?O=105303">internetowym archiwum „Wprost”</a>. SMS odblokowuje dostęp do artykułu na 3 godziny. Koszt 0,66 zł z VAT. Nie zapominaj też o <a class="link" href="http://www.wprost.pl/blogi/wojciech_wencel/">blogu na stronach „Wprost”</a>, gdzie co 2-3 dni pojawiają się świeże wpisy.</B>wencelhttp://www.blogger.com/profile/13014558475535530495noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-32192788147595890882007-04-25T03:23:00.000+02:002007-04-25T03:26:47.556+02:00Lolitomania<img src="http://choyrack.w.interia.pl/rekomend.jpg" border="0" /><br /><br />Ministrowi Romanowi Giertychowi udało się w końcu pogodzić ogień z wodą. Pomysł wprowadzenia do szkół obowiązku noszenia mundurków jest konserwatywny, a zarazem perwersyjny. I to tak, że powinien zadowolić zarówno członków Młodzieży Wszechpolskiej, jak i podstarzałych erotomanów. Nie żyjemy przecież w Peerelu, gdy ideałem kobiety była matka Polka, a szesnastoletnie pannice z zespołu Gawęda kojarzyły się wyłącznie z ogniskiem w lesie i zdobywaniem harcerskich sprawności. Dziś królową świata jest właśnie lolita nosząca szkolny uniform, podkolanówki i aparat na zęby. Im więcej gadżetów ilustrujących napięcie między społecznymi rygorami a rozkwitającą kobiecością i młodzieńczym buntem, tym lepiej.<br /><br /><B>Pełną wersję felietonu przeczytasz w papierowym wydaniu tygodnika „Wprost” - numer 16/2007 dostępny w kioskach od poniedziałku 16 kwietnia. Możesz również zamówić ją w <a class="link" href="http://www.wprost.pl/ar/?O=104871">internetowym archiwum „Wprost”</a>. SMS odblokowuje dostęp do artykułu na 3 godziny. Koszt 0,66 zł z VAT. Nie zapominaj też o <a class="link" href="http://www.wprost.pl/blogi/wojciech_wencel/">blogu na stronach „Wprost”</a>, gdzie co 2-3 dni pojawiają się świeże wpisy.</B>wencelhttp://www.blogger.com/profile/13014558475535530495noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-39230124756029604622007-04-25T03:13:00.000+02:002007-04-25T03:21:00.188+02:00Krzywym okiem 15-21.04.2007TRZEBA ZOBACZYĆ<br /><B>Gorączka</B><br /><br />Film sensacyjny nie powinien być przesadnie głęboki. Wystarczy, że trzyma widzów w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty. A jeśli przy okazji oferuje kawał świetnego aktorstwa, staje się arcydziełem gatunku. W „Gorączce” Michaela Manna występują dwie największe legendy Hollywoodu: Robert De Niro i Al Pacino. Pierwszy w roli brutalnego złodzieja, drugi – zgorzkniałego policjanta. Psychologiczna gra, jaka toczy się między nimi, opiera się na sprzecznych ambicjach, ale i na wzajemnym szacunku. Obaj rozumieją konsekwencje swoich wyborów i wiedzą, że prędzej czy później jeden z nich będzie musiał zginąć. Obaj mają tyle samo do stracenia: miłość i marzenie o spokojnym życiu. W blasku świateł Los Angeles rozgrywa się więc dramat przypominający czarno-biały świat dawnych westernów. W końcowej scenie bohaterowie stają naprzeciw siebie nocą na pasie startowym lotniska jak rewolwerowcy przed barem w samo południe.<br /><br /><I>TVP 1 sobota 21 kwietnia, 22.25</I><br /><br />WARTO ZOBACZYĆ <br /><B>Joanna d’Arc</B><br /><br />Warto zobaczyć, bo losy Joanny d’Arc, która na początku XV wieku z inspiracji Boga poprowadziła francuskie rycerstwo do zwycięstw w wojnie z Anglikami, wciąż fascynują. Nie warto oglądać, bo reżyserem filmu jest Luc Besson, który – jak na racjonalistę przystało – ujmuje tę historię bardzo powierzchownie. Gdybyśmy mieli do wyboru znakomity serial kanadyjski pod tym samym tytułem, który w 1999 roku nakręcił Christian Duguay, a główną rolę zagrała w nim zjawiskowa Leelee Sobieski, zapewne podjęlibyśmy właściwą decyzję. A tak musimy się zadowolić opowieścią Bessona. Próżno szukać tu wspaniałych scen rycerskich modlitw, a i kwestia dziewictwa Joanny ukazana jest w sposób dwuznaczny. Fragmenty skłaniają jednak do namysłu nad historią Francji, która z „najstarszej córy Kościoła” przeistoczyła się w naszej epoce w rozkapryszoną córeczkę Rewolucji.<br /><br /><I>TVN wtorek 17 kwietnia, 21.00</I><br /><br />DARUJ SOBIE<br /><B>Stawka większa niż życie</B><br /><br />Były obawy, że to TVP pod rządami Andrzeja Urbańskiego zbłaźni się kolejną emisją serialu o przygodach agenta sowieckiego wywiadu, ale stacja TVN ponownie wyprzedziła konkurencję. Teraz czekamy na powrót Stirlitza, który – jak wiadomo – otrzymał kiedyś telegram z centrali: „Jeśli nie zapłacicie za energię elektryczną, wyłączymy wam radiostację”.<br /><br /><I>TVN niedziela 15 kwietnia, 17.15</I><br /><br /><small><a href="http://goscniedzielny.wiara.pl/">Gość Niedzielny</a></small>wencelhttp://www.blogger.com/profile/13014558475535530495noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-29381869028906420142007-04-12T02:36:00.000+02:002007-04-12T02:41:08.066+02:00Palma i krzyż<img src="http://choyrack.w.interia.pl/asy.jpg" border="0" /><br /><br />Rodziców się nie wybiera, księdza proboszcza też. Całkiem słusznie, bo jakby człowiek sprecyzował swoje wymagania, to doszedłby do wniosku, że jedynie papież może je spełnić. A przecież papież jest tylko jeden i żeby osobiście objął milion parafii, trzeba by go sklonować. Wprawdzie genetycy są już o krok od naprawy świata, ale takiego zadania żaden z nich się nie podejmie. I całe szczęście, bo to, co na pierwszy rzut oka wydaje się słabą stroną proboszcza, często okazuje się zbawienne dla wiernych. Parafianie całego świata marzą na przykład o księdzu, który „ma ładne kazania”, lecz większość z nich nawraca się pod wpływem kazań „brzydkich”, czyli takich, które w pierwszym odbiorze są irytujące, niewygodne, a nawet niesmaczne. Dopiero po latach widzimy, że konkretny proboszcz pojawił się w naszej parafii nieprzypadkowo i że również jego słabości były nam do czegoś potrzebne. <br /><B>Będziemy w telewizji</B><br />Proszę sobie wyobrazić Niedzielę Palmową w kościele św. Walentego w Gdańsku-Matarni. W świątyni taki tłok, że szpilki nie wciśniesz, nie mówiąc już o brzuchatej sylwetce felietonisty „Gościa Niedzielnego”. Razem z żoną i dziećmi stoję więc na zewnątrz, ciesząc się pierwszymi mgnieniami wiosny i wsłuchując się w dźwięk płynący z przerdzewiałych głośników. Tymczasem proboszcz ogłasza, że dziś nasza parafia będzie w telewizji. Przed godziną wikary miał udzielić wywiadu wysłannikom „Teleexpressu” i teraz czeka nas wielkie, wspólnotowe wydarzenie medialne. Oczywiście nie trzeba dopowiadać, że punktualnie o godz. 17.00 zasiadam przed telewizorem i zaczynam obgryzać paznokcie. Maciej Orłoś gada o polityce i sporcie, następnie jest jakiś teledysk, później tradycyjny żart i... koniec. Gdzie się podział nasz wikary? <br />Po chwili uświadamiam sobie, że w tym roku Niedziela Palmowa przypada na dzień 1. kwietnia, a ja jestem ofiarą primaaprilisowej intrygi proboszcza. Ciekawe, ilu ludzi w parafii – podobnie jak ja – uwierzyło w wywiad z wikarym. Ilu z nas zapamiętało z mszy właśnie tę krzepiącą informację, że będziemy w telewizji. Mówiąc wprost: komu w Niedzielę Palmową odbiła palma, a kto naprawdę przeżył irytująco długie czytanie z Ewangelii św. Łukasza i poszedł za Chrystusem na Golgotę. Ja raczej nie, a ty?<br />Wydarzenie medialne kontra droga krzyżowa. Siła kontra słabość. Pragnienie uczestnictwa w spektakularnej grze tego świata kontra kontemplacja. Nie wiem, jaka była intencja proboszcza, bo jego poczucie humoru kojarzy mi się z wnętrzem piramidy Cheopsa, ale jestem mu głęboko wdzięczny za tę primaaprilisową prowokację. Dzięki niej uzmysłowiłem sobie bowiem, jak wielka przepaść dzieli nas od żywego chrześcijaństwa. Jak bardzo identyfikujemy się ze wspólnotą na poziomie zewnętrznym i jak mało wiary mamy w to, że może nas połączyć słabość. Nasza własna słabość, w którą wszedł wcielony Bóg, żebyśmy mogli z Nim powstać do nowego życia.<br /><B>Metrowe suszonki</B><br />Inna Niedziela Palmowa. Sandomierz, rok 2005. Stoję w tłumie ludzi zgromadzonych w katedrze i podziwiam rozmach nabożeństwa. Podczas głównego czytania kilkudziesięciu kleryków z miejscowego seminarium śpiewa najpiękniej jak umie: „Na krzyż z Nim!”. Tymczasem młodzież szkolna wznosi wzrok, żeby porównać wysokość palm. Piąta A wyraźnie prowadzi z szóstą B, która się nie przyłożyła i przyniosła zaledwie metrowe suszonki. Sam mam problem, żeby wytrzymać do końca ewangelii. Czuję jakiś niepokój, ale nie wiem, skąd on się bierze. Przecież wszystko jest zapięte na ostatni guzik w sutannie biskupa: piękne obrzędy, wspaniały wystrój, rzesza wiernych.<br />Dopiero później, kiedy tubylcy rozjeżdżają się do domów, a ja spaceruję po opustoszałych ulicach, zaczynam myśleć. Stoję przed synagogą przerobioną na bibliotekę i wpatruję się w zwietrzały napis: „Żydzi won!”. Nie zamierzam tu lamentować, że jesteśmy antysemitami, bo ani wcześniej, ani później podobnego hasła w Polsce nie zauważyłem. Niemniej ten napis odczytany godzinę po mszy dotyka mnie do żywego. Tak jakbym sam go na wymalował farbą olejną na murze biblioteki.<br /><B>Żydowska procesja</B><br />Powoli przypominam sobie słowa św. Łukasza. O tym Żydzie, którego mieliśmy za idiotę, kłamcę i oszusta. O tym Judajczyku, który oddał się w nasze ręce, żeby nas odkupić. Dość osobliwe uczucie: kochać tych, którzy pragną Twojej śmierci. Wziąć na siebie ich brud i patrzeć, jak wymachują pięściami. Bo włożyłeś prochowe ubranie, które chcieli trzymać w ukryciu.<br />Nikt nie lubi przyznawać się do słabości. Nikt z nas nie chce być Żydem wypędzanym z miasta. Każdy trzyma palmę w dłoni i czuje się u siebie. Może i fajnie, tyle że z palmy krzyża nie wystrugasz. Podstawą wspólnoty jest słabość, uświadomienie sobie własnej grzeszności, której nie da się zredukować odświętnym ubraniem i piękną liturgią. Jeśli Kościół się odradza, to przez jedność grzeszników, którzy dostrzegają ratunek dla siebie w chwalebnym krzyżu Chrystusa.<br />Za Sandomierzem jest wzniesienie o wdzięcznej nazwie Góry Pieprzowe. Zamykam oczy i widzę, jak mozolnie wspina się po nim Król Izraela. Moglibyśmy pójść za Nim, ale przecież byliśmy już na mszy, a dwa razy się nie chodzi. Ktoś jednak idzie za Jezusem. Eteryczna gromadka, którą można dostrzec tylko szeroko zamkniętymi oczami. To Żydzi z napisu na bibliotece, która już od dawna nie jest synagogą. Patrz, jak wynoszą się z książek pakują walizki obrazków. Nierzeczywiści jak nasza wiara uciekają z miasta na szczyty Gór Pieprzowych. Czyli – mówiąc po ludzku – tam, gdzie pieprz rośnie.<br /><br /><small><a href="http://goscniedzielny.wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1176210076&dzi=1104708891">Gość Niedzielny 14/2007</a></small>wencelhttp://www.blogger.com/profile/13014558475535530495noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-66249178600710396352007-04-12T02:28:00.000+02:002007-04-12T02:34:18.911+02:00Szaranagajama<img src="http://choyrack.w.interia.pl/rekomend.jpg" border="0" /><br /><br />Nie oszukujmy się. W ostatnich latach panorama polskiej kultury przypomina pejzaż z „Mad Maksa”. Jak okiem sięgnąć, rozciąga się pustynia. Artyści konceptualni zbierają porzucone w piachu koła od rowerów i wystawiają je w pustych galeriach. Poeci koczują w Internecie kompletnie oderwani od rzeczywistości. W jednym teatrze krytyk okłada pięściami reżysera, a w drugim – excusez le mot – „młody jebie starego”.<br /><br /><B>Pełną wersję felietonu przeczytasz w papierowym wydaniu tygodnika „Wprost” - numer 15/2007 dostępny w kioskach od wtorku 10 kwietnia. Możesz również zamówić ją w <a class="link" href="http://www.wprost.pl/ar/?O=104437">internetowym archiwum „Wprost”</a>. SMS odblokowuje dostęp do artykułu na 3 godziny. Koszt 0,66 zł z VAT. Nie zapominaj też o <a class="link" href="http://www.wprost.pl/blogi/wojciech_wencel/">blogu na stronach „Wprost”</a>, gdzie co 2-3 dni pojawiają się świeże wpisy.</B>wencelhttp://www.blogger.com/profile/13014558475535530495noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-71279763286072427662007-04-12T02:20:00.000+02:002007-04-12T02:28:03.891+02:00Krzywym okiem 8-14.04.2007TRZEBA ZOBACZYĆ<br /><B>Szkoła uczuć</B><br /><br />Kto lubi się wzruszać przed ekranem, nie będzie zawiedziony. Film Adama Shankmana, bardziej znany pod tytułem „A Walk to Remember”, to wyjątkowo skuteczny środek na wywołanie łez. Choć opowiada o środowisku amerykańskich uczniów, spodoba się także polskim nastolatkom, nie mówiąc już o ich rodzicach. Historia rodzącego się uczucia Landona i Jamie przenosi nas bowiem do epoki niewinności, w której chcielibyśmy pozostać do końca życia. Oto najprzystojniejszy chłopak w szkole zakochuje się w pięknej, ale nieśmiałej córce pastora. Żeby zasłużyć na jej miłość, będzie musiał pokonać swoją pychę, usunąć się w cień życia towarzyskiego i przeciwstawić się grupie prymitywnych kolegów. Oczywiście, uda mu się to z nawiązką, jak to w baśni. Jeśli mimo wszystko nie doczekamy się happy endu, to już nie z winy zakochanych, którzy do końca będą przypominać bohaterów wiersza Zbigniewa Herberta: „Lasy płonęły –/ a oni/ na szyjach splatali ręce/ jak bukiety róż”.<br /><br /><I>TVN poniedziałek 9 kwietnia, 17.00</I><br /><br />WARTO ZOBACZYĆ <br /><B>Gang Olsena</B><br /><br />Miało być „klawo jak cholera”, a wyszło jak zwykle. Cykl duńskich komedii kryminalnych z końca lat 60. ubiegłego stulecia także w Polsce ma wielu wyznawców. Nie bez przyczyny, bo trudno znaleźć we współczesnym kinie równie apetyczną dawkę absurdalnego humoru. Anglojęzyczni Benny Hill i Jaś Fasola, którzy pojawili się na naszych ekranach wiele lat po Gangu Olsena, powinni się wstydzić, że do dziś nie udało im się wyprzedzić ślamazarnych Skandynawów. Inna sprawa, że z genialnymi planami Egona, który stoi na czele gangu, trudno się mierzyć, bo nawet sam Egon ich nie rozumie.<br /><br /><I>TVP 2 niedziela 8 kwietnia, 12.00<br />poniedziałek 9 kwietnia, 12.05</I><br /><br />DARUJ SOBIE<br /><B>Nigdy w życiu!</B><br /><br />W ostatnich latach połowa europejskich wytwórni filmowych próbowała stworzyć lokalne wersje „Dziennika Bridget Jones”, ale tylko nielicznym się to udało. Nasi bracia Czesi wyprodukowali np. całkiem zabawną komedię Filipa Renča „Mężczyzna idealny” (oryginalny tytuł: „Román pro ženy”), w której główna bohaterka porzuca niemieckiego amanta, argumentując: „Nie mogę być z kimś, kto nienawidzi Polaków”. A my? Postawiliśmy na ekranizację książki Katarzyny Grocholi, z czego umiarkowany pożytek mają jedynie miłośniczki telenowel oraz prasy kobiecej. No i feministki.<br /><br /><I>TVN niedziela 8 kwietnia, 21.35</I><br /><br /><small><a href="http://goscniedzielny.wiara.pl/index.php?grupa=1&idnumeru=1175694617">Gość Niedzielny 14/2007</a></small>wencelhttp://www.blogger.com/profile/13014558475535530495noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-69707829395266722972007-04-06T00:19:00.000+02:002007-04-06T00:46:28.436+02:00Zmartwychwstał Pan!<img src="http://choyrack.w.interia.pl/zmartwychwstanie.jpg" border="0" /><br /><br /><small>Maurice Denis, Saintes Femmes au tombeau (1894), Musée Départemental du Prieuré, Saint-Germain-en-Laye</small><br /><br /><I>Maria Magdalena natomiast stała przed grobem płacząc. A kiedy (tak) płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa - jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg. I rzekli do niej: Niewiasto, czemu płaczesz? Odpowiedziała im: Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono. Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz? Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę. Jezus rzekł do niej: Mario! A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: Rabbuni, to znaczy: Nauczycielu. Rzekł do niej Jezus: Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego. Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: Widziałam Pana i to mi powiedział. (J 20, 11-18)</I><br /><br /><big><B>Wszystkim moim Przyjaciołom, Czytelnikom oraz Gościom tej strony życzę głębokiego przeżycia ostatnich dni Wielkiego Postu i radości ze zmartwychwstania Jezusa Chrystusa.</B></big><br /><br />Zainteresowanym przypominam, że w Wielki Piątek o godz. 19.05 na natenie TVP 2 rozpocznie się emisja Drogi Krzyżowej 2007. W widowisku zrealizowanym na podstawie moich tekstów wezmą udział popularni aktorzy: m.in. Zbigniew Zapasiewicz, Jerzy Trela, Marian Opania, Stanisława Celińska, Dorota Segda, Robert Więckiewicz i Borys Szyc. Serdecznie zapraszam do obejrzenia!wencelhttp://www.blogger.com/profile/13014558475535530495noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-30824475332710358352007-04-04T03:56:00.000+02:002007-04-04T03:59:26.214+02:00Misie kłamią dzieciom<img src="http://choyrack.w.interia.pl/rekomend.jpg" border="0" /><br /><br />Kto by pomyślał, że zjednoczona Europa i miś Uszatek są rówieśnikami. A jednak. W cieniu obchodów pięćdziesięciolecia podpisania traktatów rzymskich odbył się w Łodzi benefis sympatycznej kukiełki, która w 1957 r. urodziła się w czasopiśmie „Miś”, a kiedy nieco podrosła, stała się gwiazdą peerelowskiej telewizji. Okazało się, że dzieci wciąż uwielbiają animowaną postać, obdarzoną wyjątkowym głosem nieżyjącego już Mieczysława Czechowicza.<br /><br /><B>Pełną wersję felietonu przeczytasz w papierowym wydaniu tygodnika „Wprost” - numer 14/2007 dostępny w kioskach od poniedziałku 2 kwietnia. Możesz również zamówić ją w <a class="link" href="http://www.wprost.pl/ar/?O=104071">internetowym archiwum „Wprost”</a>. SMS odblokowuje dostęp do artykułu na 3 godziny. Koszt 0,66 zł z VAT. Nie zapominaj też o <a class="link" href="http://www.wprost.pl/blogi/wojciech_wencel/">blogu na stronach „Wprost”</a>, gdzie co 2-3 dni pojawiają się świeże wpisy.</B>wencelhttp://www.blogger.com/profile/13014558475535530495noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-21386656967391682582007-04-02T18:28:00.000+02:002007-04-12T02:25:56.778+02:00Krzywym okiem (wydanie specjalne)TRZEBA ZOBACZYĆ<br /><B>Droga Krzyżowa 2007</B><br /><br />Ponieważ w Wielkim Tygodniu zamierzam wyłączyć z sieci mój 32-calowy telewizor, tym razem powstrzymam się od mnożenia rekomendacji. Wyjątkowo nie będę też się pastwił nad telewizyjną komercją. W zamian zapraszam do obejrzenia wielkopiątkowego misterium, zrealizowanego na podstawie moich tekstów w interpretacji wybitnych aktorów, m.in. Zbigniewa Zapasiewicza, Jerzego Treli i Cezarego Pazury. <br />Czy współczesna Droga Krzyżowa musi polegać na rozpaczaniu nad fizyczną męką Chrystusa bez uświadomienia sobie sensu tej ofiary? Czy nie jesteśmy jako te córki jerozolimskie, które leją krokodyle łzy, modląc się o szczęśliwe zakończenie nieziemskiej telenoweli? Czy nie wolelibyśmy, żeby Jezus umarł szybko i bezboleśnie na krześle elektrycznym albo w szpitalnym łóżku? Czy nie wstyd nam za Żydów, którzy wydali Jezusa na śmierć i za bezwzględnych Rzymian, którzy przybili Go do krzyża? Jak mogli zrobić coś takiego naszemu Zbawicielowi?<br />Mogli, bo byli grzesznikami, takimi samymi jak ty i ja. Może więc warto pogodzić się w końcu z naszą ludzką kondycją i pojąć, że Jezus wszedł w naszą grzeszność nie po to, by wzbudzić w nas sentymentalny odruch, ale po to, żebyśmy mogli z Nim powstać do nowego życia. Nie jest łatwo podnieść swój krzyż i ruszyć na Golgotę. Jeszcze trudniej przyjąć Miłość, która chce nas przeprowadzić – przez śmierć i przez ziemię – do domu Ojca.<br />Celem tych rozważań jest ukazanie konsekwencji męki Chrystusa w życiu zwykłych ludzi: zarówno tych z nas, którzy wciąż mają złudzenie kontroli nad własną historią, jak i tych, których zmiażdżyły ciężary starości, bezrobocia czy nieudanego małżeństwa. Uzupełnieniem widowiska będą ujęcia stacji Drogi Krzyżowej wykonanych przez współczesnych artystów, muzyka Marcina Pospieszalskiego i moje – po ludzku – niedoskonałe wiersze:<br /><br />Cały Twój – <br />zbyt grzeszny żeby sądzić<br />zbyt ciężki żeby chodzić po falach<br />zbyt ludzki by się zbawić<br />bez Ciebie<br /><br /><I>TVP 2 piątek 6 kwietnia, 19.05</I><br /><br /><small><a href="http://goscniedzielny.wiara.pl/index.php?grupa=1&idnumeru=1175156852">Gość Niedzielny 13/2007</a></small>wencelhttp://www.blogger.com/profile/13014558475535530495noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-75378067358973150982007-03-29T19:59:00.000+02:002007-03-29T20:04:59.785+02:00Rzeź urbaniątek<img src="http://choyrack.w.interia.pl/rekomend.jpg" border="0" /><br /><br />Dobra wiadomość dla entuzjastów popkultury. MTV Polska przymierza się do wyemitowania serialu animowanego „Popetown”, w którym papież został przedstawiony jako rozwydrzony bachor. Na internetowej stronie telewizji widzowie mogą odpowiedzieć na pytanie, czy chcieliby oglądać tę „odjechaną kreskę” w polskiej wersji językowej. W odrębnej kategorii wolno im też głosować na mniej znane kreskówki, z których jedna posłuży prawdopodobnie jako support do papieskiego sitcomu. Na razie prowadzi „Boyshit” - opowieść o przygodach chłopca ściganego przez latające kawałki odchodów.<br /><br /><B>Pełną wersję felietonu przeczytasz w papierowym wydaniu tygodnika „Wprost” - numer 13/2007 dostępny w kioskach od poniedziałku 26 marca. Możesz również zamówić ją w <a class="link" href="http://www.wprost.pl/ar/?O=103677">internetowym archiwum „Wprost”</a>. SMS odblokowuje dostęp do artykułu na 3 godziny. Koszt 0,66 zł z VAT. Nie zapominaj też o <a class="link" href="http://www.wprost.pl/blogi/wojciech_wencel/">blogu na stronach „Wprost”</a>, gdzie co 2-3 dni pojawiają się świeże wpisy.</B>wencelhttp://www.blogger.com/profile/13014558475535530495noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-56732038736969504492007-03-24T22:30:00.000+01:002007-03-26T20:31:27.012+02:00Krzywym okiem 25-31.03.2007TRZEBA ZOBACZYĆ<br /><B>Bruce wszechmogący</B><br /><br />Wyrzucili cię z pracy, zostałeś pobity na ulicy, a twoja dziewczyna cię nie rozumie? Zarzucasz Bogu, że źle kieruje twoim życiem? Proszę bardzo: masz szansę się wykazać. Stwórca powierza ci do odwołania stery tego świata. Komedia z Jimem Carrey’em w roli niedocenianego reportera stacji telewizyjnej i z Jennifer Aniston w roli jego życiowej partnerki jest naprawdę śmieszna. Główny bohater postara się wykorzystać władzę otrzymaną od Boga przeciwko robiącym błyskotliwe kariery kolegom z pracy. A ponieważ oprócz egoizmu posiada również poczucie humoru, rozbroi nas niejednym fortelem. W końcu przyjdzie jednak czas na wysłuchiwanie modlitw, a to okaże się ponad ludzkie siły. Film Toma Shadyaca pod komediowym melonikiem skrywa klasyczny moralitet o tęsknocie do świata bez niepowodzeń i bólu. I o miłości Boga, który stara się pogodzić ze sobą nasze losy i wyprowadzić z nich dobro. Przecież gdyby spełnił wszystkie, często sprzeczne prośby, świat stanąłby na głowie. <br /><br /><I>TVP 1 sobota 31 marca, 20.15</I><br /><br />WARTO ZOBACZYĆ <br /><B>Żołnierze wyklęci</B><br /><br />Pierwotnie zamierzałem polecić państwu doskonały, choć brutalny dramat „Kasyno” Martina Scorsese (Polsat wtorek 27 marca, 21.00), ale czym są hollywoodzkie opowieści wobec żywej historii. Dokument Wincentego Ronisza opowiada o dramatycznych losach żołnierzy Armii Krajowej, którzy po wkroczeniu Sowietów w 1944 r. nie złożyli broni i walczyli z komunistycznym terrorem aż do 1957 r. W tym okresie przez leśną partyzantkę przewinęło się ok. 150 tys. ludzi. „Harnaś”, „Ogień” czy „Łupaszka” dowodzili oddziałami, które atakowały funkcjonariuszy UB i NKWD, odbijały więźniów i wykonywały wyroki na konfidentach. Wielu bohaterów podziemia zginęło w zasadzkach, inni byli później torturowani w celach. Znakomita lekcja poglądowa dla obrońców stalinowskich literatów, którzy, popijając kawkę, pisali kompromitujące wierszyki, podczas gdy ich rodacy ginęli za wolną Polskę.<br /><br /><I>TVP 2 poniedziałek 26 marca, 23.50</I><br /><br />DARUJ SOBIE<br /><B>Jak oni śpiewają</B><br /><br />Polsatowska odpowiedź na „Taniec z gwiazdami”, czyli kolejna towarzyska impreza z udziałem tzw. celebrities. Nie będę oglądał wokalnej rywalizacji bohaterów seriali, bo wydaje mi się, że śpiewam lepiej od Patrycji Cwał-Wiśniewskiej z „Sąsiadów”. A od Waldka ze „Złotopolskich” to już z całą pewnością. <br /><br /><I>Polsat niedziela 25 marca, 14.45</I><br /><br /><small><a href="http://goscniedzielny.wiara.pl/index.php?grupa=1&idnumeru=1174509182">Gość Niedzielny 12/2007</a></small>wencelhttp://www.blogger.com/profile/13014558475535530495noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-22860659892909825872007-03-20T23:16:00.001+01:002007-03-20T23:18:55.751+01:00Imiona losu<img src="http://choyrack.w.interia.pl/rekomend.jpg" border="0" /><br /><br />Kiedyś wszystko było prostsze. Jak chłopakowi dano na chrzcie imię Józef, co znaczy „niech przyda (Bóg)”, to od razu było wiadomo, że zostanie on biskupem (jak Glemp, Michalik czy Życiński), a przynajmniej ministrantem (jak Oleksy). A dziś? Nikt nie zaprząta sobie głowy etymologią, nie konfrontuje daty narodzin z kalendarzem, a tym bardziej nie czyta żywotów świętych. Michałowi Wiśniewskiemu jeszcze się czwarte dziecko nie urodziło, a już zdążył je nazwać Falco i ogłosić swój wybór w tabloidach. Zważywszy na to, że król polskiej estrady wcześniej dorobił się syna Xaviera oraz córek Fabienne i Etienette, można cofnąć się w wyobraźni do XVIII stulecia i - jak żona modna z satyry Ignacego Krasickiego – „zapłakać w ogródku pomiędzy cyprysy nad nieszczęściem Pameli albo Heloisy”. Imaginuj sobie, drogi czytelniku, jak trudno było szlachcicowi ze wsi wymówić te egzotyczne imiona.<br /><br /><B>Pełną wersję felietonu przeczytasz w papierowym wydaniu tygodnika „Wprost” - numer 12/2007 dostępny w kioskach od poniedziałku 19 marca. Możesz również zamówić ją w <a class="link" href="http://www.wprost.pl/ar/?O=103284">internetowym archiwum „Wprost”</a>. SMS odblokowuje dostęp do artykułu na 3 godziny. Koszt 0,66 zł z VAT. Nie zapominaj też o <a class="link" href="http://www.wprost.pl/blogi/wojciech_wencel/">blogu na stronach „Wprost”</a>, gdzie co 2-3 dni pojawiają się świeże wpisy.</B>wencelhttp://www.blogger.com/profile/13014558475535530495noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-76615040763349227492007-03-16T17:52:00.000+01:002007-03-16T17:55:18.548+01:00Krzywym okiem 18-24.03.2007TRZEBA ZOBACZYĆ<br /><B>Mulholland Drive</B><br /><br />Ci, którzy oczekują od kina łatwego pocieszenia, pod żadnym pozorem nie powinni oglądać tego filmu. David Lynch jest bowiem mistrzem w portretowaniu metafizycznego zła. Jego demony nie przypominają rogatych bestii, które znamy z ludowych opowieści. Kierują raczej ludzkimi losami zza niewidzialnej kurtyny, rzadziej wcielają się w realne postaci, żeby spojrzeć nam w oczy i wyśmiać nasze plany. Bohaterowie „Mulholland Drive”, podobnie jak wcześniejszej „Zagubionej autostrady”, z góry skazani są na klęskę, bo żyją tak, jakby Boga nie było. W efekcie padają łupem księcia tego świata, który odtwarza z taśmy ich żałosne historie. Oniryczny, pełen grozy i niewyjaśnionych epizodów film przekonuje, że sami nie jesteśmy w stanie przeciwstawić się demonowi. Paradoksalnie kieruje jednak wzrok poza ziemskie opłotki. U Lyncha trudno wprawdzie znaleźć jakiekolwiek ślady Chrystusa, ale nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy poszukali ich we własnym życiu.<br /><br /><I>TVP 1 środa 21 marca, 23.25</I><br /><br />WARTO ZOBACZYĆ <br /><B>Koncert muzyki cerkiewnej</B><br /><br />Wszyscy chrześcijanie chwalą Boga pieśnią, ale zdecydowanie najlepiej wychodzi to naszym prawosławnym braciom. Wierząc, że głos jest najdoskonalszym instrumentem muzycznym, stworzyli oni przez wieki spójną tradycję liturgiczną, której owoce będziemy mogli poznać podczas relacji z koncertu zarejestrowanego jesienią ubiegłego roku w cerkwi na warszawskiej Pradze. Wystąpią najwybitniejsze chóry patriarchatu moskiewskiego, łącznie ponad sto osób. Będzie ciasno, ale ciekawie.<br /><br /><I>TVP 2 niedziela 18 marca, 23.30</I><br /><br />DARUJ SOBIE<br /><B>Czekolada</B><br /><br />Ideologiczna rozprawka Lasse Hallstroema na temat katolickiego obskurantyzmu, który pęta mieszkańców Lasquenet we Francji na przełomie lat 50. i 60. XX wieku. Nie wiedzieć czemu ludzie ci wciąż kultywują przesąd zwany Wielkim Postem. Pewnego dnia do miasteczka przybywa wraz z córeczką piękna Vianne. Fanatyczni mieszkańcy kręcą nosami, kiedy dziewczyna, nie bacząc na chrześcijańskie obyczaje, otwiera cukiernię. Jeszcze bardziej irytuje ich fakt, że młoda dama urządza balangę na statku z jakimś podejrzanym typem. Na szczęście Vianne jest uparta i stopniowo odwodzi tubylców od nauki Kościoła za pomocą czekolady. Cóż, kto chce, niech próbuje. Ja wolę śledzie w śmietanie.<br /><br /><I>TVP 2 wtorek 20 marca, 22.40</I><br /><br /><small><a href="http://goscniedzielny.wiara.pl/index.php?grupa=1&idnumeru=1173866629">Gość Niedzielny 11/2007</a></small>wencelhttp://www.blogger.com/profile/13014558475535530495noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-60450631067702269372007-03-14T20:57:00.000+01:002007-03-14T21:02:41.015+01:00Pośmiewisko Europy<img src="http://choyrack.w.interia.pl/asy.jpg" border="0" /><br /><br />Co też ten nasz prezydent wyrabia na Zachodzie, to normalnie głowa boli. Pojechał do Irlandii, wypowiedział się na temat gejów i od razu wstydu narobił. Zaczął niby mądrze – że ich nie potępia i że mogą sobie być profesorami, ministrami czy pisarzami. Ale potem przywalił, że gdyby większa liczba osób przeszła na homoseksualizm, to ród ludzki musiałby wyginąć. No mówię pani, pani Popiołkowa, skaranie boskie z takim prezydentem! Przecież wiadomo, że jak przybędzie gejów i lesbijek, to się wyprodukuje więcej próbówek, porobi się zapłodnienia in vitro, a noworodki do adopcji się odda. A pani wie, jak taka rodzina homoseksualna może dobrze dzieciaka wychować? Niedawno teledysk na satelicie oglądałam: chłopiec śpiewał o swoich dwóch ojcach. Że w trójkę miło czas spędzają, a on szczęśliwy jest, gdyż cała uwaga skupia się właśnie na nim. Słowa zrozumiałam, bo tłumaczenie dali. Zresztą sama pani posłucha, mam tu gdzieś zapisane: „Bas do szkoły zawsze odprowadza mnie,/ z Diderikiem na wiolonczeli sobie gram./ Razem jest nam wspaniale i wspólnie oglądamy w telewizji seriale”. I powiem pani, że chłopiec ułożony i schludnie ubrany, bo to w Holandii było. A te nasze? Pani patrzy: Zdzichu spod siódemki codziennie napity do domu wraca, żonę maltretuje. A że dzieciaków bez miary napłodzili, to te teraz obdarte po podwórku latają. <br />A o tym Giertychu, pani kochana, to już w ogóle szkoda gadać. W Heidelbergu tak na gejów najechał, że go tam od Hitlerów zwymyślali. I mieli rację, bo on to się jeszcze gorzej niż prezydent zachowuje. Homofon jeden! Zaprosili go na salony, a ten się wydziera, że trzeba w całej Europie aborcji zakazać i jeszcze propagandę homoseksualną ograniczyć. Normalnie słoma z butów wyłazi. Ale czego tu się spodziewać, skoro u nas to nawet umrzeć spokojnie nie można. Pani słyszała. Papież nie dał się podłączyć do aparatury, a te nasze człowiekowi prawa do eutanazji odmawiają. No, muszę kończyć powoli, bo do kościoła się spieszę. Mówię pani, jaką piękną drogę krzyżową w tym roku proboszcz przygotował. Nic, tylko płakać nad tym cierpiącym Jezusem. Jak oni go prześladowali... No, te Rzymiany. Dziś by tego nie było, bo żeśmy się ucywilizowali. Chociaż jak słucham takiego Ziobry, to myślę, że on by nawet Jezusowi na eutanazję nie pozwolił. <br /><B>Papieskie kukły</B><br />Czy w ten sposób rozumuje przeciętny Polak-katolik, tego do końca nie wiemy, ale coś jest na rzeczy. W każdej internetowej sondzie zwolennicy nieograniczonych praw do aborcji, eutanazji i manifestowania skłonności homoseksualnych biją na głowę obrońców prawa naturalnego. Media są zgodne: wyłamywanie się z europejskiej poprawności politycznej nie leży w interesie Polski. Pal licho „Gazetę Wyborczą”, która przyzwyczaiła nas już do krzewienia permisywizmu, ale po spotkaniu ministrów edukacji w Heidelbergu nawet konkurencyjny „Dziennik” zabrał się za wychowywanie Romana Giertycha, grożąc mu wielkimi bukwami na pierwszej stronie: „Ani słowa więcej!”. Dziennikarze pracujący dla Axela Springera słusznie zauważają, że wicepremier „skompromitował Polskę, prezentując fundamentalizm i brak tolerancji”. Nie dodają tylko, że wcześniej przez wiele lat kompromitował nas Jan Paweł II. <br />Powiedzmy sobie szczerze: mit polskiego papieża jako autorytetu ogółu Europejczyków jest mocno naciągany. Zachodni politycy i dziennikarze, którzy dziś ustalają standardy życia publicznego, okazywali Ojcu Świętemu szacunek jako głowie Kościoła, ale jego nauka była przez nich traktowana z przymrużeniem oka. Podobnie zresztą jak przez wielu deklaratywnych katolików. W gruncie rzeczy papieża słuchali tylko nieliczni chrześcijanie, którzy naprawdę weszli na drogę Chrystusa. Dla świętych krów dzisiejszej kultury: mniejszości seksualnych, feministek i postmodernistów, Jan Paweł II zawsze był śmieszny. Wystarczy przypomnieć sobie zdjęcia z Loveparade i podobnych manifestacji, podczas których rozwieszano na krzyżach papieskie kukły. <br /><B>Koalicja strachu</B><br />Reakcje na wystąpienie ministra Giertycha są kontynuacją tej pogardy dla nauki Kościoła. W wygłoszonym tekście trudno bowiem znaleźć cokolwiek, co nie byłoby klarowną wykładnią myśli Jana Pawła II. Jeśli apel o respektowanie wartości życia ludzkiego, rodziny i prawa naturalnego można uznać za fundamentalizm, to jest nim cała historia chrześcijaństwa. Jeśli brak tolerancji polega na stwierdzeniu, że legalizowane aborcji jest nową formą barbarzyństwa, to cały Kościół grzeszy nietolerancją. <br />Choć minister edukacji nie jest bohaterem mojej bajki, to jego wystąpienie w Heidelbergu wydaje mi się jednym z kamieni milowych IV RP. Bojąc się naruszenia politycznej poprawności, nasi politycy zaszli już bowiem tak daleko, że zapomnieli o wezwaniu Jana Pawła II do dawania świadectwa prawdzie. Polską rządzi koalicja strachu, złożona z przedstawicieli wszystkich partii, większości dziennikarzy i połowy narodu. Pozbawione triumfalizmu, ale stanowcze słowa Giertycha przypominają o potrzebie dyskusji, którą powinniśmy w Europie toczyć od dawna. Właśnie w takiej formie, w jakiej zaproponował to wicepremier: sprzeciwiając się barbarzyństwu, ale i pamiętając, że „każdy człowiek bez względu na swoje słabości jest godny szacunku, ochrony i zrozumienia”. Oczywiście, staniemy się przez to pośmiewiskiem Europy. Jeśli w trakcie papieskich pielgrzymek europejskie elity starały się zachować dyplomatyczną powściągliwość, to słuchając świadectw zwykłych chrześcijan, będą mogły pośmiać się do woli. Niewątpliwie wyszydzi nas także sąsiadka pani Popiołkowej, ale czy istnieje piękniejsze wyzwanie niż kompromitować się w imię Jezusa? On w oczach świata jeszcze bardziej się skompromitował. Na krzyżu.<br /><br /><small><a href="http://goscniedzielny.wiara.pl/index.php?grupa=5&dzi=1104708891">Gość Niedzielny 10/2007</a></small>wencelhttp://www.blogger.com/profile/13014558475535530495noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-40945698552333784242007-03-13T11:05:00.000+01:002007-03-13T11:10:21.408+01:00Pegaz na szpilkach<img src="http://choyrack.w.interia.pl/rekomend.jpg" border="0" /><br /><br />Podobno wraca moda na disco polo. Wiejskie dyskoteki jak dawniej pękają w szwach. Shazza robi furorę w Internecie, a Sławomir Świerzyński z Bayer Full przechwala się, że dziewczyny znów rzucają mu staniki z numerem telefonu. Hm... Dobrze, że z wrażenia nie zdejmują majtek przez głowę, bo mogłyby się przeziębić. Po łaskawej zimie nadeszła bowiem sroga wiosna i wirus grypy zbiera obfite żniwo.<br /><br /><B>Pełną wersję felietonu przeczytasz w papierowym wydaniu tygodnika „Wprost” - numer 11/2007 dostępny w kioskach od poniedziałku 12 marca. Możesz również zamówić ją w <a class="link" href="http://www.wprost.pl/ar/?O=102802">internetowym archiwum „Wprost”</a>. SMS odblokowuje dostęp do artykułu na 3 godziny. Koszt 0,66 zł z VAT.</B>wencelhttp://www.blogger.com/profile/13014558475535530495noreply@blogger.com