<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848</id><updated>2012-02-17T05:03:36.479+01:00</updated><title type='text'>Wojciech Wencel</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>420</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-4422323126720772392</id><published>2012-02-13T10:01:00.004+01:00</published><updated>2012-02-13T10:12:36.704+01:00</updated><title type='text'>Śpiewne arcydzieło</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Kto nie przeczytał jeszcze „Nadberezyńców” Floriana Czarnyszewicza, musi zrobić to natychmiast. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.gazetapolska.pl/14208-spiewne-arcydzielo" target="_blank"&gt;Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 8 lutego 2012&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma, że „gruba książka”, „posiadam umysł ścisły” czy „zrazy mi się przypalą”. Ta lektura, podobnie jak „Pan Tadeusz”, jest obowiązkowa dla każdego Polaka, który chce być świadomym członkiem narodowej wspólnoty. Posługując się piękną, kresową polszczyzną, Czarnyszewicz opisuje losy polskiej szlachty zagrodowej na ziemiach położonych między Berezyną a Dnieprem w latach 1911-1920. Jego bohaterowie żyją w zaściankach i leśnych chutorach, starając się zachować polską tożsamość. Po ponad stu latach zaborów są przetrzebieni, ale nadal „zdrowi w pniu” i „mocni w korzeniu”. Cieszą się, kiedy udaje im się wyprowadzić w pole carskiego urzędnika albo nauczyć dzieci pisania po polsku. Raz w roku pielgrzymują do Bobrujska, by z dumą wziąć udział w wielotysięcznej procesji Bożego Ciała, będącej jednocześnie manifestacją polskości. Choć nie potrafią odwrócić wyroków Opatrzności, utrzymują polskiego ducha, cierpliwie czekając na moment, w którym Bóg pozwoli im rozwinąć skrzydła. I gdy w okolicy roznosi się nieoczekiwana wieść o sformowaniu polskich legionów, są gotowi pójść za nimi choćby na koniec świata. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy czegoś to nam nie przypomina? Mimo wszystko trudno zestawiać carską administrację z III RP. Wciąż mamy swoich politycznych reprezentantów, potencjał wpływania na kształt państwa i wiarę, że obecna „dyktatura ciemniaków” to zjawisko przejściowe. Ale już współczesna kultura, jako źródło zbiorowego egoizmu, pęta nasz naród w sposób nie mniej trwały i bolesny niż czyniły to kajdany zaborców. Naszymi zaściankami są tradycyjne rodziny, a chutorami prowincjonalne miasteczka, naszym Bobrujskiem co miesiąc staje się Krakowskie Przedmieście. Czego możemy się nauczyć od uczestników „drugiego obiegu” sprzed stulecia? Na pewno odpowiedzialności za najmłodsze pokolenie. Średnia wieku na spotkaniach środowisk niepodległościowych odsłania skalę problemu. Nie ma co mydlić sobie oczu aktywnością kibiców czy obrońców internetowej anonimowości. Patriotyzm nie bierze się znikąd. Korzeń osłabnie, a pień uschnie, jeśli nie wychowamy naszych dzieci i wnuków tak, by myślały, odczuwały i działały po polsku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po lekturze powieści Czarnyszewicza zostaje w pamięci obraz ogromnej puszczy, która jest jak historia pisana przez Boga. Mieszkańcy maleńkiej Smolarni uznają jej potęgę, wiedzą, że nad nią nie zapanują, ale nie unosząc wzroku zbyt wysoko, potrafią rozpoznawać gatunki drzew, tropy zwierząt, rodzaj gruntu, a w konsekwencji odnajdować tajemne ścieżki i skróty prowadzące ku światłu. Trzeba więc budować relację z Najwyższym i uważnie czytać przeznaczone dla nas znaki. I najważniejsze: nie skarżyć się na los, nie popadać we frustrację. „Nadberezyńcy” to powieść o wielkiej miłości do wyśnionej ojczyzny, ale i do barwnego życia tu i teraz: kobiet, swojskości, śpiewnego języka, kościelnej liturgii, przyrody i przygody, humoru i ryzyka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka Czarnyszewicza po raz pierwszy ukazała się w Buenos Aires w 1942 r. W tym samym mieście przebywał wówczas Witold Gombrowicz, któremu pewnie chodziła już po głowie idea przekłucia patriotycznego balonu. Zrealizował ją niedługo po wojnie w „Trans-Atlantyku”, gdzie miłość została wyparta przez cynizm, a ojczyzna przez „synczyznę”. Prowokacyjna dekonstrukcja narodowej tożsamości bardzo spodobała się peerelowskim „intelektualistom”, a w III RP zamieniła się w dogmat. Wyznawcom Gombrowicza zupełnie nie przeszkadza fakt, że ich idol to pasożyt, który nie istniałby bez sarmatyzmu i romantyzmu. Sens jego twórczości sprowadza się do negacji potężnej polskiej tradycji. Jest jak giez bydlęcy, uprzykrzający życie mlecznej krowie. Skoro Bóg stworzył insekty, trzeba jakoś znosić ich brzęczenie, ale nie należy zapominać, że to krowa daje mleko. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Również pod względem klasy artystycznej Gombrowicz ma wymiary gza (12-15 mm). Jego kunszt językowy polega na biegłości w przedrzeźnianiu. W porównaniu z nim Czarnyszewicz to gigant polszczyzny. Koledzy z uniwersytetów, najwyższy czas przewartościować wreszcie kanon literatury polskiej XX w. Wiem, że macie tam ostatnio niezły gender, ale nie dajcie się zwariować.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-4422323126720772392?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4422323126720772392'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4422323126720772392'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2012/02/spiewne-arcydzieo.html' title='Śpiewne arcydzieło'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-4442853337059814780</id><published>2012-02-10T00:15:00.003+01:00</published><updated>2012-02-13T10:19:03.948+01:00</updated><title type='text'>Książki taniej</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Z okazji swoich 6. urodzin &lt;/span&gt;&lt;a href="http://bonito.pl/autor/wojciech+wencel/0" target="_blank"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;księgarnia bonito.pl&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&amp;nbsp;znacząco obniżyła ceny.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aktualnie w ofercie znajdują się trzy moje książki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bonito.pl/k-447426-de-profundis" target="_blank"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;em&gt;De profundis&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&amp;nbsp;&lt;span style="font-size: small;"&gt;(Arcana 2010, wiersze) -&lt;/span&gt; 14.99 zł&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bonito.pl/k-1498063-podziemne-motyle" target="_blank"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;em&gt;Podziemne motyle&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&amp;nbsp;&lt;span style="font-size: small;"&gt;(Nowy Świat 2010, wiersze) -&lt;/span&gt; 14.93 zł&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bonito.pl/k-455195-wencel-gordyjski-wybor-felietonow" target="_blank"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;em&gt;Wencel gordyjski&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;span style="font-size: small;"&gt;(Zysk i s-ka 2011, felietony) -&lt;/span&gt; 22.13 zł&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książki można zamawiać przez stronę internetową lub telefonicznie.&lt;br /&gt;Odbiór osobisty w Warszawie i Krakowie.&lt;br /&gt;W przypadku zamówienia książek z dostawą pod wskazany adres na terenie całej Polski do sumy należności doliczany jest koszt przesyłki kurierskiej (np. DPD, płatność przy odbiorze&amp;nbsp;- 12.99 zł).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-4442853337059814780?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4442853337059814780'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4442853337059814780'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2012/02/ksiazki-taniej_10.html' title='Książki taniej'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-3217435223485450927</id><published>2012-02-09T01:56:00.000+01:00</published><updated>2012-02-09T01:56:53.476+01:00</updated><title type='text'>Warszawski splin</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Dystans prawicowych „ludzi czynu” wobec patriotycznych manifestacji na Krakowskim Przedmieściu jest świadectwem jałowego marzycielstwa i obywatelskiej niedojrzałości.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.panstwo.net/2144-warszawski-splin" target="_blank"&gt;"Nowe Państwo" nr 12/2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Przebudzenie” Joanny Lichockiej to film o Polakach, dla których dzień 10 kwietnia 2010 r. okazał się życiowym przełomem. Zwłaszcza o tych, którzy co miesiąc gromadzą się w warszawskiej Bazylice Archikatedralnej pw. Męczeństwa św. Jana Chrzciciela, by modlić się w intencji ofiar katastrofy pod Smoleńskiem i przywrócenia ojczyźnie prawdziwej wolności, a po nabożeństwie wspólnie przechodzą pod Pałac Prezydencki. Są wśród nich przedstawiciele rodzin smoleńskich, weterani Armii Krajowej, szeregowi żołnierze „Solidarności”, reprezentanci niepodległościowej inteligencji, duchowni, harcerze, członkowie Klubów „Gazety Polskiej”, ale też osoby, które trudno jednoznacznie sklasyfikować: właściciele prywatnych firm, nauczyciele, bankowcy, publicyści. Wszystkich łączy potrzeba przeżywania narodowej tragedii na poziomie duchowym, najgłębszym z możliwych, co oczywiście nie redukuje ich zainteresowania rozwojem sytuacji politycznej w Polsce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilkakrotnie przyjeżdżałem z Gdańska, by wziąć udział w tych mszach i marszach pamięci, więc wiem, o czym mówię. Konsekwencja „ludzi z Krakowskiego Przedmieścia” to niezwykle dojrzałe świadectwo polskości. Choć medialny przemysł pogardy wciąż produkuje środki do ich publicznego unicestwienia, tworzą fundament prawdy, konieczny do zbudowania autentycznej polskiej kultury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Czystość intencji&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z dzieciństwa pamiętam Msze św. za Ojczyznę w gdańskim kościele św. Brygidy. Nie było nas wówczas więcej niż wiernych gromadzących się dzisiaj w warszawskiej archikatedrze. W wypełnionej po brzegi świątyni uobecniał się dokładnie ten sam duch, który jednoczy uczestników kolejnych smoleńskich miesięcznic. Wtedy też ludzie modlili się w milczeniu, homilie o tym, że nie da się zniszczyć prawdy, wywoływały burzę oklasków, a przy słowach pieśni: „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie” setki rąk wznosiły się w geście zwycięstwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Msze w kościele św. Brygidy były dla mnie jednym z doświadczeń formacyjnych. Nieważne, że w tłumie musieli znajdować się również esbecy, a po którymś z nabożeństw na dziedzińcu plebanii Lech Wałęsa przekonywał do „finezyjnej” rozgrywki z komunistami, starając się przekrzyczeć narastające gwizdy. Znacznie silniej zapisała się w mojej pamięci atmosfera ludzkiej solidarności, niezłomności i wiary w wolną Polskę. Czułem, że prędzej czy później ta energia rozsadzi struktury kłamstwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co się stało z tamtym potencjałem? Można powiedzieć, że został „finezyjnie” skanalizowany. Większość stoczniowców z kościoła św. Brygidy w III RP znalazła się na marginesie życia publicznego. Ich aktywność osłabła, została gorycz. Prawie wszyscy w jakiejś mierze daliśmy się oszukać architektom Okrągłego Stołu, z braku alternatywy głosując na Wałęsę w wyborach prezydenckich. Nie podważa to jednak czystości intencji jednoczących nas w kościele św. Brygidy. Dziś ten duch wraca, a my jesteśmy bogatsi o historyczne doświadczenie. Głupcem jest ten, kto nie dostrzega wagi wydarzeń na Krakowskim Przedmieściu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Formacja gderaczy&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, takich głupców nie brakuje. Przekonują o tym choćby reakcje na tytuł filmu Joanny Lichockiej. Przykłady z internetowych forów: „Nie wierzę w żadne przebudzenie narodu. Jest może kilkadziesiąt tysięcy, ale nie większość. Ta większość siedzi przed tefałenem czy polsatem i czyta gwno. Mają przez to wyprane mózgi, a jak przyjdzie krach, to winą media obarczą... Kaczyńskiego”; „Widząc wyniki wyborów, trudno stwierdzić, że coś się radykalnie zmieniło. Raczej nadal Polska zmierza w złym kierunku”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak widać, władcy III RP wyhodowali sobie formację prawicowych gderaczy, kapciowych moralistów, którzy czekają, aż naród w stu procentach się odrodzi. Nie zadowoli ich żaden spontaniczny ruch, który nie ma natychmiastowego przełożenia na wyniki wyborów. To ludzie kompletnie jałowi, bo rozpieszczeni przez konsumpcyjną cywilizację. Podobnie jak otrzymują w sklepie nowy telewizor, chcą dostać wolną Polskę, sprawną, ładnie zapakowaną, mającą wszystkie funkcje, o których jest mowa w cenniku. Dopiero gdy ich zamówienie zostanie zrealizowane, łaskawie wystawią sprzedawcy (Kaczyńskiemu? Opatrzności?) pozytywną opinię. Tyle że za telewizor trzeba płacić. Na to ich jeszcze stać. Wolną Polskę najwyraźniej chcą dostać za darmo albo na kredyt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Fantazmat czynu&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze bardziej groteskowi są jednak prawicowi „ludzie czynu”, którzy z pogardą odnoszą się do wszelkiego „teoretyzowania”, „romantyzmu” i „modlenia się”. Siedząc w kapciach przed komputerem, wypisują setki komentarzy, z których możemy się dowiedzieć, że nie czas na „jakieś poezjowanie”. Trzeba, panie dzieju, wziąć się w garść i „osądzić ubeków”, „postawić Tuska przed trybunałem stanu” oraz „odwdzięczyć się Ruskim za Smoleńsk”. Nie dodają tylko, jak to zrobić, skoro system III RP przez dwie dekady skutecznie blokował wszelkie próby naprawy państwa. I kto miałby to zrobić, jeśli niepodległościowi politycy, pozbawieni realnego wpływu na ośrodek władzy, uczestniczą z nami w marszach pamięci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podejrzewam, że „ludzie czynu” uważają swoje dobre rady za wyraz rzeczowości i zdecydowania. Dla mnie jednak ich krzepkie frazy są świadectwem jałowego marzycielstwa, a ich dystans wobec patriotycznych manifestacji na Krakowskim Przedmieściu to przejaw obywatelskiej niedojrzałości. Bo czym chcieliby zastąpić nasz – mówiąc słowami Zbigniewa Herberta – „upór i trwanie”? Zapytani o to, odpowiadają stanowczo: „Trzeba wyjść na ulice i naparzać się z ZOMO!”. Czytając podobne recepty na odrodzenie państwa, trudno powstrzymać myśl, że również w naszych czasach – jak w PRL – działają prowokatorzy próbujący stłumić rodzącego się ducha wspólnoty. Chyba że to fanatycy gier komputerowych i fantastycznych powieści, patrzący na historię przez pryzmat fikcyjnych bohaterów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ta mityczna młodzież&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Internetowych gderaczy i działaczy łączy zwykle nabożny stosunek do młodych, którzy mają stanowić jakąś polityczną awangardę. „Martwi mnie, że PiS kompletnie nie potrafi ściągnąć młodzieży i obawiam się, że jak się w jakiś sposób nie dostosuje do obecnych czasów, to będzie się coraz bardziej marginalizował” – piszą. Jak z tego wynika, o młodzież trzeba energicznie zabiegać, należy podsuwać jej wizerunkowe łakocie, żeby raczyła w końcu obdarzyć Polskę zainteresowaniem. Wypada przypomnieć, że w II RP było nieco inaczej. Młodzi Polacy sami tworzyli patriotyczne struktury, bo mieli odpowiednią formację. Służba ojczyźnie była dla nich nie żadną łaską, tylko psim obowiązkiem. Obawiam się, że zastępując formację łakociami, nie przyczynimy się do przypływu młodych, gotowych oddać życie za ojczyznę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wśród ludzi z Krakowskiego Przedmieścia nie brakuje harcerzy, studentów, uczniów. Ci, którzy dzięki rodzicom mają świadomość, że polski duch kłóci się z konsumpcjonizmem i zgrywą, już są z nami. Dołączą do nich młodsi, jeśli uda się im dostrzec, jak fascynującym doświadczeniem jest życie na serio. Innych nie potrzebujemy. Wychowankowie III RP, usiłujący łączyć konserwatyzm z postmodernizmem, w gruncie rzeczy nie mają żadnego duchowego potencjału. Jeśli nie chce im się ruszyć na marsz pamięci, jeśli wszystko ujmują w cudzysłów, panicznie bojąc się patosu, jeśli cały świat zamknęli we własnej głowie i wszelkie wartości traktują jako grę idei – jaki z nich pożytek?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Podziemna rzeka&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na Krakowskim Przedmieściu udało się nam zbudować kawałek wolnej Polski. Słowa rozbrzmiewające w archikatedrze – jak dawniej – mają moc docierania do ludzkich sumień. Znów potrafimy się organizować, uczymy się cierpliwości. Warszawski splin, oparty na maksymalizmie żądań, nie stłumi ducha polskości przywracającego sens takim wartościom, jak krzyż, wierność, powaga, wyrzeczenie, pokora. Przebudzeni smoleńską tragedią jesteśmy po to, by przechować tego ducha, aż nastaną warunki do politycznej zmiany. Ale też po to, by płynąć przez historię podziemną rzeką polskiej kultury, biegnącą od Adama Mickiewicza, przez „Prosto z mostu” Stanisława Piaseckiego, aż po poetów „Sztuki i Narodu”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ofiara z 10 kwietnia 2010 r. wysadziła tamę usypaną po powstaniu warszawskim przez komunistów. Niektórzy nie wsiedli do łodzi, bo nie zauważyli metafizycznej głębi wydarzenia. Blokowani partyjniacką nienawiścią do PiS i inteligencką pogardą dla tłumu zostali przy wysadzonej tamie. Ale my, w łodzi, jesteśmy już daleko. Jedyne, czego potrzebujemy, to podziemny wiatr, który budzi z letargu pokolenia żywych i umarłych. I pcha wolnych Polaków ku ich przeznaczeniu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-3217435223485450927?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/3217435223485450927'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/3217435223485450927'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2012/02/warszawski-splin.html' title='Warszawski splin'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-6572715671293196457</id><published>2012-02-07T14:03:00.001+01:00</published><updated>2012-02-07T14:03:49.324+01:00</updated><title type='text'>Ogniska polskości</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Musimy pamiętać, że naszym celem jest nie reformowanie systemu kłamstwa, ale jego zastąpienie kulturą opartą na prawdzie. Nie domagamy się III RP „z ludzką twarzą”.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.panstwo.net/600-ogniska-polskosci" target="_blank"&gt;"Nowe Państwo" nr 11/2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy we wrześniu 2010 r. poinformowałem na swoim blogu o podjęciu walki cywilnej, nawiązującej do zasad, które podczas okupacji zabezpieczały Polaków przed wpływami niemieckiej propagandy, nawet część moich przyjaciół uznała mnie za wariata. Okazało się jednak, że takich „wariatów” jest w Polsce bardzo wielu. Działania analogiczne do historycznych form oporu są dziś trwałym elementem krajobrazu III RP, a niektóre z nich  doczekały się wręcz własnych struktur.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dość wspomnieć Stowarzyszenie Twórców dla Rzeczypospolitej, przywołujące kategorię prawdy jako fundamentu przyszłej polskiej kultury. W niektórych aspektach bardzo przypomina ono Ruch Kulturowy, zaprojektowany przez Andrzeja Trzebińskiego w 1943 r. i rozwijający się do wybuchu powstania warszawskiego. Albo reaktywowane niedawno Biuro Interwencji, zajmujące się ochroną praw człowieka, a kierowane przez Zofię Romaszewską, która stała na czele Biura Interwencji KOR w czasach PRL.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na swój sposób, bo z humorem, nawiązują do okupacyjnej rzeczywistości uczestnicy ulicznej akcji OB-CIACH, którzy od wielu miesięcy gromadzą się w różnych miastach Polski, by ostentacyjnie czytać gazety uznane przez tropicieli Ciemnogrodu za obciachowe. Dzięki rozbiciu na dwie sylaby słowo „obciach” zyskuje nowe znaczenie. Staje się synonimem ruchu obywatelskiego, który pragnie przeciąć pętające polskie życie publiczne więzy politycznej poprawności. To właśnie na spotkaniach OB-CIACHU można usłyszeć „zakazane piosenki” w rodzaju: „Siekiera, motyka, rybia łuska. Wnet się skończą rządy Tuska, Siekiera, motyka, gaz i prąd, Czas obalić Tuska rząd!”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogromną rolę kulturotwórczą wciąż odgrywają spotkania z niepokornymi reżyserami, pisarzami, redaktorami, organizowane przez Kluby „Gazety Polskiej” czy Solidarnych 2010. Stale rośnie nie tylko sprzedaż „Gazety Polskiej”, lecz także dwumiesięcznika „Arcana”, który do niedawna był uznawany za periodyk stricte uniwersytecki. Jak widać, drugi obieg wciąż się rozwija. Gromadzimy się już nie tylko wokół konkretnych filmów czy książek, lecz także po to, by rozmawiać o ideach i ich konsekwencjach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przeciw kłamstwu&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po co nam to życie w podziemiu? Czy chodzi o niezgodę na stopniowe ograniczanie demokracji, wprowadzane przez obecną władzę i jej medialnych funkcjonariuszy? Czy powodem jest fakt, że rząd Donalda Tuska potraktował bohaterów poległych w Smoleńsku jak ubitą trzodę, rezygnując z wyjaśnienia przyczyn katastrofy i manifestując w ten sposób swoją pogardę dla polskich wartości: Boga, honoru i ojczyzny? Czy wstrząsnął nami krajobraz zawłaszczonego państwa, które lekceważy własną niepodległość? Czy poczuliśmy się jak w obcym kraju, gdy wyrywano krzyż z Krakowskiego Przedmieścia i pospiesznie gaszono znicze pamięci? Tak. To wszystko zadziałało jako impuls do tworzenia drugiego obiegu, ale korzenie tego „czegoś” tkwią przecież głębiej. Sięgają Okrągłego Stołu, przy którym wyselekcjonowana elita „Solidarności” dogadała się z komunistami. Wszelkie zło, z którym dziś mamy do czynienia – w polityce, ale nierzadko również we własnych sumieniach – jest duchową konsekwencją kłamstwa założycielskiego III RP.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzy dni po katastrofie smoleńskiej pisałem na blogu: „To jest wojna. Wojna o polską duszę, której po wyjściu z antykomunistycznego podziemia się wyrzekliśmy. Wojna z własnym lenistwem, niechęcią do podejmowania wielkich wyzwań, minimalizmem oczekiwań i wyobraźni. Wojna, którą w pierwszej połowie lat 90. ubiegłego wieku próbował rozpętać Zbigniew Herbert, wzywając Polaków do powrotu na ubitą ziemię. »Pan Cogito ma kłopot z demokracją« – tak mu na to wówczas odpowiedziano. Smoleńska tragedia daje nam szansę na nowy romantyzm, ukazujący dzieje Polski w perspektywie duchowej. Czas wreszcie przestać wstydzić się żarliwego patriotyzmu i katolicyzmu, który przez wieki stanowił o naszej tożsamości i sile. Pora przywrócić naszej kulturze wykpione przez cyników wielkie słowa, takie jak Bóg, prawda, dobro, honor, ojczyzna. Odzyskać pasję, odwagę, zdolność do ponoszenia krwawych ofiar, eschatologiczną wyobraźnię. I zacząć naprawdę kochać Polskę, a nie traktować ją jak miejsce do mieszkania”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Po pierwsze – kultura&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nikt nie wygra tej wojny w pojedynkę. Podejmując – każdy na swój sposób – walkę cywilną, zamanifestowaliśmy gotowość poświęcenia się dla ojczyzny, jednak nie był to akt zdolny zmienić Polskę. Raczej gest w stylu Zbigniewa Herberta, który – z dumą, ale i gorzkim poczuciem bezradności – tytułował się Pułkownikiem Królewskiej Samodzielnej Brygady Huzarów Śmierci. Aby nasz zryw był skuteczny, konieczne jest tworzenie struktur jednoczących wolnych Polaków. Musimy nastawić się na długie trwanie i wykonać pracę, której nikt nie wykona za nas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obowiązkiem ludzi filmu, literatury, sztuki, muzyki jest nie tylko tworzenie istotnych dzieł, ale i nakreślenie czytelnej mapy wartości. Nic nie usprawiedliwia publikowania w salonowym obiegu. Między atrapą kultury III RP, zaprojektowaną w „Gazecie Wyborczej”, „Tygodniku Powszechnym”, „Krytyce Politycznej” czy Instytucie Adama Mickiewicza, a autentyczną polską kulturą powinien istnieć jasny rozdział. Jako twórcy nurtu „prawdziwościowego” musimy okazywać sobie wzajemną solidarność i budować podziemny porządek: własne hierarchie, instytucje, wydawnictwa, system komunikacji z odbiorcami. Pora przestać marzyć o powrocie na salony III RP i uskarżać się na los „wykluczonych” i „zepchniętych do getta”. W getcie wegetują niewolnicy, którzy muszą respektować zasady narzucone przez okupanta. Kto mówi „getto”, posługuje się narzuconym językiem, bo zakłada, że centrum istnieje gdzie indziej. W drugim obiegu jesteśmy wolni. Według własnych zasad tworzymy kulturę narodową, która w przyszłości zastąpi dzisiejszą atrapę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale pracę nad sobą muszą też wykonać ci, którzy wskutek degeneracji oficjalnej kultury odwrócili się od kultury w ogóle. Sprowadzenie patriotyzmu do emocji politycznych prostą drogą prowadzi do frustracji. Trzeba na nowo głęboko uwierzyć, że kultura jest w stanie pełnić funkcję jednoczącą. Zerwać z konsumencką logiką, która każe oczekiwać, aż twórca poda nam swój „produkt” na tacy. Należy podjąć wysiłek samodzielnych poszukiwań, śledzenia idei i czytania książek. Drugi obieg powinien zakotwiczyć nas w narodowej kulturze, postawę jałowej negacji zastąpić wartościami pozytywnymi: pogłębianiem tożsamości, namysłem nad istotą polskości, ale też powrotem do wzgardzonych przez XXI wiek kryteriów twórczości artystycznej: prawdy, dobra i piękna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Siła prowincji&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żeby włączyć się w drugi obieg, nie wystarczy uczestniczyć w manifestacjach na Krakowskim Przedmieściu. Trzeba poszukiwać podobnych sobie ludzi w lokalnych społecznościach i razem z nimi chronić tkankę polskiego życia. Doskonałym przykładem takiego działania są Kluby „Gazety Polskiej”, łączące dyskusje polityczne z poszerzaniem świadomości historycznej i kulturalnej. Ale aktywność społeczna musi stać się wyzwaniem dla każdego z nas. Naszym zadaniem jest rozwijanie własnego patriotyzmu (poznawanie historii, literatura piękna, podróże śladami przodków), a jednocześnie promowanie postaw patriotycznych w środowisku rodzinnym, miejscu pracy, szkole.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Równie ważne jest, aby bojkot mediów zmierzających do osłabienia ducha w społeczeństwie był solidarny. Musimy pamiętać, że naszym celem jest nie reformowanie systemu kłamstwa, ale jego zastąpienie kulturą opartą na prawdzie. Nie domagamy się III RP „z ludzką twarzą”. Czym kończą się takie kompromisy, pokazuje historia reformatorów socjalizmu z „opozycji demokratycznej”. Jeśli nie odrzucimy w całości oficjalnej propagandy z jej fałszywymi autorytetami, kłamstwo będzie wciąż się przepoczwarzać i wracać do polskiego życia publicznego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Misja duchowa&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zwolnieni z obowiązku bojkotu są niepodległościowi politycy, którzy nawet w warunkach ograniczonej demokracji muszą skutecznie upominać się o polskie interesy. Nam pozostaje wyciągnąć wnioski z lekcji współczesnych chrześcijan. Kultura III RP jest bowiem częścią nihilistycznej cywilizacji, dominującej dziś w Europie. W ubiegłorocznym wywiadzie dla kwartalnika „Fronda” katolicki arcybiskup Granady, Javier Martinez, zwraca się do wiernych: „Nasz świat jest jak pociąg, którego lokomotywa to kultura nihilistyczna. Ten pociąg pędzi prosto w przepaść, pędzi ku samozniszczeniu. Nie da się już go zatrzymać. Te procesy poszły już za daleko. Dobrze jest więc, jeśli niektóre osoby wysiądą z pociągu przed przepaścią, rozpalą ogniska, zaczną śpiewać i tańczyć wokół ognia. Może ktoś z pociągu zobaczy ich i też zechce wysiąść przed zagładą. Musimy więc śpiewać i tańczyć. Pociągu nie uratujemy, ale przynajmniej ocalimy niektórych, a wokół ognisk zbudujemy nową społeczność”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głęboko wierzę, że jedną z tych „nowych społeczności” ma szansę stać się wspólnota wolnych Polaków. Nie wszyscy uczestnicy drugiego obiegu to chrześcijanie. Jednak każdy, komu zależy na odrodzeniu ojczyzny, musi przynajmniej respektować ogromną rolę chrześcijaństwa w podtrzymywaniu polskości. Nasze dzieje świadczą o tym, że tylko zawierzenie Bogu i podjęcie przez świadomą część narodu duchowej misji może poprowadzić Polskę do zwycięstwa. Tak będzie i tym razem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-6572715671293196457?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6572715671293196457'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6572715671293196457'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2012/02/ogniska-polskosci.html' title='Ogniska polskości'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-512887080775831207</id><published>2012-02-05T13:51:00.001+01:00</published><updated>2012-02-05T13:52:02.420+01:00</updated><title type='text'>Węgierski łącznik</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Węgrzy czekają nie tylko na naszą solidarność, ale i na skutecznego sojusznika w walce o chrześcijańską Europę. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://niezalezna.pl/22910-wegierski-lacznik" target="_blank"&gt;Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 1 lutego 2012&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W styczniu 2006 r. nieoczekiwanie dla samego siebie znalazłem się w Budapeszcie. Grzegorz Górny, wówczas redaktor naczelny „Ozonu”, wepchnął mnie do samolotu i własnym ciałem zablokował drogę ucieczki. Zapytany o cel podróży, wspomniał enigmatycznie, że lecimy zaprezentować nasz tygodnik, przy czym ja mam wystąpić jako poeta i felietonista. Dopiero plakaty rozwieszone w miejscu spotkania sprawiły, że mina mi zrzedła. Pod moim zdjęciem stało bowiem jak wół: „politikai elemzője”, co w tłumaczeniu na nasze oznacza „analityk polityczny”. Niestety, klamka zapadła. Kwadrans później oblany zimnym potem witałem się z Ivánem Bábą, dziś wiceminstrem spraw zagranicznych Węgier. Czułem się tak, jakbym ściskał zmumifikowaną prawicę św. Stefana, wystawioną w budapeszteńskiej bazylice.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postawiony pod ścianą, a ściślej na scenie, opowiedziałem o kulisach niedawnej kampanii wyborczej w Polsce, która doprowadziła PiS do zwycięstwa. Pamiętam, że Węgrów najbardziej interesowały kwestie polityki historycznej i prorodzinnej. Nie mam pojęcia, w jaki sposób treść mojego wystąpienia dotarła do Viktora Orbána, ale faktem jest, że wyciągnął z tej lekcji odpowiednie wnioski. W „Rzeczpospolitej” ciągle czytam, że nie należy mieszać poezji z polityką, a tu proszę: wystarczy podstępnie przerzucić polskiego poetę za granicę, żeby wywołać tam wolnościowe powstanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście żartuję. Jeśli ktoś zasługuje na miano węgierskiego łącznika, to zdecydowanie mój porywacz. Grzegorz Górny opublikował w polskiej prasie kilkadziesiąt tekstów o tematyce węgierskiej, nakręcił cztery filmy dokumentalne, wydał kilka ważnych książek. Nic dziwnego, że Węgrzy nagrodzili go w ubiegłym roku aż dwoma laurami: Rycerskim Krzyżem Zasługi i Medalem Europejskim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kto miał okazję odwiedzić budapeszteńskie muzeum Terror Haza, z pewnością jest świadomy spustoszenia, którego dokonali na Węgrzech komuniści. Represje wobec naszych bratanków były szczególnie dotkliwe, bo bezpośrednio, na wielką skalę dokonywali ich Sowieci. W okresie zniewolenia głównym punktem odniesienia dla węgierskich antykomunistów było polskie doświadczenie oporu. A jednak to Węgrzy mogą być dziś dumni ze swojego państwa, podczas gdy my wciąż po uszy tkwimy w bagnie. I to oni jako pierwsi stali się zdolni do konfliktu z Brukselą, który w gruncie rzeczy ma wymiar cywilizacyjny. Nawet w kwestiach gospodarczych mniej chodzi o mamonę, a bardziej o zamianę polityki socjalnej na prorodzinną, która jest solą w oku europejskiej lewicy. Gdyby nie słowa: „Boże, błogosław Węgry” i kilka innych chrześcijańskich zapisów w konstytucji, spór pewnie rozszedłby się po kościach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy powinniśmy wspierać Węgrów? To oczywiste. Nie łudźmy się jednak, że Bruksela da im spokój, jeśli nie wrócą karnie do szeregu. Węgrzy czekają nie tylko na naszą solidarność, ale i na skutecznego sojusznika w walce o chrześcijańską Europę. Ta wojna już się rozpoczęła, więc wypadałoby trochę podgonić we własnym kraju, żeby nie wyjść na gołodupców. I żeby św. Wojciech nie musiał się za nas wstydzić przed św. Stefanem, gdy wreszcie staniemy na polu bitwy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-512887080775831207?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/512887080775831207'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/512887080775831207'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2012/02/wegierski-acznik.html' title='Węgierski łącznik'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-5085963585682858968</id><published>2012-01-30T14:09:00.000+01:00</published><updated>2012-01-30T14:09:29.233+01:00</updated><title type='text'>Polska cywilizacja jest potęgą</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;W najnowszym numerze tygodnika "Uważam Rze" można przeczytać zapis rozmowy, którą przeprowadził ze mną Stanisław Żaryn.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W wywiadzie zatytułowanym&amp;nbsp;&lt;a href="http://uwazamrze.pl/2012/01/22811/polska-cywilizacja-jest-potega/" target="_blank"&gt;"Polska cywilizacja jest potęgą"&lt;/a&gt; mówię m.in.:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla jednych wciąż aktualne są takie wartości, jak prawda historyczna i podmiotowość państwa, dla drugich to „dziewiętnastowieczne mrzonki” i „wymachiwanie szabelką”. Nawet katastrofę smoleńską sprowadzają do „wypadku komunikacyjnego”. Do konfrontacji, bo nie nazwałbym tego sporem politycznym, dochodzi więc między tradycyjnymi patriotami, spadkobiercami wielu pokoleń wolnych Polaków, a zwolennikami postpolityki, którzy mentalnie należą do Nowego Wspaniałego Świata. Stosunek do Smoleńska to papierek lakmusowy, ujawniający, kto jeszcze jest Polakiem, a kto już nie. Walka o prawdę o wydarzeniach z 10 kwietnia 2010 r., o honor poległych, a w konsekwencji – o podmiotowość państwa polskiego to dla wolnych Polaków postawa nienegocjowalna.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-5085963585682858968?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/5085963585682858968'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/5085963585682858968'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2012/01/polska-cywilizacja-jest-potega.html' title='Polska cywilizacja jest potęgą'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-658427542379961912</id><published>2012-01-30T00:35:00.000+01:00</published><updated>2012-01-30T00:35:29.313+01:00</updated><title type='text'>Życia to im nie przywróci</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Fakt. Leżą pokawałkowani albo spopieleni. Nie wstaną, żeby opowiedzieć, co naprawdę zdarzyło się w Smoleńsku. Paszporty wymieniono im na sfałszowane protokoły z sekcji zwłok, oficerom zerwano dystynkcje. Ktoś ukradł karty kredytowe, a później płakał, żałował... Niepotrzebnie. Pieniądze&amp;nbsp;są przydatne&amp;nbsp;żywym, nie umarłym.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://niezalezna.pl/22545-zycia-im-nie-przywroci" target="_blank"&gt;Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 25 stycznia 2012&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Generał był w kokpicie czy go tam nie było? Pijany czy trzeźwy? Podawał aktualną wysokość czy robił to drugi pilot? Prezydent wywierał naciski czy trzymał się procedur? Brzoza ścięła skrzydło czy na odwrót? Trzeba dobrze się zastanowić, w co ludzie uwierzą. Logika nie ma tu nic do rzeczy. Największą brednię można rozpropagować, jeśli zachowa się ciągłość „narracji” odwołującej się do najniższych instynktów. A więc po kolei: był, pijany, podawał, wywierał, brzoza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Życie zamieniło śmierć w puzzle. Z martwych ciał ułożyło zabawny obrazek i sprzedało go milionom Polaków. Czasem ktoś przychodzi z reklamacją, twierdząc, że dany element nie pasuje: brzoza jednak nie mogła ściąć skrzydła, a generała nie było w kokpicie. Wtedy życie odpowiada, że owszem, ale to wina użytkownika. Fabrycznie puzzle były sprawne, co stwierdziły dwie niezależne komisje. Poza tym termin gwarancji minął dawno temu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy powinniśmy gniewać się na życie, że tak nas oszukuje? W gruncie rzeczy robi to w naszym dobrze pojętym interesie. Zależy mu, żebyśmy mieli święty spokój, żeby nasza wegetacja była łatwiejsza i bardziej optymistyczna. Traktuje nas jak rodzic, który chroni własne dzieci przed grozą świata dorosłych. Czasem należy coś ukryć, przemilczeć, przedstawić niezgodnie z faktami, żeby maluchy się nie zgorszyły albo nie histeryzowały. W porządku, ale co z poległymi w Smoleńsku? „Tak chciano ich ośmieszyć i każdą kroplę krwi zamienić / w kroplę farby drukarskiej niosącej kłamstwo za kłamstwem / tak chciano ich ośmieszyć z każdej nitki ich mundurów / snuć odwieczną szatę zdrady narzucać ją na usłużne plecy” – pisze o nich emigracyjny poeta Aleksander Rybczyński.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy wolno wykorzystywać milczenie zmarłych? Urabiać ich jak puzzle wciskane na siłę w miejsca, do których nie pasują? Być może to niezbyt estetyczne – pada życiowa odpowiedź – ale ich i tak już to nie obchodzi. Życie dziwi się smoleńskim rodzinom, które z płonącymi świecami wchodzą do groty śmierci, próbując wyjaśnić los najbliższych. Czuje się pewnie, bo nie wierzy, że jest na świecie coś cenniejszego niż ono samo. Nie rozumie słynnych słów Józefa Becka: „Istnieje jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy polegli w Smoleńsku chcieliby wrócić do takiego życia? Do życia, które nimi gardzi i traktuje ich przedmiotowo? Jednak tak, bo, choć milczą, zdają sobie sprawę, że obrona ich honoru to warunek godności i niepodległości Polski. Życie szydzi z nas, gdy razem z rodzinami smoleńskich ofiar rozświetlamy grotę śmierci. Nie dostrzega, że w blasku naszych świec powoli wyłania się z ciemności ta, z którą w końcu będzie musiało się  zmierzyć. Nieludzka, okrutna dla swoich wrogów matka Wolności. Prawda.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-658427542379961912?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/658427542379961912'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/658427542379961912'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2012/01/zycia-to-im-nie-przywroci.html' title='Życia to im nie przywróci'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-3840775390935438712</id><published>2012-01-27T13:01:00.002+01:00</published><updated>2012-01-27T13:04:53.025+01:00</updated><title type='text'>Jacek Kwieciński R.I.P.</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;W wieku 68. lat zmarł znakomity publicysta, wieloletni dziennikarz „Gazety Polskiej”. Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie, a światłość wiekuista niechaj Mu świeci.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Był wspaniałym, wolnym, mądrym i odważnym Polakiem. W &lt;a href="http://www.gazetapolska.pl/13310-18-stycznia-2012" target="_blank"&gt;jednym ze swoich ostatnich felietonów&lt;/a&gt;&amp;nbsp;(publikowanych pod tytułem „Contra”) pisał w nawiązaniu do mojego tekstu „Określona epoka”:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-x13PzDi4l9U/TyKR-3JTXDI/AAAAAAAAA3k/igcxLmYhB6g/s1600/kwiecinski.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-x13PzDi4l9U/TyKR-3JTXDI/AAAAAAAAA3k/igcxLmYhB6g/s1600/kwiecinski.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;em&gt;(...) Tak, musimy starać się rozwijać naszą wspólnotę, sieć organizacji, instytucji, lokalnych społeczności. A także oczywiście rozbudowywać tzw. drugi obieg. Poszerzać przestrzeń wolności. Próbować współtworzyć kontrelity. W obecnej polskiej semiautorytarnej rzeczywistości nawoływanie do „pięknego różnienia się” z obecnymi władzami i ich bądź fanatycznymi, bądź totalnie bezmyślnymi wielbicielami jest przejawem postawy skrajnie nierealistycznej. Jednakże trzeba w pełni zdawać sobie sprawę ze skali trudności w realizacji tych zamierzeń. Zdecydowana większość Polaków bynajmniej się „nie przebudziła”. Drugi obieg nie jest centrum polskiej kultury. W czasie stanu wojennego wydawało mi się, że gros Polaków czyta pisemka drugiego obiegu. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałem, że docierają one do małej części naszego ludnego kraju. Po drugie, by zmienić System trzeba nie tylko przekształceń polityczno-partyjnych, ale także, wbrew trendom światowym, kulturowych i kulturalnych. Bardzo pragnę zmian politycznych, ale te dotyczące kultury bynajmniej nie są z nimi powiązane. Same niełatwe dojście do władzy sił niepodległościowych wcale nie musi spowodować renesansu narodowej, autentycznej kultury. To zresztą dla polityków temat wtórny, mało nośny. Jest to zadanie dla tworzących wspólnotę wolności. Opór i trwanie w obronie pryncypiów to postawa bezcenna. Ale zadanie jest niesłychanie mozolne. Trudności powinny tym bardziej mobilizować. A optymistyczne przecenianie swoich dotychczasowych osiągnięć może mieć, także w odniesieniu do nas samych, skutek przeciwny. Tak sądzę.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Panie Jacku, nie zdążyłem odpowiedzieć, ale ma Pan rację. Nie należy przeceniać dotychczasowych osiągnięć, bo jesteśmy dopiero na początku drogi. Trzeba cierpliwie tworzyć drugi obieg, nie licząc na natychmiastową nagrodę. Bez Pana będzie to bardzo trudne, ale zrobimy wszystko, by wypełnić zobowiązanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://niezalezna.pl/22467-jacek-kwiecinski-nie-zyje" target="_blank"&gt;Nekrolog w serwisie niezalezna.pl&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-3840775390935438712?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/3840775390935438712'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/3840775390935438712'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2012/01/jacek-kwiecinski-rip.html' title='Jacek Kwieciński R.I.P.'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-x13PzDi4l9U/TyKR-3JTXDI/AAAAAAAAA3k/igcxLmYhB6g/s72-c/kwiecinski.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-6269209029197485339</id><published>2012-01-27T03:43:00.007+01:00</published><updated>2012-01-27T03:49:26.795+01:00</updated><title type='text'>Zbigniew Herbert o dzisiejszej Polsce</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Konserwatywnym "realistom" do sztambucha&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;PAN COGITO O POSTAWIE WYPROSTOWANEJ&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;(FRAGMENT)&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Utyce&lt;br /&gt;obywatele&lt;br /&gt;nie chcą się bronić&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;w mieście wybuchła epidemia&lt;br /&gt;instynktu samozachowawczego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;świątynię wolności&lt;br /&gt;zamieniono na pchli targ&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;senat obraduje nad tym&lt;br /&gt;jak nie być senatem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;obywatele&lt;br /&gt;nie chcą się bronić&lt;br /&gt;uczęszczają na przyspieszone kursy&lt;br /&gt;padania na kolana&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;biernie czekają na wroga&lt;br /&gt;piszą wiernopoddańcze mowy&lt;br /&gt;zakopują złoto&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;szyją nowe sztandary&lt;br /&gt;niewinnie białe&lt;br /&gt;uczą dzieci kłamać&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;otworzyli bramy&lt;br /&gt;przez które wchodzi teraz&lt;br /&gt;kolumna piasku&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;poza tym jak zwykle&lt;br /&gt;handel i kopulacja&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;POTWÓR PANA COGITO &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;(FRAGMENT)&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;rozsądni mówią &lt;br /&gt;że można współżyć &lt;br /&gt;z potworem &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;należy tylko unikać &lt;br /&gt;gwałtownych ruchów &lt;br /&gt;gwałtownej mowy &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;w przypadku zagrożenia &lt;br /&gt;przyjąć formę &lt;br /&gt;kamienia albo liścia &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;słuchać mądrej Natury &lt;br /&gt;która zaleca mimetyzm &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;oddychać płytko &lt;br /&gt;udawać że nas nie ma &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Pan Cogito jednak &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; nie lubi życia na niby &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; chciałby walczyć &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; z potworem &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; na ubitej ziemi &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; wychodzi tedy o świcie &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; na senne przedmieście &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; przezornie zaopatrzony &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; w długi ostry przedmiot &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; nawołuje potwora &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; po pustych ulicach &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; obraża potwora &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; prowokuje potwora &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; jak zuchwały harcownik &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; armii której nie ma &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; woła - &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; wyjdź podły tchórzu &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; przez mgłę &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; widać tylko &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; ogromny pysk nicości &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Pan Cogito chce stanąć &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; do nierównej walki &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; powinno to nastąpić &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; możliwie szybko &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; zanim nadejdzie &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;powalenie bezwładem &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; zwyczajna śmierć bez glorii &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;uduszenie bezkształtem&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-6269209029197485339?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6269209029197485339'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6269209029197485339'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2012/01/zbigniew-herbert-o-dzisiejszej-polsce.html' title='Zbigniew Herbert o dzisiejszej Polsce'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-3050712310165275176</id><published>2012-01-23T04:36:00.004+01:00</published><updated>2012-01-23T04:41:33.588+01:00</updated><title type='text'>Trzecie wydanie "De profundis" już w sprzedaży</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Ponad dwa tysiące sprzedanych egzemplarzy!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-7ZCe3ladEWI/TNjVVDX4DLI/AAAAAAAAAdQ/qyvKpDaH8vk/s1600/depro.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-7ZCe3ladEWI/TNjVVDX4DLI/AAAAAAAAAdQ/qyvKpDaH8vk/s1600/depro.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-7ZCe3ladEWI/TNjVVDX4DLI/AAAAAAAAAdQ/qyvKpDaH8vk/s1600/depro.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Choć od dnia premiery &lt;a href="http://wojciechwencel.blogspot.com/p/de-profundis.html" target="_blank"&gt;mój ostatni tom wierszy&lt;/a&gt;&amp;nbsp;był dostępny głównie w księgarniach internetowych (brakowało go m.in. na półkach w empiku), w ciągu roku rozeszły się jego dwa wydania (pierwsze - listopad 2010, drugie - maj 2011). Łączny nakład wynosił 2 tys. egzemplarzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krakowskie &lt;a href="http://www.arcana.pl/index.php?akcja=kontakt" target="_blank"&gt;Wydawnictwo Arcana&lt;/a&gt;&amp;nbsp;właśnie opublikowało trzecie wydanie książki, które można zamówić m.in. korzystając z linków na pasku z prawej ("Gdzie kupić"). Tomik jest też osiągalny w niektórych księgarniach tradycyjnych i w siedzibie wydawcy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzecie wydanie różni się od dwóch poprzednich nadrukiem na stronie przedtytułowej: "Nagroda Literacka im. Józefa Mackiewicza 2011". Dawnym i nowym Czytelnikom życzę zgodnej z tytułem, a więc głębokiej lektury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-RT-LHtH0Aow/Tk0BQauKNhI/AAAAAAAAAo8/p5KirBmONDs/s1600/ojczyzna2.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="80" src="http://1.bp.blogspot.com/-RT-LHtH0Aow/Tk0BQauKNhI/AAAAAAAAAo8/p5KirBmONDs/s400/ojczyzna2.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-3050712310165275176?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/3050712310165275176'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/3050712310165275176'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2012/01/trzecie-wydanie-de-profundis-juz-w.html' title='Trzecie wydanie &quot;De profundis&quot; już w sprzedaży'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-7ZCe3ladEWI/TNjVVDX4DLI/AAAAAAAAAdQ/qyvKpDaH8vk/s72-c/depro.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-2004424670320400205</id><published>2012-01-22T00:38:00.000+01:00</published><updated>2012-01-22T00:38:27.080+01:00</updated><title type='text'>Określona epoka</title><content type='html'>&lt;a href="http://niezalezna.pl/22152-okreslona-epoka" target="_blank"&gt;Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 18 stycznia 2012&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żyjemy w jedynym państwie, jakie mamy. Zawsze znajdzie się jakaś grupa (&lt;em&gt;odchrząknięcie&lt;/em&gt;), której rządzący nie będą się podobali. Ale to legalne państwo wyznacza granice tego, co można w nim robić. Państwo alternatywne (&lt;em&gt;bulgot z karafki&lt;/em&gt;) będzie istniało tylko na tyle, na ile państwo realne się na to zgodzi. „Wolni Po(&lt;em&gt;brzęk odstawianej szklanki&lt;/em&gt;)lacy” mogą się organizować, ale kiedy realne państwo uzna, że już dosyć tej zabawy, to przyśle jedną czy drugą służbę i zwinie, skończy tę zabawę. Dlatego (&lt;em&gt;odkaszlnięcie&lt;/em&gt;) organizowanie wewnętrznego państwa do niczego nie prowadzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powyższy akapit to fragment wywodu Łukasza Warzechy, który ośmieliłem się ozdobić didaskaliami ze słynnego wiersza Stanisława Barańczaka „Określona epoka”. Robię to nie dlatego, by insynuować, że w okresie PRL publicysta „Faktu” zachowałby się niegodnie, lecz po to, by uświadomić mu, jak jego zachowawcza strategia jest odbierana przez ludzi, dla których III RP to państwo opresyjne. Oczywiście, nikt z nas nie uchyla się od płacenia podatków, ale przecież nie o to chodzi. Respektując elementarne zasady porządku społecznego, odrzucamy w całości „okrągłostołowy” układ i jego kolejne mutacje. W oczekiwaniu na przełom polityczny, na który nie mamy decydującego wpływu (to raczej kwestia skuteczności niepodległościowych polityków, czynników ekonomicznych itd.), budujemy drugi obieg kultury. Robimy dokładnie to samo, co przez osiem chudych lat robili patriotyczni Węgrzy. Mając przeciwko sobie największe media, za namową Viktora Orbana zakładali lokalne organizacje społeczne, kulturalne czy religijne. Wygrali. My też wygramy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio zdarza mi się drzeć koty z tzw. rozsądnymi konserwatystami. Podobno przesadzam, bo „w gruncie rzeczy mamy podobne cele”. Doprawdy? Dla mnie III RP w stanie ujawnionym po 10 kwietnia 2010 r. jest wrakiem państwa, formą tymczasową, utrzymywaną siłą bezwładności. Jej upadek jest przesądzony, więc trzeba myśleć o tym, czym ją zastąpić. Nie wyobrażam sobie, by w polskiej polityce pozostali ludzie, którzy pozwolili upodlić szczątki i pamięć ofiar katastrofy smoleńskiej. Politycy odpowiedzialni za oddanie śledztwa Moskwie muszą zostać osądzeni. Potrzeba też wielkiej kampanii społecznej, prostującej najnowszą historię. Za mówienie prawdy nikt nie może być pozywany do sądu. Wreszcie konieczna jest radykalna wymiana elit. Hierarchie kulturalne III RP zostaną zastąpione nowymi. To zadanie na lata dla instytucji kultury, edukacji i mediów, ale jego realizacja zaczęła się już w drugim obiegu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy te same cele mają „rozsądni konserwatyści”? Nie sądzę. Naiwnie wierząc w siłę własnej perswazji, przypominają „konstruktywną opozycję” w PRL. Interesuje ich III RP „z ludzką twarzą”, a nie budowa nowego państwa. W imię demokracji, propaństwowości albo chrześcijańskiej miłości będą stopniowo zmiękczać argumenty. Zadowolą się kompromisem z beneficjentami dotychczasowej kultury, być może po wyeliminowaniu zjawisk skrajnych. Jeśli jakimś cudem z mediów znikną Palikot, Nergal czy „Krytyka Polityczna”, uznają zapewne, że jest całkiem znośnie. Mnie to nie wystarczy. Pozostanę w drugim obiegu, dopóki sądy będą ścigać pisarzy i historyków za słowa, dopóki media nie zrezygnują z wysługiwania się władzy, dopóki Instytut Adama Mickiewicza będzie promował za granicą idiotyczne happeningi, a gwiazdami Kongresów Kultury będą emerytowani staliniści, feministki i wojujący geje, dopóki w programach szkolnych Józef Mackiewicz będzie przegrywał z Witoldem Gombrowiczem, a Kazimierz Wierzyński z Wisławą Szymborską. Wymieniać można w nieskończoność, bo bagno fałszu, w którym brodzimy, wydaje się nie mieć granic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ilekroć moi krytycy słyszą „drugi obieg”, natychmiast oskarżają mnie o schodzenie do katakumb. Nic z tych rzeczy. Istnieje sporo niezideologizowanych instytucji, zwłaszcza na prowincji, na których można się oprzeć: biblioteki, szkoły, galerie, stowarzyszenia katolickie... Poza tym mamy do dyspozycji kilka dużych wydawnictw. Jak przystało na wolnych Polaków, wolimy poszerzać przestrzeń wolności niż moszcząc sobie gniazdko w III RP, powtarzać: „żyjemy w określonej epoce, taka/ jest prawda, nieprawda,/ i innej prawdy nie ma”.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-2004424670320400205?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/2004424670320400205'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/2004424670320400205'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2012/01/okreslona-epoka.html' title='Określona epoka'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-2855456954740303107</id><published>2012-01-21T02:59:00.001+01:00</published><updated>2012-01-21T03:01:14.857+01:00</updated><title type='text'>Spotkanie w Warszawie (zapis filmowy i relacja)</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Zapraszam do serwisu &lt;a href="http://www.blogpress.pl/node/11304" target="_blank"&gt;blogpress.pl&lt;/a&gt;, gdzie znajduje się obszerna relacja z mojego spotkania autorskiego.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="281" src="http://www.youtube.com/embed/YpcZHdARYIs?rel=0" width="495"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spotkanie zorganizowane przez Zespół Edukacyjny Solidarnych 2010 odbyło się 18 stycznia 2012 r. w Domu Pielgrzyma "Amicus" przy parafii św. Stanisława Kostki na Żoliborzu. Wszechstronną relację (tekst, zdjęcia, audio, video) przygotowała Margotte z serwisu &lt;a href="http://www.blogpress.pl/node/11304" target="_blank"&gt;blogpress.pl&lt;/a&gt;. Drugą relację można znaleźć w serwisie &lt;a href="http://warszawskipis.pl/pl/wiadomosci/entry/z-glebokosci-wolalem-do-ciebie-panie.html" target="_blank"&gt;warszawskipis.pl&lt;/a&gt;. Autorom obu materiałów serdecznie dziękuję!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-hhdTSjDYZyw/TxoagWcXzCI/AAAAAAAAA3E/0WH_XCEnGK8/s1600/1wawa.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-hhdTSjDYZyw/TxoagWcXzCI/AAAAAAAAA3E/0WH_XCEnGK8/s1600/1wawa.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-WQjcbDdUda0/TxoaamY4gzI/AAAAAAAAA28/azGScMkus7Q/s1600/5wawa.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-WQjcbDdUda0/TxoaamY4gzI/AAAAAAAAA28/azGScMkus7Q/s1600/5wawa.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-NzrG2Lu0ewc/Txoa2LyMrHI/AAAAAAAAA3U/G6zfuLl5KIc/s1600/3wawa.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-NzrG2Lu0ewc/Txoa2LyMrHI/AAAAAAAAA3U/G6zfuLl5KIc/s1600/3wawa.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-D-ZuKKfiGWA/Txoa7YbTz0I/AAAAAAAAA3c/TuhnwHlPVJ4/s1600/4wawa.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-D-ZuKKfiGWA/Txoa7YbTz0I/AAAAAAAAA3c/TuhnwHlPVJ4/s1600/4wawa.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Fotografie: (c) Margotte / blogpress.pl&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-2855456954740303107?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/2855456954740303107'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/2855456954740303107'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2012/01/spotkanie-w-warszawie-zapis-filmowy-i.html' title='Spotkanie w Warszawie (zapis filmowy i relacja)'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/YpcZHdARYIs/default.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-7792626978006882040</id><published>2012-01-19T22:41:00.001+01:00</published><updated>2012-01-19T22:43:19.267+01:00</updated><title type='text'>Prawda trzech wspólnot</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Jedność małżeńska, braterstwo w Chrystusie i patriotyzm.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://gosc.pl/doc/1055930.Prawda-trzech-wspolnot" target="_blank"&gt;Felieton z tygodnika "Gość Niedzielny" nr 3/2012&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba każdy mężczyzna lubi od czasu do czasu zaimponować kobiecie swojego życia, w związku z czym przygotowuje dla niej jakąś wyjątkową atrakcję. Jeden udaje się do biura podróży, żeby wykupić wycieczkę do Jordanii. Drugi stawia na bal sylwestrowy w luksusowym hotelu. Ja zapraszam swoją ślubną do wspólnego oglądania albumu „Krzyż polski”. Być może moja propozycja nie rzuca na kolana, ale zważywszy, że dzieło liczy cztery tomy, zagospodarowuje nam kilka wieczorów. Siedzimy obok siebie, popijamy kawę i podziwiamy wspaniałość polskich nekropolii. Żona tłumaczy historyczne konteksty, ja przewracam kartki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już wyobrażam sobie reakcję co wrażliwszych czytelniczek: „Dziewczyno! Współczuję! Uciekaj od tego oszołoma!”. Ale właściwie dlaczego pomysł wspólnego oglądania albumu „Krzyż polski” nie miałby rzucać na kolana? Moją żonę rzuca, a mnie razem z nią. Przed czym mamy klękać, jeśli nie przed krzyżem? W tym przypadku robimy to nie dosłownie, lecz w przenośni – zostawiając za sobą zgiełk tego świata i wspólnie ucząc się pokory wobec chrześcijańskiej kultury. Oczywiście „jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem”, więc rytuał oglądania albumu zamieniamy czasem na kolację w restauracji, kino albo zakupy. Jednak to, co naprawdę odciska w nas ślad, bierze się ze wspólnego doświadczenia rzeczy trudnych – w codziennym życiu, ale i w niecodziennej kulturze. Czy znacie kogoś, kto przez siedemnaście lat chciałby z wami rozmawiać o sprawach wiary, narodu, poezji? Ja znam – prawie tak dobrze, jak samego siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Życie w jedności to jest nasz drugi obieg. W pierwszym obiegu obowiązują przecież zupełnie inne zasady. Słuchając obiegowych opinii, można dojść do wniosku, że istotą małżeństwa jest podział: majątku, domowego budżetu, obowiązków, zainteresowań, sposobów spędzania wolnego czasu, a w końcu samego związku, bo nic nie trwa wiecznie. Katolicy masowo występują o orzeczenie nieważności sakramentu małżeństwa, traktując ten akt jako „rozwód kościelny”. Nawet wśród duchownych zdarzają się myśliciele pierwszoobiegowi, jak znany seksuolog o. Ksawery Knotz, radzący osobom, które dopuściły się zdrady małżeńskiej, by nie mówiły o tym swojej drugiej połowie. Mają wyspowiadać się z grzechu, „nie robić tak więcej”, a zdradę „wynagrodzić partnerowi jeszcze gorętszą miłością”. Najwyraźniej o. Ksawery, uznając męża i żonę za jedno ciało, zaufał biblijnemu wskazaniu: „niech nie wie lewa ręka, co czyni prawa”. Sęk w tym, że ten fragment odnosił się do jałmużny, a nie do małżeństwa. Jedność małżeńska jest w stanie przetrwać nawałnicę siedmiu grzechów głównych, ale nie może istnieć bez prawdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobne doświadczenie prawdy, która wyzwala, mają uczestnicy katolickich wspólnot, opartych na braterskiej jedności w Chrystusie. Również oni tworzą drugi obieg. W wywiadzie dla kwartalnika „Fronda” arcybiskup Granady, Javier Martinez, mówi: „Nasz świat jest jak pociąg, którego lokomotywa to kultura nihilistyczna. Ten pociąg pędzi prosto w przepaść, pędzi ku samozniszczeniu. Nie da się go już zatrzymać. Te procesy poszły już za daleko. Dobrze jest więc, jeśli niektóre osoby wysiądą z pociągu przed przepaścią, rozpalą ogniska, zaczną śpiewać i tańczyć wokół ognia. Może ktoś z pociągu zobaczy ich i też zechce wysiąść przed zagładą”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kto żyje w prawdzie we własnym małżeństwie lub we wspólnocie wiernych, wie, że ten chrześcijański drugi obieg nie jest jałowym buntem wobec tego świata. Przeciwnie: jest głęboką formacją duchową. Wyskoczywszy z pociągu i rozpaliwszy ognisko, wreszcie znajdujemy czas, by posłuchać, co ma nam do powiedzenia Bóg przez swoje Słowo, a choćby i przez album „Krzyż polski” kontemplowany we dwoje. Nie jest też tak, że zależy nam wyłącznie na zbawieniu siebie, naszych rodzin i braci. Tańcząc wokół ognia, mamy być czytelnym znakiem dla tych, którzy pędzą pociągiem, świadczyć własnym życiem, że zawierzenie Chrystusowi daje prawdziwą wolność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piszę to wszystko w kontekście toczącej się, m.in. na łamach „Gazety Polskiej” i „Rzeczpospolitej”, dyskusji o potrzebie budowania drugiego obiegu w polskiej kulturze. Myślę, że sytuacja dojrzała do tego, byśmy nasze chrześcijańskie doświadczenia przenieśli również na poziom narodu, dziś w znacznej mierze spętanego kłamstwami władzy i głównych mediów. Trzeba wysiąść z pociągu III RP i rozpalać ogniska prawdy. Nie po to, by rozpętać rewolucję, ale po to, by we wspólnocie wolnych Polaków odkrywać na nowo tajemnicę polskiej historii, w której centralne miejsce zajmuje Jezus Chrystus. A jednocześnie być znakiem dla tych, którzy życie narodowe sprowadzają do zbiorowej konsumpcji. Oczywiście, że uznają nas za wariatów. Jasne, że będą z nas szydzić. Ale czy nie doświadczamy tego samego jako chrześcijanie czy staroświeccy małżonkowie? Jedność małżeńska, braterstwo wiary i patriotyzm tworzą drugi obieg wobec tego świata. Kto, jeśli nie my, poniesie krzyż pozostawiony w spadku przez poległych za ojczyznę? Tych z powstania warszawskiego i tych z kopalni „Wujek”. Tych z Katynia i tych ze Smoleńska. Nie dajmy sobie wmówić, że myślenie i odczuwanie po polsku jest partyjną intrygą. Si Deus nobiscum, quis contra nos? Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-7792626978006882040?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/7792626978006882040'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/7792626978006882040'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2012/01/prawda-trzech-wspolnot.html' title='Prawda trzech wspólnot'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-4097333750608920265</id><published>2012-01-17T14:14:00.002+01:00</published><updated>2012-01-17T14:14:35.958+01:00</updated><title type='text'>Spotkanie autorskie w Warszawie</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-y6Nmmg4VR9U/TxLhjIMF8eI/AAAAAAAAA2o/wFw8WC4IfB8/s1600/sniewawa.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-y6Nmmg4VR9U/TxLhjIMF8eI/AAAAAAAAA2o/wFw8WC4IfB8/s1600/sniewawa.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-4097333750608920265?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4097333750608920265'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4097333750608920265'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2012/01/spotkanie-autorskie-w-warszawie.html' title='Spotkanie autorskie w Warszawie'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-y6Nmmg4VR9U/TxLhjIMF8eI/AAAAAAAAA2o/wFw8WC4IfB8/s72-c/sniewawa.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-6758942234310871233</id><published>2012-01-17T00:19:00.002+01:00</published><updated>2012-01-17T10:30:43.134+01:00</updated><title type='text'>Mazurek, głupcze!</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Oni chyba naprawdę wierzą, że elity mogą pełnić swoją funkcję bez narodu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://gpcodziennie.pl/4537-mazurek-glupcze.html" target="_blank"&gt;"Gazeta Polska Codziennie" 16 stycznia 2012&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W podstawówce różnie bywa. Gdy przeciętny uczeń poczuje się urażony opinią kolegi z klasy, natychmiast wyzywa go na pojedynek. Najczęściej po lekcjach za boiskiem. W tym magicznym miejscu niejeden chłopak stracił już górną dwójkę, ale zachował godność. Są jednak i tacy, którzy szerokim łukiem obchodzą sprawcę swej urazy. Zamiast wygarnąć mu pretensje prosto w oczy albo zmierzyć się z nim na ubitej ziemi, na przerwie odciągają na bok jego najlepszą koleżankę i wrzeszczą jej do ucha: – Ale jesteś głupia, że się z nim zadajesz! Przecież to cham i bufon! Wiesz co o mnie powiedział?! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ustawka&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z chłopaków, którzy swoje porachunki załatwiają po lekcjach za boiskiem, wyrastają porządni kibole, a czasem nawet odważni polemiści. Ci, którzy w szkole mszczą się na dziewczynach, w zasadzie kontynuują swoją taktykę w dorosłym życiu. Przykładem Robert Mazurek, który w ostatnim „Plusie Minusie” opublikował wywiad z Joanną Lichocką. Laureatowi nagrody Złotej Ryby nie spodobały się dwa teksty drukowane ostatnio w niniejszej rubryce. Najpierw z równowagi wyprowadził go Piotr Lisiewicz, który broniąc idei drugiego obiegu przed „realistycznymi” beneficjentami III RP, przywołał słowa pieśni Jana Krzysztofa Kelusa: „Tutaj warto zrobić historyczny przytyk, że co drugi folksdojcz był real-polityk”. Później na nerwach Mazurka zagrałem ja, porównując realizm krytyków drugiego obiegu do postawy chłopa, który w noweli Stefana Żeromskiego „Rozdziobią nas kruki, wrony” obdziera ze skóry konia pozostawionego przez zabitego powstańca. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mazurek wytacza więc armaty przeciwko Lisiewiczowi i mnie, choć kieruje je w stronę kobiety. Dopiero gdy Lichocka oświadcza, że nie chce „ciągle odpowiadać za Wencla i innych”, publicysta nieco się reflektuje. Ale tłumione emocje muszą gdzieś znaleźć upust. Riposta: „A jak tam z twoim zdrowiem psychicznym?” niekoniecznie dobrze świadczy o kimś, kto pretenduje do roli następcy Macieja Rybińskiego. W każdym razie u nas, w świecie wolnych Polaków, takich odzywek się nie stosuje. Być może kolega z „Rzepy” przestraszył się mężczyzn, bo nas jest dwóch, a on jeden. W dodatku jesteśmy kibolami. W takim razie pragnę go uspokoić, że może liczyć na honorowe warunki. Jeden na jednego, gołe pięści, bez sprzętu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Napinka&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W całej tej kuriozalnej rozmowie Mazurka interesuje tylko jedno: manifestacja urażonej ambicji. Gdy Lichocka próbuje opowiadać o narodowym żywiole, o ludziach upominających się o prawdę, składających kwiaty i znicze pod Pałacem Prezydenckim albo prowadzących polskie życie na prowincji, on nieustannie wraca do jakichś środowiskowych relacji dziennikarskich. Jest wzburzony obiegową sugestią wobec „konserwatywnych” uczestników głównego nurtu, że piszą tak, jak piszą, bo muszą spłacać kredyty. Udaje, że nie widzi ekonomicznej różnicy między pozostawaniem w mainstreamie a pisaniem do „Gazety Polskiej”. A przecież problem polega nie na samym „zarabianiu na życie”, tylko na dążeniu do maksymalizacji zysków i wygód, które determinuje zawodowe wybory. Doskonale opisał ten mechanizm Józef Darski w tekście „Gdy niezależność kosztuje zbyt wiele”, drukowanym na tych łamach w ostatni piątek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Unik&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pogląd Lichockiej o istnieniu nieoficjalnej cenzury w stacjach telewizyjnych Mazurek odpowiada: „Chyba nie ma obowiązku emitowania twoich filmów?”. Tak jakby zjawisko banowania niepoprawnych reżyserów sprowadzało się do pojedynczego wypadku towarzyskiej niechęci. Ta dezynwoltura wobec potrzeb „zwykłych Polaków” i realnego ograniczania wolności słowa to cecha charakterystyczna „konserwatywnych” krytyków drugiego obiegu. Oni chyba naprawdę wierzą, że elity mogą pełnić swoją funkcję bez narodu, klucząc w labiryncie medialnych układów. Biedni, naiwni, oszukani nie tyle przez TVN48, ile przez siebie samych.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-6758942234310871233?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6758942234310871233'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6758942234310871233'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2012/01/mazurek-gupcze.html' title='Mazurek, głupcze!'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-4712627926007789643</id><published>2012-01-16T18:39:00.000+01:00</published><updated>2012-01-16T18:39:13.124+01:00</updated><title type='text'>Ja, kibol</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Ostatnio w rozmowie ze Sławkiem Cenckiewiczem, który akurat wyruszał z kibicowską pielgrzymką na Jasną Górę, uświadomiłem sobie, że prawdziwych kibiców łączy niechęć do piłki nożnej. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://niezalezna.pl/21793-ja-kibol" target="_blank"&gt;Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 11 stycznia 2012&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brzmi to paradoksalnie, ale tak właśnie jest. Wielkie widowiska piłkarskie, którymi każą nam się zachwycać media, prawie wcale nas nie interesują. Mamy gdzieś dryblingi Messiego, Euro 2012 i ogólnie „piękno futbolu”. Piłka nożna jako taka nas nudzi. Jeśli śledzimy międzynarodowe rozgrywki, to wyłącznie przez analogię do naszych ukochanych klubów. Z autorem „Długiego ramienia Moskwy” łączy mnie 30-letni staż kibicowski. Wprawdzie on chodzi na Lechię, a ja na Arkę, ale zgadzamy się co do jednego: gdyby nie miłość do klubowych barw, nie widzielibyśmy w sporcie nic ciekawego. Jestem pewien, że również kolega Lisiewicz, jako kibic Lecha, wie, o czym mowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przecież każdy z nas obejrzał na żywo ponad setkę meczów. Co, jeśli nie „piękno futbolu”, przyciąga na stadiony takich jak my fanatyków? Pamiętam jakby to było wczoraj. Wiosna 1982 r. Nieistniejący dziś stadion Arki przy ul. Ejsmonda, żółto-niebieskie flagi, wypełniona kibicami górka pod lasem, morze wyłaniające się zza otwartej trybuny. I to poczucie wolności, kiedy po strzelonym golu zrywamy się i krzyczymy „Jeeeest!”. Ta jedna chwila unicestwia codzienność stanu wojennego. Nagle wszyscy odnajdujemy się w jądrze mitu, bo ukochany klub to nie tylko kopanie piłki. To przede wszystkim tradycja, doświadczenie wierności, honoru, nonkonformizmu i solidarności, jednym zdaniem – szkoła charakteru. Kibicowanie w swoim najgłębszym sensie opiera się na tych samych zasadach co patriotyzm, generuje podobne emocje, jest formą, która w warunkach pokoju zastępuje prawdziwą walkę o niepodległość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdy klub ma indywidualny charakter, nadany w momencie swojego powstania i kształtowany przez historię. Arka, założona w 1929 r. w modernistycznej, dynamicznie rozwijającej się Gdyni, to „klub marzeń miasta z morza”. Ale równie ważnym źródłem jej mitologii jest lądowa obrona Wybrzeża we wrześniu 1939 r. Przez dziewiętnaście dni oddziały dowodzone przez płk. Stanisława Dąbka zaciekle broniły Gdyni przed niemieckimi wojskami, wyprowadzając brawurowe kontrataki. Obrońcy wiedzieli, że nie mogą liczyć na pomoc z głębi Polski, a jednak wzięli na siebie ciężar walk. Po przerwaniu przez Niemców linii obrony w Redłowie płk Dąbek wycofał swoich żołnierzy na Kępę Oksywską, gdzie rozegrało się ostatnie starcie z przeważającymi siłami wroga. Dowódca nie dał się wziąć do niewoli. Wierny przysiędze: „Pokażę wam, jak Polak walczy i umiera”, odebrał sobie życie strzałem z pistoletu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kto uważa, że ta lekcja historii w kontekście futbolowym jest nie na miejscu, nigdy nie zrozumie duszy prawdziwego kibica, który skandując nazwę swojej drużyny, czuje się dokładnie tak samo, jakby krzyczał: „Jeszcze Polska nie zginęła!”. Jako kibic Arki jestem w stanie głęboko utożsamić się z ludźmi wygnanymi z Kresów, dzięki doświadczeniu utraty stadionu przy Ejsmonda, gdzie biło serce klubu. Wieloletnia tułaczka po II i III lidze przypomina mi zgrzebną rzeczywistość PRL, a powrót do ekstraklasy w 2005 r. w kontekście korupcji jest jak odzyskanie niepodległości po 1989 r. w cieniu układu między opozycją a komunistami. Bez kibicowskiej inicjacji znacznie trudniej byłoby mi się orientować w realiach III RP.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Decyzją Donalda Tuska prawdziwi kibice znaleźli się w grupie Polaków, dla których nie jest przewidziane miejsce we współczesnej kulturze. Czy tego chcą, czy nie, dzielą los z moherami. Oczywiście, nie każdy kibic jednoznacznie wiąże swoją pasję z patriotyzmem. Są i tacy, którzy w dążeniach do konsolidacji ruchu kibicowskiego wokół wartości „Bóg – Honor – Ojczyzna” wietrzą polityczny podstęp. Szczególnie naiwni sądzą, że bez tego uda się im powstrzymać proces przerabiania stadionów w komercyjne parki rozrywki. Anglicy też wierzyli w swoją krzepę, a dziś grzecznie wcinają popcorn podczas futbolowych pikników albo nudzą się w domach. W gruncie rzeczy patriotyczne zaangażowanie kibiców jest potrzebne nie tylko Polsce. Jeszcze bardziej potrzebują go ci, którzy chcą obronić swoją kibicowską tożsamość.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-4712627926007789643?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4712627926007789643'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4712627926007789643'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2012/01/ja-kibol.html' title='Ja, kibol'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-5560974665709422913</id><published>2012-01-10T17:02:00.000+01:00</published><updated>2012-01-10T17:02:06.413+01:00</updated><title type='text'>Przebudzenie (cały film)</title><content type='html'>&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="281" src="http://www.youtube.com/embed/KN3v9C0z-aU?rel=0" width="495"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Scenariusz i reżyseria: Joanna Lichocka &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Współpraca: Rafał Dudkiewicz, Jarosław Rybicki &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Produkcja: "Gazeta Polska" 2011&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-5560974665709422913?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/5560974665709422913'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/5560974665709422913'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2012/01/przebudzenie-cay-film.html' title='Przebudzenie (cały film)'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/KN3v9C0z-aU/default.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-7908393108856826013</id><published>2012-01-10T16:14:00.002+01:00</published><updated>2012-01-10T16:55:24.037+01:00</updated><title type='text'>Kruki, wrony</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Pora powiedzieć to otwarcie: wasz osławiony realizm, koledzy z mainstreamu, jest realizmem chłopa z noweli Żeromskiego „Rozdziobią nas kruki, wrony”. Tego, który skrada się do zabitego przez Moskali powstańca styczniowego, by przeszukać mu kieszenie i obedrzeć ze skóry jego konia. Brutalne, ale prawdziwe.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://niezalezna.pl/21552-wencel-o-potrzebie-obrony-drugiego-obiegu" target="_blank"&gt;"Gazeta Polska Codziennie" 10 stycznia 2012&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film Joanny Lichockiej „Przebudzenie” ukazał głęboki sens budowy drugiego obiegu. Wobec rządowo-medialnego monopolu należy poszerzać przestrzeń wolności wokół siebie: organizować się w lokalnych społecznościach, głośno upominać się o prawdę, czcić bohaterów, być czytelnym znakiem sprzeciwu wobec polityki ograniczania polskiej suwerenności, a jednocześnie tworzyć autentyczną narodową kulturę, która w przyszłości będzie mogła zastąpić jej oficjalną atrapę, podtrzymywaną przez Adama Michnika czy Kubę Wojewódzkiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Co jest skuteczne&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszyscy zrozumieli, jeden nie zrozumiał. Publicysta „Faktu” Łukasz Warzecha zarzucił wolnym Polakom manifestowanie moralnej wyższości, a nasze wysiłki nazwał jałowymi. Jego zdaniem, powinniśmy zmieniać III RP od środka, uprzejmie przekonując do swoich racji konsumentów TVN-u czy „rozsądnych konserwatystów” (co w sumie na jedno wychodzi). Prawdopodobnie w mniemaniu Warzechy on sam skutecznie posługuje się tą metodą, pisząc teksty prasowe. Wyborcy PO zapychają mu pewnie skrzynkę mailową, dziękując, że otworzył im oczy na polską rzeczywistość. Niestety, to raczej mrzonka. Kogo nie obudziły tragiczne wydarzenia: Smoleńsk, przebieg śledztwa i postawa polskiego rządu, tego i stu Warzechów nie wyrwie z letargu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Biedny pragmatyk patrzy na getto&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warzesze odpowiedział Rafał Ziemkiewicz, pokazując, że polityczny realizm, a nie tylko instynkt metafizyczny, nakazuje dziś rozwijać wspólnotę wolnych Polaków. Publicysta „Faktu” pozostał jednak głuchy na te argumenty. Jak mantrę powtarza swoje rozpoznanie, że oczekujemy politycznego rozwiązania, które „ma przyjść nie wiadomo skąd”. Otóż polityczne rozwiązania zazwyczaj są dziełem polityków. Również my mamy swoich niepodległościowych reprezentantów. Gdy nadejdzie ich czas w polityce, nasz „jałowy” drugi obieg stanie się naturalną treścią narodowej kultury. Jednocześnie nasz „upór i trwanie” tworzy klimat do politycznej zmiany. Jedno z drugim jest ściśle powiązane. Wbrew sugestiom „konserwatywnych” udziałowców starego porządku, nie tworzymy getta. W getcie wegetują niewolnicy, którzy muszą respektować zasady narzucone przez okupanta. Drugi obieg to dziś centrum polskiej kultury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co z naszym „zamknięciem się” na pogrążonych w letargu? Są dwie drogi do ich świadomości. Jedna, bezużyteczna wobec możliwości rządowych mediów, to ta, którą proponuje Warzecha: prowadzić dialog i pięknie się różnić. Druga, realistyczna, to zbudować na tyle silną i atrakcyjną kulturę, by ludzie sami mogli ją wybrać, dostrzegając pozorność swojego świętego spokoju. Poczekajmy, aż skutki ekonomicznego kryzysu zmuszą ich do myślenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Koń powstańca&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łukasz Warzecha uważa się za realistę. A jednocześnie jest urażony faktem, że postawę takich jak on niektórzy z nas kwitują lekceważącym „ma dzieci i kredyt”. A przecież to zdroworozsądkowa intuicja. Pora powiedzieć to otwarcie: wasz osławiony realizm, koledzy z mainstreamu, jest realizmem chłopa z noweli Żeromskiego „Rozdziobią nas kruki, wrony”. Tego, który skrada się do zabitego przez Moskali powstańca styczniowego, by przeszukać mu kieszenie i obedrzeć ze skóry jego konia. Brutalne, ale prawdziwe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś kolejna smoleńska miesięcznica. Gdy wolni Polacy będą gromadzić się w warszawskiej archikatedrze, niedaleko, w jakimś miejskim klubie, rozpocznie się dyskusja pt. „Spór o dwie Polski”, oczywiście z udziałem Łukasza Warzechy. „Będziemy precyzowali pojęcia, wysuwali argumenty i zastanawiali się nad rzeczywistymi liniami sporu” – czytam na stronie „Teologii Politycznej”, organizatora imprezy. Miłego precyzowania, panowie!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-7908393108856826013?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/7908393108856826013'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/7908393108856826013'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2012/01/kruki-wrony.html' title='Kruki, wrony'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-6163525988097358046</id><published>2012-01-09T00:18:00.002+01:00</published><updated>2012-01-09T00:18:42.334+01:00</updated><title type='text'>Koniec świata lemingów</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Tak, to już ten rok – ostatni w historii ludzkości. Wiadomo nawet, kiedy dokładnie nastąpi koniec świata. W grudniu po południu. Wszystko zostało precyzyjnie przepowiedziane w kalendarzu Majów i w filmie Rolanda Emmericha „2012”. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://niezalezna.pl/21478-koniec-swiata-lemingow" target="_blank"&gt;Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 4 stycznia 2012&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tom Cruise i inni kapłani hollywoodzkiej sekty scjentologów pospiesznie znoszą do betonowych schronów skrzynki z kawiorem. Na terenach, które – według najnowszych prognoz – zostaną objęte potopem, wzrosła sprzedaż pancernych motorówek. Podobno za jedyne pół miliona dolarów można wykupić miejsce w hotelowcu na dnie oceanu. W pakiecie masaż tajski i pierwszy drink za darmo. Ponieważ na ziemiach polskich ma nastać epoka lodowcowa, sam przez chwilę chciałem zainwestować w kilka farelek i karmę dla mamutów. Doszedłem jednak do wniosku, że to bez sensu. Grzejników i tak nie będzie do czego podłączyć, a mamutów nie ma co tuczyć, bo się przyzwyczają. Jak człowiek rano nie uzupełni paśnika, to podejdą pod igloo i narobią smrodu w obejściu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Że co? Że natrząsam się z newsa o zbliżającym się dniu ostatecznym? Wręcz przeciwnie. Chrześcijanie od dwóch tysięcy lat oczekują tego dnia, starając się czuwać „odziani w pancerz wiary i miłości oraz hełm nadziei zbawienia”. Tyle że nasz główny serwis informacyjny, w odróżnieniu od TVN48, nie podaje konkretnej daty. Głosi raczej, że dzień Pański przyjdzie „jak złodziej w nocy”, gdy możni tego świata będą zachwalać „pokój i bezpieczeństwo”. Ci, którzy są przekonani, że koniec świata nastąpi 21 grudnia 2012 r., powinni się zastanowić, czy ktoś, nawiązując do Majów, nie robi sobie z nich jajów. Lub jaj, jeśli upieramy się przy językowej poprawności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powinni, ale się nie zastanowią, bo reagują jak lemingi. Co czarno na białym zapisane w Nowym Testamencie, dla nich nie jest nawet prawdopodobne. Wystarczy jednak powołać się na jakiś przeterminowany kalendarz, kod Leonarda da Vinci czy list z kosmosu wykuty w meteorycie, żeby stadnie zaczęli wierzyć w Kluczowe Przesłanie dla Ludzkości. Dotyczy to także egzotycznych religii. Wyobraźmy sobie, że na ekranie telewizora pojawia się łysa głowa skośnookiego mnicha, który opowiada o pożytkach z ascezy. Większość współczesnych wykształciuchów rytualnie westchnie nad buddyjską subtelnością ducha i umysłu. Niektórzy będą w stanie natychmiast podjąć post ścisły jako drogę do oczyszczenia. Gdy jednak kamera uchwyci szerszy plan i okaże się, że mnich nosi katolicki habit, ci sami ludzie krzykną z niesmakiem: – Co za cierpiętnictwo! Zacofanie! Ograniczenie horyzontów!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Typologia polskich lemingów jest rozbudowana. Najszerzej w literaturze przedmiotu zostały dotychczas opisane lemingi polityczne, kierowane nienawiścią do Jarosława Kaczyńskiego, ale istnieją też inne mutacje gatunku. Lemingi kulturalne powtarzają z dumą, że Zygmunt Bauman jest znany w Europie i śledzą nominacje do Nagrody Nike. Lemingi obyczajowe twierdzą, że małżeństwo to przeżytek, po czterdziestce zaczynają łaskawie myśleć o własnym potomstwie, a za najważniejsze problemy współczesnego świata uważają dyskryminację gejów, globalne ocieplenie i przemysł futrzarski. Lemingi modowe wierzą w moc napojów energetyzujących, palą elektroniczne papierosy, a zapytane o „wzór i autorytet”, wahają się między Paulo Coelho a Stevem Jobsem. Wyznawcy kalendarza Majów, życia na Marsie i 150 utajnionych przez Watykan ewangelii to lemingi religijne, wyznające nie tyle postęp, ile mieszankę magii i quasi-naukowego bujania w obłokach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choć wątpię, że w tym roku czeka nas koniec świata, nie miałbym nic przeciwko temu, aby świat lemingów rzeczywiście się zawalił. Może się to zdarzyć w grudniu po południu, ale niekoniecznie. Ważne, żeby Polska w końcu znormalniała. Szanse są, bo rząd Tuska od wielu miesięcy zachowuje się tak, jakby wierzył w rychły koniec świata. Minister finansów już dwa razy ogłosił, że gdy zacznie się kataklizm, trzeba będzie zwiewać do Ameryki. Pewnie dlatego, że tam ma być potop, który znacznie łatwiej przetrwać niż epokę lodowcową. Należy umiejętne podkręcać te fatalistyczne nastroje. Kiedy oni wszyscy – władza, jej medialni funkcjonariusze, dawni esbecy, oligarchowie i lemingi – ze strachu rozjadą się po świecie, niebo nad Polską się rozjaśni. Jak cudownie będzie się obudzić 22 grudnia we własnym państwie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-6163525988097358046?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6163525988097358046'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6163525988097358046'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2012/01/koniec-swiata-lemingow.html' title='Koniec świata lemingów'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-1022050105352596106</id><published>2012-01-04T22:19:00.006+01:00</published><updated>2012-01-04T23:25:15.183+01:00</updated><title type='text'>Polecam „Nowe Państwo”</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Numer 12/2011, a w nim&amp;nbsp;mój tekst „Warszawski splin”. Miesięcznik jest dostępny w empikach.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.panstwo.net/numer/593" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/-QZdlp3saEdM/TwTAlhAbEQI/AAAAAAAAA2A/p2C6XBcoyXc/s1600/1_10.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.panstwo.net/numer/593" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/-9JaZSp1Wk2U/TwTAxZE1-PI/AAAAAAAAA2M/VcWVfQXnuPw/s1600/3_10.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-1022050105352596106?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/1022050105352596106'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/1022050105352596106'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2012/01/polecam-nowe-panstwo.html' title='Polecam „Nowe Państwo”'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-QZdlp3saEdM/TwTAlhAbEQI/AAAAAAAAA2A/p2C6XBcoyXc/s72-c/1_10.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-4511125857908996332</id><published>2012-01-02T20:15:00.002+01:00</published><updated>2012-01-02T20:45:49.063+01:00</updated><title type='text'>Nowy Rok</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Wiersz napisany w styczniu 1998 roku.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="365" src="http://www.youtube.com/embed/9vibdEVRaCQ?rel=0" width="495"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-4511125857908996332?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4511125857908996332'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4511125857908996332'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2012/01/nowy-rok.html' title='Nowy Rok'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/9vibdEVRaCQ/default.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-369330498608901242</id><published>2011-12-26T15:12:00.003+01:00</published><updated>2011-12-26T15:29:34.737+01:00</updated><title type='text'>Michał Świder</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Znaleziona w sieci prezetacja obrazów mojego ulubionego malarza:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="281" src="http://www.youtube.com/embed/3zY9i_c5e4Y?rel=0" width="495"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-369330498608901242?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/369330498608901242'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/369330498608901242'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/12/micha-swider.html' title='Michał Świder'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/3zY9i_c5e4Y/default.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-3777395491368993937</id><published>2011-12-25T20:22:00.000+01:00</published><updated>2011-12-25T20:22:48.393+01:00</updated><title type='text'>Prowincja, czyli Polska</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Aby polska kultura mogła się odrodzić, musimy wrócić na wieś. Jeżeli nie dosłownie, to mentalnie, zrzucając z siebie piętno mediów i groteskowych ideologii XXI wieku.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20111224&amp;amp;typ=my&amp;amp;id=my07.txt" target="_blank"&gt;"Nasz Dziennik" 24-26 grudnia 2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedną z cech charakterystycznych młodych Polaków są głębokie kompleksy wobec wsi. Ci z dużych miast posługują się anglojęzyczną nowomową, która jest odzwierciedleniem ich kosmopolitycznego stylu życia: clubbing, single, lunch, emo, hipster... Rówieśnicy z prowincji próbują do nich dołączyć, wynajmując mieszkania w Warszawie albo uczestnicząc w medialnych castingach. Podobnie scentralizowana jest oficjalna kultura, oparta na bezwartościowych i przemijających modach. Także strategia gospodarcza, realizowana przez obecną władzę, sprowadza się do inwestowania w metropolie, nazywane "lokomotywami rozwoju". Tymczasem bez prowincji niemożliwe jest trwanie polskiej duszy, bo właśnie tam od wieków rodzą się nasze wspólnotowe wartości: wiara w Boga, zdrowy rozsądek i instynkt wolności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Od dumy do kompleksów&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 1996 r. Jacek Knopp i Krzysztof Koehler zrealizowali ciekawy, trzyczęściowy dokument telewizyjny "Sarmacja, czyli Polska". Ukazali w nim polskiego szlachcica z XVI i XVII w. w świetle trzech najważniejszych dla niego spraw: głębokiej wiary, swobody politycznej i domu rodzinnego. Ponieważ nasz pradziad czuł się chroniony przez Boga, Maryję i wszystkich świętych, zazwyczaj nie bał się śmierci. Zamiast budować twierdze obronne, fundował swojej rodzinie dwór szlachecki wyposażony w szerokie drzwi, żeby mogły do niego wejść jednocześnie dwie osoby. Sarmacka architektura służyła ludziom serdecznym, którzy prowadząc gościa do sieni, nie zamierzali rezygnować z poklepywania go po plecach. Znamienne, że jeśli dwór się rozrastał, to nigdy wzwyż, a zawsze wszerz, żeby pomieścić cały lud odkupiony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta mistyka zaścianka przez setki lat budowała naszą narodową tożsamość. Fascynuje w Mickiewiczowskim "Panu Tadeuszu", o którym Paweł Hertz powiedział, że zamyka w sobie "całe doświadczenie człowieka mówiącego po polsku i wychowanego w kręgu kultury polskiej" oraz że jest arcydziełem porównywalnym z "Boską Komedią", "Iliadą", "Odyseją" i "Eneidą". Zadziwia i wzrusza w powieści Floriana Czarnyszewicza "Nadberezyńcy", ukazującej czas kształtowania się granic II Rzeczypospolitej z perspektywy szlachty zagrodowej z najdalszych wschodnich Kresów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze przed wybuchem II wojny światowej prowincja była matecznikiem narodowej kultury. "Polska to obwarzanek: Kresy urodzajne, centrum - nic" - mawiał Marszałek Józef Piłsudski. Po zachłyśnięciu się wielkomiejską przestrzenią przez skamandrytów czy futurystów, w latach 30. XX w. centrum polskiej poezji przesunęło się z Warszawy w okolice Wilna i Lublina. W Równem powstała grupa poetycka "Wołyń". Wiejskie krajobrazy inspirowały Józefa Czechowicza, Józefa Łobodowskiego, Wacława Iwaniuka. "Być prowincjuszem - znaczyło po prostu być kimś, być sobą" - wspominała po latach Anna Kamieńska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kompleksy związane z prowincją po raz pierwszy pojawiły się w PRL, która scentralizowała kulturę i uruchomiła mechanizmy "awansu społecznego". To wtedy zaczęły robić karierę docinki o słomie, która "z butów wyłazi". Mieszkańcy prowincji, umieszczeni w upokarzającej rzeczywistości pegeerów, utracili godność i dumę. Przekonanie, że są kimś gorszym od mieszkańców miast, przeniosło się z rodziców na dzieci i w wielu domach trwa do dzisiaj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Mądrość natury&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przecież życie na prowincji, w zgodzie z porządkiem natury, wciąż ma większy potencjał duchowy i cywilizacyjny niż wegetacja w sztucznych rajach mediów, centrów handlowych i modnych klubów. Zwłaszcza dzisiaj, w epoce agresywnych ideologii, ukazujących jako normalne zjawiska aborcję, homoseksualizm mądrość natury może być dla człowieka trwałym punktem oparcia. Dostosowując się do niezmiennych praw rządzących przyrodą i gospodarstwem, widzi on siebie jako część stworzenia, codziennie uczy się egzystencjalnej pokory. Jak pisze ks. Jan Twardowski w wierszu "Na wsi": "Tu Pan Bóg jest na serio pewny i prawdziwy/ bo tutaj wiedzą kiedy kury karmić/ jak krowę doić żeby nie kopnęła/ jak starannie ustawić drabinkę do siana/ jak odróżnić liść klonu od liścia jaworu/ tak podobne do siebie lecz różne od spodu/ a liści nie zrozumiesz ani nie odmienisz".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cała ta wiedza wyznaczana jest przez doświadczenie, a nie medialne autorytety. Nie sposób z nią dyskutować, chyba że chce się zostać kopniętym przez krowę czy spaść z drabiny. Mieszkaniec wsi, jeśli nie został uwiedziony przez media, wyciąga wnioski z rzeczywistości. Łatwiej mu szanować świętość życia, bo każdej wiosny podziwia misterium stworzenia, czy wspólnotową tradycję, bo wie, że "zły to ptak, co własne gniazdo kala". Ideologia "nowego wspaniałego świata", z jej praktyką formatowania żywności, opinii i wolnego czasu, nie ma nad nim władzy. Słusznie powiada Jarosław Marek Rymkiewicz: "Kto kupuje kartofle i brukselkę na milanowskim targu u pani Basi (która myśli dokładnie tak jak ja), ma więcej niepodległości niż ktoś taki, kto biega po warszawskich galeriach handlowych". Świadomych mieszkańców Polski prowincjonalnej łączy doświadczenie wolności, która pozwala myśleć i żyć po polsku. Twardo stąpać po ziemi, a jednocześnie mieć poczucie uczestnictwa w sztafecie pokoleń. Zachowywać się normalnie. Cieszyć się z narodzin dziecka, przyzwoitego utargu albo pięknej pogody. Płakać wobec tragedii. Poszukiwać prawdy o świecie, a nie medialnego efektu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Miniatura kosmosu&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żeby w pełni zrozumieć fenomen prowincji, trzeba przywołać prace Mircei Eliadego o religijności w kulturach pierwotnych. Rumuński historyk religii twierdzi, że podstawową potrzebą człowieka religijnego jest ustanowienie duchowego, ale i topograficznego centrum, odpowiadające stworzeniu świata przez Boga: "Istnieje więc przestrzeń święta, to znaczy "naładowana energią", brzemienna w znaczenia, istnieją też inne obszary przestrzeni, które nie są święte, a w rezultacie nie mają struktury i trwałości, obszary "amorficzne"". Wszystko, co nie mieści się w tej świętej przestrzeni, w ogóle nie jest światem albo inaczej: jest światem iluzorycznym, bo nie zostało na nowo "stworzone". Tak pojmowali rzeczywistość hiszpańscy i portugalscy konkwistadorzy, którzy po przybyciu na nową ziemię natychmiast starali się ją uświęcić przez postawienie krzyża. Jak bardzo taka postawa kłóci się z dzisiejszym kosmopolityzmem, którego symbolem jest lotnisko - przestrzeń programowo neutralna, nieoznaczona, sprzyjająca przygodności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Wystarczy pomyśleć tylko o tym - pisze dalej Eliade - czym dla współczesnego, niereligijnego człowieka stały się miasto i dom, natura, narzędzia i praca, by w okamgnieniu zrozumieć, co odróżnia go od człowieka społeczności archaicznych, ale również od chłopa żyjącego w chrześcijańskiej Europie. Dla świadomości nowożytnej akt fizjologiczny - odżywianie się, seksualność itd. - to tylko jakieś zjawisko organiczne, niezależnie od tego, jak wiele tabu może się z tym jeszcze dzisiaj wiązać. (...) Dla człowieka "pierwotnego" taki akt nigdy jednak nie jest tylko fizjologiczny; jest on - lub stanie się - "sakramentem" - aktem nawiązania więzi z tym, co święte".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mieszkańcy wielkich miast, gnieżdżący się dziś w funkcjonalnych "maszynach do mieszkania" (jak określał współczesne budynki Le Corbusier), zapominają, że dom nie jest lodówką czy samochodem, które można zmieniać kilka razy w życiu, ale obrazem uniwersum, zbudowanym w relacji z najwyższym aktem stworzenia. Podobnie najbliższa okolica to nie przypadkowa przestrzeń, lecz miniatura kosmosu pozwalająca orientować się w świecie, pomagająca rozpoznać, co święte, a co zwyczajne, co dobre, a co złe, co mądre, a co głupie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Starzec z Korycji&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aby polska kultura mogła się odrodzić, musimy wrócić na wieś. Jeżeli nie dosłownie, to mentalnie, zrzucając z siebie piętno mediów i groteskowych ideologii XXI wieku. Poza wszystkim innym życie na prowincji ma jeden podstawowy walor: przynosi ukojenie nawet wtedy, gdy nie wiąże się z wysokimi zarobkami. W "Georgikach" Wergiliusz pisze: "Przecież pamiętam: w cieniu wież twierdzy Ebalii,/ Tam, gdzie ciemny Galezus wilży płowe pola,/ Widziałem kiedyś starca z Korycji. Wzgardzonej/ Posiadł kilka mórg ziemi, niezdatnej pod orkę/ Ni pod winnicę, ani do pasienia owiec./ Pośród cierni zasadził gdzieniegdzie warzywa,/ A wokół nich werwenę, białe lilie, maki,/ I w sercu był bogaty jak król" (przełożył Zygmunt Kubiak).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-3777395491368993937?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/3777395491368993937'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/3777395491368993937'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/12/prowincja-czyli-polska.html' title='Prowincja, czyli Polska'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-3214443537881864560</id><published>2011-12-24T14:48:00.002+01:00</published><updated>2011-12-24T14:48:49.609+01:00</updated><title type='text'>Nagranie z Pasterki 2002 w kościele pw. św. Walentego w Gdańsku-Matarni</title><content type='html'>&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="365" src="http://www.youtube.com/embed/nhQhPF_wk-E?rel=0" width="495"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-3214443537881864560?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/3214443537881864560'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/3214443537881864560'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/12/nagranie-z-pasterki-2002-w-kosciele-pw.html' title='Nagranie z Pasterki 2002 w kościele pw. św. Walentego w Gdańsku-Matarni'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/nhQhPF_wk-E/default.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-4012185970317501935</id><published>2011-12-24T00:16:00.002+01:00</published><updated>2011-12-24T13:54:46.314+01:00</updated><title type='text'>Bóg się rodzi</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Tu i teraz. W Polsce okaleczonej smoleńską tragedią. W państwie bez głowy, pozbawionym sprawnej armii, utaplanym w błocie i wystawionym na przetarg. W ciemności kłamstw rozpowszechnianych przez główne media. Pośród ludzi zmęczonych szyderstwami władzy i rechotem jej błaznów rodzi się Pan wszechświata. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://niezalezna.pl/20850-bog-sie-rodzi" target="_blank"&gt;Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 21 grudnia 2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Długo czekaliśmy, by zaprowadził porządek: ukarał zdrajców, zburzył posągi idoli, jednym gestem dłoni przywrócił Polsce godność. Ale On nie rodzi się we współczesnej kulturze. Współczesna kultura, zajęta gorączką świątecznych zakupów i telewizyjną ramówką, nawet Go nie zauważy. Przychodzi na świat w stajence, a więc w podziemiu, niejako w drugim obiegu, witany przez nielicznych. Zamiast zetrzeć na proch naszych prześladowców, staje się jednym z nas, chce dzielić z nami los, który wielokrotnie przeklinaliśmy. Ten osobisty i ten wspólnotowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O tym mówi napisana w końcu XVIII w., ale do dziś śpiewana w polskich kościołach kolęda Franciszka Karpińskiego „Bóg się rodzi”. Zwykle błędnie odczytujemy znaczenie słów „moc truchleje”, cedząc przez zęby pod adresem wrogów: – Bójcie się. Już On wam urządzi jesień średniowiecza! A przecież sformułowanie to dotyczy wszechmocy, z której rezygnuje Bóg, by objawić się w ludzkim ciele. Jego potęga truchleje podobnie, jak krzepnie Jego wieczny ogień i ciemnieje blask. Nieskończony dobrowolnie narzuca sobie granice, których dzisiejsi spece od eugeniki chcieliby się pozbyć. Widzicie Go? Tam, na Krakowskim Przedmieściu, pod zbitym z belek krzyżem. Wśród jakichś moherowych babć i emerytów, mozolnie przesuwających paciorki różańca, pełnych prostej wiary, że ich modlitwa już jutro, pojutrze odmieni Polskę. Przechodzi między nimi, bliźniaczo do nich podobny, opluty przez młodzież, niezidentyfikowany przez media. „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy Królestwo niebieskie”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taki jest najgłębszy sens Bożego Narodzenia. Każdego roku Zbawiciel przychodzi w liturgii Kościoła, by zdejmować jarzmo przekleństwa z naszych codziennych doświadczeń i zbiorowej historii. Choćby wszyscy urzędnicy państwowi odwrócili się od rodzin smoleńskich, On będzie mówił do ich serc na śnieżnej pustyni miasta: „Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni”. Znajdzie drogę do najwierniejszych żołnierzy „Solidarności”, prześladowanych w stanie wojennym, a w III RP zepchniętych na margines życia, często również pod względem materialnym. „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni”. Wreszcie umocni duchem tych, którzy – według dzisiejszych standardów – kochają ojczyznę miłością zbyt naiwną, ze łzami w oczach wspominając narodowych bohaterów i wciąż upominając się o prawdę. „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą”. Nie zapomni o romantycznych patriotach, kombatantach, emigrantach, potomkach zesłańców, którzy za wschodnimi granicami Polski starają się przechować ojczystą kulturę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko nauczał: „Przez krzyż idzie się do zmartwychwstania. Innej drogi nie ma. I dlatego krzyże naszej Ojczyzny, krzyże nasze osobiste, krzyże naszych rodzin muszą doprowadzić do zmartwychwstania, jeżeli łączymy je z Chrystusem, który krzyż pokonał”. Ktoś powie, że Boże Narodzenie to czas spokoju i radości, więc cytowanie kazań o krzyżu jest nie na miejscu. Człowiek z natury rzeczy dąży do szczęścia już tu, na ziemi, i nie ma w tym nic złego. Oczywiście! Trzeba być masochistą lub sekciarskim deterministą, żeby nie starać się o godne życie dla własnej rodziny i nie walczyć o silną Polskę. Krzyża nie warto szukać na siłę, zawsze się jakiś znajdzie. Chodzi tylko o to, by w tych zapasach z losem dostrzec własne ograniczenia i zrobić miejsce dla Boga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wbrew pozorom, nie życzę ci, drogi Czytelniku, żebyś był ubogi, smucił się, by ci urągano, złorzeczono i mówiono o tobie kłamstwa. Wręcz przeciwnie. Ale tym, którzy w dzisiejszej Polsce doświadczają podobnych krzyży, z całego serca życzę, by podczas nadchodzących świąt spotkali nowonarodzone Dziecię. I napełnieni żywą wiarą zaśpiewali radośnie przy rodzinnym stole: „Bo kto zaufał Chrystusowi Panu/ I szedł na święte kraju werbowanie,/ Ten, de profundis, z ciemnego kurhanu/ Na trąbę wstanie”.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-4012185970317501935?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4012185970317501935'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4012185970317501935'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/12/bog-sie-rodzi.html' title='Bóg się rodzi'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-1294171715827069900</id><published>2011-12-22T18:28:00.013+01:00</published><updated>2011-12-22T19:20:13.212+01:00</updated><title type='text'>Bibliofilskie „Małe Betlejem”</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Tuż przed świętami Bożego Narodzenia  ukazał się tomik moich wierszy zatytułowany „Małe Betlejem / Christmastide”. Dwunastostronicowa książeczka nie jest przeznaczona na sprzedaż. Została wydana w 30 numerowanych egzemplarzach przez znaną emigracyjną oficynę Mordellus Press z Berlina. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-TnBzaDqb3Qo/TvNoe4xh-iI/AAAAAAAAAz8/vHUWVZFlnrs/s1600/Scan.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-TnBzaDqb3Qo/TvNoe4xh-iI/AAAAAAAAAz8/vHUWVZFlnrs/s400/Scan.jpg" width="230" /&gt;&lt;/a&gt;W tomiku przedrukowano 6 wierszy z moich dawnych książek: „Wigilia”, „Małe Betlejem”, „Przed Pasterką”, „Boże Narodzenie 1994”, „Trzej królowie” i „Somonino – czwarty stycznia”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okładkę wykonano na papierze czerpanym w różnych kolorach. W niektórych egzemplarzach dołączono oryginalne kanadyjskie, amerykańskie i angielskie kartki świąteczne z początku XX wieku. Wszystkie pochodzą z kolekcji Henryka Wójcika, bibliofila oraz wieloletniego sekretarza poety śp. Wacława Iwaniuka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opracowanie graficzne: &lt;strong&gt;Piotr Mordel&lt;/strong&gt; (Berlin). Koncepcja, mecenat, koordynacja prac wydawniczych, druk i prace introligatorskie: &lt;strong&gt;Henryk Wójcik&lt;/strong&gt; (Toronto).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-ffBtAYtq2JY/TvNqMgZDP7I/AAAAAAAAA0I/v8XPLG4UCAQ/s1600/MB.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-ffBtAYtq2JY/TvNqMgZDP7I/AAAAAAAAA0I/v8XPLG4UCAQ/s1600/MB.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Ilustracja z winietki: Ernst von Dombrowski (1896-1985)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z okazji świąt Bożego Narodzenia udostępniam skan jednego z egzemplarzy w formacie PDF. &lt;a href="http://www.4shared.com/office/wcI0BoIx/Wencel_Male_Betlejem.html" target="_blank"&gt;POBIERZ&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-1294171715827069900?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/1294171715827069900'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/1294171715827069900'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/12/bibliofilskie-mae-betlejem.html' title='Bibliofilskie „Małe Betlejem”'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-TnBzaDqb3Qo/TvNoe4xh-iI/AAAAAAAAAz8/vHUWVZFlnrs/s72-c/Scan.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-4642956827325899671</id><published>2011-12-22T11:48:00.000+01:00</published><updated>2011-12-22T11:48:26.235+01:00</updated><title type='text'>Cisza i ból</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Eliot i Zahradníček – poeci, którzy nie bali się śmierci&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://gosc.pl/doc/1030186.Cisza-i-bol" target="_blank"&gt;Felieton z tygodnika "Gość Niedzielny" nr 50/2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedługo przed Bożym Narodzeniem przypominam sobie wiersz Thomasa Stearnsa Eliota o trzech mędrcach ze Wschodu, którzy wyruszyli w dziwną podróż, wpatrzeni w gwiazdę sunącą po niebie. Żeby zyskać nowe życie, musieli doświadczyć we własnym ciele śmierci „starego człowieka”. Wiele lat po powrocie do swego królestwa jeden z nich wspomina: „Dokąd nas wiodły wszystkie te drogi – do/ Narodzin czy do Śmierci?/ (...) Widziałem narodziny i śmierć,/ ale myślałem, że różnią się; te Narodziny były dla nas/ ciężką i gorzką agonią, jak Śmierć, nasza śmierć”. Świadkom Chrystusa trudno jest żyć „w starym porządku, z obcymi ludźmi, którzy czczą własnych bogów”. Droga do zimowego Betlejem oczyściła ich z dawnych przyzwyczajeń i nauczyła nieustannego wyrzekania się własnego „ja”. Ilekroć czytam ten wiersz, myślę o Janie Zahradníčku – wielkim czeskim poecie, który zrealizował chrześcijański ideał w praktyce. Historia literatury zna niewielu twórców, którzy tyle wycierpieli od władzy i znosili to cierpienie z pokorą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Między Eliotem a Zahradníčkiem jest taka różnica jak między Zachodem a Europą Środkową lub między angielskim słowem poet a czeskim básník. Ojciec urodzonego w USA Eliota był zamożnym przemysłowcem, absolwentem Uniwersytetu im. Washingtona w St. Louis, a jego dziadek założycielem i rektorem tej uczelni; ojciec Zahradníčka był rolnikiem i oberżystą w maleńkiej morawskiej wiosce. Pierwszy z poetów spędził większość życia w arystokratycznych salonach, drugi w wilgotnych więziennych celach. Książki jednego wydawano w sporych nakładach i tłumaczono na języki obce, książki drugiego niszczono albo konfiskowano przed drukiem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy w 1948 roku Eliot odbierał Literacką Nagrodę Nobla, jego czeski kolega po piórze był już obiektem prasowej nagonki, która w tym samym roku doprowadziła do zamknięcia redagowanego przezeń miesięcznika „Akord”, a trzy lata później – do osadzenia poety w więzieniu. „Oskarżony (…) pochodzi z kułackiej rodziny. Po ukończeniu wydziału filozoficznego został poetą, który w wyrafinowanej formie propagował najbardziej reakcyjne poglądy Watykanu. Oskarżonemu (…) solą w oku był socjalizm i postęp, poprzez swoje zapatrywania ujawnił się jako watykański sługus, podziwiający feudalizm i nienawidzący klasy robotniczej” – brzmiały zarzuty w sfingowanym procesie „zielonej międzynarodówki”, w którym skazano całą grupę intelektualistów katolickich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O Eliocie też pisano wówczas w podobnym duchu, tyle że w krajach komunistycznych. „Z wściekłym psem nie należy bawić się w pogawędki – przestrzegał polski prozaik Tadeusz Borowski. – Wściekły pies może ugryźć śmiertelnie. Wściekłego psa poezji kapitalistycznej trzeba izolować; sam zdechnie w konwulsjach, wyprzedzając swą klasę. Eliot jest świadomym prowokatorem, piewcą obskurnego średniowiecza, heroldem imperializmu i – chwałą faszyzmu (…)”. W Anglii, swej drugiej ojczyźnie, poeta cieszył się zasłużoną popularnością i spokojnie pracował jako redaktor w prestiżowym wydawnictwie Faber &amp;amp; Faber. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zahradníčkowi przypadło w udziale trzynaście lat więzienia, później wyrok zamieniono na dziewięć lat. Co prawda, autor „Pieśni o winie” wyszedł na wolność w 1956 roku, ale tylko po to, by pożegnać swoje dwie – zmarłe wskutek zatrucia grzybami – córki. Mimo pierwotnych zapewnień władzy, że nie wróci już do celi, wkrótce został aresztowany i spędził w więzieniu kolejne cztery lata. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale w biografiach i sylwetkach obu twórców są też elementy wspólne. Obaj przyszli na świat w wielodzietnych rodzinach (Anglik miał sześcioro rodzeństwa, Czech aż szesnaścioro!), a oglądając ich fotografie, trudno oprzeć się wrażeniu, że byli do siebie bardzo podobni. Zahradníček – wskutek doznanego w dzieciństwie upadku ze strychu – przez całe życie nosił znamiona kalectwa. Niski, garbaty, z uszkodzonym kręgosłupem, często poruszał się na wózku. Eliot aż do śmierci zachował postawę wyprostowaną, godną angielskiego gentlemana… Ale te twarze! Oprócz oczywistej zbieżności rysów jest w nich jakieś wspólne skupienie, podkreślone powściągliwym, męskim uśmiechem. Jakby odbijało się w nich to, co najważniejsze w obu biografiach: dramat i wiara.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choć niełatwo wyobrazić sobie bardziej dramatyczne losy niż historia Zahradníčka, również w życiu Eliota znajdziemy wiele trudnych doświadczeń, choćby małżeństwo z cierpiącą na schizofrenię Vivien High-Wood (swoją drogą, perypetie miłosne obu poetów mogłyby posłużyć jako kanwa fascynujących melodramatów, rozgrywających się poza wzrokiem tłumu – między Bogiem, mężczyzną i kobietą). Wobec swoich historii Eliot i Zahradníček stawali jednak w podobny sposób – z pokorą, bez teatralnych gestów, z cichą modlitwą na ustach. I choć niemy heroizm Czecha z pewnością zasługuje na większy podziw, obaj dali swoją postawą świadectwo żywej wiary. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I właśnie ta wiara ostatecznie zbliża ich do siebie w strofach wielkiej poezji. To prawda, że Eliot był konwertytą, a Zahradníček mistykiem żyjącym modlitwą od dzieciństwa aż do śmierci. Ale wystarczy porównać „Popielec” i „Cztery kwartety” pierwszego z „La Salette” i „Znakiem mocy” drugiego, by przekonać się, że we wszystkich tych utworach – zresztą podobnych do siebie na poziomie języka i wersyfikacji – rozbrzmiewa ten sam głos. Głos Stworzyciela, który pozwolił artystom kontynuować własne dzieło.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-4642956827325899671?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4642956827325899671'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4642956827325899671'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/12/cisza-i-bol.html' title='Cisza i ból'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-7595623069287534997</id><published>2011-12-21T16:14:00.007+01:00</published><updated>2011-12-22T21:12:14.280+01:00</updated><title type='text'>Wiersze z filmu</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;"Przebudzenie" Joanny Lichockiej już w sprzedaży - ze świątecznym numerem tygodnika "Gazeta Polska". Poniżej trzy moje wiersze, które w filmie zostały umieszczone na pasku informacyjnym.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-j5gTKqMDURg/TvOOtPav-5I/AAAAAAAAA0g/vBvuESPIy6M/s1600/przebDVD.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-j5gTKqMDURg/TvOOtPav-5I/AAAAAAAAA0g/vBvuESPIy6M/s1600/przebDVD.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;strong&gt;IN HORA MORTIS&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Jeszcze Polska nie zginęła póki my giniemy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;póki nasi starsi bracia wędrują do ziemi&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;tam tajemne biją źródła tryskają strumienie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;tam śmierć pada na kolana przed wiecznym istnieniem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;tam zabici w ciemnym lesie modlą się za nami&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;tam powstańcy do Śródziemia idą kanałami&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;ścieżka wiedzie przez grób Pański – nie ma innej drogi &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;trzeba się owinąć w całun biały i czerwony&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;gdy przestaną nas hartować strzałem w potylicę&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;samoloty będą spadać za lub przed lotniskiem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;mroźny wiatr ze wschodnich kresów wciąż nam wieje w plecy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;gnie się trzcina nadłamana tli się płomyk świecy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;a im bardziej bezsensowny twój zgon się wydaje&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;tym gorętsze składaj dzięki że jesteś Polakiem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;naród tylko ten zwycięża razem ze swym Bogiem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;który pocałunkiem śmierci ma znaczoną głowę&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;10 kwietnia 2010&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(z tomu "De profundis")&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;strong&gt;IKAR&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Pieter Bruegel: &lt;em&gt;Krajobraz z upadkiem  Ikara&lt;/em&gt; (1560)&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Jego mityczny upadek nie został zauważony&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;w mieście wciąż handlowano złotem i bawełną&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;pług brnął przez czarną ziemię okręty płynęły &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;a pasterz przeliczywszy setkę pańskich owiec &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;stał odwrócony do morza barczystymi plecami&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;i marzył o niebieskich migdałach&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;gdyby nie pióra na wodzie można by pomyśleć&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;że nic się tu nie stało (&lt;em&gt;Codzienność zawsze zwycięża, &lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;em&gt;jest trwalsza od wielkich tragedii.&lt;/em&gt;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;lecz my czuliśmy grozę patrząc na ten pejzaż&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;bo się nie zabliźniła jeszcze rana świata&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;i powietrze drgało jak ciało skazańca&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;pytanie: szpony bestii czy sztylety słońca&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;w gruncie rzeczy nie ma większego znaczenia&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;bowiem ciemna istota jest zawsze ta sama &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;sprowadzić z wysokości i unurzać w błocie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;spoza ram obrazu przyglądał się nam uważnie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;sprawca: demon wschodu lub demon południa&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;10 kwietnia 2011&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;strong&gt;ARCHEOLOGIA&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;em&gt;Wolno nam było odzywać się skrzekiem karłów i demonów &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;em&gt;Ale czyste i dostojne słowa były zakazane…&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;Czesław Miłosz&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Piszę o tobie Polsko wciąż ten sam wiersz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;lecz brakuje mi słów by przywrócić &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;cię współczesnej poezji&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;przedzierałem się przez łupki języka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;czyściłem pędzelkiem kamienie &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;podmiotów i orzeczeń&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;drążyłem teksty dawnych przysiąg&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;próbowałem dokopać się do sensu&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;pojęć: Bóg honor ojczyzna&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;ale za każdym razem było tak samo –&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;spod zwałów martwej polszczyzny &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;patrzyły na mnie jak w lustro &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;wierne oczy poległych&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(z tomu "De profundis")&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-7595623069287534997?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/7595623069287534997'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/7595623069287534997'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/12/wiersze-z-filmu.html' title='Wiersze z filmu'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-j5gTKqMDURg/TvOOtPav-5I/AAAAAAAAA0g/vBvuESPIy6M/s72-c/przebDVD.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-3838735550875405401</id><published>2011-12-19T00:17:00.002+01:00</published><updated>2011-12-19T17:21:48.638+01:00</updated><title type='text'>Premiera „Przebudzenia”</title><content type='html'>&lt;a href="http://vod.gazetapolska.pl/przebudzenie-zwiastun?utm_source=niezalezna&amp;amp;utm_medium=goracy&amp;amp;utm_campaign=vod" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/-dP1IvJXz60Y/Tu5zhcCr31I/AAAAAAAAAzg/geaQo20S4zE/s1600/przeb.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;„Gazeta Polska” zaprasza na przedpremierowy pokaz &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;filmu dokumentalnego Joanny Lichockiej pt. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;„Przebudzenie”&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;wtorek 20 grudnia, godz. 19.00 &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;klub Palladium, ul. Złota 9, Warszawa&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-3838735550875405401?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/3838735550875405401'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/3838735550875405401'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/12/premiera-przebudzenia.html' title='Premiera „Przebudzenia”'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-dP1IvJXz60Y/Tu5zhcCr31I/AAAAAAAAAzg/geaQo20S4zE/s72-c/przeb.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-7681306755938465182</id><published>2011-12-18T11:02:00.002+01:00</published><updated>2011-12-19T11:54:55.199+01:00</updated><title type='text'>Popiełuszko</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Błogosławiony kapelan warszawskiej „Solidarności” nieustannie oświetla Polakom drogę, choć wielu z nas zamknęło oczy i szuka właściwego kierunku po omacku.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-jh4T1KBfglM/Tu4WLZ0cf1I/AAAAAAAAAzY/ArG75Uo5qB0/s1600/Ostrowiec.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-jh4T1KBfglM/Tu4WLZ0cf1I/AAAAAAAAAzY/ArG75Uo5qB0/s1600/Ostrowiec.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://niezalezna.pl/20612-popieluszko" target="_blank"&gt;Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 14 grudnia 2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są filmy, które na pierwszy rzut oka wydają się majstersztykiem, ale oglądane ponownie – nudzą. Są też takie, które dopiero przy kolejnych podejściach ukazują swoją prawdziwą wartość. Nie dają spokoju, wykraczają poza artystyczną konwencję, prowokują do myślenia o sprawach życia i śmierci. Kiedy w 2009 r. na ekrany polskich kin wchodził dramat Rafała Wieczyńskiego „Popiełuszko. Wolność jest w nas”, koledzy znający się na filmowej kuchni skutecznie mi go odradzili. Film obejrzałem kilka miesięcy później na DVD. Pierwszy raz z dystansem, drugi raz w skupieniu, trzeci – ze łzami w oczach. Miłośnicy filmowego sushi faktycznie mogli się poczuć zdegustowani. Ja sushi nie zamawiałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na jednym ze specjalistycznych portali jakiś wyrobiony (w postkomunistycznej betoniarce) recenzent postawił zarzut, że filmowy ks. Jerzy jest zbyt pokorny: „Początkowo wydaje się, że postać będzie ewoluować (...) – zacznie nabierać charyzmy i siły. Tak się jednak nie dzieje, więc widz za cholerę nie wie, czym Popiełuszko przyciąga do siebie tyle osób”. Obawiam się jednak, że ta niewiedza gorzej świadczy o mentalności obywateli III RP niż o twórcach filmu. Kto kojarzy charyzmę i siłę z nienawiścią, nie jest w stanie choćby zbliżyć się do tajemnicy człowieka, który w ciemnej nocy stanu wojennego niósł Polakom światło Chrystusa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten paschał wciąż płonie – w ciemnościach fundowanych nam przez obecną władzę i jej medialnych funkcjonariuszy. Jeden z bohaterów filmu Joanny Lichockiej „Przebudzenie” mówi wprost, że pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu odczuł duchową obecność ks. Jerzego Popiełuszki. Nie tylko on. Błogosławiony kapelan warszawskiej „Solidarności” nieustannie oświetla Polakom drogę, choć wielu z nas zamknęło oczy i szuka właściwego kierunku po omacku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobnie jak 30 lat temu, światło Chrystusa nie prowadzi do nienawiści, lecz odsłania perspektywę autentycznej wolności. „Jeżeli prawda będzie dla nas taką wartością, dla której warto cierpieć, warto ponosić ryzyko, to wtedy przezwyciężymy lęk, który jest bezpośrednią przyczyną naszego zniewolenia” – mówi do nas ks. Jerzy. I jeszcze: „Na tym polega w zasadzie nasza niewola, że poddajemy się panowaniu kłamstwa, że go nie demaskujemy i nie protestujemy przeciw niemu na co dzień. Nie prostujemy go, milczymy lub udajemy, że w nie wierzymy. Żyjemy wtedy w zakłamaniu. Odważne świadczenie prawdy jest drogą prowadzącą bezpośrednio do wolności. Człowiek, który daje świadectwo prawdzie, jest człowiekiem wolnym”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludzie dzisiejszej władzy i mediów udają, że boją się naszego politycznego radykalizmu, który rzekomo może przerodzić się w przemoc. Chcieliby, żebyśmy wybrali drogę na skróty i zaczęli rzucać w nich kamieniami, bo wtedy sami sobie odebralibyśmy charyzmę i siłę. W gruncie rzeczy jednak drżą przed blaskiem prawdy, który oświetla starannie poukrywane w ciemnych kątach zło, kłamstwo, zbrodnię, pychę, pogardę dla prostych ludzi. Choćbyśmy mieli w swoich szeregach milion atletów i każdy zjadłby tysiąc kotletów, to nie uda się nam zmienić Polski bez oparcia w Bogu. Cały nasz potencjał bierze się z faktu, że smoleńskie znicze, pochodnie i wiersze odpalamy od Chrystusowego paschału. Dopóki tak jest, światło będzie świecić w ciemności i ciemność go nie ogarnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Beneficjenci III RP nie chcą dostrzec aktualności słów ks. Popiełuszki: „Naród ginie, gdy brak mu męstwa, gdy oszukuje siebie, mówiąc, że jest dobrze, gdy jest źle, gdy zadowala się tylko półprawdami”. Ale i my musimy przyjąć istotę trudnej mowy ks. Jerzego: „Przezwyciężamy lęk, gdy godzimy się na cierpienie lub utratę czegoś w imię wyższych wartości”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytuł filmu Joanny Lichockiej często spotyka się z komentarzem: „Przebudzenie? Jakie przebudzenie?! Przecież znów przegraliśmy w wyborach!”. No i co z tego? Czy misja kapelana warszawskiej „Solidarności” przyniosła natychmiastowy efekt polityczny? Przeciwnie: zaprowadziła księdza do bagażnika esbeckiego samochodu, a później na dno zalewu pod Włocławkiem. To przypadek skrajnie dramatyczny, ale zasada jest uniwersalna: świadectwo prawdzie zawsze prowadzi na krzyż. Dopiero gdy odnajdziemy w tym krzyżu sens chwalebnego drzewa zbawienia, odzyskamy prawdziwą wolność. Będziemy wrastać w jego korzenie, w jego gałęziach odpoczywać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-7681306755938465182?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/7681306755938465182'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/7681306755938465182'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/12/popieuszko.html' title='Popiełuszko'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-jh4T1KBfglM/Tu4WLZ0cf1I/AAAAAAAAAzY/ArG75Uo5qB0/s72-c/Ostrowiec.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-2218784925265221706</id><published>2011-12-17T22:05:00.007+01:00</published><updated>2011-12-17T22:12:01.342+01:00</updated><title type='text'>Obudziliśmy się głodni prawdy i wolności</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;„Jesteśmy wspólnotą wolnych Polaków, a więc niemożliwe jest kompromisowe odnalezienie się w strukturze III RP, która opiera się na kłamstwie. Kłamstwo jest zawsze formą zniewolenia.” Z Wojciechem Wenclem, poetą i felietonistą, rozmawiają Dawid Wildstein i Samuel Pereira.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-F6J4R6IsT44/Tu0DbOWsG_I/AAAAAAAAAzQ/5SGacgFmPms/s1600/gpc17_12_2011.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="207" src="http://1.bp.blogspot.com/-F6J4R6IsT44/Tu0DbOWsG_I/AAAAAAAAAzQ/5SGacgFmPms/s400/gpc17_12_2011.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://niezalezna.pl/20536-obudzilismy-sie-glodni-prawdy-i-wolnosci" target="_blank"&gt;"Gazeta Polska Codziennie" 17-18 grudnia 2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;- Jest Pan jednym z głównych bohaterów filmu Joanny Lichockiej „Przebudzenie”. Czym dla Pana jest udział w tego typu przedsięwzięciu?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Ten film to rodzaj osobistego świadectwa. Starałem się odtworzyć w szczegółach doświadczenie Smoleńska, które zmieniło moje życie. Ale to również rodzaj zobowiązania wobec wspólnoty wolnych Polaków, która narodziła się po 10 kwietnia 2010 r. Chyba nikt nie jest w stanie przez kilkadziesiąt lat utrzymywać patriotycznej wrażliwości i solidarności na tak wysokim poziomie. Duch kiedyś osłabnie, zostanie codzienność. Dlatego cieszę się, że mam punkt odniesienia, do którego będę mógł wracać, gdy świat znów będzie mnie spychał w egoizm i konsumpcję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;- W filmie Anita Czerwińska mówi, że przestała czuć się mniejszością. Pojawia się wątek nowej wspólnoty.  W jakiej relacji pozostaje ona do tego, co było przed nią?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jesteśmy wspólnotą wolnych Polaków, a więc niemożliwe jest kompromisowe odnalezienie się w strukturze III RP, która oparta jest na kłamstwie. Kłamstwo jest zawsze formą zniewolenia. Stąd nasza antysystemowość. Przed  10 kwietnia ludzie czuli, że z państwem jest źle, ale nie sądzili, że aż tak. Mimo wszystko spodziewaliśmy się, że wobec katastrofy smoleńskiej władza zachowa minimum przyzwoitości. Oddanie śledztwa Kremlowi, później gaszenie zniczy, powrót do mowy nienawiści w mediach - wszystko to uświadomiło nam, że jesteśmy sami i że na nas spoczywa odpowiedzialność, by Smoleńsk nie stał się wyłącznie newsem w serwisach informacyjnych. Kultura, która nie potrafi dostrzec świętości ofiary i nie interesuje jej prawda o śmierci głowy własnego państwa, jest głęboko chora. Musimy zrekonstruować kulturę reagującą właściwie na rzeczywistość. Tę pracę trzeba wykonać w podziemiu, bo tylko tam można stworzyć nowe centrum. Starając się reformować kulturę III RP, pozostalibyśmy częścią obecnego systemu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;- Film „Przebudzenie” mocno akcentuje uczucie przełomu, nowości. Niech mi Pan powie, czy „po naszej stronie”, przed 10 kwietnia istniała jakakolwiek wspólnota? Czy dopiero tak radykalne doświadczenie jak Smoleńsk mogło tę wspólnotę wytworzyć?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Przed 10 kwietnia istniały pozostałości formacji niepodległościowej, rozproszone środowiska tradycyjnej polskiej inteligencji. Nazwałbym ich stańczykami. To ludzie głęboko świadomi, czym naprawdę był Okrągły Stół, niemający złudzeń co do natury III RP. Ale większość z nas traktowała ich odmowę uczestniczenia w życiu publicznym jako gest przesadzony. Dopiero radykalna trauma uświadomiła nam, w jakim państwie żyjemy. Przebudziła nas z letargu. Obudziliśmy się głodni prawdy, sprawiedliwości, realnej wolności słowa. Tym większy hołd należy się tym, którzy już wcześniej walczyli z kłamstwem: Krzysztofowi  Wyszkowskiemu, Andrzejowi Gwiaździe czy środowisku krakowskich „Arcanów”. Oni przechowali dla nas substancję polskości, z której dziś możemy budować w wymiarze masowym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;- Ale z tego wysnuwa się przerażający wniosek, że ta tragedia była nam niezbędna dla przetrwania i zrozumienia. Dla istnienia wspólnoty...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Narodowe tragedie zawsze mają dwie strony. Są olbrzymią traumą, ale mają też funkcję oczyszczającą, zdzierają maski. Stając wobec śmierci, trudno nadal prowadzić jakieś gierki ideologiczne, dostosowywać się do otoczenia. Oczywiście bardzo chciałbym, aby to, co się stało w Smoleńsku, nigdy się nie wydarzyło. Ale skoro już się stało, nie można tylko lamentować. Mam głębokie, chrześcijańskie doświadczenie, że Bóg przychodzi do człowieka na gruzach jego życia. Podobnie jest w historii narodów. Przebudzenie, o którym mówi film Joanny Lichockiej, dla mnie osobiście jest też przebudzeniem do krzyża. Ten krzyż wykluczenia, podziemnej kultury nie musi być przekleństwem. Jeśli połączymy go z krzyżem Chrystusa, jarzmo będzie słodkie, a brzemię lekkie. Bł. ks. Jerzy Popiełuszko mówił: „Odważne świadczenie prawdy jest drogą prowadzącą bezpośrednio do wolności. Człowiek, który daje świadectwo prawdzie, jest człowiekiem wolnym”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;- Przecież to, co Pan mówi, znaczy,  że istnieliśmy w tak zdegenerowanym świecie, że tylko krew niewinnych mogła go odmienić?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Skoro doszło do ofiary, widocznie tak było. Ta tragedia jest przecież kulminacją atmosfery nienawiści wobec polskiego prezydenta i jego współpracowników, narastającej przez lata. Od Okrągłego Stołu formacje niepodległościowe były konsekwentnie, choć często zakulisowo, niszczone. Ostatnie miesiące przed Smoleńskiem to już festiwal szyderstw i nienawiści. Długo żyliśmy w tym zdegenerowanym świecie, oszukując się, że być może demokracja musi tak wyglądać. Czuliśmy się źle, ale pocieszaliśmy się, że przecież nie ma już w Polsce sowieckich wojsk, cenzury czy jawnych mordów politycznych. Smoleńsk odsłonił prawdziwy obraz: żyliśmy w bagnie, w cuchnącym wnętrzu hybrydy zrodzonej przy Okrągłym Stole. Nie przejdzie mi przez usta, że smoleńska ofiara krwi była konieczna, ale chylę głowę przed poległymi, bo każdy dzień bardziej uświadamia mi ich bohaterstwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;- Stwierdza Pan w filmie, że zagrożeniem dla wspólnoty są te siły, które dążą zawsze do zbrukania tego, co wysokie…&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Istotą III RP jest przymierze cyników w polityce i kulturze. To państwo błazeńskiego rechotu, szyderstwa. Najbardziej typową emanacją polityczną tego zjawiska jest działalność Janusza Palikota, kulturalną - medialne popisy Kuby Wojewódzkiego. Najgorzej, że obaj mają swoich wyznawców wśród postępowej inteligencji, która na własny użytek zdeformowała dykcję gombrowiczowską. Witold Gombrowicz spełniał się jako wentyl bezpieczeństwa dla narodowej tradycji, nie pozwalał nam popaść w megalomanię, nie przyszłoby mu jednak do głowy domagać się likwidacji całej romantycznej spuścizny. Dzisiejsi mędrcy zrozumieli to jednak nie jako przestrogę przed nadmiernym nadmuchiwaniem patriotycznego balonu, lecz jako całkowitą negację patriotyzmu. Myślę, że Gombrowicz, gdyby żył, wyśmiałby ich. W istocie są nie spadkobiercami pisarza, lecz klonami Zyty Młodziakówny. Niestety, skutki ich groteskowej postawy w kulturze są poważne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;- Mówi Pan, że duch kiedyś osłabnie. Jakie są szanse przetrwania wspólnoty „wolnych Polaków”? Przegraliśmy kolejne wybory, nagonka trwa. Joanna Lichocka mówiła, że ten film ma pokazywać nadzieję. Ja widzę zmęczenie  i smutek.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Chcę gorąco podziękować Joasi za ten film. Jestem pewien, że wszyscy będziemy do niego wracali. Nie zgodzę się, że nie ma w nim nadziei. Jest, tyle że nadzieja krzyża, a nie polityczny triumfalizm. Czeka nas długa droga pogłębiania polskiej kultury, ale też własnej duchowości. Kto oczekuje natychmiastowej wypłaty w wyborach, może być rozczarowany, ale dla nas nadzieja tkwi w rzeczach małych: w rodzącej się solidarności, w uśmiechach obcych ludzi, w zniczach osłanianych dłonią, w pracy u podstaw, wytrwałości, wierności, pokorze wobec faktów politycznych, w tym wszystkim, co się tli na Krakowskim Przedmieściu. Jedyną drogą do zachowania ducha jest codzienna modlitwa. Oczywiście wierzę, że kiedyś ten nasz ogień się rozprzestrzeni na całą Polskę, ale to już nie zależy wyłącznie od nas. Oczekując przebudzenia narodu, nie powinniśmy gardzić tym, co już nam dano: nasze znicze, pochodnie i serca wciąż płoną. Ciemność ich nie ogarnęła.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-2218784925265221706?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/2218784925265221706'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/2218784925265221706'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/12/obudzilismy-sie-godni-prawdy-i-wolnosci.html' title='Obudziliśmy się głodni prawdy i wolności'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-F6J4R6IsT44/Tu0DbOWsG_I/AAAAAAAAAzQ/5SGacgFmPms/s72-c/gpc17_12_2011.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-7180149280202331231</id><published>2011-12-15T00:08:00.000+01:00</published><updated>2011-12-15T00:08:42.933+01:00</updated><title type='text'>Wywiad w Toronto dla Polish Studio TV</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Początek materiału 3.00 na osi czasu&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="365" src="http://www.youtube.com/embed/BjcWmNSoPe8?rel=0" width="495"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-7180149280202331231?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/7180149280202331231'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/7180149280202331231'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/12/wywiad-w-toronto-dla-polish-studio-tv.html' title='Wywiad w Toronto dla Polish Studio TV'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/BjcWmNSoPe8/default.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-3918451035624989993</id><published>2011-12-14T00:34:00.009+01:00</published><updated>2011-12-14T01:12:22.427+01:00</updated><title type='text'>Przebudzenie - drugi zwiastun</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Już za tydzień z "Gazetą Polską" film Joanny Lichockiej "Przebudzenie", w którym opowiadam o swoim doświadczeniu Smoleńska. Muzykę napisał Michał Lorenc.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="281" src="http://www.youtube.com/embed/YNUW2a-taDg?rel=0" width="495"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-3918451035624989993?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/3918451035624989993'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/3918451035624989993'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/12/przebudzenie-drugi-zwiastun.html' title='Przebudzenie - drugi zwiastun'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/YNUW2a-taDg/default.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-5816217647979273605</id><published>2011-12-12T00:49:00.003+01:00</published><updated>2011-12-12T01:14:34.518+01:00</updated><title type='text'>Homilia o. Gabriela Bartoszewskiego OFMCap</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Wygłoszona 10. grudnia w Bazylice Archikatedralnej p.w. Męczeństwa św. Jana Chrzciciela w Warszawie podczas Mszy św. w intencji wszystkich Ofiar katastrofy pod Smoleńskiem&amp;nbsp;20 miesięcy po tragedii.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="365" src="http://www.youtube.com/embed/fZJ_xgryoWA?rel=0" width="495"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O. Gabriel Bartoszewski OFMCap - promotor sprawiedliwości w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki - cytuje obszerne fragmenty mojego&amp;nbsp;&lt;a href="http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/11/poniemy-nie-giniemy.html" target="_blank"&gt;wywiadu dla "Naszego Dziennika"&lt;/a&gt;&amp;nbsp;(od 4.44 na osi czasu).&amp;nbsp;Serdecznie dziękuję za przekazanie&amp;nbsp;tego świadectwa&amp;nbsp;wiernym&amp;nbsp;i&amp;nbsp;polecam się&amp;nbsp;modlitwie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.radiomaryja.pl/artykuly.php?id=1140774" target="_blank"&gt;Tekstowy zapis homilii w portalu Radia Maryja&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-5816217647979273605?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/5816217647979273605'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/5816217647979273605'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/12/homilia-o-gabriela-bartoszewskiego.html' title='Homilia o. Gabriela Bartoszewskiego OFMCap'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/fZJ_xgryoWA/default.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-5549452789490152357</id><published>2011-12-10T12:18:00.002+01:00</published><updated>2011-12-10T12:21:18.175+01:00</updated><title type='text'>Nasz piękny land</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Pomysł Radka Sikorskiego, by uczynić Polskę częścią Cesarstwa Niemieckiego, został dobrze przyjęty w Berlinie, ale jeszcze lepiej w Warszawie. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://niezalezna.pl/20189-nasz-piekny-land" target="_blank"&gt;Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 7 grudnia 2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, podniosły się również głosy krytyki, formułowane przez frustratów, którzy mentalnie tkwią w XIX w. Były to jednak głosy nieliczne i słabo słyszalne. Ludzie nowocześni i otwarci na świat, a takich – chwalić Odyna – mamy dziś większość, zdecydowanie poparli koncepcję wyłożoną przez ministra spraw zagranicznych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wśród entuzjastów nowej strategii polskich władz znaleźli się nie tylko autorzy kroczący w awangardzie postępu, ale i tzw. niezależni publicyści. „Nie uciekniemy od faktu, że Niemcy są największym, najsilniejszym, najbogatszym, najbardziej pracowitym i kulturalnym narodem europejskim. Albo Polska włączy się w próbę stworzenia znośnych ram dla niemieckiej potęgi i przy tej okazji coś dla siebie uzyska, albo ustawi się na pozycji wiecznej ofiary, przeciwnika i na tym straci” – tłumaczył Alfa. „W dalszej perspektywie korzystny jest dla nas tylko jeden wybór, choć może nas niemało kosztować w krótkim okresie – wstąpienie do Europy 'niemieckiej' z rządem gospodarczym, wspólną polityką fiskalną, może nawet jedną armią” – precyzował Beta. „Najkrótsza droga do Zachodu wiedzie właśnie przez Niemcy, a tamtejsza organizacja, technologia i kapitał jest najwyższej klasy” – zachwycał się Gamma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wobec argumentu pogrobowców XIX-wiecznego patriotyzmu, że przystępując do Unii Europejskiej, umawialiśmy się przecież na Europę ojczyzn, a nie na Cesarstwo Niemieckie, Alfa, Beta i Gamma wykazali się podziwu godną cierpliwością. Zamiast rzucać w reakcjonistów kawałkami sushi, wyjaśniali im jak dzieciom, że od czasu podpisania traktatu akcesyjnego znacząco zmieniła się na kontynencie sytuacja gospodarcza. By ocalało euro, Polska po prostu musi zrezygnować z suwerenności i nic nie można na to poradzić. Tylko nasi zachodni sąsiedzi, którzy – jak trzeźwo zauważył Alfa – czytają dwa razy więcej książek niż my, mogą nauczyć nas porządku. W przeciwnym razie zostaniemy ze swoim &lt;em&gt;Polnische Wirtschaft&lt;/em&gt; na brudnym peronie, a pociąg do powszechnego dobrobytu odjedzie bez nas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba przyznać, że Niemcy mają z nami ciężkie życie. To ewenement na skalę światową, by państwo tak wspaniałe, zamieszkane przez naród pracowity, kulturalny i w ogóle „najwyższej klasy” graniczyło z ojczyzną ciemniaków, pijaków i złodziei. Tym bardziej należy docenić postawę Niemców, którzy już dwa razy w nowożytnej historii poświęcili swój czas i energię, by wyciągać Polskę z cywilizacyjnej zapaści. Prekursorską próbę ożywienia lokalnej gospodarki i dostosowania prawa do standardów europejskich podjęli w latach 1772–1918. Spośród realizatorów tego projektu wyróżnił się zwłaszcza kanclerz Otto von Bismarck – autor programu edukacyjnego dla polskiej ludności, obejmującego m.in. kształcenie w zakresie kulturoznawstwa i języków obcych. Właśnie temu programowi, przez pogrobowców patriotyzmu zwanemu germanizacją, nasi dziadowie zawdzięczali rozkwit przemysłu, architektury i możliwość czytania Goethego w oryginale. Druga próba ucywilizowania Polski miała miejsce w latach 1939–1945. Niektóre zbudowane wtedy autostrady i linie kolejowe do dziś imponują solidnością. Nie wypada też zapominać, że III Rzesza jako pierwsze państwo w Europie Zachodniej otworzyła dla nas swój rynek pracy, co zaowocowało masową emigracją zarobkową (tzw. wyjazdy na roboty).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za to wszystko niewątpliwie należą się Niemcom słowa podziękowania. Aż dziw, że minister Sikorski poprzestał na prośbach o kolejną interwencję, a zapomniał o wyrazach wdzięczności za to, co już Niemcom w Polsce udało się osiągnąć. Na szczęście tę historyczną ciągłość dostrzegł Alfa, kreśląc obraz kolosalnego niemieckiego potencjału, który rozlał się na nas przy okazji dwu wojen światowych. „Unia Europejska – napisał – jest teraz trzecią próbą, tym razem pokojową, wyciągnięcia wniosków z niemieckiej dominacji we wszystkich dziedzinach”. Czy sprostamy tej próbie? Pamiętajmy, że jesteśmy urodzonymi nieudacznikami. Jeśli będziemy za bardzo interesować się przyszłością, jeszcze coś zepsujemy. Najlepiej więc zgadzajmy się na wszystko, co wymyśli kanclerz Angela Merkel. Już ona się o nas zatroszczy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-5549452789490152357?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/5549452789490152357'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/5549452789490152357'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/12/nasz-piekny-land.html' title='Nasz piękny land'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-4253129327044590126</id><published>2011-12-10T00:58:00.001+01:00</published><updated>2011-12-10T12:28:27.328+01:00</updated><title type='text'>Przebudzenie</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;21 grudnia z "Gazetą Polską" ukaże się film Joanny Lichockiej poświęcony ludziom, dla których katastrofa smoleńska stała się wydarzeniem formacyjnym. Jestem jednym z bohaterów tego filmu. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="281" src="http://www.youtube.com/embed/AJHSk4mFVlE?rel=0" width="495"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Przebudzenie" to zapis tworzenia się wspólnoty wolnych Polaków po 10 kwietnia 2010 roku. Jego osią są wydarzenia na Krakowskim Przedmieściu: narodowa żałoba tuż po tragedii, modlitewne czuwanie pod krzyżem, organizowane w kolejnych miesiącach Msze św. za Ojczyznę i Marsze Pamięci. W filmie wykorzystano m.in. moje wypowiedzi o osobistym doświadczeniu Smoleńska i wiersze z tomu "De profundis". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;"Przebudzenie" - film dokumentalny Joanny Lichockiej. Współpraca: Rafał Dudkiewicz i Jarosław Rybicki. Muzyka - Michał Lorenc. Zdjęcia: Arkadiusz Gołębiewski, Jarosław Rybicki, Krzysztof Siuciak, Kamil Nowak, Paweł Pierzchanowski, Paweł Nowak, Gleb Nelup, Włodzimierz Resiak. Montaż: Paweł Pierzchanowski. Produkcja: Gazeta Polska.&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-4253129327044590126?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4253129327044590126'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4253129327044590126'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/12/przebudzenie.html' title='Przebudzenie'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/AJHSk4mFVlE/default.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-100523491982703223</id><published>2011-12-07T03:43:00.008+01:00</published><updated>2011-12-09T03:23:00.119+01:00</updated><title type='text'>Książki pod choinkę?</title><content type='html'>Tych z Państwa, którzy zastanawiają się nad prezentem dla bliskiej Osoby, informuję, że moje książki są aktualnie dostępne głównie&amp;nbsp;w księgarniach internetowych. Zapraszam do korzystania z linków&amp;nbsp;na pasku po lewej ("Gdzie kupić").&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-100523491982703223?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/100523491982703223'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/100523491982703223'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/12/ksiazki-pod-choinke.html' title='Książki pod choinkę?'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-3660519923158341062</id><published>2011-12-03T01:12:00.003+01:00</published><updated>2011-12-03T01:19:54.795+01:00</updated><title type='text'>Polecam „Nowe Państwo”</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Numer 11/2011&amp;nbsp;poświęcony idei drugiego obiegu w III RP&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.panstwo.net/numer/384" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/-5HRpyz3q810/TtlkjeNXJRI/AAAAAAAAAw0/iwSHMATbAww/s1600/np1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.panstwo.net/600-ogniska-polskosci" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/-1p73clxgbgw/TtlkwqNhGII/AAAAAAAAAw8/QAcDY9bW5T0/s1600/np2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-3660519923158341062?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/3660519923158341062'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/3660519923158341062'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/12/polecam-nowe-panstwo.html' title='Polecam „Nowe Państwo”'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-5HRpyz3q810/TtlkjeNXJRI/AAAAAAAAAw0/iwSHMATbAww/s72-c/np1.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-4226113155280739725</id><published>2011-12-02T17:27:00.002+01:00</published><updated>2011-12-03T06:44:43.016+01:00</updated><title type='text'>Noblesse oblige</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Słuszną linię ma „Krytyka Polityczna”. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://niezalezna.pl/19797-noblesse-oblige" target="_blank"&gt;Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 30 listopada 2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wprawdzie w firmowanym przez nią lokalu Nowy Wspaniały Świat urządzili sobie bunkier niemieccy bojówkarze, ściągnięci do Warszawy w celu zakłócenia Święta Niepodległości, ale podobno nie byli to żadni bojówkarze, tylko członkowie trupy teatralnej, która przyjechała wystawić „Fausta” Goethego. Zarekwirowane przez policję pałki były im potrzebne do zbudowania scenografii, pojawiające się w relacjach mediów „kastety” to przejęzyczenie – chodziło o kasety z nagraniem kwestii aktorskich, a gaz łzawiący został przywieziony na wypadek, gdyby któryś z widzów miał problemy ze wzruszaniem się podczas spektaklu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, Polacy po raz kolejny okazali się nieprzygotowani do odbioru zachodniej kultury. Nie dość, że potraktowali przybyszów jak intruzów, to jeszcze zakwestionowali całą działalność „Krytyki Politycznej”. Jak zauważyła Olga Tokarczuk, wyszły tu na jaw „polskie kompleksy wobec Niemców” oraz „małostkowa niechęć do każdego, kto zechce z zaangażowaniem poświęcić się społecznej działalności”. Podobne stanowisko zajęli inni postępowi artyści. W efekcie powstało aż sześć listów otwartych, broniących zdobyczy rewolucji kulturalnej przed zarzutami reakcyjnych publicystów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do pism sygnowanych przez reprezentantów środowisk teatralnego czy sztuk wizualnych nie będę się odnosił, bo – mówiąc słowami Leszka z serialu „Daleko od szosy” – jak widzę taką sztukę, to trudno mi zachować kulturę. Spośród sygnatariuszy listu środowiska filmowego najbardziej żal mi Joanny i Krzysztofa Krauze, którzy na własne życzenie postawili się poza granicami polskiej kultury. Szkoda, bo Plac Zbawiciela czy Mój Nikifor to świetne kino. Z drugiej strony, nie czas żałować fikcyjnych dramatów, gdy płoną znicze na Krakowskim Przedmieściu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Największe wrażenie robią jednak podpisy pod listem środowiska literackiego. Kogóż tu nie ma! Są autorka „Ody feministycznej” Julia Hartwig i tropiciel szmalcowników Jan Tomasz Gross, redagująca „Zeszyty Literackie” Barbara Toruńczyk i kilku publicystów „Gazety Wyborczej”. Podpisali się nawet autorzy zagraniczni: mój niegdysiejszy tłumacz Anders Bodegard i poeta Tomas Venclova (nie mylić z moją żoną). Jest wreszcie dwoje tegorocznych kandydatów do literackiej Nagrody Nobla: wspomniana już Tokarczuk i Adam Zagajewski. Aż się chce zawołać: – Noblesse oblige! Dawniej termin ten oznaczał, że szlachectwo zobowiązuje, w domyśle: do szlachetnego postępowania. Teraz znaczy mniej więcej tyle, że jak ktoś chce być nominowanym do Nobla, to musi podpisywać listy poparcia dla politycznie poprawnych inicjatyw. W przeciwnym razie tylko się obliże.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najkonsekwentniej kroczy tą drogą Zagajewski. W sierpniu 2010 r. wspólnie z Ryszardem Krynickim zrezygnował z udziału w retrospektywnym spotkaniu poetów Nowej Fali. Dlaczego? Bo dowiedział się, że imprezie patronuje krakowski oddział Instytutu Pamięci Narodowej. „Uważamy, że ta badawczo-prokuratorska instytucja, zaangażowana, niekiedy bardzo hałaśliwie, w bieżące spory polityczne, nie jest idealnym mecenasem sztuki czy poezji” – napisali obaj panowie w oświadczeniu przesłanym mediom. Idealnym dla Zagajewskiego mecenasem sztuki czy poezji jest za to „Krytyka Polityczna”, całkowicie wolna od uwikłania w spory polityczne. Najwyraźniej, zdaniem poety, historycy z IPN stanowią większe zagrożenie dla demokracji niż dziarscy chłopcy i dziewczęta od Sławomira Sierakowskiego oraz ich zamaskowani koledzy z Niemiec. Wobec tak bardzo rozwiniętej czujności ideologicznej nie dziwi fakt, że Zagajewski jest regularnie wymieniany w gronie kandydatów do Nobla. Choć na samą nagrodę podobno nie ma szans. Za mało rewolucyjne te jego epifanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod listami poparcia dla „Krytyki Politycznej” w internecie normalni ludzie dają wyraz swoim rozczarowaniom: „Nie spodziewałem się tego po Skolimowskim”, „Szczepkowska, jak mogłaś?”... Prawdopodobnie dotąd nie mieli świadomości, jak od środka wyglądają artystyczne salony III RP. Wykorzenione z polskości, pełne pędu do kariery i kastowej lojalności. Jeszcze jeden powód, by przez budowę drugiego obiegu wytyczyć wyraźną granicę między tą szkółką konformizmu a autentyczną polską kulturą. Żeby obudzić sumienia, musi prysnąć czar salonów. Patriotyzm zobowiązuje!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-4226113155280739725?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4226113155280739725'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4226113155280739725'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/12/noblesse-oblige.html' title='Noblesse oblige'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-5765440757459833311</id><published>2011-12-01T01:04:00.000+01:00</published><updated>2011-12-01T01:04:21.890+01:00</updated><title type='text'>Ponad 9 tys. odsłon bloga w listopadzie</title><content type='html'>W minionym miesiącu na moim blogu padł rekord odwiedzin: 9.120 odsłon. Dziennie blog był wyświetlany średnio 304 razy na 217 komputerach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogółem od sierpnia 2006 r. odwiedzili mnie Państwo ponad 158 tys. razy, w tym blisko 100 tys. razy od kwietnia 2010 r.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najczęściej wchodzono kolejno z Warszawy, Gdańska, Krakowa, Wrocławia, Katowic, Łodzi i Poznania, a spoza Polski: z Niemiec, USA, Kanady, Wielkiej Brytanii i Republiki Czeskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkim Gościom serdecznie dziękuję za zainteresowanie i zapraszam ponownie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-5765440757459833311?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/5765440757459833311'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/5765440757459833311'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/12/ponad-9-tys-odson-bloga-w-listopadzie.html' title='Ponad 9 tys. odsłon bloga w listopadzie'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-173348417575561264</id><published>2011-11-30T18:23:00.004+01:00</published><updated>2011-12-01T01:31:20.405+01:00</updated><title type='text'>Matrioszka III RP</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Po autorytetach ze stajni Adama Michnika pojawiły się autorytety „Krytyki Politycznej”. Miłosierdzie dla dawnych ubeków przeistaczało się we współczucie dla gejów,&amp;nbsp;matek pragnących uśmiercić dziecko itd.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://gpcodziennie.pl/" target="_blank"&gt;"Gazeta Polska Codziennie" 29 listopada 2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W najbliższą środę Andrzej Wajda zacznie zdjęcia do długo zapowiadanego filmu o Lechu Wałęsie. – Co jest zachwycające w tym, czego Lech dokonał, to to, że wyszliśmy z tej opresji wolni i z życiem, co wcale nie było takie oczywiste – mówi słynny reżyser o transformacji ustrojowej w 1989 r. I ma rację. Mogliśmy przecież wyjść z tej opresji wolni i z życiem, ale nie wszyscy. Odpowiedzialni za komunistyczne zbrodnie funkcjonariusze SB i ich mocodawcy mogli trafić za kratki, a tajni współpracownicy stracić prawo do funkcjonowania w życiu publicznym. Nic takiego jednak nie nastąpiło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nowi Mojżesze&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy w filmie Wajdy pojawi się wątek opisany przez Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka w głośnej książce „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii”? Albo niewygodna prawda o Okrągłym Stole, od lat konsekwentnie poświadczana przez Krzysztofa Wyszkowskiego? Raczej nie, bo reżyser już dwa lata temu deklarował: – Co mnie dziś zasmuca i wzbudza złość, to ataki na wielkiego bohatera, jakim był Lech Wałęsa, przez ludzi, którzy są nikim w porównaniu z nim. Wygląda więc na to, że film będzie kręcony na kolanach wobec postaci „katolickiego Mojżesza”, jak określa Wałęsę autor scenariusza, Janusz Głowacki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znamienne, że niedawno obaj autorzy filmu – Wajda i Głowacki – podpisali się pod listem otwartym w obronie „Krytyki Politycznej”, oskarżanej o związki z lewackimi bojówkarzami z Niemiec, którzy zakłócili obchody Święta Niepodległości. Dążenie do ukrycia grzechu pierworodnego III RP zwykle idzie w parze z poparciem dla nowej lewicy. Zazwyczaj jest też równoznaczne z poparciem dla kolejnych partii politycznych, realizujących okrągłostołowy testament.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Struktura szkatułkowa&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdyby potraktować serio postmodernistyczną naukę o literaturze, można by stwierdzić, że III RP przypomina powieść szkatułkową. To kilka odrębnych historii umieszczonych jedna w drugiej. Osobiście wolę jednak porównać obecny system kłamstwa do rosyjskiej matrioszki. Pamiętają państwo te popularne w okresie PRL pękate, kolorowe figurki? W środku jednej ruskiej baby tkwi druga, nieco mniejsza, wewnątrz tej drugiej jeszcze mniejsza – i tak w nieskończoność. Właśnie w ten sposób toczy się historia III RP. Gdy rządom Jana Olszewskiego czy Jarosława Kaczyńskiego udawało się rozbić jedną babę, z jej wnętrza natychmiast wyłaziła druga, bliźniaczo podobna. W miejsce Unii Demokratycznej powstawała Unia Wolności, a potem Platforma Obywatelska. Po autorytetach ze stajni Adama Michnika pojawiły się autorytety „Krytyki Politycznej”. Miłosierdzie dla dawnych ubeków przeistaczało się we współczucie dla gejów,&amp;nbsp;matek pragnących uśmiercić dziecko itd. Na tej zdolności systemu kłamstwa do nieustannych „podmianek” polega jego trwałość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;IV RP musi powstać&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Źródłem wszystkich patologii III RP – korupcji, degeneracji sądownictwa czy zaniku instynktu niepodległościowego na szczytach władzy – jest Okrągły Stół, przy którym wyselekcjonowana przez SB elita „Solidarności” dogadała się z komunistami. Kulminacją zła, które od tamtej pory spowalnia tryby państwa, była katastrofa smoleńska. Ale po Smoleńsku stało się też coś, czego rządząca nami matrioszka nie przewidziała. Wielu Polaków obudziło się z letargu i zaczęło tworzyć ruch społeczny, w którym słowa „Bóg, honor, ojczyzna” odzyskały zdolność jednoczenia. Kto wie? Być może prezydent Lech Kaczyński zginął po to, by skompromitowana przez służalcze media idea IV Rzeczypospolitej jednak się urzeczywistniła. Dzięki zaangażowaniu nas wszystkich – wyrwanych ze zobojętnienia i bezsilności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym kontekście zmiany w Prawie i Sprawiedliwości, których jesteśmy dziś świadkami, nie są końcem świata. Nowy wiceprezes partii, Mariusz Kamiński, to – w odróżnieniu od Zbigniewa Ziobry – wiarygodny urzędnik państwowy. W głębi każdej matrioszki kryje się najmniejszy element, który już się nie rozkłada. Wierzę, że w końcu wspólnymi siłami – w polityce i kulturze – uda się go rozbić. W przeciwnym razie nadal będą powstawać hagiografie Lecha Wałęsy, a my we własnej ojczyźnie – jak był  łaskaw stwierdzić Andrzej Wajda – będziemy nikim.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-173348417575561264?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/173348417575561264'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/173348417575561264'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/11/matrioszka-iii-rp.html' title='Matrioszka III RP'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-7007470641452122769</id><published>2011-11-30T00:16:00.001+01:00</published><updated>2011-11-30T00:20:50.070+01:00</updated><title type='text'>Fotorelacja z Białegostoku</title><content type='html'>&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-kNhP8DoSOP8/TtVk6KmXcII/AAAAAAAAAwM/9b9pDSr4-t4/s1600/karp7.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-kNhP8DoSOP8/TtVk6KmXcII/AAAAAAAAAwM/9b9pDSr4-t4/s1600/karp7.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Abp Edward Ozorowski wręcza nagrodę (fot. Teresa Margańska)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-MRaPMxw7IZc/TtVlD0LCJNI/AAAAAAAAAwU/rcu-OTWX8cE/s1600/karp1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-MRaPMxw7IZc/TtVlD0LCJNI/AAAAAAAAAwU/rcu-OTWX8cE/s1600/karp1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Medal z wizerunkiem Patrona&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-30TgQnTLFLs/TtVlQjvO2zI/AAAAAAAAAwc/JWkP79-tIe4/s1600/karp5.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-30TgQnTLFLs/TtVlQjvO2zI/AAAAAAAAAwc/JWkP79-tIe4/s1600/karp5.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Prof. Dariusz Kulesza wygłasza laudację&amp;nbsp; (fot. Teresa Margańska)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-VeqVC6CsFJ8/TtVlbWCTt9I/AAAAAAAAAwk/UqtwTE9YArg/s1600/karp6.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-VeqVC6CsFJ8/TtVlbWCTt9I/AAAAAAAAAwk/UqtwTE9YArg/s1600/karp6.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Uroczystość zakończył koncert Chóru Akademickiego Uniwersytetu w Białymstoku &lt;br /&gt;pod dyrekcją Edwarda Kulikowskiego&amp;nbsp;(fot. Teresa Margańska)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ogI-eZx6GUM/TtVl8GgzE7I/AAAAAAAAAws/hZ8GshmSOPQ/s1600/karp2.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-ogI-eZx6GUM/TtVl8GgzE7I/AAAAAAAAAws/hZ8GshmSOPQ/s1600/karp2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Więcej zdjęć w serwisie &lt;a href="http://www.archibial.pl/foto.php?galeria=234" target="_blank"&gt;Archidiecezji Białostockiej&lt;/a&gt;﻿&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-7007470641452122769?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/7007470641452122769'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/7007470641452122769'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/11/fotorelacja-z-biaegostoku.html' title='Fotorelacja z Białegostoku'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-kNhP8DoSOP8/TtVk6KmXcII/AAAAAAAAAwM/9b9pDSr4-t4/s72-c/karp7.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-6548023582789532519</id><published>2011-11-29T23:53:00.002+01:00</published><updated>2011-11-30T00:21:39.931+01:00</updated><title type='text'>Nagroda Literacka im. Franciszka Karpińskiego wręczona</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Poeta i publicysta Wojciech Wencel odebrał Ogólnopolską Nagrodę Literacką im. Franciszka Karpińskiego. Wyróżnienie po raz siedemnasty przyznał białostocki oddział Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana”. Uroczystość odbyła się w auli Wydziału Filologicznego Uniwersytetu w Białymstoku.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-fl4C1V3Q9TE/TtViNoqdw_I/AAAAAAAAAwE/ornZGhFIGA4/s1600/karp3.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-fl4C1V3Q9TE/TtViNoqdw_I/AAAAAAAAAwE/ornZGhFIGA4/s1600/karp3.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kapituła nagrody, której przewodniczącym jest metropolita białostocki abp Edward Ozorowski, w uzasadnieniu decyzji napisała o laureacie: „Wojciech Wencel otrzymuje wyróżnienie za poezję odważną, która przywraca literaturze istotne miejsce w życiu kulturalnym, religijnym oraz patriotycznym, za umiejętność głoszenia tematów trudnych w sposób odpowiedzialny, oryginalny oraz dojrzały”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Abp Edward Ozorowski, gratulując nagrodzonemu poecie, podkreślił, że&amp;nbsp;ma on odwagę mówić we współczesnym świecie wprost o tym, czym jest poezja i kim powinien być poeta. „Poeta w swojej twórczości łączy dwa światy. Ten, który widzimy i ten, do którego zmierzamy” - mówił Arcybiskup.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odwołując się do słów laureata wypowiedzianych w jednym z wywiadów: „tam gdzie milczą władze powinni być poeci”, abp Ozorowski zauważył, że to odważne stwierdzenie winno wciąż mobilizować laureata do zabierania głosu w ważnych sprawach pięknym językiem poezji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uroczystą laudację wygłosił prof. Dariusz Kulesza. Przypomniał poetów i filozofów, którzy byli szczególną inspiracją dla poezji Wojciecha Wencla. Podkreślił, że na wzór Jacquesa Maritaina młody poeta z Gdańska jest piewcą dobra, prawdy i piękna – „poetą integralnym”. Mówiąc o tomiku wierszy zatytułowanym „Podziemne motyle”, prof. Kulesza stwierdził: „Wreszcie ktoś się do nas dobrał, do nas chrześcijan. W zbiorze tym autor zadaje czytelnikowi pytania: Jak to jest człowieku - wierzysz czy nie wierzysz? Jak to jest z tą twoją letniością? Pytasz się o swoją śmiertelność? A ja pytam Cię o twoją wiarę”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Program wieczoru zakończyło wystąpienie Laureata, w którym podsumowując swoją dotychczasową twórczość poetycką, stwierdził m. in. : „Zawsze podkreślałem, że poezja ma sens nie wtedy, kiedy oddaje wyjątkowe doznania autora, lecz wówczas, gdy pomaga odbiorcom żyć piękniej, godniej i lepiej, odsłaniając duchowy wymiar ich codziennych doświadczeń”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nagrodę im. Franciszka Karpińskiego białostocki oddział Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana” przyznaje od 1995 r. Jej laureatami zostają osoby, których twórczość wyrasta z nurtu chrześcijańskiego. W poprzednich edycjach uhonorowani zostali m. in.: ks. Jan Twardowski, Ewa Lipska, Ernest Bryll, prof. Anna Świderkówna, prof. Irena Sławińska, prof. Teresa Kostkiewiczowa, prof. Stefan Sawicki. (...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Teresa Margańska / &lt;a href="http://www.archibial.pl/news.php?id=569" target="_blank"&gt;Serwis Archidiecezji Białostockiej&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-6548023582789532519?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6548023582789532519'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6548023582789532519'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/11/nagroda-literacka-im-franciszka.html' title='Nagroda Literacka im. Franciszka Karpińskiego wręczona'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-fl4C1V3Q9TE/TtViNoqdw_I/AAAAAAAAAwE/ornZGhFIGA4/s72-c/karp3.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-231381544566188641</id><published>2011-11-26T23:03:00.000+01:00</published><updated>2011-11-26T23:03:18.905+01:00</updated><title type='text'>Zaproszenie do Białegostoku</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-ibOBVgwy02w/TtFiFwcEwlI/AAAAAAAAAv8/1djjYavnAJ8/s1600/zapbialy.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-ibOBVgwy02w/TtFiFwcEwlI/AAAAAAAAAv8/1djjYavnAJ8/s1600/zapbialy.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-231381544566188641?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/231381544566188641'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/231381544566188641'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/11/zaproszenie-do-biaegostoku.html' title='Zaproszenie do Białegostoku'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-ibOBVgwy02w/TtFiFwcEwlI/AAAAAAAAAv8/1djjYavnAJ8/s72-c/zapbialy.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-6085667704447482810</id><published>2011-11-25T13:57:00.002+01:00</published><updated>2011-11-25T13:58:45.574+01:00</updated><title type='text'>Drugi obieg to nie getto</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Stowarzyszenie Twórców dla Rzeczypospolitej zeszło do podziemia. Dosłownie – po schodach prowadzących do warszawskiego klubu Hybrydy. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://niezalezna.pl/19482-drugi-obieg-nie-getto"&gt;Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 23 listopada 2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sobotę 12 listopada odbył się tam panel dyskusyjny „Pisarze, o których nie trzeba głośno mówić”, zorganizowany w ramach cyklu „Jakie elity dla Rzeczypospolitej?”. Było bardzo ciekawie. Prowadzący debatę Marek Nowakowski przedstawił skomplikowane losy Józefa Mackiewicza, Jacek Bartyzel mówił o mechanizmie wykluczeń we francuskim życiu literackim, a Maciej Urbanowski opowiedział o problemach z recepcją twórczości Ferdynanda Goetla. Ponadto wystąpili: Andrzej Dobosz, Wawrzyniec Rymkiewicz, Bronisław Wildstein i Rafał Ziemkiewicz. Kilka praktycznych uwag dorzucił też autor niniejszego felietonu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kluczowa okazała się kwestia: czy warto dzisiaj zawracać sobie głowę mentalnością salonów? Opisywać ją, ośmieszać, próbować zmienić drogą argumentów, perswazji czy prowokacji. Według mnie, czas na podejmowanie takich heroicznych wysiłków minął już dawno. Teraz należy cierpliwie budować w podziemiu nowy, oparty na prawdzie, porządek polskiej kultury: hierarchie, instytucje, wydawnictwa, system komunikacji z odbiorcami. Po Smoleńsku setki tysięcy Polaków odczuły silną potrzebę kontaktu z niezależną kulturą. Dla nich musimy nakreślić czytelną mapę wartości. Atrapa kultury III RP, zaprojektowana w „Gazecie Wyborczej”, „Tygodniku Powszechnym”, „Krytyce Politycznej” czy Instytucie Adama Mickiewicza, powinna zniknąć z naszego widnokręgu nawet jako negatywny punkt odniesienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przedstawiony przeze mnie w Hybrydach zarys tej koncepcji wywołał polemikę Bronisława Wildsteina, który stwierdził – mówiąc w dużym skrócie – że nie możemy zamykać się w getcie. Miło mi, że potrafimy pięknie się różnić. Z tym że w tej kwestii to ja mam sto procent racji. Bo co to za termin: „getto”? W getcie wegetują niewolnicy, którzy muszą respektować zasady narzucone przez okupanta. Zwykle robią to niechętnie, ale nie stać ich na twórcze porywy ducha. W drugim obiegu jesteśmy wolni. Według własnych zasad tworzymy kulturę narodową, która w przyszłości zastąpi obecną atrapę. Kto mówi „getto”, posługuje się narzuconym językiem, bo zakłada, że centrum istnieje gdzie indziej. Ale serce polskiej kultury jest tylko jedno, bez względu na to, czy aktualnie pobudza do życia dziesięć osób, czy dziesięć milionów. To serce bije dziś w podziemiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przekonanie, że trzeba mówić do ogółu Polaków, to szkodliwa naiwność. Doskonałym przykładem skutków takiej strategii jest historia „Rzeczpospolitej”. Zanim Paweł Lisicki został odwołany z funkcji redaktora naczelnego, przez kilka lat wprowadzał dwubiegunową wizję debaty publicznej: po jednej stronie „Gazeta Wyborcza”, po drugiej – jego dziennik. Żeby wspiąć się na poziom Adama Michnika, publicyści „Rzepy” zazwyczaj musieli stanąć na głowach „moherów”, „pisowskiego ludu” czy „smoleńskich mistyków”. Do dziś mam na czole odciski ich włoskich butów. Tylko najwyżsi wzrostem, jak Rafał Ziemkiewicz, byli w stanie polemizować, stojąc na ziemi. Jednocześnie dział kultury regularnie raczył czytelników entuzjastycznymi tekstami o gwiazdach III RP w rodzaju Zygmunta Baumana albo promował DVD o satanistycznej grupie Marilyn Manson. W ten sposób „Rzeczpospolita” nie tylko legitymizowała atrapy debaty publicznej i kultury, ale również tłumiła świadomość niepodległościową. Najwyraźniej Lisicki miał nadzieję, że dzięki manifestowaniu zdolności do „chłodnego namysłu” i deptaniu „ekstremistów” zachowa posadę. Stało się inaczej, bo dla władców III RP „Rzepa” od początku była... gettem. Przez kilka lat pozwalano jej publicystom wyznaczać standardy gettowego myślenia, a gdy osiągnęli małą stabilizację, odwołano ich z zarządu getta i kazano wracać do prac fizycznych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie tylko im chcę dziś powiedzieć, że dla życia w getcie istnieje alternatywa. To drugi obieg, w którym nie trzeba się użalać nad sobą, bo jest się w centrum polskiej kultury. Zamiast żebrać o ochłapy wolności z okrągłego stołu, można odnaleźć pełnię wolności i godności w wiecznej wspólnocie. Jedynie cywilizacja polska, silniejsza od systemu iluzji, może wybudzić z letargu bawiące się dziś nad Wisłą dzieci postmodernizmu. Na kompromisach z III RP jej nie zbudujemy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-6085667704447482810?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6085667704447482810'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6085667704447482810'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/11/drugi-obieg-to-nie-getto.html' title='Drugi obieg to nie getto'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-5366104489301319110</id><published>2011-11-23T12:05:00.001+01:00</published><updated>2011-11-23T12:07:00.603+01:00</updated><title type='text'>Archeologia</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Kolejny wiersz z tomu "De profundis" z muzyką Mariusza Dubrawskiego. Śpiewa Robert Cieśla (tenor).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="365" src="http://www.youtube.com/embed/dS2kNrhmEgo?rel=0" width="495"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-5366104489301319110?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/5366104489301319110'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/5366104489301319110'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/11/archeologia.html' title='Archeologia'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/dS2kNrhmEgo/default.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-7712754688319432641</id><published>2011-11-22T15:41:00.004+01:00</published><updated>2011-11-30T00:40:03.636+01:00</updated><title type='text'>Gdzie kupić "De profundis"?</title><content type='html'>Wszystkich zainteresowanych kupnem mojego tomu wierszy informuję, że obecnie jest on dostępny głównie w księgarniach internetowych (linki na pasku z prawej). Polecam zwłaszcza księgarnię &lt;a href="http://www.poczytaj.pl/187035"&gt;poczytaj.pl&lt;/a&gt;, w której ofercie znajduje się wiele interesujących pozycji historycznych i literackich.&amp;nbsp;"De profundis" można też zamówić telefonicznie w Wydawnictwie Arcana: tel. 12 429-56-29.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-7712754688319432641?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/7712754688319432641'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/7712754688319432641'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/11/gdzie-kupic-de-profundis.html' title='Gdzie kupić &quot;De profundis&quot;?'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-8112362641994552163</id><published>2011-11-19T14:22:00.002+01:00</published><updated>2011-11-19T14:27:03.753+01:00</updated><title type='text'>Wiersze wracają pod strzechy</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;O modlitwie poety, zwykłych czytelnikach i polskiej misji z Wojciechem Wenclem rozmawia Szymon Babuchowski.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ZmRRVV0BiLg/TsetTn5ro9I/AAAAAAAAAvo/Mx7v-7kf1x8/s1600/mackiewiczgnm.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-ZmRRVV0BiLg/TsetTn5ro9I/AAAAAAAAAvo/Mx7v-7kf1x8/s1600/mackiewiczgnm.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;div align="right"&gt;fot. Tomasz Gołąb/GN&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://gosc.pl/doc/1008607.Wiersze-wracaja-pod-strzechy"&gt;"Gość Niedzielny" nr 46/2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Odebrałeś właśnie Nagrodę im. Józefa Mackiewicza za tom „De profundis”, w całości poświęcony Polsce. Nie masz ochoty zagrać na nosie krytykom, którzy widzieli w Tobie nekrofila?&lt;/strong&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Już nie gram nikomu na nosie. Znudziło mi się. Choć oczywiście czuję satysfakcję, że doceniono właśnie „De profundis”, a werdykt był jednogłośny. Ten tom od momentu wydania miał wielu entuzjastów, ale też sporo wrogów. Przyjmowałem to jednak spokojnie. Pomagało mi rozeznanie duchowe, że to, co robię, jest sprawą Bożą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Pisanie wierszy to sprawa Boża? &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Te wiersze były poprzedzone modlitwą, poszukiwaniem potwierdzenia w Bożym słowie. Jeszcze dwa lata temu nie uwierzyłbym, że będę kiedyś pisał o Katyniu, Wołyniu, powstaniu warszawskim. Język poezji narodowej wydawał mi się kompletnie zużyty. Jednak w lutym 2010 r. zaczęły mnie prześladować intensywne obrazy polskości. Jako pierwszy powstał wiersz „Polska ścięta mrozem”. A potem był Smoleńsk i pojedyncze obrazy zamieniły się w lawinę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Poeta łatwo może uwierzyć, że ma misję do spełnienia. Nie widzisz w tym niebezpieczeństwa? &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Niebezpiecznie robi się w momencie, gdy zaczynamy projektować przyszłość. Zdarzało mi się myśleć w ten sposób w młodości. Teraz staram się dobrze wypełniać swoje powołanie, być solidnym rzemieślnikiem. Interesują mnie najbliższe 24 godziny. Nie rozstrzygam, co się wydarzy później. Dziś jestem gotowy przyjąć każdy scenariusz, jeśli będzie miał Boże błogosławieństwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Myślę, że trudno będzie to przyjąć komuś, kto nie jest tak jak Ty zanurzony w chrześcijaństwie. Czy taki ktoś również może być czytelnikiem Twoich wierszy?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Oczywiście! Mówimy tu o duchowym doświadczeniu piszącego. To bardzo intymne, trochę się nawet tego wstydzę. Ale przecież napisany wiersz jest już własnością nie&amp;nbsp;autora, tylko czytelnika. Może on odnajdować w poezji, co chce. Wśród tych, którym podoba się „De profundis”, jest wielu ludzi odległych od Kościoła. Myślę, że porusza ich wizja polskości wpisana w te wiersze. Polskość jako doświadczenie starcia idealizmu, umiłowania wolności, z bezwzględną machiną historii. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ale ta polskość jest też problemem dla wielu czytelników, dla których „poezja narodowa” to pojęcie z jakiegoś totalnego lamusa.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Przez lata nauczyłem się, że przekonywanie kogokolwiek do elementarnych wartości naszej cywilizacji nie ma sensu. To tak, jakby komuś, kto utrzymuje, że koń ma dwie nogi, mówić: „Wiesz, on ma naprawdę cztery nogi. Rozumiem, że trudno ci w to uwierzyć, ale spróbuj”. Przez setki lat poezja służyła wspólnocie. Była ważna, jeśli ludzie odnajdowali w niej coś, co ich łączyło, dodawało siły i nadziei. W tym względzie nic się nie zmieniło. Literatura jest ciągłością, biegną w niej różne ścieżki, które domagają się kontynuacji, dialogu z poprzednikami. Zerwanie tej ciągłości zabija literaturę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Tyle że ta ciągłość już została zerwana. Sam napisałeś o Polsce: „brakuje mi słów by przywrócić/ cię współczesnej poezji”.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Została zerwana w języku nowoczesnej poezji, ale wciąż istnieje między dawnymi i dzisiejszymi Polakami. Nieustannie „patrzą na nas jak w lustro wierne oczy poległych”. Uświadomienie sobie wspólnej wartości, jaką jest ojczyzna, może przywrócić literaturze doświadczenie polskości, ożywić je także w języku. Samo ukazanie dramatycznego paradoksu „braku słów” przy istnieniu więzi między pokoleniami jest już próbą odbudowy poezji narodowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Kim są odbiorcy tej poezji?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Z jednej strony ludzie starsi: kombatanci AK, wygnańcy z Wołynia, osoby naznaczone wspólnotową historią, które dotychczas nie znajdowały swoich doświadczeń w nowej poezji. Z drugiej – młodzi ludzie, w których po Smoleńsku obudził się patriotyzm. Ci sami, którzy zapalają znicze na grobach żołnierzy wyklętych, słuchają De Press, chodzą do Muzeum Powstania Warszawskiego. Przedstawicieli obu tych grup spotykam podczas wieczorów autorskich. Wielu należy do Klubów „Gazety Polskiej”. Jest jeszcze trzecia grupa czytelników – tradycyjna polska inteligencja: konserwatywni profesorowie, nauczyciele, urzędnicy z mniejszych miast. Niektóre spotkania na długo zapadają w pamięć: słuchając tych wierszy, ludzie potrafią płakać ze wzruszenia. Dla poety nie ma większej nagrody.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Czy to znaczy, że w „niepoetyckich” czasach udało Ci się znaleźć niszę, w której zwykli ludzie ciągle pragną poezji? &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Zdecydowanie tak. Dzięki „De profundis” na nowo uwierzyłem, że poezja może trafiać „pod strzechy” i podnosić ludzi na duchu. Literackie salony w ogóle przestały mnie interesować. Czuję się trochę jak autor obrazów, które są kupowane i wieszane na ścianach prywatnych mieszkań. Często słyszę: „Pisze pan dokładnie to, co ja czuję, tylko nie potrafię tego wyrazić”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ale czy ci sami czytelnicy doceniliby Twoje wcześniejsze tomy: „Ziemię Świętą” albo poemat „Imago mundi”? Może po prostu przyciąga ich polski temat, a nie walory literackie?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Myślę, że to nie tylko kwestia tematu, bo amatorskiej, okolicznościowej poezji patriotycznej jest przecież bardzo wiele. Niemniej „De profundis” rzeczywiście cieszy się dużo większą popularnością niż moje wcześniejsze tomy. Nie wymagam od swoich czytelników, by czytali wszystko, co napisałem. Są jednak i tacy, którzy pod wpływem wierszy o Polsce trafili na trop „Ziemi Świętej” czy „Imago mundi”. Na spotkaniach szczególnie gorąco przyjmowane są moje dawne wiersze w klimacie „rodzinnym” – o domu, żonie, dzieciach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Czy dawne i nowe wiersze splatają Ci się w jakąś całość?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Związek jest bardzo ścisły. Wystarczy porównać metaforykę ziemi, motyw podziemnego „napędu istnienia”, sposób widzenia umarłych. Często po wielu miesiącach zauważam konsekwencję kluczowych motywów, które powracają jakby same z siebie. Myślę, że istotą mojego pisania jest budowanie przestrzeni metafizycznej, wyznaczanie stref sacrum i profanum, identyfikowanie drzew, wzgórz, przedmiotów. Dawniej opisywałem w ten sposób moją najbliższą okolicę, teraz podobnie piszę o Polsce, tej wiecznej – z Wileńszczyzną, Wołyniem i Podolem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Myślisz, że Polska ma w historii szczególne zadanie do wypełnienia? &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Mickiewicz uważał, że Polacy są powołani do niesienia ducha wolności innym narodom. Środowisko międzywojennego „Prosto z mostu” głosiło, że Polska musi się stać ośrodkiem cywilizacji chrześcijańskiej, promieniującej na całą Europę. Św. Faustyna usłyszała od Chrystusa: „Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli Mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście Moje”. Wreszcie bł. Jan Paweł II podkreślał: „Europa potrzebuje Polski. Kościół w Europie potrzebuje świadectwa wiary Polaków”. Tylu proroków naraz nie mogło się mylić.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-8112362641994552163?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/8112362641994552163'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/8112362641994552163'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/11/wiersze-wracaja-pod-strzechy.html' title='Wiersze wracają pod strzechy'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-ZmRRVV0BiLg/TsetTn5ro9I/AAAAAAAAAvo/Mx7v-7kf1x8/s72-c/mackiewiczgnm.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-1331205154527701100</id><published>2011-11-19T13:46:00.001+01:00</published><updated>2011-11-19T13:47:12.128+01:00</updated><title type='text'>Leksykon kuriozów</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;„Jesteś tym, co jesz” – głosi stare, mądre przysłowie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://gosc.pl/doc/1008498.Leksykon-kuriozow"&gt;Felieton z tygodnika "Gość Niedzielny" nr 46/2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W XXI wieku większość chrześcijan zdaje już sobie sprawę z tego, na jakim świecie żyje. Współczesna cywilizacja niemal codziennie stawia nas wobec praktyk radykalnie sprzecznych z nauką Chrystusa. Walka z wiatrakami śmierci, takimi jak aborcja czy eutanazja, zmusza nas do zachowania powagi. Trudno żartować, gdy gra toczy się o ludzkie życie. Jednak każdy z nas spotyka się na co dzień również z sytuacjami groteskowymi, symptomatycznymi dla dzisiejszej obyczajowości. Aby wychwycić te absurdy, nie trzeba wielkiej wiary. Wystarczy odrobina zdrowego rozsądku. W przerwie między jedną a drugą odsłoną walki z wiatrakami postanowiłem sporządzić leksykon zjawisk, które w mniejszym stopniu mnie smucą. Za to bardzo śmieszą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Biała kawa, czyli konsumpcjonizm.&lt;/strong&gt; Ilekroć jestem w kawiarni, kelnerka proponuje mi gigantyczny kubek z mlekiem i syropem. Podobno także z domieszką kawy, tyle że nijak nie da się tego zweryfikować. Ponieważ mlekiem opiłem się w dzieciństwie i akurat nie cierpię na kaszel, informuję, że chodziło mi o coś innego. Wówczas kelnerka mozolnie nastawia ekspres, jednocześnie podtykając mi pod nos mleko i cukier. Gdy mówię: – Dziękuję, to niepotrzebne, ona robi wielkie oczy. – To znaczy nie chce pan mleka? – upewnia się, jakby czarna kawa była czymś w rodzaju wyciągu z kwiatu paproci. Oto znak naszych czasów. Dawniej napój z ziaren kawowca kojarzył się z „małą czarną”, dzisiaj obowiązkowo musi być „duży biały”. Oczywiście, o gustach się nie dyskutuje, ale mam wrażenie, że jeszcze kilka lat temu proporcje między amatorami kawy czarnej a miłośnikami białej były wyrównane, z lekką przewagą tych pierwszych. Dziś większość konsumentów wybiera kawę ze wszystkimi możliwymi dodatkami w myśl zasady „Więcej znaczy lepiej”. A tradycjonalista, który naprawdę wie, czego chce, w kawiarni czuje się jak intruz. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Sushi nad Wisłą, czyli multikulturalizm.&lt;/strong&gt; Jak można nie widzieć nic śmiesznego w globalnej karierze sushi, pozostaje dla mnie tajemnicą. Charakterystyczna, ściśle związana z egzotyczną kulturą potrawa w ostatnich latach stała się ulubionym przysmakiem także nad Wisłą. Kochani Polacy! Nie to, żebym kwestionował wrażliwość waszych podniebień, choć osobiście nie gustuję w surowej rybie z oceanu. Zastanawia mnie tylko łatwość, z jaką mieszkaniec współczesnej cywilizacji składa własne menu z elementów różnych, często sprzecznych ze sobą kuchni. „Jesteś tym, co jesz” – głosi stare, mądre przysłowie. Czy to znaczy, że wcinając sushi, stajemy się Japończykami? Gorzej. Wychowani w radykalnie odmiennej kulturze, zamieniamy się w hybrydy pozbawione spójnego obrazu świata. Miszmasz w żołądach przekłada się na brak konsekwencji w myśleniu i tłumi poczucie tożsamości, a to już nie przelewki. Może więc, moi drodzy, mimo wszystko wrócicie do śledzia w oleju? W naszym wspólnym, dobrze pojętym interesie. Śledź też ryba i to wyrazista w smaku, a nie mdła jak marzenie o wielkim świecie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Kościotrup w czapce, czyli moda.&lt;/strong&gt; Umówmy się: chudy facet w czapce, siedzący w ogrzewanym pomieszczeniu, wygląda głupio. Bo niby do czego mu ta czapka? Zimno mu w uszy czy jak? Jeszcze głupiej wygląda chudy facet w czapce, siedzący w ogrzewanym pomieszczeniu i jedzący sushi. Ten nie tylko razi estetycznie, ale także kulturowo, bo sushi wykorzenia, i moralnie, bo je się zawsze z odkrytą głową. Niestety, świat mody rządzi się dziś własnymi prawami. Pół biedy z modelkami płaskimi jak opłatek, ale zniewieściali mężczyźni, poprzebierani w za ciasne wdzianka ze zwisającymi paseczkami, wyglądają jakby odgrywali jakiś happening. A najśmieszniejsze, że żaden z popularnych projektantów nie przejmuje się potrzebami i gustami tzw. zwyczajnych ludzi. Zupełnie jak artysta po Akademii Sztuk Pięknych, wystawiający instalacje wideo. Albo reżyser teatralny, robiący z Hamleta geja. Oglądając dzisiejsze wykwity mody, sztuki i teatru, zawsze myślę o znajomym małżeństwie krawców, którzy szyją księżom sutanny na miarę. Na tle współczesnych projektantów to artyści z krwi i kości! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jesteśmy sławni, czyli celebrytyzacja&lt;/strong&gt;. Najpierw sądziłem, że odgrywają swoje role dla śmiechu, autoironicznie, żeby przestała ich szantażować własna próżność. Ale odkąd Marcin Meller publicznie nazwał się celebrytą, szczęka mi opadła. Oni tak poważnie, w przekonaniu, że dziś można być autorytetem, nie osiągnąwszy absolutnie nic wartościowego. Niestety, jest to słuszne przekonanie. Pół narodu ogląda „Śniadanie mistrzów”, a w kolorowej prasie śledzi epizody „z życia gwiazd”. A później przenosi prezentowany tam wzór relacji na całkiem poważne dziedziny życia publicznego: Kościół, politykę, kulturę. Dla ofiar celebrytyzacji biskup staje się sąsiadem, któremu zazdroszczą samochodu. Polityka oceniają po jakości butów. A poetę nazywają „pucułowatym ministrantem” tylko dlatego, że ma lekką nadwagę i pisze felietony do „Gościa Niedzielnego”. OK. Może i poeta powinien postawić na sport, ale wtedy stałby się chudym facetem, zacząłby nosić czapkę w ogrzewanym pomieszczeniu i konsumować sushi. Niechybnie przestałby pisać wiersze i zostałby celebrytą, a tego – proszę mi wierzyć – nie znieśliby nawet czytelnicy tabloidów.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-1331205154527701100?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/1331205154527701100'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/1331205154527701100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/11/leksykon-kuriozow.html' title='Leksykon kuriozów'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-6249473215533134380</id><published>2011-11-18T13:38:00.000+01:00</published><updated>2011-11-18T13:38:47.119+01:00</updated><title type='text'>Patriotyzm bezobjawowy</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Dawniej obowiązywała zasada: co w sercu, to na języku, a także w gestach i na sztandarach. Dziś wprowadza się całkowity zakaz ujawniania tradycyjnego systemu wartości. Dlaczego?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://niezalezna.pl/19127-patriotyzm-bezobjawowy"&gt;Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 16 listopada 2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podczas Euro 2012 polscy piłkarze będą występować bez orła na piersi. Taką decyzję podjął PZPN w porozumieniu z firmą Nike. Kibice się burzą i żądają przywrócenia polskiego godła na reprezentacyjnych koszulkach. Wiadomo – faszyści. Natomiast ludzie cywilizowani cierpliwie tłumaczą, że tożsamość narodową należy nosić w sercu. Nie wyjaśniają tylko, co mają zrobić kadrowicze o imionach Eugen czy Damien, którzy w sercu przechowują głównie oszczędności. Wraz z wizerunkiem orła znika jedyny element identyfikujący ich z Polską.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Florent Dumont, globalny menadżer firmy Nike, próbuje nas przekonać, że nic się nie stało. – Wiedząc, że polska historia nierozłącznie związana jest z "Solidarnością", z powstaniami i dumą narodową, staraliśmy się działać tak, aby te wspaniałe wartości oddać w naszym sprzęcie – zapewnia z uśmiechem. Ale sprzęt jaki jest, każdy widzi. Przynajmniej ja nie zauważyłem husarskich skrzydeł przyczepionych do rękawów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tożsamość narodowa futbolistów to nie pierwsza wartość, którą ludzie cywilizowani zamierzają uwięzić w komorze sercowej. To samo dotyczy uczuć patriotycznych przeciętnych Polaków. Gdy tylko chcemy je wyrazić publicznie, składając hołd ofiarom katastrofy smoleńskiej czy idąc w Marszu Niepodległości, natychmiast pojawia się stadko celebrytów informujące, że jesteśmy jacyś nienormalni, ponieważ prawdziwy patriota swoją miłość do ojczyzny skrywa w sercu. Podobno oni tak robią i właśnie dlatego ich patriotyzm jest trudny do zauważenia. A stosując terminologię medyczną – bezobjawowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Identycznie jest z wiarą chrześcijańską. Bywa tolerowana, dopóki nie bronimy krzyża w przestrzeni publicznej, nie uczestniczymy w procesji Bożego Ciała, nie żegnamy się przed jedzeniem i nie dajemy się namówić na golonkę w piątek. Gdy się na to decydujemy, musimy znosić agresję pijanego motłochu, happeningi Pana Motyla albo ironiczne komentarze celebrytów, zgodnie twierdzących, że autentyczny chrześcijanin nie obnosi się ze swoją wiarą, lecz magazynuje ją – no gdzie? – oczywiście w sercu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dawniej obowiązywała zasada: co w sercu, to na języku, a także w gestach i na sztandarach. Dziś wprowadza się całkowity zakaz ujawniania tradycyjnego systemu wartości. Dlaczego? Według projektantów nowego wspaniałego świata, manifestowanie patriotyzmu i wiary jest narzędziem poniżania innych. Prawdopodobnie chodzi o poniżanie kosmopolitów, kosmonautów i kosmitów. W każdym razie wszystko, co dla nas najcenniejsze, powinno do końca naszych dni pozostać w centralnym narządzie układu krwionośnego i nie ma prawa pokazać się na spacerniaku. W sercu robi się strasznie ciasno. Tylko czekać, aż skończy się to zawałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są jednak ideologie i wierzenia, które w sercu zdecydowanie się nie mieszczą i muszą być wylewane na zewnątrz. To społeczny tumiwisizm, globalizm, ateizm, satanizm, antyklerykalizm, współczucie dla emerytowanych esbeków i tajnych współpracowników oraz miłość do gejów. Jak się okazuje, tylko ludzie cywilizowani mogą odkręcać kurek swego serca i wylewać uczucia w formie parad równości, listów otwartych, a nawet ustaw sejmowych. Najwyraźniej ich manifestacje nikogo nie ranią ani nie poniżają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo wszystko uważam, że nie warto przechodzić na patriotyzm bezobjawowy. W świecie coraz powszechniejszej aksjologicznej amnezji należy wziąć przykład z najbardziej świadomych mieszkańców Macondo z powieści Sto lat samotności Gabriela Garcii Marqueza (marksisty, który prozą potrafił czasem napisać coś sensownego). Chroniąc naród przed całkowitym zanikiem pamięci, musimy pędzelkiem umoczonym w farbie podpisywać pomniki narodowych bohaterów: prawda, odwaga, wierność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponieważ jednak może nadejść dzień, kiedy ludzie będą rozpoznawać wartości po napisach, ale zapomną ich przeznaczenia, należy rozszerzyć tę praktykę. W Warszawie przy Krakowskim Przedmieściu postawić tablicę z tekstem: „To jest niepodległość, trzeba o nią zabiegać, żeby jej nie stracić”. Na każdej z granic umieścić napis: „Polska jest wspólnotą żywych i umarłych”, a na Jasnej Górze inny, nieco większy: „Bóg istnieje”.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-6249473215533134380?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6249473215533134380'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6249473215533134380'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/11/patriotyzm-bezobjawowy.html' title='Patriotyzm bezobjawowy'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-4117068657751453805</id><published>2011-11-18T00:55:00.001+01:00</published><updated>2011-11-18T00:58:07.954+01:00</updated><title type='text'>Pisarze, o których nie trzeba głośno mówić</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;W sobotę 12 listopada w warszawskim klubie „Hybrydy” wziąłem udział w panelu dyskusyjnym z cyklu „Jakie elity dla Rzeczypospolitej?”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-nW171-TynYc/TsWdU9E_T5I/AAAAAAAAAvQ/sXFFEyhAw6c/s1600/hyb.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-nW171-TynYc/TsWdU9E_T5I/AAAAAAAAAvQ/sXFFEyhAw6c/s1600/hyb.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-dGJSJcE8RNY/TsWdhQapCuI/AAAAAAAAAvY/83Y0Gh3c3E0/s1600/hyb4.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-dGJSJcE8RNY/TsWdhQapCuI/AAAAAAAAAvY/83Y0Gh3c3E0/s1600/hyb4.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-LJUaS-12yi4/TsWdpXmR3RI/AAAAAAAAAvg/jbpdWa_FE_8/s1600/hyb2.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-LJUaS-12yi4/TsWdpXmR3RI/AAAAAAAAAvg/jbpdWa_FE_8/s1600/hyb2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Debatę zatytułowaną „Pisarze, o których nie trzeba głośno mówić”, zorganizowaną przez Stowarzyszenie Twórców dla Rzeczypospolitej, poprowadził Marek Nowakowski. Przewodniczący kapituły Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza przedstawił skomplikowane losy autora „Drogi donikąd” i przeczytał bardzo ciekawe fragmenty swojej autobiografii literackiej, ukazujące mentalność peerelowskich salonów. Jacek Bartyzel mówił o mechanizmie wykluczeń w życiu literackim na Zachodzie, a Maciej Urbanowski opowiedział o problemach z recepcją twórczości Ferdynanda Goetla. Ponadto wypowiadali się m.in. Andrzej Dobosz, Wawrzyniec Rymkiewicz, Bronisław Wildstein, Rafał Ziemkiewicz oraz niżej podpisany. Zapis mojego wystąpienia&amp;nbsp;w formacie mp3&amp;nbsp;można odsłuchać lub ściągnąć z &lt;a href="http://www.4shared.com/audio/YrTXE3JP/Wojciech_Wencel-Hybrydy_121120.html" target="_blank"&gt;TEJ STRONY&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autorem prezentowanych wyżej zdjęć z panelu jest Tomasz Michalak.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-4117068657751453805?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4117068657751453805'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4117068657751453805'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/11/pisarze-o-ktorych-nie-trzeba-gosno.html' title='Pisarze, o których nie trzeba głośno mówić'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-nW171-TynYc/TsWdU9E_T5I/AAAAAAAAAvQ/sXFFEyhAw6c/s72-c/hyb.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-8526601986449004313</id><published>2011-11-17T21:47:00.002+01:00</published><updated>2011-11-18T01:01:47.262+01:00</updated><title type='text'>Multimedia</title><content type='html'>&lt;strong&gt;Kulturalny wieczór z Jedynką: Poeta spraw fundamentalnych.&lt;/strong&gt; X edycja Nagrody im. Józefa Mackiewicza. Z laureatem Wojciechem Wenclem oraz przewodniczącym kapituły Markiem Nowakowskim rozmawia Ewa Heine. Zapis audycji wyemitowanej 16 listopada 2011 r. godz. 23.25. &lt;a href="http://www.polskieradio.pl/7/731/Artykul/480990,Poeta-spraw-fundamentalnych" target="_blank"&gt;POSŁUCHAJ W SERWISIE POLSKIEGO RADIA&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nagroda Mackiewicza dla Wojciecha Wencla.&lt;/strong&gt; Mówią: Rafał Ziemkiewicz, Jacek Bartyzel, Wojciech Wencel, Bronisław Wildstein. Materiał zrealizowany przez telewizję internetową&amp;nbsp;RAZEM.TV. &lt;a href="http://razem.tv/filmy/-/Nagroda-Mackiewicz-dla-Wojciecha-Wenclem" target="_blank"&gt;LINK DO NAGRANIA&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wojciech Wencel: Największym autorytetem jest dla mnie Ojciec. Zrozumiałem to po Jego śmierci.&lt;/strong&gt; Materiał zrealizowany przez telewizję internetową RAZEM.TV. &lt;a href="http://razem.tv/filmy/-/Chcialbym-stac-na-strazy-wartosci-wysmianych" target="_blank"&gt;LINK DO NAGRANIA&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-8526601986449004313?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/8526601986449004313'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/8526601986449004313'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/11/multimedia.html' title='Multimedia'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-813093207458452277</id><published>2011-11-17T05:31:00.004+01:00</published><updated>2011-11-17T05:50:28.169+01:00</updated><title type='text'>Ivan Martin Jirous R.I.P.</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Dziesiątego listopada w Pradze zmarł w wieku 67 lat wybitny czeski poeta, jeden z dziewięciu byłych więźniów reżimu komunistycznego, którzy w 2008 roku użyczyli swojego głosu do nagrania&amp;nbsp;mojej „Drogi Krzyżowej”.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-J0xTp-G6bx0/TsSN99Nnb-I/AAAAAAAAAvI/qnT6xOZr1wk/s1600/magor.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-J0xTp-G6bx0/TsSN99Nnb-I/AAAAAAAAAvI/qnT6xOZr1wk/s1600/magor.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jirous, powszechnie znany jako Magor, to legenda podziemia w Czechosłowacji. Studiował historię sztuki na Uniwersytecie Karola, ale ze względu na antykomunistyczne poglądy został pozbawiony prawa do wykonywania zawodu. Pracował jako nocny stróż i ogrodnik, jednocześnie budując podziemny ruch kulturalny. Podpisał Kartę 77, wiersze publikował w drugim obiegu i w pismach emigracyjnych. Był kierownikiem artystycznym zespołu Plastic People of the Universe, któremu w czasach komunizmu organizował nielegalne koncerty. Wielokrotnie skazywany za „działalność wywrotową” i „pasożytnictwo”, w sumie spędził w więzieniach ponad osiem lat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 2008 roku Magor wraz z ośmioma innymi byłymi więźniami politycznymi zgodził się nagrać interpretację mojego tekstu „Drogi Krzyżowej”. Słuchowisko&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.polskyinstitut.cz/?d=program&amp;amp;i=90"&gt;„Křížová Cesta. Velké Pátky 20. století"&lt;/a&gt; było emitowane przez Czeskie Radio i zostało wydane na płycie CD. Po premierze w Instytucie Polskim w Pradze, dzięki pośrednictwu moich przyjaciół: Miloša Doležala i Josefa Mlejnka, miałem okazję poznać Magora osobiście. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Requiescat in Pace.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-813093207458452277?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/813093207458452277'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/813093207458452277'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/11/ivan-martin-jirous-rip.html' title='Ivan Martin Jirous R.I.P.'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-J0xTp-G6bx0/TsSN99Nnb-I/AAAAAAAAAvI/qnT6xOZr1wk/s72-c/magor.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-2110902094557396511</id><published>2011-11-17T02:44:00.019+01:00</published><updated>2011-11-17T03:33:16.002+01:00</updated><title type='text'>Przywrócić pojęciom ich pierwotne znaczenia</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Dwie recenzje „De profundis” w nowym numerze&amp;nbsp;„Arcanów”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-RA4j7c-5RoE/TsRqimTbxnI/AAAAAAAAAvA/yVAPwzutpKQ/s1600/arcana101.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-RA4j7c-5RoE/TsRqimTbxnI/AAAAAAAAAvA/yVAPwzutpKQ/s200/arcana101.jpg" width="147" /&gt;&lt;/a&gt;Tak. Chodzi o honor. A także o&amp;nbsp;kilka innych pojęć, którym odebraliśmy sens. Także o słowo „ojczyzna”. Także o słowo „Bóg”. Rozumieć wiersz w taki właśnie sposób: jako narzędzie przywracania słowom ich „wygłosu pierwszego” (jak by powiedział Norwid).&amp;nbsp;(...) W każdej sytuacji Wencel wchodzi w słowo swym wielkim poprzednikom, uczestniczy w rozmowie. Bywa polemiczny, apologetyczny, empatyczny, jeszcze raz mocno podkreślając dialogowy charakter literatury, jej nieuchronne, życiodajne zakorzenienie w przeszłości. (...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;strong&gt;(Grzegorz Rapcia, „Honor”)&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;(...) Teraz potrzebny jest patos, nie wszędobylska ironia. Temu były poświęcone ostatnie, „ciemne” księgi herbertowskie i ich przesłanie – postulat przywrócenia pojęciom pierwotnego znaczenia. Inaczej nie będziemy mieli narzędzia do opisu realnego świata: „Trzeba rozrywać rany polskie, żeby się nie zabliźniły błoną podłości” (Stefan Żeromski, III akt dramatu „Sułkowski”). Wojciech Wencel tomem „De profundis” staje w jednym szeregu obok naszych największych mistrzów metafory i mowy wiązanej – obrońców pamięci, ojczyzny i wolności. To głos czysty jak źródlana woda. Jeden z najważniejszych i najdonioślejszych głosów polskiej poezji ostatniej dekady.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;strong&gt;(Jerzy Gizella, „Poeta wolność ubezpieczający”)&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Więcej w &lt;a href="http://www.portal.arcana.pl/101-numer-dwumiesiecznika-arcana-to-dobre-lekarstwo-na-ciezkie-czasy,1714.html"&gt;101. numerze dwumiesięcznika "Arcana"&lt;/a&gt; (dostępnym w empikach).&lt;/div&gt;&lt;div align="left" style="text-align: right;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-2110902094557396511?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/2110902094557396511'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/2110902094557396511'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/11/przywrocic-pojeciom-ich-pierwotne.html' title='Przywrócić pojęciom ich pierwotne znaczenia'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-RA4j7c-5RoE/TsRqimTbxnI/AAAAAAAAAvA/yVAPwzutpKQ/s72-c/arcana101.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-6428477050079906309</id><published>2011-11-15T03:30:00.003+01:00</published><updated>2011-11-15T03:35:44.466+01:00</updated><title type='text'>"Rosa Canina" w wykonaniu solistów operowych (premiera)</title><content type='html'>&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="365" src="http://www.youtube.com/embed/OxUR6UvWyH4?rel=0" width="495"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Muzyka: &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://mdubrawski.pl/"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;MARIUSZ DUBRAWSKI&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Wykonanie: &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.mfkp.pl/KUBALA/biogram_mk.html"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;MAŁGORZATA KUBALA (sopran)&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.filharmonia.lomza.pl/index.php?option=com_content&amp;amp;task=view&amp;amp;id=295&amp;amp;Itemid=54"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;ROBERT CIEŚLA (tenor)&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;strong&gt;Rosa Canina&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;em&gt;Pamięci pomordowanych w Katyniu&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Zakwitała białym kwiatem dzika róża &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;na podwórzu tuż przy murze kolegiaty&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;łagodniejsza niż w opisie Linneusza&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;oswajana pastoralnym krajobrazem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;zamiast piąć się jak winorośl aż do okien &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;i plądrować co nie było jej pisane&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;powściągała młode pędy jak wierzchowce&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;wierna ziemi gdzie kanonik ją posadził&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;miała urok cichych stepów i kurhanów&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;a jej zapach był tak mocny i niezwykły&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;że przyciągał wszystkie panny na wydaniu&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;jednocześnie drażniąc inne obce zmysły&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;o północy kiedy usnął ksiądz nad psalmem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;przyszli zimni ogrodnicy na podwórze&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;by wywabić woń wierności raz na zawsze&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;kradnąc różę z jej ojczyzny światłolubnej&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;przeszczepili krzew rękami czerwonymi&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;do krainy wiecznych śniegów leśnych trolli&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;klęli przy tym niczym szewcy i szydzili:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;krnąbrne zielsko powiedz kto cię stąd wyzwoli&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;lecz nie dała się ujarzmić dzika róża&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;krewkie palce starły się od ostrych kolców&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;bardziej harda niż w opisie Linneusza&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;rosła sezon nie wydając im owocu&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;oszaleli ogrodnicy z bezsilności&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;wyrywali krzew gwałtownie pęd po pędzie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;zakopali go bez świadków w czarnym borze&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;pewni że już nie obrodzi i nie wzejdzie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;lecz gdy pękła leśna grobla po roztopach&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;świat zobaczył to co było mu pisane:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;żywa skórka obrastała dół jak błona&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;wewnątrz pestki podobne do czaszek&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(wiersz z tomu &lt;a href="http://wojciechwencel.blogspot.com/p/de-profundis.html"&gt;"De profundis"&lt;/a&gt;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-6428477050079906309?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6428477050079906309'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6428477050079906309'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/11/rosa-canina-w-wykonaniu-solistow.html' title='&quot;Rosa Canina&quot; w wykonaniu solistów operowych (premiera)'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/OxUR6UvWyH4/default.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-6883518334339817140</id><published>2011-11-13T19:34:00.003+01:00</published><updated>2011-11-13T19:44:38.748+01:00</updated><title type='text'>Płoniemy, a nie giniemy</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Z Wojciechem Wenclem, poetą, laureatem tegorocznej Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza, rozmawia Agnieszka Żurek &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20111112&amp;amp;typ=my&amp;amp;id=my03.txt"&gt;"Nasz Dziennik" 12-13 listopada 2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;11 listopada odebrał Pan Nagrodę Literacką im. Józefa Mackiewicza za "De profundis". Po raz pierwszy nagroda ta została przyznana za tomik poetycki. Na medalu, który został Panu wręczony, widnieje cytat z Józefa Mackiewicza - "Jedynie prawda jest ciekawa". Tylko poezja poszukująca prawdy może być autentyczna?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Myślę, że szczególnie dotyczy to poezji. W prozie dążenie do prawdy często sprowadza się do realizmu, obyczajowego czy historycznego, który jest cenny dla kultury, ale rejestruje jedynie powłokę rzeczywistości. Dojrzała poezja sięga głębiej, do samej istoty bytu. Zwykle posługuje się zmysłowym konkretem, ale zarazem posiada wymiar metafizyczny. Nawet gdy odnosi się do faktów historycznych, jednocześnie dotyka tajemnicy istnienia, cierpienia, dobra i zła. Nieco uogólniając, można powiedzieć, że jeśli powieściopisarz przedstawia losy człowieka czy narodu, to poeta próbuje opisać ich duszę. Jedno i drugie świadectwo prawdy jest bardzo potrzebne, zwłaszcza tu i teraz, w Polsce - jak to ujmuje Jarosław Marek Rymkiewicz - nierzeczywistej, zredagowanej przez media. Trzeba jednak pamiętać, że ta nierzeczywistość jest dużo starsza niż współczesne media. Na przykład Thomas Stearns Eliot w "Ziemi jałowej" z 1922 r. pisał o Londynie jako Nierzeczywistym Mieście. W każdym społeczeństwie, gdzie ludzie tracą absolutny punkt odniesienia, życie staje się wegetacją bez znaczenia, kontrolowaną przez fantomy. Wolna literatura jest dziś jedną z ostatnich redut prawdy o Bogu, człowieku i konsekwencjach jego wyborów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Czy Pana zdaniem, w świecie poezji, podobnie jak w życiu duchowym, istnieją "błędne ogniki", zjawy prowadzące na manowce, a podające się za przewodników? Jakie niebezpieczeństwo kryje się w deprecjonowaniu roli poezji bądź próbach jej infantylizowania czy też zamknięcia w "getcie estetyki"?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Takich "błędnych ogników" jest bardzo wiele. Choćby przekonanie, że poezja to wyłącznie język, izolujące ją od realnego życia i redukujące autora do roli kuglarza słów. Wielu współczesnych poetów wierzy, że projekcje ich umysłu mają wartość autonomiczną. Tymczasem jej główną wartością jest zdolność do opisywania autentycznych ludzkich doświadczeń w taki sposób, żeby czytelnicy czerpali z tego piękno, nadzieję, poczucie sensu świata i własnej godności. Język jest ważny jak glina dla garncarza, ale jeśli się go absolutyzuje, staje się jałowy. Po drugie, całkowita eliminacja mowy wysokiej, która jest naturalnym językiem śmierci, miłości, wiary. Po trzecie, kult oryginalności. Niektórzy sądzą, że uda się im stworzyć coś zupełnie nowego. Ale oryginalność w literaturze osiąga się nie przez błysk geniuszu, lecz przez wierność prawdzie. Trzeba wyruszyć w drogę do źródeł polszczyzny po śladach dawnych poetów, zaczerpnąć stamtąd żywej wody, a potem długo wracać, wydeptując własną ścieżkę, która miejscami łączy się z innymi ścieżkami, potem znów biegnie sama... Ten powrót od przedwiecznego Słowa do słowa poetyckiego to pisarska dojrzałość. Jacques Maritain mówił wprost: "Tradycja i karność są prawdziwymi żywicielkami oryginalności".&lt;br /&gt;Słusznie pani zauważyła, że społeczna rola poezji jest dziś kwestionowana przez samych poetów. Sprowadzili oni twórczość do poziomu infantylnej gry towarzyskiej dla garstki znajomych, najczęściej też piszących. Ich ideał wiersza to inteligentny dowcip. Występując na różnych slamach i festiwalach, chcą przede wszystkim błysnąć humorem. Dlaczego tak się dzieje? Poeci, najczęściej młodzi mężczyźni, cierpią na te same choroby cywilizacyjne co ich rówieśnicy. Są słabi, ociężali duchowo, boją się trudnych decyzji, uciekają od wielkich wyzwań, bo nie wierzą, że mogliby im sprostać. Szczytem ich marzeń jest awans w środowiskowej hierarchii, ewentualnie Nagroda Nike, czyli odpowiednik kariery w firmie. Bronią tej swojej małej stabilizacji, zgodnie twierdząc, że dotarcie z wierszami pod strzechy jest już niemożliwe. To oczywiście wykręt, bo ludzie wciąż potrzebują poezji, zwłaszcza w kontekście dramatycznych doświadczeń prywatnych czy wspólnotowych, takich jak smoleńska tragedia. Tyle że musi to być poezja pisana krwią, wiarygodna, a do tego poruszająca problemy istotne nie tylko dla autora. Żeby podjąć takie wyzwanie, młodzi twórcy musieliby mieć poczucie powołania, nieskrępowaną wyobraźnię, odporność na szyderstwa, gotowość do zmierzenia się ze skostniałymi formami polskiej kultury, sporo cierpliwości i trochę romantyzmu. Do nabycia tych cech niektórym moim starszym kolegom wystarcza siła woli, zakorzenienie w tradycji niepodległościowej albo w Herbertowskim etosie inteligenta. Dla mnie kluczowa jest relacja z Bogiem, bez której nie byłbym zdolny do zrealizowania żadnego marzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Skoro rozmawiamy o współczesnej literaturze, z czego Pana zdaniem może wynikać paradoks zalewu literatury opisującej rozkład - czy to ten pojmowany dosłownie, czy też ten moralny, pod warunkiem jednak, że nie będzie zawierał otwarcia na żadną inną perspektywę - przy jednoczesnej histerycznej ucieczce od tematu śmierci, jeśli będzie to śmierć męczeńska, śmierć za Ojczyznę?&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;- Genezę tej "bebechowatości" doskonale opisał Witkacy jako skutek rewolucji bolszewickiej. Odwracając się od metafizyki, twórca skupił się na opisywaniu własnej egzystencji na poziomie fizjologii. "Niemyta dusza" straciła swój "rozpęd do nieskończoności", a więc czynnik decydujący o człowieczeństwie. Przedłużeniem tego nurtu jest współczesny "banalizm". Dzisiejsi "artyści" uwielbiają babrać się w bebechach, licząc na zaszokowanie odbiorcy, natomiast panicznie boją się duchowego rozwoju. Dlatego odrzucają perspektywę eschatologiczną, która przenosi doświadczenie rozkładu na wyższy poziom i może stać się początkiem zmiany. "Śmierć męczeńska", "śmierć za Ojczyznę" - te wartości irytują, bo kłócą się z ideą powszechnego upodlenia, wyrywają ludzi z letargu, tłumią zwierzęce popędy. Także sztuka, która - zgodnie ze słynnym zdaniem Arystotelesa - "oczyszcza żądze", jest dziś przedmiotem agresji. Po opublikowaniu "De profundis" wielokrotnie byłem oskarżany o "nekrofilię", choć każdy wiersz w tym zbiorze jest dokumentacją zwycięstwa nad śmiercią. Choćby "Wołyń 1943", gdzie historyczna fotografia poćwiartowanej dziewczyny zostaje porównana do obrazu Fra Angelico "Zwiastowanie". Zbrodnicza machina tego świata potrafi zniszczyć ciało, ale nie jest w stanie odebrać człowiekowi godności ofiarowanej mu przez Boga. Tym, co drażni dzisiejszych krytyków, nie jest naturalizm śmierci, ale przeciwnie - ukazanie jej jako części życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Pana tomik poezji "De profundis" powstał w szczególnym momencie, został wydany w 2010 roku. Jest swoistym "Apelem Poległych". Przywołuje Pan w nim tragiczne wydarzenia naszej historii, takie jak rzeź wołyńska czy mordy dokonane na uczestnikach "powstania antykomunistycznego", jak nazywano działalność żołnierzy NSZ czy WiN. Czy katastrofa smoleńska była momentem, kiedy ludzie ci na nowo "stanęli do Apelu", jeszcze raz ogłosili gotowość do obrony Ojczyzny?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Takie miałem doświadczenie w trakcie pisania. Odczuwałem niemal fizyczną bliskość dawnych bohaterów. Przychodzili w milczeniu i ustawiali się w szeregu, jakby obrona Ojczyzny razem z nami, żywymi, była dla nich oczywistością. Tym, co szczególnie zwracało uwagę, był ich spokój. Nie przypominali zbłąkanych duchów z "Dziadów" Mickiewicza, nie skarżyli się na swój los, nie dziwili się też temu, co stało się w Smoleńsku. Biło od nich jakieś wieczne światło. Zrozumiałem, że polskość, którą wspólnie niesiemy, jest niezniszczalna, błogosławiona przez Boga. Trzeba tylko być jej wiernym. To samo dotyczy dawnych poetów, których głosy rozpoznawałem na poziomie języka. Razem stanęliśmy na granicy śmierci, między światem doczesnym a wiecznym, i nawoływaliśmy się jak ptaki nad przepaścią. Było to doświadczenie tak sugestywne, że czasami traciłem pewność, który głos dobiega ze współczesnej Polski, a który z zaświatów. Te niezwykłe przeżycia sprawiły, że traktuję "De profundis" jako tom, który nie należy wyłącznie do mnie. To raczej spisana w natchnieniu, wielogłosowa opowieść o istocie polskości, wyrażenie tego, co jest wspólne nam wszystkim. Od momentu wydania tej książki dostałem kilkadziesiąt listów i e-maili z podziękowaniami od czytelników. Wielu z nich odnalazło w "De profundis" własną miłość do Polski, bliskie sobie obrazy i metafory. Niektórzy płakali w trakcie lektury, uczyli się fragmentów na pamięć. Dzięki tym wierszom i spotkaniom autorskim otworzył się przede mną żywioł polskiego patriotyzmu. Spotkałem setki osób, którym nie trzeba niczego tłumaczyć, bo - w odróżnieniu od krytyków - od dzieciństwa przechowują w sobie ikonografię polskości. "De profundis" to literacka wykładnia tego, co istnieje w ich sercach i wyobraźni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Istnienie tej wspólnoty, przekraczającej nie tylko ramy przestrzeni, ale i czasu, wzbudza ogromny sprzeciw. O czym, Pana zdaniem, świadczy trwająca w Polsce od ponad półtora roku "walka z duchami", która oznacza również walkę z Pana poezją? Walczy się z pamięcią o poległych, a nawet z materialnymi dowodami tej pamięci, zawartymi często w symbolice światła. Znicze nagle stały się śmieciami, a pochodnie - atrybutem faszystów.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Duchy ciągną nas za rękaw, burzą święty spokój, przypominają o biografiach przodków, zmuszają do opowiedzenia się wobec wspólnotowego doświadczenia. A większość Polaków chce wegetować, czyli bogacić się i bezrefleksyjnie korzystać z uroków życia. Światło trzeba zgasić, żeby nie odsłaniało grozy i wspaniałości polskiego losu. Oprócz zniczy i pochodni nośnikami tego światła bywają wiersze, stąd Agata Bielik-Robson na łamach "Rzeczpospolitej" już dwa tygodnie po katastrofie smoleńskiej nazwała Rymkiewicza i mnie "cholernie niebezpiecznymi poetami". Jestem przekonany, że uczestniczymy dziś w wielkiej wojnie cywilizacyjnej, której stawką jest nie tylko przyszłość Polski, ale i Europy. Nasi przeciwnicy chcą całkowicie wyrugować z kultury metafizykę, patriotyzm i pamięć o dawnych Polakach. To nowe zjawisko, bo nawet komuniści, którzy "redagowali" historię metodą białych plam, nie odważyli się wypowiedzieć polskiej duszy wojny totalnej. Oczywiście, mówimy tu o głębszych przyczynach "walki z duchami", bo np. dla obecnej władzy ma ona charakter ściśle partyjniacki. Jej celem jest niedopuszczenie do ugruntowania mitu Lecha Kaczyńskiego - zjawiska, które mogłoby zmienić preferencje wyborcze. Ci, którzy próbują gasić światło, zapominają o jednym. Nasze znicze i wiersze nie płoną ludzką mocą. Odpalamy je od Chrystusowego paschału. Dopóki tak jest, światło będzie świecić w ciemności i ciemność go nie ogarnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ci, którzy odeszli już do wieczności, także są z nami. W tomiku "De profundis" nazywa Pan śp. Annę Walentynowicz "Panią Cogito". Czy Anna Solidarność i Zbigniew Herbert, autor "Guzików" wraz z ich niemal profetycznym wersem "i dymi mgłą smoleński las", są szczególnymi patronami tego ostatniego czasu, jaki przeżywamy od 10 kwietnia 2010 roku?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Powiem więcej: są wśród nas na Krakowskim Przedmieściu podczas każdej smoleńskiej miesięcznicy. Patronami tych spotkań są bł. ks. Jerzy Popiełuszko i bł. Jan Paweł II, a pośrednio także ks. Prymas Stefan Wyszyński. To prorocy narodowego powstania, które - wierzę w to głęboko - doprowadzi do zbudowania cywilizacji chrześcijańskiej, promieniującej na cały świat. Ich świadectwa, do niedawna traktowane jako patetyczne albo niezrozumiałe, nagle stały się zadziwiająco aktualne. Herberta właściwie trzeba dziś czytać na nowo, bo każdy jego wiersz brzmi jak komentarz do polskiego życia po Smoleńsku. Bez niego i Anny Walentynowicz nie potrafilibyśmy bronić spraw - po ludzku - przegranych. A testament naszych wielkich duchownych nadaje temu wysiłkowi sens głębszy od heroizmu. Jest zapowiedzią ostatecznego zwycięstwa nie tylko w niebie, ale już tu, na ziemi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Jeszcze Polska nie zginęła, póki my giniemy" - tak zaczyna się napisany przez Pana 10 kwietnia 2010 r. wiersz "In hora mortis". Czy oznacza on, że Polska wciąż żyje, bo Bóg nadal uznaje ją za godną, żeby w jej imieniu przelewać krew?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Bóg bardzo kocha Polskę. Dlatego nie pozwala nam upodobnić się do innych narodów europejskich. Wciąż z nami dialoguje, przeprowadza przez granicę śmierci, żeby odsłonić głębię wieczności i wyzwolić nas z lęku. Ta miłość jest trudna do wytłumaczenia, bo po wyjściu z komunizmu zasadniczo odwróciliśmy się od Stwórcy, postanowiliśmy żyć po swojemu, odrzucając przygotowaną dla nas historię. A jednak Bóg nieustannie widzi w nas potencjał, co wyjawił św. Faustynie Kowalskiej: "Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli Mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście Moje".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Czego, Pana zdaniem, dzisiaj, w listopadzie 2011 roku, wymaga od nas Polska? Do czego zobowiązują nas - mówiąc Pana słowami - "wierne oczy poległych"?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Urodziliśmy się Polakami, żeby realizować nie tylko osobiste powołanie do małżeństwa, kapłaństwa czy samotności, lecz także wspólnotową misję. Musimy niezmiennie kochać wolność, stawać po stronie "poniżonych i bitych", czerpać z romantycznej tradycji, stawiać sobie wielkie wyzwania, nie popadać w jałowy konsumpcjonizm, bo - jak mówił Jan Paweł II - każdy z nas ma swoje Westerplatte. Trzeba żyć na serio, w gotowości do poświęcenia życia dla Boga i Ojczyzny, tak jak wcześniejsze pokolenia. Musimy być ofensywni: nie tylko bronić niepodległości własnego państwa, ale także szukać wspólnych wartości z innymi narodami, zwłaszcza w Europie Środkowej. Wreszcie musimy być pokorni wobec własnej historii. Pamiętać, że nic, co się zdarza, nie dzieje się przypadkiem. Dlatego nie wolno nam popadać w polityczną gorączkę, zniechęcać się przegranymi wyborami, obrażać się na Boga, że nie dostosował się do naszego terminarza. To my mamy dostosować się do Jego planu. Cierpliwie budować przestrzeń wolności wokół siebie, a kiedy trzeba, stawać do walki, nie oczekując natychmiastowej nagrody.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dziękuję za rozmowę.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_pxfyAHuaw1I/TNNtN796-xI/AAAAAAAAAcw/ooqpdFBkUH0/s1600/wencel+de+profundis.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/_pxfyAHuaw1I/TNNtN796-xI/AAAAAAAAAcw/ooqpdFBkUH0/s320/wencel+de+profundis.jpg" width="226" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;DE PROFUNDIS&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Pamięci Andrzeja Trzebińskiego&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Z głębokości wołałem do Ciebie Panie &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;a Tyś mnie ogniem namaścił jak mirrą&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;i stałem się żywą pochodnią tragarzem mocy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;w rodzinnym kraju rozświetlałem drogę umarłym&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;i dostrzegli ślad Twojej stopy na brzegu rzeki&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;nieduże wgłębienie na piasku pośród wierzb&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;i przychodzili po ogień którym moje ciało &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;zajęło się od Twojego jak od świecy paschalnej &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;śpiewali psalmy dziękczynne łamali chleb&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;bo byli martwi a ożyli zaginęli a odnaleźli się&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;i ruszyliśmy ognistą procesją do kresu nocy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;okiennice mijanych domów zatrzaskiwały się&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;węże drutów kolczastych kąsały nam pięty&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;lecz widać było z oddali że płoniemy a nie giniemy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;kąpiemy się w ogniu a nie spalamy się&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;aż po czterdziestu latach wędrówki &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;w ciemnej dolinie zaczęły migotać światła &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;maleńkie jasne punkty na mapie imperium&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;i było ich coraz więcej więcej więcej&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;wspięliśmy się na górę żeby objąć całość&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;i stamtąd zadziwieni ujrzeliśmy milion gwiazd&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;zupełnie jakby ktoś pochylił się nad śpiącym&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;kontynentem i szepcząc ojcowską modlitwę&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;okrył go płaszczem nieba&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-6883518334339817140?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6883518334339817140'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6883518334339817140'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/11/poniemy-nie-giniemy.html' title='Płoniemy, a nie giniemy'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_pxfyAHuaw1I/TNNtN796-xI/AAAAAAAAAcw/ooqpdFBkUH0/s72-c/wencel+de+profundis.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-9159053621825604484</id><published>2011-11-13T19:28:00.001+01:00</published><updated>2011-11-13T19:53:33.674+01:00</updated><title type='text'>Wybieram upór i trwanie</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Z Wojciechem Wenclem, poetą, laureatem Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza, rozmawia Krzysztof Masłoń&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.rp.pl/artykul/61991,750342-Wojciech-Wencel-o-obywatelskiej-misji-poety.html"&gt;"Rzeczpospolita" (dodatek "Plus Minus") 12-13 listopada 2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jakie, pańskim zdaniem, są obowiązki poety? A jakie poety polskiego?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałby pan pewnie usłyszeć: „Jestem polskim poetą i mam obowiązki polskie". Nic z tego. Poeta, niezależnie od narodowości, ma tylko jeden obowiązek: oddać wszystkie swoje siły i umiejętności na usługi dzieła, które tworzy. Podporządkować się jego wewnętrznej logice i nie burzyć jej żadną kalkulacją. Dla mnie jako chrześcijanina dodatkowo ważna jest kategoria powołania do służby artystycznej, o której jednym głosem mówili Jacques Maritain i Jan Paweł II. Staram się służyć pięknu, prawdzie i ludziom. Jednak drogą do tego nie jest realizacja społecznych zamówień, lecz pogłębianie własnej relacji z Bogiem, zgodnie z zasadą: „Jakim kto jest, takie dzieła wykonuje". Myślę, że wraz z dojrzewaniem wiary moja wyobraźnia stawała się przez lata – mówiąc słowami Herberta – „narzędziem współczucia". To doświadczenie przygotowało mnie do pisania o bolesnych losach Polaków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Za sprawą wierszy Jarosława Marka Rymkiewicza, a i pańskich utworów, powróciła do publicznego dyskursu zapomniana zda się – od romantyzmu, a może i oświecenia – poezja obywatelska.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, jakie są intencje Rymkiewicza, ale własnych wierszy z „De profundis" nie nazwałbym obywatelskimi. To poezja wyrastająca z doświadczenia wspólnotowego, jednak polskość jest w niej traktowana metafizycznie, a nie politycznie. Wizja ciał oficerów z Katynia, które, ulegając rozkładowi, dosłownie stają się solą ziemi, to dla mnie coś więcej niż liryka obywatelska. Dotyczy to również wierszy wołyńskich, w których męczeństwo ma wymiar uniwersalny, a polskość pojawia się wyłącznie w swym mistycznym związku z chrześcijaństwem. Jeśli się nie mylę, tylko jeden wiersz – „Do Jana Lechonia"– ma charakter ściśle obywatelski, może być odczytany jako polemika z dzisiejszymi próbami ucieczki od tragizmu polskiej historii. Jednocześnie oczywiście chciałbym, aby te wiersze choć w niewielkim stopniu przyczyniły się do powrotu do polskiej kultury patriotycznej ikonografii, przypomniały traktowane po macoszemu miejsca kaźni, takie jak Wołyń, i pozwoliły czytelnikom rozpoznać polskość jako przestrzeń wielkich wyzwań, a w konsekwencji przestrzeń życia na serio, które jest alternatywą dla konsumpcyjnej wegetacji. (...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pełny tekst wywiadu w papierowym wydaniu "Rzeczpospolitej" oraz w &lt;a href="http://www.rp.pl/artykul/61991,750342-Wojciech-Wencel-o-obywatelskiej-misji-poety.html"&gt;płatnym serwisie internetowym gazety&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-9159053621825604484?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/9159053621825604484'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/9159053621825604484'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/11/wybieram-upor-i-trwanie.html' title='Wybieram upór i trwanie'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-2169217677552236288</id><published>2011-11-13T19:15:00.002+01:00</published><updated>2011-11-13T19:17:23.827+01:00</updated><title type='text'>Ziemkiewicz: Dla człowieka wierzącego w Polskę śmierć nadaje sens polskości</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;W laudacji poświęconej "De profundis" Rafał Ziemkiewicz powiedział m.in.:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszyscyśmy trochę z Mickiewicza i trochę z Prusa. Trochę z Piłsudskiego i z powstań, trochę z Dmowskiego i jego trzeźwych uwag, aż do bólu cynicznych o koniecznościach geopolitycznych i o tym, że Polacy winni więcej myśleć, mniej sercem się kierować. A ten tom poezji jest wspaniałą klamrą spinającą te dwa światy. (...) Doczekaliśmy się tomu, który mimo że wynika z tradycji całej naszej romantycznej i nie tylko romantycznej wielkiej poezji, jest jednocześnie tomem niezwykle politycznym w swojej najgłębszej warstwie. Jest to poezja obywatelska, patriotyczna, tłumacząca polskość. I tłumacząca te dwa światy, które wciąż nie mogą się między sobą dogadać, choć też nie mogą bez siebie istnieć. (...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słowo poetyckie tym się różni od słowa prozatorskiego, czym sprężone powietrze od powietrza zwykłego. Sprężone powietrze zawiera w sobie energię, ktora jest w stanie poruszyć maszyny rozmaite, rozbić rozmaite przeszkody. I taką energię słowa ma w sobie wielka poezja, do której zaliczam także poezję naszego dzisiejszego laureata. (...) To zaledwie 30 małych karteczek wypełnionych krótkimi strofami. Ale to lektura, z którą można obcować przez długie miesiące, smakując, podążając za poetą, znajdując nawiązania. Bo jest w tych wierszach dyskusja z ogromną polską tradycją, jest w tym zapis ogromnych emocji. Jest tam, mam wrażenie, odpowiedź. A w każdym razie są tam znakomite pytania. (...) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten tom wierszy powstał z tragedii smoleńskiej, z połączenia tragedii smoleńskiej z innymi tragediami. Powstał ze spojrzenia jednoczesnego, jakie tylko w poezji może się udać, na tę katastrofę i na tragedię żołnierzy wyklętych, na tragedię powstańców, na tragedię pokoleń Polaków, których już nie ma, ale wciąż żyją w nas dzięki swojej śmierci. Wielu krytyków, mam wrażenie, nie zrozumiało tego problemu. (...) Stąd oskarżenia, całkowicie nietrafne, o narodową nekrofilię, o grzebanie się w grobach, o męczennictwo, o jakiś narodowy masochizm. Nie można takich oskarżeń stawiać, jeśli się zrozumie najgłębszy i zarazem niesamowicie prosty sens całej poezji Wojciecha Wencla. (...) Cóż jest sensem życia dla katolika, jeśli nie śmierć właśnie? Śmierć, która dla niewierzącego jest tragedią, absurdem i końcem wszystkiego, dlatego się ją wypiera, a myślenie o śmierci staje się czymś godnym ośmieszenia. Dla człowieka wierzącego śmierć nadaje sens. Dla człowieka wierzącego w Polskę śmierć nadaje sens polskości. Nie dlatego, że sensem polskości ma być "umrzeć", ale dlatego, że w śmierci kolejnych pokoleń ten sens można odczytać. (...) Jak sens wiary katolickiej jest w śmierci człowieka, która jest udziałem śmierci Jezusa, tak sens wiary w Polskę, sens polskości, jest w śmierci tych, którzy za Polskę umierali, bo z tej śmierci wynika życie. (...)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-2169217677552236288?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/2169217677552236288'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/2169217677552236288'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/11/ziemkiewicz.html' title='Ziemkiewicz: Dla człowieka wierzącego w Polskę śmierć nadaje sens polskości'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-4093327421629745088</id><published>2011-11-13T17:57:00.001+01:00</published><updated>2011-11-13T18:04:41.564+01:00</updated><title type='text'>Fotorelacja z Domu Literatury</title><content type='html'>&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="281" src="http://www.youtube.com/embed/MxkahNaLRZ8?rel=0" width="495"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-4lNBY8LkkdI/Tr_y2rPnzpI/AAAAAAAAAtw/Dm0I4xh-_qM/s1600/p1140885m.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-4lNBY8LkkdI/Tr_y2rPnzpI/AAAAAAAAAtw/Dm0I4xh-_qM/s1600/p1140885m.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Członkowie Kapituły (od lewej): Zbigniew Zarywski, Stanisław Michalkiewicz, &lt;br /&gt;Marek Nowakowski, Tomasz Burek&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-cNSS_yOWZFw/Tr_zj7hfnkI/AAAAAAAAAt4/ZdQae-ZMrj0/s1600/p1140903m.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-cNSS_yOWZFw/Tr_zj7hfnkI/AAAAAAAAAt4/ZdQae-ZMrj0/s1600/p1140903m.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-5T7yaQKf_WQ/Tr_z8jGJd1I/AAAAAAAAAuA/baWIFnw0yDM/s1600/p1140888m.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-5T7yaQKf_WQ/Tr_z8jGJd1I/AAAAAAAAAuA/baWIFnw0yDM/s1600/p1140888m.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Hs7uY2Ic79s/Tr_0LSqRQAI/AAAAAAAAAuI/PIR2RpCd7YA/s1600/p1140920m.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-Hs7uY2Ic79s/Tr_0LSqRQAI/AAAAAAAAAuI/PIR2RpCd7YA/s1600/p1140920m.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Rafał Ziemkiewicz, Tomasz Burek&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-LtaAw3A8yhQ/Tr_1bj01DYI/AAAAAAAAAug/baiYQz_CPy0/s1600/p1140958m.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-LtaAw3A8yhQ/Tr_1bj01DYI/AAAAAAAAAug/baiYQz_CPy0/s1600/p1140958m.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Qk7l0-Umql4/Tr_0eY4WlrI/AAAAAAAAAuQ/ZKT9fl9iMt4/s1600/img1500m.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-Qk7l0-Umql4/Tr_0eY4WlrI/AAAAAAAAAuQ/ZKT9fl9iMt4/s1600/img1500m.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-wOUQskt8Muo/Tr_2F78lPII/AAAAAAAAAuo/NIjHXG-R-FA/s1600/p1140943m.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-wOUQskt8Muo/Tr_2F78lPII/AAAAAAAAAuo/NIjHXG-R-FA/s1600/p1140943m.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-T_nXInnmJno/Tr_2bhFqnII/AAAAAAAAAuw/vZcgsFOJFUg/s1600/p1140968m.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-T_nXInnmJno/Tr_2bhFqnII/AAAAAAAAAuw/vZcgsFOJFUg/s1600/p1140968m.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Za blogiem Margotte (Blogpress). Więcej - &lt;a href="http://www.blogpress.pl/node/10429"&gt;TUTAJ&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-4093327421629745088?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4093327421629745088'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4093327421629745088'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/11/fotorelacja-z-domu-literatury.html' title='Fotorelacja z Domu Literatury'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/MxkahNaLRZ8/default.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-5770821353089811365</id><published>2011-11-13T17:23:00.001+01:00</published><updated>2011-11-13T19:38:35.063+01:00</updated><title type='text'>Musimy być świadkami polskiej historii</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Słowo wygłoszone podczas uroczystości wręczenia Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza 11 listopada 2011 roku w Domu Literatury w Warszawie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-1jzDShCTnUs/Tr_u2xNk0bI/AAAAAAAAAto/ciGDp5xtoS8/s1600/p1140949m.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-1jzDShCTnUs/Tr_u2xNk0bI/AAAAAAAAAto/ciGDp5xtoS8/s1600/p1140949m.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Szanowni Państwo!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dokładnie przed rokiem, 11 listopada 2010, mój tom poezji „De profundis” miał swoją premierę. Dziś, w kolejne Święto Niepodległości, mam zaszczyt odebrać Nagrodę Literacką im. Józefa Mackiewicza. Świadomość, że te wiersze dobrze służą narodowej wspólnocie, to dla mnie wielki honor.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Patron nagrody, Józef Mackiewicz, jest dla mnie postacią ważną na trzech poziomach. &lt;br /&gt;Po pierwsze, jako pisarz potrafiący wspaniale, z czułością dla przyrody, ukazywać krajobraz historycznych polskich Kresów. Jego książki, zwłaszcza „Droga donikąd” i „Pod każdym niebem”, bez wątpienia miały wpływ na kształt mojej wyobraźni. &lt;br /&gt;Po drugie, jako wzór nonkonformisty. Cytat umieszczony na medalu: „Jedynie prawda jest ciekawa”, to także moje, pisarskie i życiowe motto. &lt;br /&gt;Po trzecie wreszcie, jako świadek Katynia, który wziął na siebie ciężar poinformowania świata o sowieckiej zbrodni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślę, że wszyscy znajdujemy się dzisiaj w podobnej sytuacji. Nie tylko w odniesieniu do katastrofy smoleńskiej, która jest jednym z najtragiczniejszych i zarazem najbardziej zaciemnionych wydarzeń w dziejach Polski. W czasach, gdy większość Polaków pragnie uciec od wspólnotowego losu, musimy być świadkami polskiej historii, zwłaszcza jej najboleśniejszych epizodów, które nie mieszczą się w dziecinnej, życzeniowej wizji projektantów nowej Europy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pisząc utwory, które później złożyły się w „De profundis”, głęboko odczuwałem ciągłość pokoleń. Jak napisałem w jednym z wierszy, „patrzyły na mnie jak w lustro wierne oczy poległych”. To samo dotyczy dawnych poetów, których głosy rozpoznawałem na poziomie języka. Im wszystkim dedykuję to wyróżnienie w nadziei, że wspólnie napiszemy jeszcze niejedną książkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałbym podziękować Pani Zuzannie Dawidowicz, szefowej wydawnictwa Arcana, za piękne wydanie „De profundis”. Członkom Kapituły dziękuję, że po dziesięciu latach istnienia nagrody postawili na poezję. Mam nadzieję, że mój przypadek utoruje drogę innym autorom, dla których poezja jest poszukiwaniem prawdy o historii, Bogu i człowieku.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-5770821353089811365?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/5770821353089811365'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/5770821353089811365'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/11/musimy-byc-swiadkami-polskiej-historii.html' title='Musimy być świadkami polskiej historii'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-1jzDShCTnUs/Tr_u2xNk0bI/AAAAAAAAAto/ciGDp5xtoS8/s72-c/p1140949m.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-631658356104246147</id><published>2011-11-13T15:35:00.002+01:00</published><updated>2011-11-13T15:38:31.887+01:00</updated><title type='text'>Nagroda Literacka im. Józefa Mackiewicza</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;[PAP] Wojciech Wencel został tegorocznym laureatem Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza za tom wierszy "De profundis". &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-NkKMFCf0M0o/Tr_VldBjEuI/AAAAAAAAAtg/CbT7a44TdLE/s1600/Wencelmac.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-NkKMFCf0M0o/Tr_VldBjEuI/AAAAAAAAAtg/CbT7a44TdLE/s1600/Wencelmac.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Z Wojciechem Wenclem mieliśmy jako jury nagrody Mackiewicza pewien problem. Otóż był on juz nominowany do tej nagrody - i to trzy razy. Za każdym razem coś stawało na przeszkodzie, aby nagrodzić tego wspaniałego poetę. Może na poprzednich decyzjach zaważył fakt, że patron nagrody był jednak nie poetą, a autorem prozy o historii, w dodatku zaangażowanej politycznie. Ale może dobrze sie stało, że w poprzednich edycjach Wojciech Wencel nie dostał nagrody, bo oto doczekaliśmy sie od niego tomu wierszy, który w swej najgłębszej warstwie jest polityczny - to uhonorowane w tym roku "De profundis" - powiedział Rafał Ziemkiewicz w laudacji na cześć laureata. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- "De profundis" to tylko 30 stron wierszy pisanych krótkimi strofami, ale tę lekturę można smakować przez długie miesiące. To poezja obywatelska, patriotyczna, wyrosła z tragedii smoleńskiej, nawiązująca do najpiękniejszych tradycji polskiego romantyzmu. Poezja tak się różni od prozy jak powietrze sprężone od zwyczajnego. Powietrze sprężone ma siłę poruszania, wyzwalania energii - tak jak poezja Wojciecha Wencla - dodał Ziemkiewicz. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Laureat nagrody, Wojciech Wencel, urodził się w 1972 roku. Jest laureatem m.in. Nagrody Fundacji im. Kościelskich, Nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny, Nagrody im. ks. Janusza Pasierba i Nagrody im. Franciszka Karpińskiego. Ostatnio, poza tomem "De profundis", wydał tom wierszy "Podziemne motyle" oraz wybory felietonów "Niebo w gębie" i "Wencel gordyjski". Jest felietonistą tygodników "Gość Niedzielny" i "Gazeta Polska" oraz współpracownikiem dwumiesięcznika "Arcana". Mieszka w Matarni na peryferiach Gdańska. Tomik "De profundis" opublikowało wydawnictwo Arcana. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jury nagrody im. Józefa Mackiewicza przyznało też w tym roku dwa wyróżnienia. Pierwsze z nich przypadło Szczepanowi Twardochowi za powieść "Wieczny Grunwald" (wyd. Narodowe Centrum Kultury), drugie - Januszowi Węgiełkowi za powieść "Wiślany szlak" (wyd. Regionalne Towarzystwo Powiślan). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tegorocznej edycji, poza nagrodzonymi, nominowane były następujące książki: "Papierowa rewolucja" Justyny Błażejowskiej (wyd. Instytut Pamięci Narodowej), "Życie poza nawiasem" Stanisława Chyczyńskiego (wyd. Temat), "Wojna kultur i inne wojny" Agnieszki Kołakowskiej (wyd. Fundacja św. Mikołaja), "Historia filozofii politycznej" W. Juliana Koraba-Karpowicza (wyd. Marek Derewicki), "Śmierć rycerza na uniwersytecie" Mateusza Matyszkowicza (wyd. Fundacja św. Mikołaja), "Człowiek rośnie cicho" Kazimierza Nowosielskiego (wyd. Bernardinum), "Z cienia" Sebastiana Reńca (wyd. Fronda). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nagroda im. Józefa Mackiewicza po raz pierwszy została wręczona w 2002 roku. Przyznawana jest dziełom ze względu na ich walory literackie oraz tematykę - ważną kulturowo, społecznie lub politycznie. Do konkursu zgłaszane są zarówno utwory literackie, jak i publicystyczne. Tradycyjnie nagroda im. Józefa Mackiewicza wręczana jest 11 listopada. W kapitule nagrody zasiadają: Marek Nowakowski (jako jej przewodniczący), Halina Mackiewicz - córka patrona nagrody, prof. Jacek Bartyzel, dr Tomasz Burek, Jan Michał Małek, Stanisław Michalkiewicz, prof. Jacek Trznadel, prof. Maciej Urbanowski, Zbigniew Zarywski i Rafał Ziemkiewicz. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Źródło: PAP&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-631658356104246147?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/631658356104246147'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/631658356104246147'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/11/nagroda-literacka-im-jozefa-mackiewicza.html' title='Nagroda Literacka im. Józefa Mackiewicza'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-NkKMFCf0M0o/Tr_VldBjEuI/AAAAAAAAAtg/CbT7a44TdLE/s72-c/Wencelmac.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-5832320323069584616</id><published>2011-11-13T14:24:00.000+01:00</published><updated>2011-11-13T14:24:17.191+01:00</updated><title type='text'>Po co nam niepodległość?</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Nie można być państwem częściowo niepodległym.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://gpcodziennie.pl/"&gt;"Gazeta Polska Codziennie" 10-13 listopada 2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z relacji Zbigniewa Herberta wiemy o incydencie, do którego doszło w 1968 r. podczas przyjęcia u Johna i Bogdany Carpenterów w Berkeley. Czesław Miłosz miał wówczas powiedzieć, że lepiej byłoby dla Polski, gdyby została siedemnastą republiką sowiecką. Podobno Amerykanom wypowiedź bardzo się spodobała. Siedzącemu przy stole Herbertowi – zdecydowanie mniej. Wstał i wygarnął przyszłemu nobliście, co o nim myśli. – Takich rzeczy nie można mówić – nawet żartem – tłumaczył później w wywiadzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No właśnie: można czy nie można? Ci, którzy w ostatnich wyborach głosowali przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu, często otwarcie przyznają, że zrobili to dla świętego spokoju. Wolą, by Polska pozostała w strefie rosyjskich wpływów, niż żeby prowadziła podmiotową politykę zagraniczną, narażając się Władimirowi Putinowi. Rosja to przecież wielki kraj i należy to w końcu uznać, a nie zachowywać się jak konkurencyjne mocarstwo, którym nie jesteśmy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Racja Wyklętych&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś powie, że polityczne podporządkowanie się Rosji jest aktem realizmu i wcale nie oznacza utraty niepodległości. Podobnie na temat PRL wypowiadali się zaangażowani w stalinizm inteligenci. Choćby filozof Tadeusz Kroński, który w 1948 r. pisał w liście do Miłosza: „My sowieckimi kolbami nauczymy ludzi w tym kraju myśleć racjonalnie bez alienacji”. Po drugiej stronie byli żołnierze podziemia niepodległościowego, którzy po 1945 r. nie złożyli broni. Struktura PRL była dla nich kolejną okupacją, przeciwko której postanowili walczyć do skutku, często płacąc za to najwyższą cenę. Ostatni Żołnierz Wyklęty zginął w obławie dopiero 21 października 1963 r. Prawie dwadzieścia lat po wojnie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odpowiedź na pytanie, czy PRL była państwem niepodległym, pomaga w rozstrzygnięciu dzisiejszych dylematów. Większość ówczesnych Polaków włączyła się w nurt nowego życia, tłumacząc sobie, że przecież nie można w nieskończoność się buntować. Komunistyczne państwo miało polskojęzyczne władze i wojsko z krajowego poboru. Kto się nie wychylał, mógł cieszyć się względnym spokojem. Jednak chłopcom z lasu to nie wystarczało. Sowiecką kontrolę nad Polską traktowali jako fakt nie do zaakceptowania. Historia dowiodła, że to oni mieli rację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie karmić niedźwiedzia!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak w związku z tym traktować takie praktyki obecnych polskich władz, jak oddanie Rosjanom smoleńskiego śledztwa i ignorowanie jego licznych nieprawidłowości? Może jest to przemyślana strategia: oddajemy kawałek niepodległości, żeby obłaskawić zaborczego niedźwiedzia i zachować całą resztę? Tyle że nie można być państwem częściowo niepodległym. Albo posiada się niepodległość w pełni, albo wcale. W momencie oddania pierwszego kawałka niepodległości uzależniamy się od niedźwiedzia, który będzie wracał po następne. Będziemy musieli go nakarmić albo przekonać go do odchudzania, ale nie powiemy mu już: „Spadaj na drzewo!”, gdy stanie się nieznośny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niepodległość zdobywają maksymaliści. O tej zasadzie doskonale wiedzieli Żołnierze Wyklęci czy Powstańcy Warszawscy, którzy gotowi byli toczyć walkę o wszystko wbrew militarnym realiom. Bez ich ofiary Polska nie wyszłaby z komunizmu. Niestety, jest i druga strona medalu: niepodległość tracą minimaliści. A ci ostatnio mnożą się nad Wisłą jak króliki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Tajemnica róży&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bez niepodległości można żyć. Dawni Polacy przetestowali to podczas zaborów. W gruncie rzeczy najważniejsza jest polska dusza, instynkt wewnętrznej wolności, który czyni z nas naród nieujarzmiony. Nie można jednak zachować tego instynktu bez walki o niepodległość, a we własnym państwie – bez zabiegów o jej utrzymanie. Jeśli ktoś wierzy, że raz zdobytą wolność można bez ryzyka wypełnić czymkolwiek: np. jałową konsumpcją i kultem celebrytów, już przestał być Polakiem. Polska wciąż potrzebuje maksymalistów tworzących tkankę narodowej kultury, niewstydzących się romantycznej tradycji, chrześcijaństwa – ofensywnych wobec Europy. W warunkach pokoju polska dusza musi wzrastać jak róża w donicy. Przez ostatnie dwa wieki rzadko była na to szansa. Teraz jest, choć władza i główne media wyraźnie chcą ją pogrzebać. Warto pielęgnować polską różę, by się przekonać, jakim kolorem zakwitnie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-5832320323069584616?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/5832320323069584616'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/5832320323069584616'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/11/po-co-nam-niepodlegosc.html' title='Po co nam niepodległość?'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-7560846688661948464</id><published>2011-11-11T07:19:00.001+01:00</published><updated>2011-11-11T07:20:45.585+01:00</updated><title type='text'>Powrót Pana Cogito</title><content type='html'>&lt;strong&gt;Zbigniew Herbert wrócił do Polski. Przez lata więziony poza granicami naszych moralnych wyborów, jakimś cudem wydostał się ze złotej klatki i przyleciał na skrzydłach współczucia.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://niezalezna.pl/18725-wencel-powrot-pana-cogito"&gt;Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 9 listopada 2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest coraz częściej powoływany na świadka współczesnych wydarzeń. Nie tylko ze względu na profetyczny fragment wiersza „Guziki”: „i cisza jest na wysokościach / i dymi mgłą smoleński las”, czy słynną frazę o „zdradzonych o świcie”. Cała jego twórczość zadziwiająco trafnie opisuje rzeczywistość III RP. Może nawet jest dziś powszechniej rozumiana niż w czasach komunizmu, gdy stanowiła inspirację głównie dla wąskiej grupy niepodległościowej inteligencji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 1982 r. autor Raportu z oblężonego Miasta notował: „teraz kiedy piszę te słowa zwolennicy ugody / zdobyli pewną przewagę nad stronnictwem niezłomnych / zwykłe wahanie nastrojów losy jeszcze się ważą”. Z głębokości stanu wojennego Herbert przepowiadał to, co stało się siedem lat później. W Pałacu Namiestnikowskim wyselekcjonowana przez SB elita Solidarności zasiadła z komunistami do okrągłego stołu, by zbudować układ nowej nomenklatury. W 1994 r. w wywiadzie dla „Tygodnika Solidarność” poeta porównał ten sposób wyjścia z totalitaryzmu do porodu zakończonego wymóżdżeniem płodu. Jego misję tragarza narodowej pamięci podjęli inni: Anna Walentynowicz, Krzysztof Wyszkowski, Andrzej Gwiazda. Wspólnie zdawali się powtarzać za Panem Cogito: „patrzymy w twarz głodu twarz ognia twarz śmierci / najgorszą ze wszystkich – twarz zdrady”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ci, którzy stali wówczas na szczycie schodów, starali się ignorować ich świadectwo. W stosunku do Herberta, którego nie mogli całkowicie przemilczeć, sugerowali, że jego polityczne komentarze wynikają z choroby psychicznej, alienacji, zgorzknienia. Pisali, że „Pan Cogito ma kłopot z demokracją”. Bali się go jak diabeł święconej wody, a po jego śmierci – przy współudziale nieszczęsnej wdowy – skonstruowali sztucznego słowika, rzekomo na obraz i podobieństwo poety. Ptaszek w złotej klatce wyśpiewywał miłe arie dla zagranicznej publiczności. Oczywiście pod warunkiem, że któryś z lokajów uprzednio go nakręcił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale Herbert powrócił. Podobnie jak za życia wracał z wycieczek do Włoch czy Francji – zrywając „bandaże życzliwej obojętności”, przejęty odnowioną w Smoleńsku „własną raną”. Co się zdarzyło podczas jego nieobecności? Potwór, który przeszedł transformację w 1989 r., wciąż jest bezkształtny i trudno go wyzwać na ubitą ziemię. Nadal – jak twierdzą rozsądni – można z nim współżyć, „należy tylko unikać / gwałtownych ruchów / gwałtownej mowy / (...) oddychać płytko / udawać że nas nie ma”. Podobna jest też niechęć części narodu do życia na niby. Pod wieloma względami jesteśmy dziś jednak w sytuacji trudniejszej niż w komunizmie. Do opowiedzenia się po właściwej stronie nie wystarczy już „potęga smaku”, bo estetyka wzięła rozwód z etyką. Zawodowi kłamcy noszą dobrze skrojone garnitury i występują w efektownych studiach telewizyjnych. „Kobiety różowe płaskie jak opłatek” kuszą nas z małych i wielkich ekranów. „Włókna duszy i chrząstki sumienia”, wplecione w zmysły Pana Cogito, niespecjalnie nadają się do oceny celebryckiego raju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czego uczy nas dzisiaj wielki poeta? Po pierwsze, raczej „uporu i trwania” niż gorączkowego wzniecania rewolucji. Po drugie, cierpliwej pracy nad wyrwaniem się z semantycznej zapaści. Spokojnego tłumaczenia, że „ptak jest ptakiem / niewola niewolą / nóż jest nożem / śmierć śmiercią”. Po trzecie, używania wyobraźni jako narzędzia współczucia dla bliźnich. Po czwarte – najważniejsze – wierności „starym słowom” i „krzyżykom ulepionym z chleba”, choć „wokół huczy wspaniałe życie / rumiane jak rzeźnia o poranku”. W epoce ciągłych wezwań do tworzenia „nowoczesnej prawicy”, uatrakcyjniania chrześcijaństwa czy dialogu z postmodernizmem Herbert wyraźnie staje po stronie cnoty, tej „płaczliwej starej panny”, która „sznuruje usta / powtarza wielkie – Nie”. Akceptuje ją taką, jaka jest. Nie wymaga, by była młodsza, ładniejsza, kołysała się w biodrach w takt modnej muzyki. Przygląda się jej z nieudolnie skrywaną czułością, gdy – przeklinana za swój upór – maszeruje Krakowskim Przedmieściem, osłaniając przed wiatrem płonące wnętrze znicza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W przeddzień Święta Niepodległości dziękuję Ci, Panie Pułkowniku, za tę lekcję stylu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-7560846688661948464?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/7560846688661948464'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/7560846688661948464'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/11/powrot-pana-cogito.html' title='Powrót Pana Cogito'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-1987881951806693681</id><published>2011-11-09T01:37:00.002+01:00</published><updated>2011-11-09T01:44:04.896+01:00</updated><title type='text'>Kto dostanie Nagrodę im. Józefa Mackiewicza?</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Tradycyjnie w Święto Niepodległości w warszawskim Domu Literatury odbędzie się gala finałowa tegorocznej, dzisiątej edycji najważniejszej polskiej nagrody literackiej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kapituła obraduje w składzie: Marek Nowakowski (przewodniczący), Jacek Bartyzel, Tomasz Burek, Halina Mackiewicz, Stanisław Michalkiewicz (sekretarz), Elżbieta Morawiec, Jacek Trznadel, Maciej Urbanowski, Rafał A. Ziemkiewicz. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na&amp;nbsp;łamach&amp;nbsp;„Naszego Dziennika” nominowane książki przedstawia prof. Maciej Urbanowski:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lista nominowanych jest długa i znajdują się na niej dzieła tyleż różnorodne, co ciekawe. Są tu trzy świetne powieści. &lt;strong&gt;"Wieczny Grunwald" Szczepana Twardocha&lt;/strong&gt; to historiozoficzna fantazja i przypowieść zrazem na temat polskich dziejów, polskości i stosunków polsko-niemieckich. &lt;strong&gt;"Wiślany szlak" Janusza Węgiełka&lt;/strong&gt; mieszający brawurowo konwencję psychologicznego romansu, powieści produkcyjnej i historycznej z miłością i humorem ukazuje piękno Powiśla lubelskiego. Znany czytelnikom "Naszego Dziennika" &lt;strong&gt;Sebastian Reńca&lt;/strong&gt; w bardzo mackiewiczowskiej powieści &lt;strong&gt;"Z cienia"&lt;/strong&gt; przypomniał tragiczne dzieje powojennej antykomunistycznej partyzantki z Narodowych Sił Zbrojnych. Prace historyczne reprezentuje &lt;strong&gt;"Papierowa rewolucja" Justyny Błażejowskiej&lt;/strong&gt;, rzecz o obiegu niezależnym w latach 1976-1989 odsłaniająca jego strony jasne, ale i mniej jasne, przy okazji prostuje mity narosłe wobec KOR i opozycji. Spośród poetów w tym roku jury nominowało &lt;strong&gt;Kazimierza Nowosielskiego&lt;/strong&gt; i zbiór &lt;strong&gt;"Człowiek rośnie cicho"&lt;/strong&gt; pełen pięknych liryków religijnych, ale zawierający też wiersze przenikliwie komentujące naszą współczesność. Dalej jest &lt;strong&gt;"De profundis" Wojciecha Wencla&lt;/strong&gt;, tom głośny, wybitny, stanowiący poetycką medytację nad duchowym sensem polskich dziejów, medytację zrodzoną pod wrażeniem tragedii Smoleńska. Listę nominowanych do tegorocznej Nagrody im. Mackiewicza dopełniają ciekawa, oryginalna &lt;strong&gt;"Historia filozofii politycznej" Juliana Koraba-Karpowicza&lt;/strong&gt;, przekonująco i subtelnie rekonstruująca wielkie tradycje myśli Zachodu, oraz dwie książki eseistyczne. Pierwsza to &lt;strong&gt;"Życie w nawiasie" Stanisława Chyczyńskiego&lt;/strong&gt;, poety i krytyka z Kalwarii Zebrzydowskiej, dowcipnie i zarazem oryginalnie komentującego filozoficzne oraz religijne przygody poetów polskich od Grochowiaka po Rymkiewicza, druga to &lt;strong&gt;"Śmierć rycerza na uniwersytecie" Mateusza Matyszkowicza&lt;/strong&gt;, błyskotliwie analizującego współczesną politykę i przypominającego ciekawie o zapomnianych, a potrzebnych dzisiaj tradycjach polskiego republikanizmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20111031&amp;amp;typ=my&amp;amp;id=my17.txt"&gt;Maciej Urbanowski: Głos polskiej kultury (pełny tekst)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://jozef-mackiewicz.pl/"&gt;Witryna Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-1987881951806693681?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/1987881951806693681'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/1987881951806693681'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/11/kto-dostanie-nagrode-im-jozefa.html' title='Kto dostanie Nagrodę im. Józefa Mackiewicza?'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-1380176726539203889</id><published>2011-11-06T22:39:00.003+01:00</published><updated>2011-11-06T22:54:22.862+01:00</updated><title type='text'>Dziennik kanadyjski</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;a href="http://www.gazetapolska.pl/10408-dziennik-kanadyjski"&gt;Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 2 listopada 2011&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wtorek&lt;/strong&gt;. Na lotnisku w Toronto witają nas Anna Łabieniec i jej mąż Bogdan. Na co dzień  redagują tygodnik „Merkuriusz Polski”. Teraz przez tydzień będą gościć w swoim domu poetę z Polski i jego nastoletniego syna. Nie jestem pewien, czy zdają sobie sprawę z perturbacji, które się z tym wiążą. Wprawdzie nie raz udowodnili, że dla promocji ojczystej kultury są w stanie poświęcić wiele, ale to może być dla nich doświadczenie ekstremalne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Środa&lt;/strong&gt;. Bibliofil i wydawca Henryk Wójcik oprowadza nas po mieście, tzn. on maszeruje, a my wleczemy się w ogonie. Uniwersytet, biblioteki, chińska dzielnica... Henryk ma w sobie impet dawnych polskich etnografów, geologów, podróżników, którzy głęboko eksplorowali obce kultury, takich jak choćby Ferdynand Ossendowski. To znak rozpoznawczy polskich inteligentów w Kanadzie. Gdy ja, widząc Indianina, zatrzymuję się na ulicy i szepczę synowi do ucha: – Popatrz, Winnetou!, oni wchodzą do wigwamu i pytają, co słychać. Jak bardzo mylił się Sławomir Mrożek, gdy portretował polskich emigrantów jako ludzi z kompleksami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Czwartek&lt;/strong&gt;. Spotkanie w klubie Stowarzyszenia Polskich Kombatantów. Na ścianach emblematy wszystkich formacji wojskowych II RP i Polskiego Państwa Podziemnego. Wśród publiczności żołnierze Armii Krajowej, uczestnicy powstania warszawskiego, ocaleni z Wołynia. Średnia doświadczeń w walkach o niepodległość: pół życia. Jak dobrze mówić o polskiej duszy i romantycznej tradycji w poczuciu, że jest się rozumianym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Piątek&lt;/strong&gt;. Wizyta w domu Janusza Harczuka, który pół wieku temu był napastnikiem Lechii Gdańsk. W 77 rozegranych w pierwszej lidze meczach zdobył 18 goli. Z sentymentem prezentuje czarno-białe fotografie z przedsezonowych zgrupowań, na których futboliści wyglądają jak grupa przyjaciół, a nie zawodowi najemnicy. Cóż, od tamtych czasów piłka bardzo się zmieniła. Płynnie przechodzimy do rozmowy o pisanych przez pana Janusza ikonach, z których największe wrażenie robi Matka Boża Kaszubska. Były piłkarz, który pisze ikony? W Kanadzie nikogo to nie dziwi. Wieczorem odwiedzamy prof. Tamarę Trojanowską z wydziału slawistyki Uniwersytetu w Toronto. Ona specjalizuje się w tematyce ponowoczesności, ja dźwigam pancerz romantyczny, ale rozmawia nam się świetnie. W sprawach polskich trudno mi wychwycić zasadniczą różnicę poglądów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Sobota&lt;/strong&gt;. Niagara Falls. Słynny wodospad robi wrażenie, ale i tak wolę karkonoskie Szklarki. Niech będzie mi wybaczone to straceńcze faux pas, jednak mamy teraz w kraju trudny czas i należy afirmować polskość, także na poziomie przyrody.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Niedziela&lt;/strong&gt;. Mój przyjaciel, poeta Aleksander Rybczyński, załatwia nam bilety na mecz hokeja. Przy wejściu cheerleaderki witają nas zalotnym: – Hi, guys! Patrzę na swój pokaźny brzuch i zdezorientowany rozglądam się wokół. One chyba tak do każdego, bez względu na prezencję. Rośnie we mnie kanadyjski optymizm. Wieczorem msza św. w kościele św. Kazimierza przy Roncesvalles. Atmosfera jak podczas nabożeństwa w Zakopanem. Kanadyjski optymizm zostaje wyparty przez polskiego ducha.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Poniedziałek&lt;/strong&gt;. Wywiad dla kablowej telewizji „Polish Studio”. Mówię o formacyjnym znaczeniu Smoleńska i potrzebie budowania kulturalnego podziemia, koniecznie z kanałem biegnącym pod oceanem. W przerwach realizator Tadeusz Lis (rodowity Czech) emituje wiadomości z TV Trwam. W wyborach Polonia z Toronto w niemal 80 proc. poparła Prawo i Sprawiedliwość. Partię Jarosława Kaczyńskiego uznaje się tu za formację centrową. Głosowanie na nią jest oczywistością nawet dla liberałów, bo większość emigrantów kieruje się świadomością niepodległościową. Najwyraźniej nie dotarł tu jeszcze sygnał TVN48. Wieczorem spotkanie w Centrum Kultury im. Jana Pawła II w Mississauga. Kwiat polonijnej inteligencji. Zasłużeni dla kultury emigracyjnej poeci: Florian Śmieja, Edward Zyman, Marek Kusiba, nasi cierpliwi gospodarze i niezrównani państwo Zarzeccy. Ona, Irena z domu Harasimowicz, wybitna tłumaczka literatury rumuńskiej, on, Krzysztof, żołnierz AK, równie wybitny tłumacz literatury amerykańskiej. Wspaniali Polacy, dzięki którym człowiek błogosławi Boga za swój los. Bo składając hołd bohaterom narodowej historii, uświadamia sobie, że – jak mawia pani Irena – „nie my na Syberii, nie my przykuci do taczek”. Razem mamy jeszcze tyle do zrobienia!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-1380176726539203889?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/1380176726539203889'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/1380176726539203889'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/11/dziennik-kanadyjski.html' title='Dziennik kanadyjski'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-5032830809998831889</id><published>2011-11-06T22:31:00.002+01:00</published><updated>2011-11-09T16:21:54.076+01:00</updated><title type='text'>Kanada (2)</title><content type='html'>Zdjęcia z wieczorów autorskich w klubie Stowarzyszenia Polskich Kombatantów w Toronto (13 października; spotkanie zatytułowane "Moją Ojczyzną jest Polska podziemna" zorganizowano dla uczczenia 55. rocznicy powstania Fundacji im. Adama Mickiewicza w Kanadzie) oraz w Polskim Centrum Kultury Jana Pawła II w Mississauga (17 października).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-SPOdV__sfuo/Trb7P5cygWI/AAAAAAAAAsg/_XDh26wbu84/s1600/1.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-SPOdV__sfuo/Trb7P5cygWI/AAAAAAAAAsg/_XDh26wbu84/s1600/1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-inBb71PdLcU/Trb8DzffziI/AAAAAAAAAsw/CbbC-eURaVE/s1600/2.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-inBb71PdLcU/Trb8DzffziI/AAAAAAAAAsw/CbbC-eURaVE/s1600/2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-mT_Z2vJpR1Y/Trb8PhdeVJI/AAAAAAAAAs4/W-M7EWutLR0/s1600/3.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-mT_Z2vJpR1Y/Trb8PhdeVJI/AAAAAAAAAs4/W-M7EWutLR0/s1600/3.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-yZ-EctetB1Y/Trb8eXg0iPI/AAAAAAAAAtA/_ZzfUpSfwXM/s1600/9.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-yZ-EctetB1Y/Trb8eXg0iPI/AAAAAAAAAtA/_ZzfUpSfwXM/s1600/9.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-5032830809998831889?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/5032830809998831889'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/5032830809998831889'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/11/kanada-2.html' title='Kanada (2)'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-SPOdV__sfuo/Trb7P5cygWI/AAAAAAAAAsg/_XDh26wbu84/s72-c/1.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-4574771767766223705</id><published>2011-10-29T06:46:00.001+02:00</published><updated>2011-10-29T06:47:24.036+02:00</updated><title type='text'>Łuna nad cmentarzem</title><content type='html'>&lt;strong&gt;Kilka lat temu tuż przed dniem Wszystkich Świętych odwiedziła mnie w Matarni ekipa Polsatu. Chłopcy rozłożyli sprzęt przed kościołem i zaczęli kręcić reportaż o chrześcijańskim poecie z prowincji. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://niezalezna.pl/18201-wencel-luna-nad-cmentarzem"&gt;Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 26 października 2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dopóki opowiadałem o dzieciństwie sielskim, anielskim, zdjęcia szły sprawnie. Kiedy jednak napomknąłem, że w pobliskim stawie 40 lat temu utonął mój brat, reżyser machnął ręką, operator wyłączył kamerę, a dźwiękowiec z oświetleniowcem poszli zajarać. – Przykro mi, ale to nie przejdzie – wyjaśnił dziennikarz. – Z naszych badań wynika, że jak się mówi o śmierci, oglądalność natychmiast spada o połowę. Niech pan się skupi na życiu, na młodości i na wpływie, jaki miał na pana Jan Paweł II… Tymczasem skręcimy jakieś plenery. Co tam jest za płotem? – Cmentarz. – A ten budynek z czerwonej cegły? – Kostnica. – OK, wróćmy do rozmowy, a plenery dogramy w Warszawie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najwyraźniej z całego pontyfikatu polskiego papieża przybysze z medialnej planety zapamiętali jedynie tłumy młodzieży wymachującej kolorowymi chusteczkami w kierunku papamobile. Nie przeczytali księgi życia Jana Pawła II albo szybko zapomnieli, co było w niej napisane. A przecież śmierć, jak przystało na wielki finał, miała w tym arcydziele znaczenie ogromne. Powolna, znaczona cierniami choroby i starości, została oswojona przez wiarę, zamieniając się w eschatologiczne misterium, łagodną drogę do Boga. Co zachowało się z tej lekcji wieczności w naszej kulturze?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przełom października i listopada to błogosławiony czas, który dowodzi, że mimo presji mediów przetrwał w nas instynkt metafizyczny. Jak jest na Zachodzie – wiadomo. Kupa śmiechu i rekwizyty z tanich horrorów: trupie czaszki, maski zombie, gałki oczne na gumce plus wiaderko ketchupu imitującego krew. Chodząc po sklepach, trzeba uważać, żeby nie chwycił nas za nogę jakiś klejący wilkołak czy inny wampir na rzepy. W ramach obchodów Halloween właz do świata umarłych został zapchany tworzywami sztucznymi. Mieszkańcy Zachodu materializują śmierć, bo wydaje się im ona jakimś ostatecznym kataklizmem. Tylko w Polsce, zwłaszcza na początku listopada, cmentarze tętnią życiem, a płonące znicze, chryzantemy i świerkowe wieńce są kadzidłami, które wyrażają pokorę wobec Bożej tajemnicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Były epoki, gdy artyści próbowali przełożyć tę tajemnicę na język sztuki. Pieter Bruegel nie malował cmentarzy, jednak zmarli w jakiś przedziwny sposób są na jego płótnach obecni. Zrujnowane budynki i zmarznięta ziemia wydają się mieścić ich dusze i kości. Nawet żywi krzątający się wokół codziennych spraw w blasku czerwonego słońca wyglądają tak, jakby dawno już ich nie było – w ich groteskowe sylwetki wpisana jest śmierć. Niderlandzki mistrz konsekwentnie wiązał świat widzialny z niewidzialnym, osadzał swoich bohaterów w środku czasu, gdzie wszystkie pokolenia – minione, teraźniejsze i przyszłe – trwają obok siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po co nam ta świadomość wspólnego losu żywych i umarłych? W perspektywie uniwersalistycznej po to, by uwierzyć w Bożą wszechmoc i przyjąć obietnicę zbawienia. A w perspektywie zawężonej do własnego narodu? Może po to, by pozbyć się pokoleniowego egoizmu i zrozumieć, że dobro budowane przez naszych przodków jest także naszym zobowiązaniem. Zanim Tadeusz Gajcy poległ w powstaniu warszawskim, zdążył napisać: „Taka miłość. Jak kamień przygniata/ ręce nasze przebite na przestrzał /ułożone miłośnie na kwiatach/ i żelazie bogatym jak wieńcach.// Nie zapomnisz, bo miłość ta/ da ci oczy niezwykłe i zmarszczkę/ i zobaczysz się, wolny, pod kaskiem/ z bronią naszą w twych spokojnych snach”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak bardzo ta zmarszczka na naszych czołach drażni dzisiejsze media, dowiedzieliśmy się po Smoleńsku, gdy kolejna polska apokalipsa otworzyła groby narodowej historii. Oskarżani o babranie się w śmierci, martyrologię, nawet nekrofilię, zostaliśmy wyrzutkami współczesnej cywilizacji, która masowo produkuje makabryczne zabawki, ale tajemnicę śmierci chciałaby raz na zawsze wyrugować z ludzkiego życia. Zdaje sobie sprawę z faktu, że póki z polskich cmentarzy bije jasna łuna, nie można nas pokonać. Nie jesteśmy sami.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-4574771767766223705?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4574771767766223705'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4574771767766223705'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/10/una-nad-cmentarzem.html' title='Łuna nad cmentarzem'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-5813253042854815213</id><published>2011-10-29T06:41:00.000+02:00</published><updated>2011-10-29T06:41:36.435+02:00</updated><title type='text'>Jesteś w ukrytej kamerze</title><content type='html'>&lt;strong&gt;Są w życiu narodu momenty, kiedy historia spowalnia swój bieg i pojedyncze ludzkie sylwetki stają się doskonale widoczne. Taki czas trwa w Polsce od 10 kwietnia 2010 r. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://niezalezna.pl/17519-jestes-w-ukrytej-kamerze"&gt;Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 12 października 2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie kończą go komunikaty o zniesieniu żałoby ani kolejne wybory polityczne. Wciąż jesteśmy w zasięgu tragicznego wydarzenia, które – mówiąc językiem Jana Pawła II – zostało nam nie tylko dane, ale i zadane. Świadomi tego Polacy żyją inaczej niż dotąd: smucą się, milczą, łakną i pragną sprawiedliwości. Mniej świadomi szydzą albo wzruszają ramionami. Jedni i drudzy są w ukrytej kamerze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spod ziemi od wielu miesięcy patrzą na nas umarli. Ci, którzy oddali życie za wolną i silną Polskę, ale i ci, którzy tylko o niej marzyli. Nasi pradziadkowie, dziadkowie, ciotki z Wilna i wujowie z Poznania. Ich oczy, szeroko otwarte, śledzą każdy nasz krok. Oni również stracili w Smoleńsku swojego prezydenta. Ich również upokorzono, zamieniając wrak samolotu w wysypisko śmieci, bezczeszcząc szczątki ofiar i pozorując śledztwo. Ktoś powie: – Co za bzdury! Żyli, mieli marzenia, ale trafili na trudny czas i nie udało im się ich zrealizować. Zginęli w powstaniu albo zmarli ze starości w peerelowskim szpitalu. Ich wymarzona Polska została pochowana razem z nimi. Nie doczekali jej, a teraz już im wszystko jedno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Doprawdy wszystko jedno? Przypomnijmy sobie, co mówili, kiedy jeszcze żyli. „Imperium, gdy powstanie, to tylko z naszej krwi” – pisał Andrzej Trzebiński. – Ja nie doczekam niepodległości, ale niech moje dzieci i wnuki doczekają – powtarzały nasze babki. Polska nie była więc dla nich jedynie „tu i teraz”, nie wiązali jej z własną biografią i własnym dobrem. Przeciwnie: widzieli w niej byt wieczny, łączący pokolenia. Byli jak Mojżesz, który prowadził swój lud do Ziemi Obiecanej, ale sam do niej nie wszedł. Jeśli przez całe życie interesowała ich Polska przyszłości, dlaczego mieliby stracić to zainteresowanie po śmierci?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oni na nas patrzą, czy tego chcemy, czy nie. Z nadzieją, że starczy nam sił, by godnie odpowiedzieć na Smoleńsk: uczcić poległych, zawierzyć Bogu i podnieść Polskę do życia w duchu prawdy, godności i sprawiedliwości. Wyrwać ją ze strefy obcych wpływów i uczynić ośrodkiem cywilizacji chrześcijańskiej, promieniującej na całą Europę. Może nie dla nas, może dla naszych dzieci i wnuków. Bo przecież wszyscy jesteśmy spleceni ze sobą na wieki i wzajemnie od siebie zależni – ci, którzy byli, którzy są i którzy dopiero przyjdą. Jeśli staniemy się egoistami, próżna będzie ofiara naszych przodków. Jeśli dochowamy wierności Bogu i ojczyźnie, polska dusza odrodzi się w następnych pokoleniach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pożółkłych rodzinnych fotografiach dziadek Leon w mundurze pocztowym, Kraków 1941 r.; matka, uśmiechnięta szesnastolatka, prowadzi konia przez pastwisko, krótko przed śmiercią Stalina; ojciec ze znaczkiem „Solidarności” w klapie marynarki... Nawet na biografie naszych bliskich patrzymy przez pryzmat znaczących momentów historycznych, o które się otarli. Jak się wtedy zachowali? Co myśleli? Czy zdali egzamin z polskości?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś też jest taki moment. Historia zwolniła i widać nas jak na dłoni. Ktoś sięga po aparat – cyfrowy, bo technika poszła do przodu, chociaż zasady zostały te same. Będziemy zapamiętani takimi, jakimi byliśmy w tym dziwnym, posmoleńskim czasie. Zatrzymani na zdjęciach w najróżniejszych pozycjach. Jedni z biało-czerwoną flagą lub dłońmi wzniesionymi do modlitwy, inni z cynicznym uśmiechem i krzyżem z puszek po piwie, jeszcze inni w rozkroku, pozujący na „bezstronnych arbitrów”, najżałośniejsi ze wszystkich. Te zdjęcia to, oczywiście, metafora, bo przyszłe pokolenia będą miały znacznie bogatszy materiał do analizy. Po politykach zostaną wywiady i dokumenty, po publicystach teksty w gazetach, po celebrytach nagrania audio i wideo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, mój drogi Czytelniku, jesteś w ukrytej kamerze. Przeszłość i przyszłość mają cię na wyświetlaczu. Możesz postąpić jak figuranci z programów rozrywkowych: uśmiechnąć się. Ale czy to wystarczy?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-5813253042854815213?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/5813253042854815213'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/5813253042854815213'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/10/jestes-w-ukrytej-kamerze.html' title='Jesteś w ukrytej kamerze'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-6096504501609991920</id><published>2011-10-28T14:50:00.003+02:00</published><updated>2011-10-28T15:01:24.209+02:00</updated><title type='text'>Kanada (1)</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-cpLzhvo8kxM/TqqhLOoWOaI/AAAAAAAAAr4/Ao6lQfd4e9g/s1600/5.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-cpLzhvo8kxM/TqqhLOoWOaI/AAAAAAAAAr4/Ao6lQfd4e9g/s1600/5.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Z Aleksandrem Rybczyńskim i Henrykiem Wójcikiem na tle &lt;br /&gt;Royal Ontario Museum w Toronto (budynek zaprojektowany przez Daniela Libeskinda)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-GPUb0C1SReI/TqqhaGqAxzI/AAAAAAAAAsI/Yp8lSFzp93c/s1600/14.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-GPUb0C1SReI/TqqhaGqAxzI/AAAAAAAAAsI/Yp8lSFzp93c/s1600/14.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Przed meczem hokejowej&amp;nbsp;ligi&amp;nbsp;AHL Toronto Marlies - Lake Erie Monsters&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-nQoJPxw5Ogs/TqqgwqYiOoI/AAAAAAAAArw/WB2JBAnbZvU/s1600/6.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-nQoJPxw5Ogs/TqqgwqYiOoI/AAAAAAAAArw/WB2JBAnbZvU/s1600/6.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Na dziedzińcu Uniwersytetu w Toronto&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Yv2Womuxs24/TqqhS-5iBFI/AAAAAAAAAsA/s28-di-0oj8/s1600/11.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-Yv2Womuxs24/TqqhS-5iBFI/AAAAAAAAAsA/s28-di-0oj8/s1600/11.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Wodospad w Niagara Falls (część&amp;nbsp;po stronie&amp;nbsp;USA)&amp;nbsp;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left" class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-6096504501609991920?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6096504501609991920'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6096504501609991920'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/10/kanada-1.html' title='Kanada (1)'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-cpLzhvo8kxM/TqqhLOoWOaI/AAAAAAAAAr4/Ao6lQfd4e9g/s72-c/5.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-6754474250321317678</id><published>2011-10-28T12:53:00.002+02:00</published><updated>2011-10-28T12:54:44.066+02:00</updated><title type='text'>Sen o Warszawie</title><content type='html'>&lt;strong&gt;Jestem ze wsi. To widać, słychać i czuć. Od dzieciństwa żyję w krajobrazie polskiej prowincji. Lubię stare drzewa, zapach zboża i ziół, procesję w uroczystość Bożego Ciała, lokalne targowiska i listonosza na rowerze. Wiosna zaczyna się dla mnie, gdy przylatują bociany, jesień – gdy ich gniazdo pustoszeje. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://gosc.pl/doc/993522.Warto-miec-marzenia-czyli-sen-o-Warszawie"&gt;Felieton z tygodnika "Gość Niedzielny" nr 43/2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic dziwnego, że ilekroć w przeszłości miałem jechać do Warszawy „w interesach”, już kilka dni przed podróżą czułem tzw. rajzefiber. A gdy tam dotarłem, podświadomie szukałem azylu, w którym przetrwał „duch prowincji”. Takim schronieniem przez lata był dla mnie plac Zbawiciela, przypominający rynek w małym miasteczku. Często nocowałem w redakcji „brulionu”, która mieściła się właśnie w tym miejscu. Kiedy wracałem z pracy, widziałem dwie białe wieże kościoła i ludzi spieszących się gdzieś, handlujących warzywami i owocami, żebrzących pod świątynią albo znikających w bramach kamienic. Czasem przez pozbawione zasłon okna obserwowałem sąsiadów jedzących zupę przed telewizorem albo żywo gestykulujących nad butelką wódki. A ponieważ również moje życie „płynęło, jak płynie krew z nosa” – powoli i raczej smutno – z biegiem czasu to miejsce stało mi się bardzo bliskie. Dostrzegłem jakiś niezwykły, duchowy związek między tą „tlącą się” leniwie wegetacją a potężną świątynią w centrum placu. Stąd ostatnia fraza mojego wiersza „Elegia”: „noc psuje dusze zmęczonym przechodniom/ ale Zbawiciel je składa z powrotem”. Podobnie atmosferę placu Zbawiciela musiał odczuwać reżyser Krzysztof Krauze, który kilka lat później uczynił z niego scenerię wstrząsającego filmowego dramatu. To dowód, że – nie tylko w Warszawie – istnieją miejsca święte, których duchowa specyfika ma charakter intersubiektywny, oddziałuje na różnych ludzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od kilkunastu miesięcy najważniejszym dla mnie miejscem w Warszawie jest Krakowskie Przedmieście, gdzie odbywają się smoleńskie Marsze Pamięci. Przestrzeń kojarząca się z płonącymi zniczami, wolnością słowa i krzyżem, traktowanym przez media jako głupstwo i zgorszenie. Niektórzy twierdzą, że tysiące Polaków gromadzą się tu przez przypadek lub na polityczne zamówienie, ale to nieprawda. Najsłynniejsza ulica stolicy zawsze była areną spontanicznych manifestacji polskiej duszy. Tu zaczynały się lub miały swe ważne epizody największe powstania: kościuszkowskie, listopadowe, styczniowe i warszawskie. Do dziś na przechodniów spoglądają z cokołów Adam Mickiewicz i Jezus Chrystus ugięty pod ciężarem krzyża. Nawet ludzie – wydawałoby się – bardzo odlegli od środowisk niepodległościowych wyczuwają głęboki mistycyzm tego miejsca. Choćby modna pisarka Dorota Masłowska, która w 2008 roku mówiła w wywiadzie dla „Dziennika”: „W Warszawie przejmuje mnie bardzo, że jest taka wielowarstwowa. Metro, tramwaje, naturalny wielkomiejski szum, a cały czas między tym wszystkim krzyże, tablice pamiątkowe i świadomość, że nie tak dawno temu było najprawdziwsze piekło, rzeź, że to wszystko jest zakopane pod tymi chodnikami, po których sobie gdzieś tam chodzimy na spacer”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zbliżające się uroczystości Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego to bardzo dobra okazja, by uświadomić sobie, że Krakowskie Przedmieście to poważna ulica, poważna pod nią ziemia, gdzie – jak w wierszu Philipa Larkina – „jest miejsce, by zmądrzeć – chociażby dlatego, że tak wielu zmarłych w niej spoczywa”. Ci zmarli są jak podziemne motyle z wiersza, który kiedyś napisałem: „wyklęte przez owadzi świat/ nienotowane w atlasach przyrody/ czekają aż skończy się czas/ i pęknie kokon ziemi”. Ale zanim na dobre rozwiną kolorowe skrzydła, uczą nas, żywych, że warto mieć marzenia i nie rezygnować z nich pod presją tego świata. Budują perspektywę wieczną, która uwalnia nas od politycznej gorączki i broni przed rozpaczą. Czym są kolejne przegrane wybory wobec wiecznego pulsu ziemi, w której tkwi zaczyn nowego życia? Jakże nietrwałe są nasze polityczne scenariusze wobec historii, którą przygotował nam Bóg. Biada politykom i twórcom kultury, którzy pod wpływem doraźnych niepowodzeń stracą tę perspektywę z oczu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez długie dziesięciolecia Warszawa – jak każda metropolia – potrzebowała „świeżej krwi”, żeby wypełnić się czymś wartościowym. Mniej więcej od czasu budowy Muzeum Powstania Warszawskiego jej mieszkańcy próbują zrozumieć własne dziedzictwo. Miasto nieujarzmione podczas wojny, ale zbrukane w komunizmie, powoli podnosi się z kolan, choć do postawy wyprostowanej wciąż sporo mu brakuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co łączy plac Zbawiciela i Krakowskie Przedmieście w mojej prywatnej historii? Poeta i eseista Wojciech Kudyba napisał kiedyś, że za ważne uznajemy te miejsca, w których „dotknęła nas łaska”. W moim śnie o Warszawie na Krakowskim Przedmieściu jest szczelina, przez którą wypływa na powierzchnię Mickiewiczowska lawa. Tego procesu nie da się zatrzymać, ale i nie da się go przyspieszyć. Biorąc pod uwagę zapewnienie wieszcza, że „wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi”, mamy jednak sporo czasu, by stopić plugawą skorupę. Jako ostatni zostanie zburzony Pałac Kultury i Nauki im. Józefa Stalina.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-6754474250321317678?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6754474250321317678'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6754474250321317678'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/10/sen-o-warszawie.html' title='Sen o Warszawie'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-3017634441364227892</id><published>2011-10-26T15:00:00.001+02:00</published><updated>2011-10-26T15:01:44.492+02:00</updated><title type='text'>Nagroda Literacka im. Franciszka Karpińskiego</title><content type='html'>&lt;strong&gt;Miło mi poinformować, że zostałem tegorocznym laureatem nagrody przyznawanej przez podlaski oddział Stowarzyszenia  „Civitas Christiana”.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-h_fBY5rj2s8/TqgENOy9tBI/AAAAAAAAArg/kqpTB1F0Ohg/s1600/karpinski.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-h_fBY5rj2s8/TqgENOy9tBI/AAAAAAAAArg/kqpTB1F0Ohg/s200/karpinski.jpg" width="178" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Obradująca dziś w Białymstoku Kapituła XVII edycji Ogólnopolskiej Nagrody Literackiej im. Franciszka Karpińskiego postanowiła nagrodzić mnie „za poezję odważną, która przywraca literaturze istotne miejsce w życiu kulturalnym, religijnym oraz patriotycznym, za umiejętność głoszenia tematów trudnych w sposób odpowiedzialny, oryginalny oraz dojrzały”. Obradom Kapituły przewodził metropolita białostocki &lt;strong&gt;abp  Edward Ozorowski&lt;/strong&gt;. Uroczyste wręczenie nagrody odbędzie się &lt;strong&gt;28 listopada 2011 roku o godzinie 17.00 w auli Wydziału Filologicznego Uniwersytetu w Białymstoku&lt;/strong&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nagroda im. Franciszka Karpińskiego przyznawana jest przez Stowarzyszenie „Civitas Christiana” Oddział w Białymstoku od 1995 roku. Jej laureatami zostają osoby, których twórczość wyrasta z nurtu chrześcijańskiego i dotyczy praw uniwersalnych: dobra, piękna i prawdy. W poprzednich edycjach uhonorowani zostali m.in.: ks. Jan Twardowski, Ewa Lipska, Ernest Bryll, prof. Anna Świderkówna, prof. Irena Sławińska, prof. Teresa Kostkiewiczowa, prof. Stefan Sawicki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inspiracją corocznego wyróżnienia jest związek Franciszka Karpińskiego z Białymstokiem. Poeta przebywał na dworze Branickich w latach 1785-1818. Tu powstały „Pieśni nabożne”, spośród których do dziś śpiewane są „Kiedy ranne wstają zorze”, „Wszystkie nasze dzienne sprawy” oraz kolęda „Bóg się rodzi”. Zabrzmiały one po raz pierwszy w białostockim Starym Kościele Farnym, a wydane zostały drukiem w klasztorze oo. Bazylianów w Supraślu w 1792 roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nagrodę przyjmuję z wielką radością nie tylko ze względu na zaszczytne dla mnie uzasadnienie werdyktu i miłe wspomnienia z niedawnej wizyty na Podlasiu, ale i z uwagi na postać Patrona, który jest jednym z moich ulubionych poetów.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-3017634441364227892?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/3017634441364227892'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/3017634441364227892'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/10/nagroda-literacka-im-franciszka.html' title='Nagroda Literacka im. Franciszka Karpińskiego'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-h_fBY5rj2s8/TqgENOy9tBI/AAAAAAAAArg/kqpTB1F0Ohg/s72-c/karpinski.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-5185652259564960438</id><published>2011-10-25T02:30:00.001+02:00</published><updated>2011-10-25T02:36:59.357+02:00</updated><title type='text'>Impresja z Toronto</title><content type='html'>&lt;iframe width="490" height="279" src="http://www.youtube.com/embed/BiGGBfnb4Jw?rel=0" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Klip do mojego wiersza "Granica", zrealizowany przez znanego&amp;nbsp;poetę emigracyjnego,&amp;nbsp;Aleksandra Rybczyńskiego. Na zdjęciu poniżej: z Alkiem na tle centrum&amp;nbsp;Toronto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-OnrouzBoRVU/TqYDE33lAUI/AAAAAAAAArY/2zLduGmYKTY/s1600/torar.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-OnrouzBoRVU/TqYDE33lAUI/AAAAAAAAArY/2zLduGmYKTY/s1600/torar.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-5185652259564960438?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/5185652259564960438'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/5185652259564960438'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/10/impresja-z-toronto.html' title='Impresja z Toronto'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/BiGGBfnb4Jw/default.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-1840441375208190663</id><published>2011-10-23T21:31:00.000+02:00</published><updated>2011-10-23T21:31:11.224+02:00</updated><title type='text'>Wyróżnienie w konkursie o Nagrodę Złotej Ryby</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-mNwkZa4TO0g/TqRrETnC3iI/AAAAAAAAArQ/0wakvCJJvbE/s1600/zlotaryba2011.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-mNwkZa4TO0g/TqRrETnC3iI/AAAAAAAAArQ/0wakvCJJvbE/s1600/zlotaryba2011.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj, w drugą rocznicę śmierci Macieja Rybińskiego, w warszawskim klubie „Hybrydy” wręczono nagrodę dla najlepszego młodego felietonisty. Otrzymał ją publicysta „Rzeczpospolitej” Krzysztof Feusette. Nominacjami wyróżnieni zostali Łukasz Warzecha i Wojciech Wencel. Na zdjęciu laureaci z przewodniczącą jury, Krystyną Grzybowską, żoną śp. Macieja Rybińskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://youtu.be/vgKzWb3Ru58"&gt;Relacja na YouTube.&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-1840441375208190663?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/1840441375208190663'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/1840441375208190663'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/10/wyroznienie-w-konkursie-o-nagrode-zotej.html' title='Wyróżnienie w konkursie o Nagrodę Złotej Ryby'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-mNwkZa4TO0g/TqRrETnC3iI/AAAAAAAAArQ/0wakvCJJvbE/s72-c/zlotaryba2011.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-2309834179506320769</id><published>2011-10-21T07:23:00.002+02:00</published><updated>2011-10-21T12:03:12.793+02:00</updated><title type='text'>Nominacja do Nagrody im. Jacka Maziarskiego</title><content type='html'>&lt;strong&gt;W środę 19 października w siedzibie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Warszawie odbyła się uroczystość wręczenia Nagrody im. Jacka Maziarskiego, przyznawanej za publicystykę polityczną i prace z zakresu najnowszej historii Polski wyróżniające się samodzielnością w potraktowaniu tematu i poszerzające naszą wiedzę o rzeczywistości.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tegorocznymi laureatami zostali Jacek i Michał Karnowscy. Na liście nominowanych znaleźli się ponadto: Grzegorz Braun, Maria Dłużewska i Joanna Lichocka, blogerka Kataryna, Ewa Stankiewicz i Jan Pospieszalski, Wojciech Wencel, Marcin Wolski oraz zespół historyków IPN: Adam Dziurok, Marek Gałęzowski, Łukasz Kamiński i Filip Musiał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podczas uroczystości przewodniczący jury prof. Jan Żaryn mówił m.in.: – Gdy decydowaliśmy o tym, kto powinien otrzymać tę nagrodę, od początku obciążała nas, nasze serca i umysły, tragedia, która miała miejsce 10 kwietnia 2010 roku. Nie ukrywam, że lista nominowanych do nagrody jest w jakiejś mierze podyktowana nie tylko tym tragicznym wydarzeniem, ale również naszą oceną tego, jak poszczególne osoby i środowiska się wobec tej tragedii zachowały. I chciałbym, żeby to zabrzmiało wyraźnie, że lista nominowanych to lista odważnych Polaków, którzy zdali sobie sprawę, że należy chronić to, co dla nas jest tak szalenie bliskie i piękne, to znaczy chronić Polskę. Wszyscy nominowani zasługują ewidentnie nie tylko na nasze oklaski, ale i na to, byśmy ich podtrzymywali w niejednym trudnym wyborze, który jest jeszcze przed nami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponieważ w związku z wyjazdem do Kanady nie mogłem stawić się w siedzibie SDP, tą drogą dziękuję Jurorom za zobowiązujące wyróżnienie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-2309834179506320769?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/2309834179506320769'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/2309834179506320769'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/10/nominacja-do-nagrody-im-jacka.html' title='Nominacja do Nagrody im. Jacka Maziarskiego'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-8630761916892273053</id><published>2011-10-21T06:30:00.000+02:00</published><updated>2011-10-21T06:30:27.909+02:00</updated><title type='text'>Gala nagród TOTUS 2011</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-83JfTqNmKVM/TqD1TKb34FI/AAAAAAAAArI/FJ9TnyZypH4/s1600/totus2011.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-83JfTqNmKVM/TqD1TKb34FI/AAAAAAAAArI/FJ9TnyZypH4/s1600/totus2011.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W wigilię Dnia Papieskiego w Zamku Królewskim w Warszawie odbyła się gala nagród TOTUS, przyznawanych przez Fundację „Dzieło Nowego Tysiąclecia” osobom i instytucjom, których działalność „w sposób wybitny przyczynia się do podkreślenia wartości człowieka”. Na zdjęciu moment po ogłoszeniu wyników w kategorii „osiągnięcia w dziedzinie kultury chrześcijańskiej”. Od lewej: prof. Stefan Sawicki (nominacja), abp Kazimierz Nycz, Michał Lorenc (laureat nagrody), abp Tadeusz Gocłowski, Wojciech Wencel (nominacja).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-8630761916892273053?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/8630761916892273053'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/8630761916892273053'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/10/gala-nagrod-totus-2011.html' title='Gala nagród TOTUS 2011'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-83JfTqNmKVM/TqD1TKb34FI/AAAAAAAAArI/FJ9TnyZypH4/s72-c/totus2011.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-2056273526690614873</id><published>2011-10-14T23:39:00.000+02:00</published><updated>2011-10-14T23:39:09.772+02:00</updated><title type='text'>Spotkanie w Mississauga</title><content type='html'>Moje drugie spotkanie autorskie w Kanadzie odbędzie się w poniedziałek 17 października w Polskim Centrum Kultury Jana Pawła II w Mississauga. Początek o godz. 19.30. Serdecznie zapraszam!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-2056273526690614873?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/2056273526690614873'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/2056273526690614873'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/10/spotkanie-w-mississauga.html' title='Spotkanie w Mississauga'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-8035097828633473660</id><published>2011-10-08T02:07:00.000+02:00</published><updated>2011-10-08T02:07:35.226+02:00</updated><title type='text'>Wyprawa za ocean</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-GzA_TYhOi8c/To-UMiHP_SI/AAAAAAAAArE/XhwdQWK_Moc/s1600/Kanada.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-GzA_TYhOi8c/To-UMiHP_SI/AAAAAAAAArE/XhwdQWK_Moc/s1600/Kanada.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-8035097828633473660?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/8035097828633473660'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/8035097828633473660'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/10/wyprawa-za-ocean.html' title='Wyprawa za ocean'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-GzA_TYhOi8c/To-UMiHP_SI/AAAAAAAAArE/XhwdQWK_Moc/s72-c/Kanada.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-4754890127629751717</id><published>2011-10-06T12:43:00.001+02:00</published><updated>2011-10-06T12:47:29.187+02:00</updated><title type='text'>Motyw z Grottgera</title><content type='html'>&lt;strong&gt;Są wśród nas. Żyją w Polsce, chodzą tymi samymi ulicami. A jednak wzbudzają dystans. Pogrążeni w żałobie, naznaczeni przez Boga, noszą autentyczną ranę, która zupełnie nie przystaje do błazeńskiej kultury. Irytuje, drażni, urąga współczesnej estetyce. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://niezalezna.pl/17234-motyw-z-grottgera"&gt;Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 5 października 2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez rząd Donalda Tuska traktowani są jak trędowaci. Tłuszcza pluje im pod nogi, uważając, by przypadkiem się o nich nie otrzeć. Najbliżsi tych, którzy zginęli w Smoleńsku, podobni są do wdów portretowanych przez Artura Grottgera. Można się o tym przekonać, oglądając „Pogardę” Marii Dłużewskiej i Joanny Lichockiej, film znakomicie ukazujący mechanizm panującego w III RP systemu kłamstwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po upadku powstania styczniowego władze carskie wprowadziły zakaz noszenia żałoby. W specjalnej instrukcji namiestnik Królestwa Polskiego Fiodor Berg szczegółowo wyliczył zabronione elementy stroju, od czarnych woalek po pióra przy kapeluszach. Wyjątek uczynił dla kobiet, które straciły męża czy ojca, ale musiały one postarać się o stosowne zaświadczenie i nosić je przy sobie na wypadek kontroli. Polacy nie poddali się tym wytycznym. Noszenie czarnych ubrań i patriotycznej biżuterii stało się powszechną formą wyrażania świadomości niepodległościowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiejsza władza postępuje podobnie jak rosyjscy zaborcy: walczy z krzyżem, zniczami i innymi znakami pamięci. Jedynie rodziny smoleńskich ofiar, oczywiście po okazaniu stosownego zaświadczenia, mają prawo wracać do tematu tragedii. Przy każdej okazji daje się im jednak odczuć, że są namolnymi petentami, którzy wiecznie czegoś chcą. Najpewniej pieniędzy, bo przecież prawda w dzisiejszej Polsce nie istnieje. Zresztą niektórzy funkcjonariusze systemu, jak Kazimierz Kutz, nawet wobec najbliższych ofiar kwestionują prawo do noszenia żałoby. Publiczne pojawianie się „w czerniach” kojarzą z „manierami Mao Tse-tunga”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale postawa systemowych polityków to tylko czubek góry lodowej, konsekwencja postmodernistycznej rewolucji, która dokonała się w kulturze, głównie poprzez media. W filmie „Pogarda” jest krótka, ale ważna scena: w opozycji do ludzi modlących się pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu szaleje roześmiana tłuszcza. Na jednym z transparentów widać hasło: „Dupa”. To najbardziej precyzyjny manifest dzisiejszej kultury, która coraz szybciej przeistacza się w nowy totalitaryzm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wbrew pozorom napędem cywilizacji śmierci nie jest nienawiść. Jest nim śmiech. Wulgarny, orgiastyczny rechot z bliźnich, których udało się zaszokować. Do podtrzymywania tego transu służą happeningi w stylu jackass, występy Palikota i Wojewódzkiego, show Jerry’ego Springera czy filmy takie jak „Brüno” Larry’ego Charlesa. Bezmyślny śmiech z rzeczy poważnych najpierw odbiera człowiekowi godność, a później znieczula go jak narkotyk, rodzi pogardę dla słabości i poświęcenia. Jorge, ślepy zakonnik z „Imienia róży” Umberta Eco, wiedział, co robi, gdy w trosce o dobro ludzkości bronił dostępu do traktatu Arystotelesa o komedii. Gdyby pewnego dnia media przestały inspirować widzów do nieustannego rechotu, diabeł oszalałby z rozpaczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W drugiej połowie XIX w. Polacy nie znali tego rechotu. Carska władza kupowała pojedynczych karierowiczów czy użytecznych idiotów, rusyfikowała administrację i szkolnictwo, jednak pozostawała na zewnątrz polskiego społeczeństwa. Grottgerowskie wdowy były samotne, ale poruszały się w ramach niepodległościowej wspólnoty. Ich żałoba mogła zarażać naród. Dziś między władzą a roześmianą tłuszczą istnieje ciągłość. Styl rządzenia, zakładający, że nic nie dzieje się na serio, to odbicie obyczajowości „młodych, wykształconych, z wielkich miast”, którym przykazanie „Wyluzuj!” zastąpiło cały dekalog.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Członkowie rodzin smoleńskich, jak my wszyscy, żyją pośród obcego, barbarzyńskiego żywiołu. Zapewne nic nie ukoi ich samotności, ale ich misja już dziś jest wspaniałym świadectwem Bożej mocy. Jeśli ktokolwiek ma przełamać w Polsce dyktaturę śmiechu, to właśnie oni. Wierni do końca, trochę z tego i trochę nie z tego świata, prowadzeni doświadczeniem osobistej tragedii, są jak żywe pochodnie. Bije od nich blask prawdy, veritatis splendor.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-4754890127629751717?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4754890127629751717'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4754890127629751717'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/10/motyw-z-grottgera.html' title='Motyw z Grottgera'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-3045547208195302421</id><published>2011-10-04T16:53:00.004+02:00</published><updated>2011-10-04T16:59:48.227+02:00</updated><title type='text'>Wygrajmy niepodległość. Duży wywiad w „Nowym Państwie”</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-DCvU3Lck0Io/ToseMN1p9qI/AAAAAAAAArA/TRFdGiOBPAg/s1600/np.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-DCvU3Lck0Io/ToseMN1p9qI/AAAAAAAAArA/TRFdGiOBPAg/s1600/np.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;JOANNA LICHOCKA: Jednym z głównych elementów propagandy rządowej jest teza o „wykorzystywaniu tragedii smoleńskiej do walki politycznej” i wykpiwanie żałoby smoleńskiej. Pan twierdzi, podobnie jak Jarosław Marek Rymkiewicz, że 10 kwietnia zrodziła się wspólnota wolnych Polaków. To oznaczałoby przywrócenie podziału znanego z PRL – my, naród (wspólnota), oni, władza.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;WOJCIECH WENCEL:&lt;/strong&gt; Oczywiście, że funkcjonuje dziś ten sam konflikt wartości, który istniał w PRL. „My jesteśmy tu, gdzie wtedy, oni tam, gdzie stało ZOMO”. Z jednej strony – mamy łaknący prawdy, godności i wolności naród, z drugiej – zakłamaną, dbającą o własne interesy władzę, jej medialnych funkcjonariuszy, aparat bezpieczeństwa i wyborców wyznających ideologię świętego spokoju. Przynajmniej podział znów jest czytelny, jak w poezji Herberta. Albo stajesz po stronie dobra, albo po stronie zła. Nie ma już miejsca na wątpliwości. Politycy i sympatycy PO prywatnie mogą mieć wiele cnót moralnych, np. szczerze kochać rodzinę albo łożyć na hospicja, ale dopóki podtrzymują system kłamstwa, ponoszą współodpowiedzialność za upodlenie Polski.&lt;br /&gt;Podział, o którym mówimy, wziął się miedzy innymi z tego, że rządzący uznali pamięć o Smoleńsku za swojego osobistego wroga. Właściwie nie powinno to dziwić – słusznie dostrzeżono, że był to moment odradzania się narodu, jego ducha. Niestety, Donald Tusk i Bronisław Komorowski zinterpretowali to wydarzenie ściśle politykiersko, jako moment, który może zostać wykorzystany przez PiS do przejęcia władzy. Mnie takie partyjne myślenie o jednej z największych tragedii w dziejach Polski nie mieści się w głowie, ale rządzący nie mieli z tym problemu. W imię cynicznej gry partyjnej wypowiedzieli wojnę polskiej duszy. Środki zaradcze powzięte przeciwko spontanicznemu, głębokiemu przeżywaniu narodowej żałoby są dowodem strachu Donalda Tuska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Całość rozmowy w najnowszym numerze &lt;a href="http://www.nowepanstwo.pl/"&gt;miesięcznika "Nowe Państwo"&lt;/a&gt;. Do kupienia w empikach.&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-3045547208195302421?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/3045547208195302421'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/3045547208195302421'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/10/wygrajmy-niepodlegosc-duzy-wywiad-w.html' title='Wygrajmy niepodległość. Duży wywiad w „Nowym Państwie”'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-DCvU3Lck0Io/ToseMN1p9qI/AAAAAAAAArA/TRFdGiOBPAg/s72-c/np.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-4215924936049148588</id><published>2011-10-02T03:00:00.000+02:00</published><updated>2011-10-02T03:00:28.035+02:00</updated><title type='text'>Kaszubska krew, polskie serce</title><content type='html'>&lt;strong&gt;Nie wiadomo, co robił protoplasta Donalda Tuska w czasach, kiedy mój pradziad Balcer Wencel zakładał pod Grabowem pierwszą hutę szkła na Kaszubach. Może uganiał się za walkiriami w jakichś germańskich lasach? Albo przygrywał na lutni gdańskim patrycjuszkom? W każdym razie musiał być to człowiek nieprzeciętny, skoro w domu Tusków jeszcze po wojnie kolędy śpiewało się po niemiecku.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://niezalezna.pl/16973-kaszubska-krew-polskie-serce"&gt;Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 28 września 2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moje tradycje rodzinne są mniej multikulturowe, choć kaszubskości się nie wyprę. Ojciec, nauczyciel i społecznik, urodził się w Grabowskiej Hucie, a matka w Sierakowicach. W 1964 r. rodzice przeprowadzili się z Kartuz do Matarni. Na studiach poznałem przyszłą żonę – białkę z Somonina. Teściowie od lat zaopatrują okolicznych mieszkańców w chryzantemy na Wszystkich Świętych. Zdecydowanie nie ma we mnie tego gdańskiego sznytu, który cechuje premiera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy w marcu tego roku na rogatkach Gdańska pojawiły się tablice z napisem &lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-language: AR-SA; mso-bidi-theme-font: minor-bidi; mso-fareast-font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;; mso-fareast-language: EN-US;"&gt;„Gduńsk – stolëca Kaszëb&lt;/span&gt;”, poczułem się zdezorientowany. Czyżby Kartuzy wyrzekły się swojego historycznego tytułu? Nawet gdyby tak było, to kaszubską stolicę należałoby przenieść do Kościerzyny. Skąd pomysł, by przenosić ją do miasta, gdzie Kaszubi wprawdzie pracowali i handlowali, ale zawsze otaczał ich obcy żywioł? Sprawdziłem: o ustawieniu tablic zdecydował Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska, członek Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego i polityk PO.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wśród pól, lasów i jezior Kaszubi zbudowali przez setki lat wspaniałą kulturę. Do niedawna mieli też ducha, dzięki któremu nie pozwalali się ujarzmić. Ich siłą była głęboka maryjność, manifestowana jeszcze w czasach pontyfikatu Jana Pawła II. Ta katolicka duchowość tradycyjnie wiązała ich z Rzecząpospolitą, co najcelniej ujął poeta Hieronim Derdowski: &lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12pt; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-language: AR-SA; mso-bidi-theme-font: minor-bidi; mso-fareast-font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;; mso-fareast-language: EN-US;"&gt;„Nié mô Kaszëb bez Pòlonii, a bez Kaszëb Pòlsczi&lt;/span&gt;”. Tym, co osłabiało Kaszubów przed wojną, była idea regionalizmu, propagowana przez niemiecką i gdańską prasę. Ten wyssany z palca projekt powrócił na początku III RP za sprawą Tuska i jego gdańskich przyjaciół z Kongresu Liberalno-Demokratycznego. W strukturach ZK-P zaroiło się od młodych aktywistów o nastawieniu separatystycznym. Na szczeblu samorządów Kaszuby obrosły pajęczyną „nowych kaszubskich inteligentów” związanych z KLD, następnie UW, wreszcie PO. Zanim Tusk zaprezentował wszystkim Polakom retorykę „polityki miłości”, przetestował ją na lokalnej społeczności. Ponad połowa Kaszubów dała się na nią nabrać, skoro w każdych kolejnych wyborach głosuje na Mira, Zbycha albo Bronka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podczas niedawnego Zjazdu Kaszubów w Lęborku Tusk mówił, że mieszkańcy tej ziemi „wypracowali własny pomysł na politykę”. Ma on polegać na dbaniu o „spokój i pokój” i wyrzekaniu się „wszelkich radykalizmów”. Nieugięty duch Kaszubów został sprowadzony do pegeerowskiej mentalności i hasła „Zgoda buduje!”. Zupełnie nie przystaje to do historii kaszubskiej inteligencji, która niezmiennie wspierała polskie zrywy niepodległościowe. Alfons Flisykowski z Goręczyna najpierw jako ochotnik walczył z bolszewikami, a we wrześniu 1939 r. dowodził obroną Poczty Polskiej. Razem z nim poległo za ojczyznę wielu Kaszubów. Jedni zostali wymordowani w Piaśnicy, inni trafili do obozu w Stutthofie. Niektórzy do końca wojny toczyli walkę z najeźdźcą w oddziałach „Gryfa Pomorskiego”. To głównie mieszkańcy kaszubskich wsi wzięli udział w wydarzeniach Grudnia’70 i Sierpnia’80.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kochani Kaszubi! Zwracam się do was wprost, jak Antoni Abraham, który w ostatnich latach zaborów krytykował swoich ziomków za bierność w walce o świadomość narodową. Nie dajcie sobie wmówić, że jesteście prymitywnym ludem, skazanym na konsumpcyjną wegetację. Do zachowania spokoju i izolacji od reszty narodu wzywa się niewolników, żeby łatwiej było nad nimi zapanować. Nie zgadzajcie się na dyktat gdańskich polityków. Oni was oszukują. Chcą wychować geszefciarzy, którzy do końca życia będą sprowadzać z Niemiec samochody, a urzędowe znajomości wykorzystywać do zbijania kasy. Bądźcie ofensywni. Zamiast zamykać się w „regionalizmie”, obudźcie katolickiego ducha i przekażcie go reszcie Polaków. Tylko tak – wzbogacając polskie życie własną tradycją – przetrwacie. Pamiętajcie o tym, idąc do wyborów 9 października. Niech tego dnia burzy się kaszubska krew, a serce bije dla Polski.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-4215924936049148588?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4215924936049148588'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4215924936049148588'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/10/kaszubska-krew-polskie-serce.html' title='Kaszubska krew, polskie serce'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-6028396276677905561</id><published>2011-09-30T19:19:00.001+02:00</published><updated>2011-09-30T19:21:24.337+02:00</updated><title type='text'>Nominacja do nagrody TOTUS</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;„Za twórczość poetycką, łączącą w oryginalny sposób chrześcijański uniwersalizm i głębię rozumienia tajemnicy życia z opiewaniem małej ojczyzny, a także twórczą publicystykę.”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;29 września podczas konferencji prasowej w siedzibie Sekretariatu Konferencji Episkopatu Polski w Warszawie ogłoszono nominacje do nagrody TOTUS przyznawanej przez Fundację „Dzieło Nowego Tysiąclecia”. Nagroda została ustanowiona w roku 2000 „dla docenienia dorobku i skutecznego promowania osób oraz instytucji, których działalność w sposób wybitny przyczynia się do podkreślenia wartości człowieka”. Wręczana jest corocznie w przeddzień Dnia Papieskiego  w czterech kategoriach: za osiągnięcia w dziedzinie kultury chrześcijańskiej, pracy charytatywnej, propagowania nauczania Jana Pawła II oraz działalności medialnej dla upamiętnienia postaci bp. Jana Chrapka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;TEGOROCZNE NOMINACJE W KATEGORII „OSIĄGNIĘCIA W DZIEDZINIE KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ”:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;prof. Stefan Sawicki&lt;/strong&gt; – nominowany za wieloletnią, skuteczną i wielokształtną naukową służbę poezji Cypriana Kamila Norwida – jednemu z największych skarbów polskiej kultury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Michał Lorenc&lt;/strong&gt; – nominowany za tworzenie wybitnej muzyki filmowej, a także w szczególny sposób za dzieło „Missa Magna Beatificationis” stworzone w hołdzie Ojcu Świętemu błogosławionemu Janowi Pawłowi II.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wojciech Wencel&lt;/strong&gt; – nominowany za twórczość poetycką, łączącą w oryginalny sposób chrześcijański uniwersalizm i głębię rozumienia tajemnicy życia z opiewaniem małej ojczyzny, a także twórczą publicystykę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gala finałowa odbędzie się 8. października w Zamku Królewskim w Warszawie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-6028396276677905561?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6028396276677905561'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6028396276677905561'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/09/nominacja-do-nagrody-totus.html' title='Nominacja do nagrody TOTUS'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-1297928190595578195</id><published>2011-09-27T12:11:00.009+02:00</published><updated>2011-09-27T12:25:33.538+02:00</updated><title type='text'>Gościnne Podlasie</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;W środę 21 września, korzystając z zaproszenia dyrektora Książnicy Podlaskiej Jana Leończuka,&amp;nbsp;odwiedziłem Białystok. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-eePJFM7e0xI/ToGhNNySPlI/AAAAAAAAAqk/pntZLi0E_4A/s1600/bstk.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-eePJFM7e0xI/ToGhNNySPlI/AAAAAAAAAqk/pntZLi0E_4A/s1600/bstk.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-rOf4vULJ3i8/ToGkMVHv-sI/AAAAAAAAAqo/BPI9QuTDc9E/s1600/blst2.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-rOf4vULJ3i8/ToGkMVHv-sI/AAAAAAAAAqo/BPI9QuTDc9E/s1600/blst2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podczas spotkania zorganizowanego w ramach cyklu „Środy Literackie” czytałem wiersze z tomów „Ziemia Święta”, „Podziemne motyle” i „De profundis”. Spotkanie stało się też okazją do ciekawej rozmowy z publicznością o patriotyzmie, specyfice polskiej prowincji oraz – mówiąc w dużym skrócie – upadku kultury i obyczajów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nazajutrz w bibliotece w  Wasilkowie miałem przyjemność spotkać się z młodzieżą z Gimnazjum im. ks. Wacława Rabczyńskiego. Opowiadałem m.in. o swoich literackich początkach i o pożytkach z lekcji historii i literatury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Organizatorom i uczestnikom obu spotkań serdecznie dziękuję za poświęcony czas i inspirujące pytania.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-1297928190595578195?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/1297928190595578195'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/1297928190595578195'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/09/goscinne-podlasie.html' title='Gościnne Podlasie'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-eePJFM7e0xI/ToGhNNySPlI/AAAAAAAAAqk/pntZLi0E_4A/s72-c/bstk.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-4886381190952270488</id><published>2011-09-24T02:13:00.000+02:00</published><updated>2011-09-24T02:13:37.113+02:00</updated><title type='text'>Przeciw systemowi</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Z Wojciechem Wenclem rozmawia Joanna Lichocka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Gazeta Polska Codziennie", 17-18 września 2011&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Był pan na ostatnim Marszu Pamięci 10 września, przyjechał Pan z Gdańska i  wędrował wraz z tłumem Krakowskim Przedmieściem pod Pałac Prezydencki. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Doświadczenie wspólnoty, która zrodziła się na Krakowskim Przedmieściu w pierwszych dniach żałoby po 10 kwietnia, spowodowało, że znów odczuliśmy głód prawdy, sprawiedliwości i prawdziwej wolności. Pojawiła się nadzieja, że te wartości mogą powrócić do polskiego życia publicznego. Widząc, jak jesteśmy liczni, zrozumieliśmy, że możemy decydować o losach własnego kraju. Że Polska nie musi być państwem, które wciąż tkwi korzeniami w komunizmie. Bo przecież nadal rządzi tu warstwa uprzywilejowana, a zmieniła się jedynie fasada. Ukrywanie faktycznego znaczenia tzw. „transformacji ustrojowej” to grzech założycielski III RP. System interesów komunistów, którzy przecież pod koniec PRL-u nie byli jakimiś ideowcami, został rozbudowany w system interesów całej grupy: udziałowców Okrągłego Stołu, oligarchów, byłych esbeków, twórców głównych mediów, ale też  nowych polityków, respektujących okrągłostołowy układ. Ci ludzie nie potrafią myśleć kategoriami służby publicznej czy dobra wspólnego. Ich ideologią jest kolesiostwo, przykrywane propagandową grą, politycznym PR-em.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie boi się Pan oskarżeń o „antysystemowość”?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślę, że Marsze Pamięci to przede wszystkim wołanie o prawdę. Nie tylko o prawdę o katastrofie smoleńskiej i szacunek dla jej ofiar, ale też o inną Polskę. Taką, w której sądy nie będą skazywać ludzi za poglądy, w której media będą służyć obywatelom, a nie władzy, w której nikt nie będzie wyzywany od moherów, ciemniaków, faszystów, w której runą fałszywe hierarchie kultury i pojawią się nowe, odpowiadające tradycyjnym polskim wartościom. Patronką naszego zrywu jest śp. Anna Walentynowicz, autentyczna „Pani Cogito”, zawsze stająca w obronie poniżonych i wykluczonych. Zgodnie z jej testamentem, musimy „policzyć się na nowo” i dokończyć misję „Solidarności”. &lt;br /&gt;Smoleńsk wyrwał nas z letargu, z poczucia bezsilności. Bardzo wyraźnie widać to nie tylko w Warszawie, ale i na polskiej prowincji. Nie zajmiemy się już tylko bogaceniem się i grillowaniem. Polska nas obchodzi, dla milionów ludzi Polska znów stała się ogromnie ważna. W tej chwili funkcjonujemy w drugim obiegu, budujemy podziemną kulturę, ale nadejdzie jeszcze nasz czas. Nasza obecność na Krakowskim Przedmieściu jest dowodem, że nie boimy się mówić „nie” temu porządkowi, jaki nam wprowadzono w 1989 r .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Chce Pan powiedzieć, że to akt odwagi? Nie przesadza Pan?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polacy na Krakowskim Przedmieściu wychodzą na pierwszą linię walki o polską duszę. I to z pełną świadomością, że zostaną ośmieszeni w głównych mediach i będą mieli kłopoty w lokalnych środowiskach. Przecież widzimy, jak są pokazywani w telewizji , jak się z nich kpi, atakuje, uznaje za szaleńców. Ale tych kilka tysięcy ludzi co miesiąc należy traktować jako reprezentantów całego świadomego narodu, także tych z nas, którzy mieszkają na prowincji. Wyjazd do Warszawy to dla wielu Polaków, zwłaszcza starszych, „podróż życia”, poważne wyzwanie, wiążące się z zerwaniem relacji z oswojoną przestrzenią. Nie wszyscy mogą fizycznie stawić się na Krakowskim Przedmieściu, ale są tam duchowo. Znam kilkanaście osób, które nigdy nie brały udziału w Marszach Pamięci, ale głęboko identyfikują się z wołaniem o prawdę. Mówią: „Krakowskie Przedmieście – tak, my jesteśmy z Krakowskiego Przedmieścia”. I to są ludzie różni. Choćby mój sąsiad, legenda polskiego jazzu, który po Smoleńsku zaczął czytać „Gazetę Polską”. W święta narodowe wspólnie wieszamy na naszej kamienicy biało-czerwoną flagę, przepasaną kirem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Sporo jest też jednak takich, którzy pukają się w czoło, gdy słyszą, że ludzie na Krakowskim Przedmieściu śpiewają „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Też tak śpiewam, bo III RP  utraciła podmiotowość w polityce zagranicznej, a wewnętrznie coraz bardziej przypomina putinowską Rosję. Przyjrzyjmy się tym, którzy pukają się w czoło. To albo wykorzenione z polskości „wykształciuchy”, którym wystarcza mała stabilizacja i absurdalne poczucie wyższości, albo młodzi junacy, którzy wierzą, że poparcie kosmopolitycznych trendów da im awans społeczny. Wszyscy są zaczarowani przez cyniczne media, trochę jak Kaj z baśni Andersena o Królowej Śniegu – mają lodowate serca. Brakuje im empatii.  A przecież obowiązkiem człowieka myślącego jest zawsze stawać w obronie słabszych. Obserwując Polaków na Krakowskim Przedmieściu przez te 17 miesięcy, uświadomiłem sobie, że udział w mszach i marszach jest dla wielu z nich jedyną bronią. Bo nie pisują polemik w wielkich gazetach, nie chodzą do programów telewizyjnych. Mogą tylko wyjść  z lokalnego środowiska i powiedzieć głośno: „Tak, jesteśmy Polakami, chcemy pozostać Polakami”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jarosław Marek Rymkiewicz, który też pilnie obserwuje Krakowskie Przedmieście, powiedział, że chciałby, by było już na nim mniej lamentu. Mówi, że teraz jest wojna.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 1860 r. też zaczęło się od lamentu i patriotycznych manifestacji. Powstanie styczniowe wybuchło dopiero trzy lata później. Sam miałem wiele momentów zwątpienia, śledząc rozwój wydarzeń na Krakowskim Przedmieściu. W pierwszych dniach po 10 kwietnia był we mnie entuzjazm. Miałem poczucie, że za chwilę będziemy tu mieli jakieś pospolite ruszenie i Polska z dnia na dzień stanie się państwem z krwi i kości, a gdy minie żałoba, będziemy normalnie żyć, respektując ten system wartości, który przyświecał poległym w Smoleńsku. Trudnym doświadczeniem było pogodzenie się z kruchością naszego zrywu. Żeby zmienić oficjalną kulturę, fałszowaną przez dziesięciolecia, potrzeba czasu. Na pewno potrzebujemy większej mobilizacji do budowania podziemnych struktur. Konieczna jest też ogromna determinacja naszych politycznych reprezentantów, czyli PiS-u. Może to nasze marzenie o wolnej Polsce spełni się dopiero w  kolejnych pokoleniach, a może już za kilka miesięcy. Wiem jedno: na Krakowskim Przedmieściu jest szczelina, przez którą wypływa na powierzchnię mickiewiczowska lawa. Przyjdzie taki dzień, kiedy ten wulkan polskości wybuchnie i odzyskamy własne państwo.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-4886381190952270488?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4886381190952270488'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4886381190952270488'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/09/przeciw-systemowi.html' title='Przeciw systemowi'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-3094678000589765087</id><published>2011-09-23T21:25:00.000+02:00</published><updated>2011-09-23T21:25:11.864+02:00</updated><title type='text'>Smoleńsk w cieniu WTC</title><content type='html'>&lt;strong&gt;W dziesiątą rocznicę zamachu na WTC na moment wrócił w Polsce nastrój powagi i współczucia. Okazało się, że również rządowe media i wyborcy PO potrafią uszanować narodową tragedię. Oczywiście pod warunkiem, że jest to tragedia obcego narodu, celebrowana przez wielki świat i wolna od romantycznych skojarzeń. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://niezalezna.pl/16574-smolensk-w-cieniu-wtc"&gt;Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 21 września 2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ci sami ludzie, którzy po Smoleńsku szydzili z polskiej pamięci, organizując happeningi pod krzyżem i kibicując akcji gaszenia zniczy, udowodnili, że nie mają problemu z docenieniem wydarzeń z 11 września 2001 r. Ameryka może być im za to wdzięczna. Polska mniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na poziomie egzystencjalnym i eschatologicznym wszystkie dramaty są sobie równe. Bohaterska śmierć za ojczyznę jest tak samo wstrząsająca jak śmierć w szpitalu czy w wypadku samochodowym. Bliscy ofiar odczuwają podobny ból, a krzyże na chrześcijańskich grobach są znakiem tej samej, równie uprawnionej nadziei na zbawienie. Ale na planie wspólnotowym i historycznym tragiczne wydarzenia mogą mieć zupełnie różną wagę. Dla nas, Polaków, katastrofa smoleńska jest apokalipsą, doświadczeniem zbiorowego losu, kluczem do odczytania wspólnej przeszłości i przyszłości. Trudno w ogóle zestawiać ją z atakiem terrorystycznym w Nowym Jorku, bo jej skutki są dla nas nieporównywalnie bardziej dotkliwe. Nawet patrząc obiektywnie, różnica jest zasadnicza. Atak na WTC nie zniszczył Ameryki, lecz ją zjednoczył i skłonił do reakcji. My straciliśmy prezydenta, dowódców armii i patriotyczną elitę, a w konsekwencji podmiotowość w polityce zagranicznej i względną wewnętrzną równowagę. Jako państwo wisimy na włosku. Na szczęście odradzamy się jako naród wolnych Polaków, na razie kilkumilionowy, ale już świadomy swojej historycznej ciągłości, interesu państwa i fałszu oficjalnej kultury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma powodu udawać, że żyjemy gdzie indziej. W jakiejś globalnej wiosce, z siedmiomiliardową rodziną na karku. Możemy współczuć Amerykanom, jak współczujemy ofiarom głodu w Afryce, ale zawsze będzie to empatia na odległość, zbudowana za pośrednictwem medialnych przekazów i w gruncie rzeczy bardzo powierzchowna. Fakt, że wielu ludzi w Polsce rejestruje tylko ten poziom, pomniejszając wagę Smoleńska, to świadectwo rozpadu polskiej kultury, która – w oficjalnym wydaniu – już dawno stała się kosmopolityczna. Jedynie ludzie wykorzenieni z polskości są w stanie gardzić żywą pamięcią o poległych rodakach, bez przeszkód odnajdując się w amerykańskim micie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po 11 września 2001 r. kilku polskich poetów poświęciło wiersze amerykańskiej tragedii. Bodaj najsłynniejszy utwór – „Spróbuj opiewać okaleczony świat” – napisał Adam Zagajewski, ale temat zainspirował też młodszych twórców. Z jednym z nich miałem okazję rozmawiać po 10 kwietnia 2010 r. – Napisałeś poruszający wiersz o WTC – zagaiłem – ale obaj wiemy, że o Smoleńsku nie napiszesz ani słowa. Nawet gdyby przyszło ci coś do głowy, będziesz się bał kontekstu: romantyzm, martyrologia, megalomania narodowa... Przyznał mi rację. Zapytałem, czy nie uważa tej sytuacji za groteskową. – Tak – odparł – ale w takiej kulturze żyjemy. Celowo nie wymieniam nazwiska poety, bo nawet go trochę rozumiem. I współczuję mu tego wiersza o WTC, który będą kiedyś czytać jego późne wnuki. Co pomyślelibyśmy o Tadeuszu Gajcym, gdyby zamiast powstańczych wierszy został po nim utwór o operacji aliantów w Normandii? No, ale Gajcy miał łatwiej, bo wychował się w kulturze, którą rządził duch romantyków, a nie Zygmunt Bauman.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za długo braliśmy udział w tej „ponowoczesnej” maskaradzie. Za długo respektowaliśmy autorytety kreowane przez TVN i „Gazetę Wyborczą”. Nie zgadzaliśmy się z nimi, ale dawaliśmy im prawo do reprezentowania polskiej kultury. Wydawało nam się oczywiste, że gdy historia znów się o nas upomni, przestaną pleść bzdury i zaczną służyć narodowi. Są w końcu Polakami. Tymczasem oni urabiali świadomość społeczną, wychowując nadwornych błaznów, kieszonkowych kosmopolitów i pseudokonserwatywnych cyników. I gdy nadszedł 10 kwietnia, zostaliśmy ze swoją Polską sami, w drugim obiegu. Budujmy to kulturalne podziemie dumnie i cierpliwie, nie próbując zbyt szybko wracać na powierzchnię. Gdy przyjdzie czas, wrócimy w komplecie. Razem z duchami poległych.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-3094678000589765087?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/3094678000589765087'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/3094678000589765087'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/09/smolensk-w-cieniu-wtc.html' title='Smoleńsk w cieniu WTC'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-6199807065762340023</id><published>2011-09-21T00:29:00.001+02:00</published><updated>2011-09-22T23:09:22.745+02:00</updated><title type='text'>Blog w serwisie stefczyk.info</title><content type='html'>Uprzejmie informuję, że zacząłem prowadzić bloga w serwisie &lt;a href="http://www.stefczyk.info/"&gt;stefczyk.info&lt;/a&gt;. Zapraszam do lektury pierwszego minifelietonu: &lt;a href="http://www.stefczyk.info/Blogi/Z-Bozej-Laski-poeta/Czerwona-zaraza/"&gt;Czerwona zaraza&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-6199807065762340023?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6199807065762340023'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6199807065762340023'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/09/blog-w-serwisie-stefczykinfo.html' title='Blog w serwisie stefczyk.info'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-8183739604078981423</id><published>2011-09-17T16:27:00.007+02:00</published><updated>2011-09-19T02:33:51.554+02:00</updated><title type='text'>Wywiad w „Gazecie Polskiej Codziennie”</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-nLuLdwqAylM/TnSuIsp3UzI/AAAAAAAAAqQ/LlOFfd7ZTgo/s1600/wywiadgpc.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="250" src="http://3.bp.blogspot.com/-nLuLdwqAylM/TnSuIsp3UzI/AAAAAAAAAqQ/LlOFfd7ZTgo/s400/wywiadgpc.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego uczestniczyłem w ostatnim Marszu Pamięci? Jaki jest polityczny sens wydarzeń na Krakowskim Przedmieściu? „Gazeta Polska Codziennie” publikuje dziś zapis rozmowy, którą przeprowadziła ze mną Joanna Lichocka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-8183739604078981423?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/8183739604078981423'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/8183739604078981423'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/09/przeciw-systemowi-wywiad-w-gazecie.html' title='Wywiad w „Gazecie Polskiej Codziennie”'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-nLuLdwqAylM/TnSuIsp3UzI/AAAAAAAAAqQ/LlOFfd7ZTgo/s72-c/wywiadgpc.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-951094415435365161</id><published>2011-09-16T16:11:00.001+02:00</published><updated>2011-09-16T16:12:47.904+02:00</updated><title type='text'>Zapach strachu</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Boją się. Wolnej prasy, internetu, tłumów na Krakowskim Przedmieściu, kibiców, dokumentalistów i poetów. Ale najbardziej obawiają się Jarosława Kaczyńskiego. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://niezalezna.pl/16234-zapach-strachu"&gt;Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 14 września 2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego przez ostatni rok usiłowali zainspirować członków PiS do odwołania prezesa. Jak w jakiejś bajce Krasickiego, wilki tłumaczyły owcom, że te powinny się pozbyć owczarka. Bo owczarek traktuje je bez należnego szacunku: zagania do szeregu i potrafi warknąć, gdy któraś się rozbeczy. Oczywiście, większość owiec natychmiast wyczuła wilczy podstęp. Jednak znalazło się też kilka naiwnych. Gdy nie udało im się wygnać owczarka, same dumnie opuściły stado. W efekcie owca Kluzikowa została schrupana przez wilka, a owca Poncyliusz do dziś błąka się po lesie, ciągnąc za sobą wystrzyżoną do gołej skóry koleżankę o ksywie „Misiek”. Reszta przepadła bez wieści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale peowska propaganda odwoływała się nie tylko do ludzkiej próżności, kreśląc obraz PiS jako partii, w której „nikt nie może mieć swojego zdania”. Kiedy Donald Tusk mówił, że PO nie ma z kim przegrać, pośrednio dawał do zrozumienia, że gdyby opozycja się „zmodernizowała”, wynik wyborów nie byłby tak oczywisty. Tę strategię natychmiast podjęli szeregowi funkcjonariusze aparatu władzy. Dziennikarze i eksperci TVN48, a za nimi internetowi agenci wpływu, zaczęli wieszczyć, że gdyby PiS odsunął Kaczyńskiego na drugi plan, przestałby wreszcie być „prywatnym folwarkiem” i stałby się poważną partią, mającą realną szansę wygrać wybory. Politycy PiS, dotychczas przedstawiani w rządowych mediach jako klakierzy, nagle dowiedzieli się, że mają ogromny potencjał. Jeśli tylko odwołają prezesa, będą w stanie pokonać PO. Doszło do tego, że wewnętrzna hierarchia PiS stała się problemem ogólnonarodowym. Niektóre portale internetowe organizowały nawet sondy z pytaniem, czy odwołanie Jarosława Kaczyńskiego z funkcji prezesa partii przysłuży się polskiej demokracji. Sympatycy PiS z reguły głosowali na „nie”, wyborcy PO klikali „tak”. I w myślach dodawali wykrzyknik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, cała ta kampania była groteskowa, bo niby dlaczego peowskim propagandzistom miałoby zależeć na umocnieniu konkurencji? Czyżby Tusk przejął się wreszcie demoralizacją własnej partii i w interesie polskiej demokracji chciał oddać władzę w godne ręce pisowskich reformatorów? Bez żartów. Trwająca rok kampania była nieudolną próbą wykluczenia ze sceny politycznej jedynego rywala, przed którym premier o wilczym spojrzeniu naprawdę trzęsie portkami. Oczywiście w kraju, bo za granicą mój sąsiad z Gdańska trzęsie portkami przed wszystkimi. Może z wyjątkiem słodkiej Angeli, bo z tą – jak często powtarza – wychował się na jednym podwórku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeciwnicy Kaczyńskiego często podkreślają, że nie ma ludzi niezastąpionych. To prawda. Jednak – jak mawia Kohelet – „wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem”. Po 10 kwietnia 2010 r. runęła struktura polskiej polityki zagranicznej, grzebiąc naszą podmiotowość. Życie publiczne w kraju coraz bardziej przypomina model rosyjski. To fakty, a nie interpretacje. Kto w takiej sytuacji wciąż traktuje politykę jako demokratyczne targowisko próżności, powtarzając brednie mediów, że „PiS wykorzystuje katastrofę smoleńską dla własnych korzyści” albo dąsając się na styl zarządzania partią, zachowuje się jak dziecko we mgle. Bo kryterium oceny formacji politycznych jest dziś tylko jedno: zdolność do natychmiastowego zabezpieczenia niepodległości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego nadchodzące wybory będą wielkim sprawdzianem patriotyzmu. Zwłaszcza dla tych, którzy w dotychczasowych głosowaniach brali pod uwagę jakiś – szczególnie dla nich ważny – wycinek świata wartości: kwestie ochrony życia albo wolnego rynku. Jeśli nie zdobędą się na szerszą perspektywę, mogą obudzić się w kraju, w którym nikt już nie będzie ich pytał o zdanie, bo o etyce i gospodarce będzie decydować Ministerstwo Prawdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po Smoleńsku w polskiej kulturze nastąpił wysyp świadectw patriotycznych. Jednak wciąż brakuje nam politycznej reprezentacji, zdolnej wykorzystać ten potencjał do odbudowy państwa. Polska potrzebuje silnego przywódcy, który przywróci jej podmiotowość. Jest tylko jeden taki polityk, z zapleczem, wizją i doświadczeniem na stanowisku premiera. My to wiemy i oni to wiedzą. Dlatego się go boją.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-951094415435365161?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/951094415435365161'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/951094415435365161'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/09/zapach-strachu.html' title='Zapach strachu'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-3118210582394596359</id><published>2011-09-15T01:30:00.000+02:00</published><updated>2011-09-15T01:30:19.149+02:00</updated><title type='text'>Spotkanie autorskie w Białymstoku</title><content type='html'>W środę 21 września będę gościem Książnicy Podlaskiej im. Łukasza Górnickiego w Białymstoku. Spotkanie odbędzie się w budynku wypożyczalni głównej przy ul. Kilińskiego 11. Początek o godz. 17.00. Serdecznie zapraszam!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-3118210582394596359?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/3118210582394596359'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/3118210582394596359'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/09/spotkanie-autorskie-w-biaymstoku.html' title='Spotkanie autorskie w Białymstoku'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-2905463737771215353</id><published>2011-09-09T23:36:00.000+02:00</published><updated>2011-09-09T23:36:03.726+02:00</updated><title type='text'>„Arcana” polskości</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Wokół krakowskiego pisma działa środowisko ludzi zarażonych polskim romantyzmem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://niezalezna.pl/15876-arcana-polskosci"&gt;Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 7 września 2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 1997 r. Liga Republikańska zorganizowała w Katowicach Spotkania Nowego Pokolenia. W ciężkim od węgla powietrzu unosił się duch „konserwatywnej rewolucji”. Na scenie koncertowały zespoły chrześcijańskiego rocka, a w dyskusjach panelowych brali udział „eseiści kultowi”: Cezary Michalski i Paweł Lisicki. „Frondę” reprezentował Rafał Smoczyński. Jako przykład skutecznej realizacji kulturowej misji wskazywano działalność Wiesława Walendziaka i związanych z nim dziennikarzy w telewizji publicznej. Droga do rechrystianizacji Polski, a w dalszej perspektywie – Europy, wydawała się lekka, łatwa i przyjemna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym samym roku Jan Paweł II pisał w liście do redakcji „Arcanów”: „Życzę Wam radości z owoców pracy podejmowanej w walce o Polskę wierną swej religijnej i polityczno-kulturowej tradycji. Idźcie tą drogą śmiało...”. Życzenia bardzo się przydały, bo twórcy krakowskiego pisma wyznaczyli sobie znacznie dłuższą trasę niż architekci „konserwatywnej rewolucji”. Po czternastu latach od tamtych wydarzeń można sparafrazować Księgę Koheleta: pokolenie przychodzi i pokolenie odchodzi, a dwumiesięcznik „Arcana” trwa po wszystkie czasy. Właśnie ukazał się jego jubileuszowy, setny numer.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Redakcją pisma, które w 1995 r. powstało na gruzach wywodzącej się z podziemia „Arki”, od początku kierował Andrzej Nowak. Wokół „Arcanów” udało mu się skupić niemal całą autentyczną elitę polskiej kultury. Publikowali tu m.in. Zbigniew Herbert, Jarosław Marek Rymkiewicz, Leszek Elektorowicz, Leszek Długosz, Marek Nowakowski, Włodzimierz Odojewski, Kazimierz Orłoś, Wacław Holewiński, Jacek Trznadel, Tomasz Burek, Elżbieta Morawiec, Wiesław Paweł Szymański, Maciej Urbanowski, Jan Prokop, Ryszard Legutko, Jacek Bartyzel, Andrzej Waśko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja współpraca z „Arcanami” zaczęła się w 1996 r. Pamiętam, że gdy po raz pierwszy ogłaszałem tam wiersze oraz młodzieńczy manifest „Zamieszkać w katedrze”, bliższe było mi strzelanie z procy niż uczestniczenie w długotrwałej strategicznej rozgrywce. Krakowski dwumiesięcznik kojarzył mi się z pracą u podstaw, godną szacunku, ale pozbawioną adrenaliny, przygody, spektakularnych zwycięstw i dotkliwych klęsk. Ależ byłem wtedy naiwny! Musiałem dorosnąć, by dostrzec, że „Arcana” to pismo głęboko romantyczne, napędzane marzeniem o wielkiej Polsce, tyle że budowane na skale narodowej historii, religii i kultury, a nie na piasku rewolucyjnej iluzji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamiast pozować na rewolwerowców, którzy w samo południe stają do pojedynku z potworem tego świata, redaktorzy „Arcanów” konsekwentnie drążą zapomniane tradycje polskiej kultury: od Mickiewicza po Mackiewicza, od natchnionego mesjanizmu po gorzki realizm. Ożywiają idee i pisarstwo Stanisława Piaseckiego, Ferdynanda Goetla, Andrzeja Bobkowskiego. Czasem wskrzeszają literackie arcydzieła, takie jak „Nadberezyńcy” Floriana Czarnyszewicza. Kompletują armię żywych i umarłych, zdolną skutecznie walczyć o polską duszę. Mają świadomość, że tylko ciągłość patriotyzmu jest realną alternatywą dla fałszu panującego dziś systemu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dążąc do ukazywania prawdziwej historii, stały się „Arcana” wnikliwą kroniką III RP. Jednoznacznie krytyczne wobec układu okrągłego stołu, na bieżąco komentowały kluczowe wydarzenia polityczne – od powołania i upadku rządu Jana Olszewskiego po katastrofę smoleńską. Publikowane przez nie teksty, choćby głośna książka Pawła Zyzaka o Lechu Wałęsie, wywoływały wściekłość salonów i narażały redakcję na poważne kłopoty. Ale autorzy pisma często sięgali też w głąb polskich dziejów, szukając w nich klucza do zrozumienia współczesności. Szczególną wartość miały analizy geopolityczne, określające Polskę wobec Rosji i Europy Wschodniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uniwersytecka powaga „Arcanów” może sugerować, że to pismo dogmatycznych konserwatystów, którym zależy wyłącznie na przechowaniu dawnych wartości w czasach cywilizacyjnego kryzysu. W rzeczywistości wokół dwumiesięcznika działa środowisko ludzi zarażonych polskim romantyzmem, który warunkuje naszą wolność. Tytuł pisma nie jest przypadkowy, bo dojrzały patriotyzm wymaga wtajemniczenia i świadomego uczestnictwa we wspólnotowym losie. Między sztywnymi okładkami „Arcanów” kipi żywioł polskości. Nie tylko ja czekam na moment, kiedy wybuchnie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-2905463737771215353?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/2905463737771215353'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/2905463737771215353'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/09/arcana-polskosci.html' title='„Arcana” polskości'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-3379393480982580232</id><published>2011-09-09T15:36:00.005+02:00</published><updated>2011-09-09T15:43:32.531+02:00</updated><title type='text'>Biały ogród bez cieni</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Mateusz Stachowski potrafi pięknie opowiadać o śmierci.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://gosc.pl/doc/937110.Bialy-ogrod-bez-cieni"&gt;Felieton z tygodnika "Gość Niedzielny" nr 36/2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilkanaście lat temu odwiedził mnie w Matarni młody franciszkanin. Ja chwaliłem się swoją poezją, dumny jak paw, że znajduje ona czytelników również w stanie duchownym, a on skromnie opowiadał o swojej młodzieńczej fascynacji „ciężką” muzyką, trudnym nawróceniu i poszukiwaniu Boga we współczesnej literaturze. Gdyby Mateusz Stachowski w porę nie posłuchał wewnętrznego głosu, być może dziś zastępowałby Nergala w programie „The Voice of Poland”. Ale wybrał inną drogę. Od lat pełni posługę duszpasterską, animuje franciszkańskie portale w internecie, jest gitarzystą i wokalistą katolickiej grupy Taukers, właśnie wydał debiutancki tom wierszy „Bezsenność”. Dodajmy od razu – tom znakomity.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bohaterem współczesnej poezji często jest egzul, czyli banita, wygnaniec, człowiek wykorzeniony z konkretnej przestrzeni, który nigdzie nie jest „u siebie”. Podróżując przez obce miasta, rozpaczliwie próbuje oswoić ich zmysłowe piękno, ale udaje mu się zapamiętać jedynie fragmenty obrazów, strzępy rozmów, ulotne dźwięki. A ponieważ zazwyczaj tęskni do pełni, cierpi na melancholię, tę chorobę woli, która nie pozwala odczuć radości w codziennym życiu. Aby wydobyć się z tej pułapki, czasem zaczyna przekonywać sam siebie, że żadna pełnia nie istnieje. Przedstawia się jako kosmopolita, obywatel świata, koneser egzotycznych win i krajobrazów. Ale jego życie pozostaje chaosem, a w jego sercu kryje się tłumiony niepokój.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bohater wierszy Stachowskiego również sporo podróżuje. Pociągiem z/do Poznania, Gniezna, Elbląga, Gdańska, samolotem z/do Sardynii, Paryża, Londynu, San Francisco. Nie ma na świecie miejsca, o którym mógłby powiedzieć: mój dom, moje gniazdo, moja mała ojczyzna. A jednak nie sprawia wrażenia człowieka wykorzenionego. Zamiast chwytać się fragmentów rzeczywistości jak tonący brzytwy albo przybierać pozę światowca, stara się zachowywać jak gość, który na tym świecie jest tylko przejazdem. Jego korzenie tkwią bowiem w ojczyźnie niebieskiej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świadomość takiego pochodzenia (i przeznaczenia) pozwala bohaterowi tej poezji zyskać dystans do własnej historii, zaakceptować „swoje miejsce/ na skrzypiącej osi czasu”, a także ujrzeć dzieje świata w perspektywie eschatologicznej. Jak w wierszu „British Museum”, gdzie zwiedzanie sal z eksponatami staje się figurą wędrówki człowieka przez kolejne epoki. Aż do drzwi opatrzonych tabliczką z napisem „Exit”, za którymi kryje się tajemnica wieczności. To właśnie tam, w „białym ogrodzie bez cieni”, mieszkają umarli: „I czekają cierpliwie/ nie mierząc już czasu/ na nas, aż włączymy się/ w nurt rzeki prawdy/ w świętą procesję powrotu/ i wtedy właśnie pojmiemy/ kiwając poważnie głowami/ jak dzieci, które odkryły/ kto przynosi prezenty/ na święta”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głęboko wierząc, że niebo jest ostatecznym celem i sensem życia, łatwo wpaść w pułapkę pogardy dla widzialnego świata. Podróżnemu z wierszy Stachowskiego udaje się jednak tego uniknąć, bo etap ziemski uznaje za istotną część Bożego planu. Jest spokojny, ale nieznudzony. Zachowuje ostrożność, skupienie, dziecięcą ciekawość i wrażliwość na konkret przyrody. Często zatrzymuje się w drodze, by odczytać metafizyczne znaki, ukryte pod skórą rzeczywistości. Choćby „wierny szum owadów” czy przypływy i odpływy morza, przywołujące ważną dla tej poezji kategorię wierności. Pochyla się nad zmysłowymi szczegółami, przyglądając się im przez niebieską soczewkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stachowski potrafi pięknie opowiadać o śmierci. Robi to z niebywałą wręcz łagodnością, która wcale nie redukuje ludzkiego dramatu. W utworze „Nieznana melodia” pisze: „Guzy na mózgu/ jak bemole wepchnięte/ w partyturę/ zmieniają tonację,/ porwał się rytm i hymn zamilkł/ w pół taktu.// Twe dni pospieszne,/ pełne pogodnego chaosu;/ w sobotę Ktoś/ na pięciolinii Twojego życia/ postawił krzyżyk”. W tym i kilku innych wierszach widać szczególny dar wyobraźni – umiejętność tworzenia wielostopniowych metafor, opartych na oryginalnym koncepcie. Stachowski dostrzega analogie w pozornie odległych rzeczywistościach (tu: fizjologia i muzyka), nakłada na siebie zaczerpnięte stamtąd obrazy i konsekwentnie je rozwija, aż do metafizycznej lub moralnej pointy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Swoją debiutancką książką Mateusz Stachowski pogłębia nurt polskiej poezji tworzonej przez duchownych. Jest wyjątkowo oryginalny. Nawet kiedy pisze o aniołach, trudno go posądzić o wtórność wobec ks. Jana Twardowskiego. A gdy przywołuje motyw teologiczny, potrafi nadać mu wymiar osobisty. Jak w pięknym wierszu o akcie stworzenia, gdzie w miejscu żebra wyjętego z ciała mężczyzny pojawia się krzyż. Brak kobiety w życiu księdza zostaje wypełniony świętym drzewem zbawienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po lekturze „Bezsenności” nie byłem zdziwiony, że to właśnie Mateusz napisał jedno z najważniejszych, najbardziej wzruszających w polskiej poezji epitafiów dla ofiar katastrofy smoleńskiej. Warto się w nie wczytać, by uspokoić serce, godząc się na bieg własnej historii: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Jak więc ich rozpoznasz, dobry Ojcze w niebie, &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Kiedy w dół runęli na skrzydłach Ikara, &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Zostawiając pustkę, w której widzieć Ciebie,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;To ufność prawdziwa i prawdziwa wiara? &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt; &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Poznasz ich po odwadze, poznasz po nadziei, &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Które jaśniały w ich duszach jak pochodnia, &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;A teraz w nieodgadnionej losu kolei &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Wiodą nas jak na pustyni wiódł ongiś słup ognia.&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-3379393480982580232?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/3379393480982580232'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/3379393480982580232'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/09/biay-ogrod-bez-cieni.html' title='Biały ogród bez cieni'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-4420607508110163752</id><published>2011-09-06T17:59:00.005+02:00</published><updated>2011-09-06T18:27:17.940+02:00</updated><title type='text'>Co powiedział ogień</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-uNx1hakw6wE/TmZDzt6paNI/AAAAAAAAApY/TqWTHnxA_Qw/s1600/rs.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-uNx1hakw6wE/TmZDzt6paNI/AAAAAAAAApY/TqWTHnxA_Qw/s1600/rs.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Pamięci Ryszarda Siwca, &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;em&gt;który 8 września 1968 roku dokonał samospalenia &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;em&gt;podczas uroczystości dożynkowych &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;em&gt;na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Co powiedział ogień&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;płonący na stadionie?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;powiedział: &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;„Niech żyje wolna Polska!”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;byli przygotowani &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;na różne scenariusze&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;lecz ten zdecydowanie &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;przerósł ich wyobraźnię&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;knebel zapalił się im w dłoniach &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;a grunt pod stopami&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;zawiodły niezawodne&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;metody przesłuchań&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;bo jak uwięzić żywioł&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;i czym go szantażować?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;rozwodem? psychiatrykiem?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;wywózką do lasu?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; ojczyzna&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; wsparta na słupach ognia&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;trwa nieugaszona&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; mnoży się&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-4420607508110163752?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4420607508110163752'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4420607508110163752'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/09/co-powiedzia-ogien.html' title='Co powiedział ogień'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-uNx1hakw6wE/TmZDzt6paNI/AAAAAAAAApY/TqWTHnxA_Qw/s72-c/rs.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-7733350947243920968</id><published>2011-09-03T01:33:00.002+02:00</published><updated>2011-09-03T01:34:48.578+02:00</updated><title type='text'>Charakterniak Rybus</title><content type='html'>&lt;strong&gt;Do niedawna cele podróży z Warszawy do Moskwy były oczywiste. Do jaskini niedźwiedzia jeździło się po instrukcje, jak sprawować władzę w Priwislanskim Kraju. Albo po to, by wziąć udział w paradzie zwycięstwa na Placu Czerwonym. Piłkarze warszawskiej Legii zburzyli tę fatalną tradycję. Ignorując dogmat o polsko-rosyjskiej przyjaźni, pojechali rzucić Rosjan na kolana. I zrobili to w wielkim stylu.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.gazetapolska.pl/8037-charakterniak-rybus"&gt;Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 31 sierpnia 2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oglądając rewanżowy mecz Legii ze Spartakiem, przecierałem oczy ze zdumienia. W koszulce z nazwiskiem „Rybus” występował piłkarz kompletny, jakiego od dawna brakowało w polskim futbolu. Był szybki jak błyskawica, świetny technicznie, a przy tym niesamowicie waleczny. Jeśli podawał, to na czubek buta. Jeśli strzelał, to nie do obrony. Każdy jego rajd po skrzydle siał popłoch w szeregach gospodarzy. W pierwszej chwili pomyślałem, że to Andrés Iniesta z Barcelony, mistrzowsko ucharakteryzowany na Rybusa. Uśmiech piłkarza po strzelonym golu rozwiał jednak wszelkie wątpliwości. Tej twarzy nie da się podrobić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podejrzewam, że gdyby Rosjanie nie obnosili się na każdym kroku z pogardą dla Polaków, Legia poniosłaby w Moskwie dotkliwą porażkę. A jej kluczowy gracz pozostałby zwyczajnym Maciejem Rybusem, jakiego znamy z boisk ekstraklasy: chaotycznym, trochę leniwym i przeraźliwie nieskutecznym. Kibice Spartaka uznali jednak, że jeśli obrażą naszą piękną ojczyznę, będą mieć podwójną satysfakcję ze zwycięstwa. I tu się przeliczyli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już po zremisowanym meczu w Warszawie, a przed rewanżem w Moskwie, Rybus wyznał bez ogródek: – Będziemy się bić z Ruskimi! Choć niektórzy dziennikarze potraktowali tę deklarację z przymrużeniem oka, piłkarz dotrzymał słowa. Podczas bitwy na „Łużnikach” do poziomu jego gry dostosowali się rodacy z drużyny. Zagraniczne gwiazdy Legii zagrały poprawnie, ale o końcowym triumfie zdecydowała nieustępliwość Polaków: Jakuba Wawrzyniaka i Janusza Gola. Znamienne, że zarówno Rybus, jak i wspomniani autorzy ostatniej akcji wielokrotnie otrzymywali szansę udowodnienia swojej przydatności dla reprezentacji. I zawsze zawodzili. Nie pomagała wizja wielkiej kariery, sławy i pieniędzy. Zmobilizowali się dopiero w momencie, gdy w konfrontacji z rosyjską butą udzieliły się im autentyczne, patriotyczne emocje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W jednym z esejów Gilbert Keith Chesterton opisuje symboliczne zdarzenie, którego był świadkiem w przedwojennej Polsce podczas zawodów hippicznych z międzynarodową obsadą. Na końcu trasy ustawiono niezwykle wysoką przeszkodę. „Nieco wesołości i nieco współczucia” na trybunach wzbudził pewien młody Polak, który na chwilę stracił kontrolę nad koniem. „Wziął dość niską, najbliższą przeszkodę, a następnie – wydawało się – nabierając nie wiadomo skąd dzikiego rozpędu, z jednym strzemieniem bujającym luźno, pochyliwszy się w siodle, zaatakował ostatnią, niezwyciężoną przeszkodę i pierwszy spośród wszystkich zawodników przeleciał nad nią jak ptak”. Ktoś siedzący obok pisarza wykrzyknął po angielsku: „To jest w stylu Polaków!”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak zagrała Legia na „Łużnikach”. Po polsku, „nabierając nie wiadomo skąd dzikiego rozpędu” wobec antypolskich prowokacji oraz finansowej i sportowej potęgi Spartaka. Jeszcze raz okazało się, że jeśli Niemcy i Rosjanie mają naturę imperialistów, a Czesi konformistów, my jesteśmy klasycznymi anarchistami. Ożywiamy się tylko wtedy, gdy sytuacja zmusza nas do buntu. Musimy stanąć w obliczu klęski, żeby się zebrać do kupy i ruszyć do walki. Ale jak już się zbierzemy, jesteśmy w stanie wygrać z każdym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślę, że piłkarski triumf w Moskwie, będący emanacją polskiego ducha, byłby niemożliwy bez Smoleńska i patriotycznej postawy kibiców Legii, choćby podczas niedawnej rocznicy wybuchu powstania warszawskiego. Kiedyś, zirytowany słynną zadymą w Wilnie, w felietonie odmówiłem legijnemu patriotyzmowi wiarygodności. Dziś tamte ostre słowa uroczyście odszczekuję, dziękując piłkarzom i kibicom stołecznego klubu za balsam dla mojej strapionej duszy. Jeśli polski instynkt wciąż niezawodnie działa w świecie futbolu, to znaczy, że jest w stanie reagować także w polityce. Bo mecze z Ruskimi toczą się nie tylko na boisku.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-7733350947243920968?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/7733350947243920968'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/7733350947243920968'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/09/charakterniak-rybus.html' title='Charakterniak Rybus'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-6414993510295362713</id><published>2011-08-28T01:09:00.004+02:00</published><updated>2011-08-28T01:18:18.362+02:00</updated><title type='text'>Elementarz</title><content type='html'>&lt;strong&gt;To Radek. Radek ma Twittera. A to Donek. Donek gra w piłkę. Kibice gwiżdżą i buczą na Donka. O! – dziwi się Donek. Źli kibice.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://niezalezna.pl/15212-elementarz"&gt;Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 24 sierpnia 2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A to kto? To Kuba. Kuba ma zielone trampki i tokszoł w tefałenie. Gość Kuby wetknął polską flagę w kupę. Ha, ha! – śmieje się Kuba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A to Pan Motyl. Pan Motyl biega między ludźmi podczas procesji Bożego Ciała. Sąd obroni Pana Motyla, bo Pan Motyl jest artystą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak dziś wygląda życie publiczne w Polsce. Infantylnie. Pierwszy z bohaterów dziecięcej czytanki to minister spraw zagranicznych, drugi to premier. A przecież mamy jeszcze trzeciego politycznego infanta, który piastuje potencjalnie najważniejszy urząd w państwie. Ten nie zdrabnia swojego imienia, za to strzela byki ortograficzne w dyplomatycznych dyktandach. Z pewnością przydałaby się jakaś lekcja wyrównawcza dla rządu i prezydenta. Ale kto ją przeprowadzi, skoro program polskiej szkoły został w ostatnich latach niemal doszczętnie oczyszczony z elementów humanistycznych? A pani minister edukacji narodowej pozuje dla „Super Expressu” w krótkich majteczkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przybysz z zagranicy może być trochę zaskoczony, że polski premier uważa polskość za nienormalność, a minister spraw zagranicznych nazywa Powstanie Warszawskie narodową katastrofą. Ale dla nas, znających lokalne realia, nie ma w tym nic dziwnego. Polskość i powstanie to bowiem sprawy śmiertelnie poważne. Z perspektywy Twittera czy boiska piłkarskiego naprawdę trudno jest je zrozumieć i docenić. Politycznym infantom wydają się nieprzyjemne, pozbawione luzu, a nawet groźne. Jak cały świat dorosłych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W książce „Niedojrzałość. Choroba naszych czasów” Francesco Cataluccio twierdzi, że nie ma już na świecie dorosłych. Są tylko dzieci i starcy. Miejsce osób dojrzałych zajęli „kuriozalni pełnoletni, którzy nigdy nie dojrzeli i traktują życie jak świetną rozrywkę, jak parodię dziecinnych zabaw”. Oczywiście, autor posłużył się tu efektowną hiperbolą. Gdyby faktycznie nikt nie był dojrzały, zanikłby cywilizacyjny konflikt, bo wszyscy uprawialiby clubbing, dziergali sobie tatuaże na lędźwiach i rżeli z dowcipów Wojewódzkiego. Sęk w tym, że trochę tych dorosłych zostało, przynajmniej w Polsce. I właśnie oni są narażeni na infantylne prowokacje Pana Motyla. Ale nie tylko jego. Ktokolwiek chce dziś polemizować z polską tradycją, nie robi tego otwarcie, tylko podskakuje, wytyka język i puszcza bąki. To się teraz nazywa „happening”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Polsce proces infantylizacji życia publicznego miał trzy etapy. Zaczął się – jak wszędzie – od mediów. W książce „Zabawić się na śmierć” Neil Postman już dawno pisał, że czyniąc z rozrywki obowiązujący format debaty, telewizja trywializuje wielkie problemy. Sprawy polityki, tożsamości narodowej czy religii, przedstawiane w poetyce „Szkła kontaktowego”, zostają sprowadzone do zabawy. Widz stopniowo traci przekonanie o ich powadze, a w konsekwencji realności. Nieprzypadkowo wyborcy PO nazywają swój formacyjny program „Szkiełkiem”. Zdrobnienia to naturalny język dzieci, które nie są zdolne do głębszej refleksji, warunkującej dojrzałość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli przodownikiem pierwszego etapu był Kuba Wojewódzki, to na drugim najbardziej zasłużył się Janusz Palikot, który przeniósł imperatyw rozrywki z mediów do polityki. Gdy należał jeszcze do Platformy Obywatelskiej, główne media i ich socjologiczne autorytety zgodnie określały go mianem „okropnego dziecka” (enfant terrible), które wprawdzie bywa „kontrowersyjne”, ale znakomicie „odświeża” język debaty publicznej. Jego „happeningi” przez wielu były uważane za lokomotywę polityki XXI wieku. Dziś Palikota nie ma już w PO, lecz jego duch wciąż kształtuje świadomość elektoratu tej partii. Każe ludziom przedkładać efekciarstwo nad służbę publiczną i kierować się dziecięcą przekorą wobec tradycyjnego ugrupowania dorosłych, jakim jest Prawo i Sprawiedliwość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obecnie znajdujemy się na trzecim etapie infantylizacji Polski. Wzorce obecne w mediach i polityce zostały podjęte przez Dominika Tarasa, Pana Motyla i im podobnych. Praktycznie zastosowane na ulicach, zaczęły godzić w wolność konkretnych osób. Dlatego nadchodzące wybory będą nie tylko starciem różnych koncepcji politycznych czy gospodarczych, ale i konfrontacją dwóch sprzecznych cywilizacji. &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-6414993510295362713?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6414993510295362713'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6414993510295362713'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/08/elementarz.html' title='Elementarz'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-6265673103939147746</id><published>2011-08-26T20:42:00.000+02:00</published><updated>2011-08-26T20:42:41.418+02:00</updated><title type='text'>Oświata w reformach</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;Gdy podczas lekcji dochodzi do konfliktu, zawsze winni są nauczyciele.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://gosc.pl/doc/927478.Oswiata-w-reformach"&gt;Felieton z tygodnika "Gość Niedzielny" nr 34/2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawdziwa cnota krytyk się nie boi. Podczas wizyty u lekarza minister edukacji narodowej Katarzyna Hall zdecydowała się zdjąć spodnie przed fotoreporterem „Super Expressu”. W ten sposób zostały obnażone reformy polskiej oświaty. Są szare, w rozmiarze XL. Teoretycznie taka sesja zdjęciowa powinna zgorszyć nauczycieli, którzy za kilka dni wrócą do pracy w szkole. Jednak oni zdążyli się już do reform pani Hall przyzwyczaić. Znają je – by tak rzec – od podszewki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przede wszystkim wiedzą, że nie należy zadzierać z uczniem sprawiającym problemy wychowawcze, zwłaszcza jeśli ten posiada możnych rodziców. Niedawno „Gazeta Polska” opisała przypadek Janka z gimnazjum im. Bolesława Prusa w Warszawie. Syn Kazimierza i Joanny Wóycickich, wyróżniający się niziutką średnią ocen i naganną oceną ze sprawowania, postanowił wystartować w wyborach na przewodniczącego samorządu uczniowskiego. Ponieważ w regulaminie stało jak wół, że „kandydatem nie może być uczeń, który ma ocenę z zachowania niższą niż dobra”, rada pedagogiczna nie wyraziła na to zgody. Podjęła natomiast długo odwlekaną decyzję o przeniesieniu Janka do innej klasy. Konsekwencją były kolejne kontrole z kuratorium i postawienie przed komisją dyscyplinarną pięciu nauczycieli. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To tylko przykład, bo tendencja jest powszechna. Traktując „belfrów” jak potencjalnych przestępców, kuratoria konsekwentnie niszczą społeczne zaufanie wobec nauczycieli. Odbierają im autorytet i wiążą ręce. A jednocześnie otwierają puszkę Pandory z wydumanymi pretensjami do szkoły. Wiadomo, że każdy rodzic chce być dumny ze swojego dziecka. Tak było zawsze. Ale dawniej istniał obiektywny system wartości, akceptowany przez nauczycieli, rodziców i dzieci. Wszyscy zgadzali się co do tego, że osiągnięciem ucznia są dobre oceny, świadczące o wysokim poziomie jego wiedzy i zachowania. Dziś, w epoce szalejącego subiektywizmu, rodzice szukają podstaw do dumy w czymkolwiek. Jeśli ich dziecko dostaje jedynki z polskiego, twierdzą, że to dowód jego ścisłego umysłu. A jeśli z historii, tłumaczą to jego zamiłowaniem do postępu. Jeśli obraża nauczycieli, cieszą się, że ma swoje zdanie, niezbędne do radzenia sobie w życiu. A jeśli robi to po angielsku na Twitterze, chwalą się, że biegle zna języki obce i orientuje się w nowych technologiach. Wreszcie jeśli pobije koleżankę, mówią, że roznosi je energia, co dobrze wróży przed studiami na AWF. Nie ma takiej postawy, której rodzice nie uznaliby za potwierdzenie geniuszu swojego potomka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Główną przeszkodą na drodze do spełnienia tego geniuszu są nauczyciele. To – zdaniem większości rodziców – nieudacznicy, którzy nie potrafią znaleźć sobie lepiej płatnej pracy. Czy tacy ludzie mogą zrozumieć aspiracje sięgające szczytów światowej finansjery lub mediów? Nie. Tacy ludzie zrobią wszystko, by sprowadzić przyszłego celebrytę do własnej przeciętności. Będą stawiać brutalny opór rozwojowi jego „osobowości”, każąc czytać grube książki i złośliwie zaniżając oceny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, tę chorą perspektywę najwyraźniej podzielają reformatorzy oświaty, którzy w ostatnich latach zamienili program polskiej szkoły w kurs matematyki i języków obcych. Czytelny system wartości został zastąpiony przez chaotyczny system procedur i testów. Wprawdzie nauka przedmiotów ścisłych może pomóc w zarabianiu pieniędzy, ale bez wsparcia przedmiotów humanistycznych nikogo nie zaprowadzi do dojrzałości. Do tego potrzebne są pogłębione lekcje literatury i historii, które uczą samodzielnego myślenia i rozwijają wyobraźnię. Stawiając przed uczniem wielkie problemy etyczne, pokazują konsekwencje ludzkich wyborów. Pozwalają zająć mądre, nie powierzchowne, stanowisko wobec wiary, miłości, patriotyzmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kardynalny błąd współczesnej szkoły polega na uznaniu dziecka za osobę quasi-dojrzałą, posiadającą „osobowość”, której nie należy oceniać. Tymczasem ta „osobowość” nie ma nic wspólnego z kręgosłupem moralnym czy intelektualnym. To najczęściej zlepek pączkujących cech charakteru i przesadnych, podtrzymywanych przez rodziców, wyobrażeń na temat własnych możliwości. Prawda jest bowiem niezmienna od początku świata, jakkolwiek niepoprawnie brzmi w dzisiejszej epoce: dziecko jest infantylne. Nie może być inaczej, skoro jego „poglądy” to kwestia emocji, a nie wiedzy i doświadczenia. Rolą szkoły powinno być stopniowe porządkowanie dziecięcych, szczątkowych intuicji i ukazywanie całościowego obrazu świata. Czasem wymaga to ukrócenia wybujałego egotyzmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy podczas lekcji dochodzi do konfliktu, zawsze winni są nauczyciele. Jeśli uczeń „strzela focha” i wybiega z klasy, to znak, że wychowawca „sobie nie radzi”. Kim są wobec tego ci, którzy „sobie radzą”? To nauczyciele, którzy – idąc za wskazówkami postępowych psychologów – dostosowują się do poziomu uczniów. Zamiast uczyć ich odpowiedzialności, dowartościowują infantylizm, niekiedy z przekonania, częściej dla świętego spokoju. Za wszelką cenę starają się uatrakcyjnić formę zajęć, jak ognia unikając wartościowania. Dziecko otrzymuje zestaw opcji, ale wyborów dokonuje wyłącznie na podstawie własnego widzimisię. Oczywiście, z reguły wybiera to, co przyjemne i co nie wymaga specjalnego wysiłku. O przykrych konsekwencjach takich metod najboleśniej przekonają się uczniowie. Gdy dorosną, co nie znaczy: dojrzeją.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-6265673103939147746?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6265673103939147746'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/6265673103939147746'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/08/oswiata-w-reformach.html' title='Oświata w reformach'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-5608517517062226925</id><published>2011-08-25T03:20:00.003+02:00</published><updated>2011-08-25T03:23:05.509+02:00</updated><title type='text'>Moje wiersze są martwe</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Moje wiersze są martwe – wrażliwi krytycy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;piszą im nekrologi w codziennych gazetach&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;nikt się nie posługuje nimi na ulicy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;nie przyznaje się do nich współczesna poezja&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;są martwe leżą ciasno pomiędzy sztywnymi&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;okładkami nakryte prześcieradłem stronic&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;jak trupy wichrzycieli i nie mają siły&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;by przeciw komuś powstać albo czegoś bronić&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;nagie w strzępach mundurów umazane błotem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;zachowały tytuły jak nieśmiertelniki&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;lecz dla młodych junaków są anonimowe&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;wybite czarną czcionką w lasach republiki&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;siedzę przy nich pilnuję by ich nikt nie wywiózł&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;w niewiadomym kierunku przed dniem ostatecznym&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;wieczorami zapalam im lampę oliwną&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;balsamuję ich zwłoki kurzem z biblioteki&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;znam ich płeć kolor oczu grymasy na twarzach &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;na niedzielę zakładam im czyste koszule&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;czytam ich sny pośmiertne jak z elementarza&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;kołysząc w swoim ciele ich zbawione dusze&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;grudzień 2010&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeden z pięciu moich nowych wierszy, opublikowanych w dwumiesięczniku „Arcana”, nr 100 (4/2011).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-5608517517062226925?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/5608517517062226925'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/5608517517062226925'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/08/moje-wiersze-sa-martwe.html' title='Moje wiersze są martwe'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-4369028470545445627</id><published>2011-08-25T03:07:00.006+02:00</published><updated>2011-08-25T03:46:13.257+02:00</updated><title type='text'>Jubileusz „Arcanów”</title><content type='html'>&lt;strong&gt;Do empików trafił właśnie setny numer czasopisma „Arcana”.&amp;nbsp;Można w nim znaleźć m.in. pięć moich nowych wierszy. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-e_Fyxmc4bDY/TlWgWuuRk9I/AAAAAAAAApA/UFqcmjY0b6Y/s1600/arc100.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-e_Fyxmc4bDY/TlWgWuuRk9I/AAAAAAAAApA/UFqcmjY0b6Y/s200/arc100.jpg" width="155" /&gt;&lt;/a&gt;Z krakowskim dwumiesięcznikiem&lt;strong&gt; &lt;/strong&gt;mam zaszczyt współpracować od 1996 roku, kiedy po raz pierwszy ukazały się tam moje teksty poetyckie oraz młodzieńczy manifest „Zamieszkać w katedrze”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W kolejnych latach wielokrotnie publikowałem na łamach pisma, a w wydawnictwie Arcana wydałem trzy książki: „Przepis na arcydzieło” (eseje, 2003), „Niebo w gębie” (felietony, 2010) i „De profundis” (wiersze, 2010, II wyd. 2011). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziękując Andrzejowi Nowakowi i pozostałym Członkom Redakcji za dotychczasową „piękną robotę”, wszystkim Ludziom „Arcanów” życzę, aby nasza przygoda z pismem trwała jak najdłużej. &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-4369028470545445627?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4369028470545445627'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4369028470545445627'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/08/nowe-wiersze-w-jubileuszowym-numerze.html' title='Jubileusz „Arcanów”'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-e_Fyxmc4bDY/TlWgWuuRk9I/AAAAAAAAApA/UFqcmjY0b6Y/s72-c/arc100.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-927297907883854800</id><published>2011-08-19T00:48:00.000+02:00</published><updated>2011-08-19T00:48:36.570+02:00</updated><title type='text'>Z kapralami nie piję</title><content type='html'>&lt;strong&gt;Żeby zrozumieć politykę wschodnią Donalda Tuska, trzeba sięgnąć do poezji. A dokładnie do wiersza Marcina Świetlickiego „Tygrysia piosenka”, zaczynającego się od słów: „Napotkany rok po wojsku były kapral zaprosił mnie na wódkę”. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://niezalezna.pl/14803-wojciech-wencel-z-kapralami-nie-pije"&gt;Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 17 sierpnia 2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wprawdzie wiersz powstał w 1987 r., ale świetnie opisuje dzisiejsze realia. Wojsko to synonim PRL, rok symbolizuje 20-lecie niepodległości, byłym kapralem jest Władimir Putin, a alkoholowa propozycja odpowiada pomysłowi ponownego objęcia Polski strefą kremlowskich wpływów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oddając śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej w ręce Rosjan, premier polskiego rządu zasiadł z byłym kapralem do stołu. Może skłoniła go do tego pokaźna postura dawnego funkcjonariusza KGB i perswazja zawarta w słowach: – Ze mną się nie napijesz? Może uważał, że kulturalni ludzie nikomu nie powinni odmawiać. A może wierzył, że od czasów koszarowej „fali” kapral nie tylko nabrał ogłady, ale i stał się dobrym człowiekiem. Jeśli będziemy dla niego mili, to i on będzie miły dla nas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Początkowo wspólna impreza przebiegała w sympatycznej atmosferze. Biesiadnicy rozsiedli się na czarnych skrzynkach i jęli wymieniać gesty przyjaźni oraz krytykować tych, którzy tę przyjaźń chcą zniszczyć. Biesiada rozkręciła się na dobre, gdy do stołu przysiadł się świeżo upieczony prezydent III RP Bronisław Komorowski i – jak na rubasznego poczciwca przystało – zaczął opowiadać stare dowcipy o Polakach, Ruskach i Niemcach. Czar prysł dopiero w chwili, gdy Putin, przeprosiwszy zebranych, wyszedł do toalety, a z głośników popłynęła mowa oskarżycielska Tatiany Anodiny. Polscy decydenci poczuli się głupio, bo po wspólnej imprezie spodziewali się usłyszeć bardziej wyważone stanowisko Rosjan.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak to jest z byłymi kapralami. Uśmiechają się, zapraszają na wódkę, a kiedy wszyscy są już pijani miłością, na zimno realizują własne interesy. Dlatego na propozycję wspólnego picia należy im odpowiadać zdecydowanie, jak bohater wiersza Świetlickiego: „Nie, nie, obywatelu kapralu, dla mnie obywatel kapral pozostanie zawsze obywatelem kapralem, z kapralami nie piję”. Doskonale wiedział o tym śp. Lech Kaczyński. Rosjanom nawet nie przyszło do głowy zapraszać go do stołu, bo zdawali sobie sprawę ze skali jego politycznej wyobraźni. Mieli świadomość, że nie da się go omamić słowiańskimi toastami. W czasach prezydentury Kaczyńskiego relacje polsko-rosyjskie były chłodniejsze, ale bardziej racjonalne, sprowadzone do dyplomatycznych i gospodarczych konkretów. A co najważniejsze, panowała w nich równowaga stron.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś ta równowaga jest już tylko wspomnieniem. Polaków reprezentują politycy, którzy zachowują się jak panienka pod dyskoteką. Najpierw ogłosili wielką polsko-rosyjską miłość, później dali się wykorzystać przez Putina, a teraz próbują przekonać świat, że zachowali resztki cnoty. Nie mogą w całości podważyć raportu MAK, bo skompromitowaliby własną ideę sąsiedzkiego zrozumienia i współpracy. Mogą tylko sugerować, że część winy spoczywa na Rosjanach, co – rzecz jasna – natychmiast jest przez tamtych dementowane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem w polskiej kulturze realizowane są projekty wyniesione na fali promoskiewskiego entuzjazmu. Takie jak Festiwal Piosenki Rosyjskiej w Zielonej Górze, na który w tym roku poszły rekordowe pieniądze. To oczywiście kontynuacja peerelowskiego święta piosenki radzieckiej. Ciekawe, czy w przyszłości ktoś zdecyduje się reaktywować jeden z koncertów piosenki niemieckiej, organizowanych przez nazistów w okupowanej Polsce. W tym samym mieście i w historycznym amfiteatrze, tyle że bez sztandarów ze swastyką. Jeśli kontynuujemy muzyczne tradycje jednego z naszych okupantów, nie wypada zapominać o drugim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Węgrzy mają wstrząsające muzeum Terror Háza, gdzie bliźniacze wizerunki swastyki i czerwonej gwiazdy od progu przestrzegają zwiedzających przed totalitaryzmem. A u nas wciąż obowiązuje polityczna poprawność, która nie pozwala moralnie zrównać komunizmu z nazizmem. Czy to oznacza, że oba systemy różni skala wyrządzonego zła? Nie. Świadczy to tylko o tym, że nazizm jest martwy, a komunizm to aktywny składnik tożsamości współczesnej Rosji. Dopóki polskie władze nie przestaną respektować tej haniebnej ciągłości, były kapral będzie mógł nimi manipulować, realizując odwieczny interes Kremla: Finis Poloniae.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-927297907883854800?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/927297907883854800'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/927297907883854800'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/08/z-kapralami-nie-pije.html' title='Z kapralami nie piję'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-4977029795463026565</id><published>2011-08-17T17:46:00.000+02:00</published><updated>2011-08-17T17:46:14.914+02:00</updated><title type='text'>Podziemny wiatr. Pożegnanie z „neomesjanizmem”</title><content type='html'>&lt;b&gt;Kiedy Rafał Tichy ogłaszał „Manifest neomesjanistyczny”, czułem, że rodzi się coś ważnego. Coś, co wznowi bieg podziemnej rzeki polskiej kultury, biegnącej od Adama Mickiewicza, przez „Prosto z mostu” Stanisława Piaseckiego, aż po poetów „Sztuki i Narodu”. I ta rzeka rzeczywiście popłynęła, ale nie dlatego, że dokopali się do niej redaktorzy „44 / Czterdzieści i Cztery”. Ruszyła dlatego, że wielkie, historyczne wydarzenie z 10 kwietnia 2010 r. wysadziło tamę usypaną po powstaniu warszawskim przez komunistów. &lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Niedawno na łamach „Rzeczpospolitej” Filip Memches opublikował tekst „Smoleńsk pogrąża Polskę”. Ponieważ autor fałszywie opisał w nim wspólnotę wolnych Polaków, dla której narodowa tragedia stała się wydarzeniem formacyjnym, zdecydowałem się napisać polemikę. Sensowny głos na temat posmoleńskiej solidarności dołożył również Samuel Pereira. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla moich byłych kolegów z redakcji pisma „44 / Czterdzieści i Cztery” była to „jedna z ciekawszych debat ideowych ostatnich miesięcy”. Z mojej perspektywy nie była to jednak żadna debata ideowa, tylko walka z fantomami stworzonymi przez Memchesa. Konieczna dla oddzielenia prawdy od kłamstwa, ale zbyt hermetyczna, by mogła zainteresować większość czytelników. Z ulgą przyjąłem więc fakt, że po opublikowaniu kolejnych projekcji Memchesa redakcja „Rzeczpospolitej” zakończyła środowiskową dyskusję. Ile razy można tłumaczyć, że nie jest się wielbłądem? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, redaktorom „44 / Czterdzieści i Cztery” trudniej rozstać się z czarną pianą gazet. Atmosfera prasowego sporu najwyraźniej podnosi ich poczucie wartości. Co kilka dni wracają do przebrzmiałej dyskusji, choćby na Facebooku. Marek Horodniczy pod tym kątem dokonuje nawet egzegezy moich późniejszych tekstów: „Wydaje się wręcz, że WW (w felietonie „Nie dajmy się podzielić” z GP) w zawoalowany i koncyliacyjny sposób przyznaje Filipowi rację w jednej z kluczowych tez tekstu wyjściowego, tj. wrzucaniu do jednego worka idolatrycznego patriotyzmu Rymkiewicza i patriotyzmu katolików”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W związku z tym oświadczam bez woalu, że oba teksty Memchesa uważam za równie fałszywe, w całości. Moje koncyliacyjne stanowisko odnosi się wyłącznie do ludzi realizujących wartości „Bóg – Honor – Ojczyzna” i tworzących wspólnotę wolnych Polaków. To stanowisko pozostaje niezmienne od 10 kwietnia 2010 r. Moi polemiści z pisma „44 / Czterdzieści i Cztery” konsekwentnie stawiają się poza tą wspólnotą. Odrzucając rangę Smoleńska i kwestionując autentyczność narodowej solidarności, występują w roli użytecznych idiotów, podobnie zresztą jak kilku ich przyjaciół z „Rzeczpospolitej”. Dlatego żadna debata między nami nie jest możliwa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nigdy nie ukrywałem, że od Jarosława Marka Rymkiewicza różni mnie perspektywa chrystocentryczna. Nie godzę się jednak, by patriotyzm poety z Milanówka nazywać „idolatrycznym” lub – jak Filip Memches – wypisywać bzdury, że „chrześcijaństwo mało Rymkiewicza obchodzi”. Każdy uważny czytelnik zdaje sobie sprawę, że Rymkiewicz widzi w chrześcijaństwie jeden z fundamentalnych czynników polskości, tyle że nie jest zaangażowanym ewangelizatorem. Jako wolny Polak ma do tego pełne prawo. Ważne, że scala wspólnotę naturalistycznym mitem, w który chrześcijanie mogą wnieść światło Chrystusa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze jeden cytat z drugiego tekstu Memchesa: „Można odnieść wrażenie, że Kaczyński po 10 kwietnia traktowany jest przez Wencla nie jak mąż stanu, którym skądinąd jest, ale jak wódz plemienia, któremu należy się posłuszeństwo”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niektórzy odnoszą wrażenie, że w szafie mieszkają krasnale. Za czyjeś wrażenia nie odpowiadam, ale wielokrotnie pisałem, że poparcie dla konkretnego polityka uzależniam od realizacji przez niego idei i interesów wspólnoty: „Od polityków nie chcemy autorskich projektów nowego wspaniałego świata. Oczekujemy od nich służby, rozpoznawania społecznych potrzeb i krążących w narodzie idei, zabezpieczania niepodległości, wierności testamentowi przeszłych pokoleń. Tak, jesteśmy narodem Kaczyńskiego, podobnie jak jesteśmy narodem Piłsudskiego i „Łupaszki”, Mickiewicza i Gajcego, wszystkich tych, którzy służyli Polsce, a nie własnej karierze lub interesom wąskich grup społecznych”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A „posłuszeństwo”? „Wódz plemienia”? W takich kategoriach rozumują tylko ludzie kierowani osobistymi urazami albo wychowankowie TVN 48. To, co oni nazywają posłuszeństwem, w polityce nazywa się dyscypliną, konieczną do realizacji wspólnotowych celów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy Rafał Tichy ogłaszał „Manifest neomesjanistyczny”, czułem, że rodzi się coś ważnego. Coś, co wznowi bieg podziemnej rzeki polskiej kultury, biegnącej od Adama Mickiewicza, przez „Prosto z mostu” Stanisława Piaseckiego, aż po poetów „Sztuki i Narodu”. I ta rzeka rzeczywiście popłynęła, ale nie dlatego, że dokopali się do niej redaktorzy „44 / Czterdzieści i Cztery”. Ruszyła dlatego, że wielkie, historyczne wydarzenie z 10 kwietnia 2010 r. wysadziło tamę usypaną po powstaniu warszawskim przez komunistów. Neomesjanizm z dnia na dzień przestał być projektem i zaczął opisywać rzeczywistość. Ale redaktorzy „44 / Czterdzieści i Cztery” nie wsiedli na łódź, bo nie zauważyli metafizycznej głębi wydarzenia. Blokowani partyjniacką nienawiścią do PiS i inteligencką pogardą dla tłumu, zostali przy wysadzonej tamie. Strzegą pojęcia „neomesjanizm” jakby pilnowali sztabki złota. Chcą medialnej debaty, w której będą mogli błysnąć znajomością trudnych słów i za pomocą moralizmów uczyć prostych ludzi „prawdziwego chrześcijaństwa”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale my, na łodzi, jesteśmy już daleko. Chłopcom przy tamie machamy na do widzenia biało-czerwoną flagą. Termin „mesjanizm” w wersji neo-, para- czy meta-, nie jest konieczny, by płynąć. Jedyne, czego potrzebujemy, to podziemny wiatr, który budzi z letargu pokolenia żywych i umarłych. I pcha wolnych Polaków ku ich przeznaczeniu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-4977029795463026565?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4977029795463026565'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/4977029795463026565'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/08/podziemny-wiatr-pozegnanie-z.html' title='Podziemny wiatr. Pożegnanie z „neomesjanizmem”'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-5024836324634271255</id><published>2011-08-16T03:57:00.006+02:00</published><updated>2011-08-16T04:11:20.395+02:00</updated><title type='text'>Spotkanie autorskie w Gdańsku</title><content type='html'>W najbliższy&amp;nbsp;czwartek &lt;strong&gt;18 sierpnia&lt;/strong&gt; będę gościem &lt;strong&gt;Gdańskiego Klubu "Gazety Polskiej" im. Anny Walentynowicz.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spotkanie odbędzie się &lt;strong&gt;w biurze posła PiS Andrzeja Jaworskiego, ul. Kościuszki 49&lt;/strong&gt; (obok boiska Gedanii). Początek &lt;strong&gt;o godz. 18.00&lt;/strong&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po spotkaniu możliwość kupienia tomu wierszy "De profundis". Serdecznie zapraszam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-5024836324634271255?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/5024836324634271255'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/5024836324634271255'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/08/spotkanie-autorskie-w-gdansku.html' title='Spotkanie autorskie w Gdańsku'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-32854848.post-8380037754318271147</id><published>2011-08-13T00:51:00.000+02:00</published><updated>2011-08-13T00:51:41.121+02:00</updated><title type='text'>Nie dajmy się podzielić</title><content type='html'>&lt;strong&gt;Jak opisać wspólnotę wolnych Polaków, która narodziła się w dniu tragedii smoleńskiej? &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://niezalezna.pl/14547-nie-dajmy-sie-podzielic"&gt;Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 10 sierpnia 2011&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Utworzyli ją ludzie kochający swój kraj, odważni i solidarni, ale różniący się doświadczeniami życiowymi, wyznaniem, wykształceniem czy zainteresowaniami. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że Smoleńsk poruszył trzy struny starej polskiej liry: Boga, honor i ojczyznę, ale w każdym z nas nacisk padł na co innego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla wielu chrześcijan wydarzenia z 10 kwietnia 2010 r. to przede wszystkim doświadczenie duchowe, które uzmysławia kruchość ludzkiego życia, inspirując do modlitwy za zmarłych oraz w intencji ojczyzny. Dla części z nas to także świadectwo, że Bóg wciąż dialoguje z ludźmi przez historię, choć bałwochwalczy świat dawno ogłosił jej koniec. Jedno z najbardziej dramatycznych wydarzeń w naszych dziejach kompromituje technokratów, którym wydaje się, że odwracając się od „przeklętej polskiej historii”, zbudują sobie raj na ziemi. Ich bezmyślna arogancja jeszcze trwa: podobnie jak przed 10 kwietnia zarzucali nieudacznictwo dawnym Polakom, teraz w podobnym świetle próbują przedstawić załogę tupolewa. Uważają się za władców historii, którzy są w stanie pokierować nią perfekcyjnie, bez wojen i katastrof, według własnego planu. Ale w kontekście Smoleńska to już tylko dziecięce przechwałki. Narodowa tragedia dramatycznie odsłania ciągłość polskiego losu. Na nowo stawia przed nami tajemnicę bolesnej historii, przed którą trzeba wreszcie pochylić głowę, bo nieustanne sprowadzanie jej do konsekwencji ludzkich błędów i przypadków stało się infantylne. Kluczem do tej tajemnicy jest krzyż Jezusa Chrystusa. Nic dziwnego, że w kontekście Smoleńska powracają mesjańskie wizje Adama Mickiewicza, w których Polska staje się zaczynem wielonarodowej cywilizacji chrześcijańskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Druga, chyba najliczniejsza, grupa wolnych Polaków akcentuje głównie kwestie związane z honorem. To ci z nas, którzy słusznie domagają się ustalenia pełnej prawdy o przyczynach katastrofy i rozliczenia winnych. Kierując się instynktem samozachowawczym, myślą przede wszystkim o kwestiach praktycznych: politycznej i gospodarczej naprawie państwa zrujnowanego przez rządy PO. W sposób szczególny poczuwają się do solidarności z biednymi, wykluczonymi z debaty publicznej, zepchniętymi na margines. W tym nurcie mieszczą się np. działania klubów „Gazety Polskiej”, Solidarnych 2010 czy publicystyka Zdzisława Krasnodębskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzecią grupę stanowią tradycyjni polscy inteligenci, zdolni do głębokiej refleksji historiozoficznej. W kontekście Smoleńska próbują przede wszystkim na nowo zdefiniować polskość i pogłębić zbiorową świadomość geopolityczną. Interesują ich kwestie cywilizacyjne i długie trwanie w polityce. Stoją na straży narodowej pamięci. Odwołują się do wyśmianej dziś kategorii patriotyzmu, która dla nich jest elementarna. Do tej grupy należą Jarosław Marek Rymkiewicz czy redaktor krakowskich „Arcanów”, prof. Andrzej Nowak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, większość z nas wyznaje wszystkie trzy wartości: Boga, honor i ojczyznę. Nawet jeśli skupiamy się na jednym obszarze, pozostajemy w jedności z tymi, którzy udzielają się na dwóch pozostałych. Istnieją jednak publicyści, którzy za wszelką cenę pragną nas przekonać, że wartości te są wzajemnie sprzeczne. Chrześcijanom podpowiadają, że ich wiara kłóci się z postawą obywatelską, a nawet z religijnością „radiomaryjnego ludu”. Praktykom mówią, że metafizyczne odczytywanie Smoleńska to bujanie w obłokach. Profesorów przestrzegają przed zwolennikami PiS-u.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Musimy się na nowo policzyć – mówiła Anna Walentynowicz. Od 10 kwietnia 2010 r. staramy się wypełnić ten testament. Spis powszechny wolnych Polaków, rozpoczęty na Krakowskim Przedmieściu i kontynuowany w lokalnych społecznościach, stanie się wymierny podczas zbliżających się wyborów parlamentarnych. Ale wybory polityczne to tylko jeden z elementów cementujących wspólnotę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ważne, byśmy w dłuższej perspektywie nie dali się uwieść tym, którzy chcą nas podzielić. Mamy obowiązek działać solidarnie, nie mieszając porządków, ale szanując wszystkie trzy elementy polskiej tradycji. Na jednej strunie nie sposób przecież wygrać żadnej melodii. Żeby odmienić nasz kraj, stara polska lira musi zabrzmieć pełnią dźwięków.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/32854848-8380037754318271147?l=wojciechwencel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/8380037754318271147'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/32854848/posts/default/8380037754318271147'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wojciechwencel.blogspot.com/2011/08/nie-dajmy-sie-podzielic.html' title='Nie dajmy się podzielić'/><author><name>Wojciech Wencel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13014558475535530495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry></feed>
