wtorek, 12 lipca 2016

Ballada wołyńska

Witold Pruszkowski, Rusałki


































Tam za młynem za chutorem niedaleko 
płyną wianki świętojańskie krętą rzeką 
uplecione zwinną rączką jak warkocze 
polne chabry to są dziś dziewczęce oczy 
polne maki wdzięczą się jak krasne lica 
w blasku łuczyw zapalonych od księżyca 
i pieśń niesie się po wodzie gubiąc słowa 
tam gdzie kwiaty gubią płatki: na porohach 

w dole rzeki słychać mniej powabne głosy 
pewnie chłopcy się zwołują o północy 
kto wyłowi rumiankowy wianek Anny 
będzie smalić mógł cholewki do tej panny 
kto wyciągnie z tataraku wianek Zosi 
jeszcze dzisiaj może o coś ją poprosi 
furda ślady nocnych łowów na piszczelach 
niech nie zdążą się zagoić do wesela! 

upływają w mrok minuty i godziny 
wyje wicher ale całkiem bez przyczyny 
błotną ścieżką dawno już odeszła młodość 
pewnie drzemie zachwycona swą urodą 
zniknął księżyc ale przecież nie na wieki 
jasna łuna bije z wioski w górze rzeki 
tam ogniska widać jeszcze nie wygasły 
puszczyk umilkł – może śpi a może patrzy 

słońce wstaje błogosławić kwietne cuda 
kwietne swaty – to nie może się nie udać 
czas powoli spraszać gości na wesele 
kilka ślubów w bernardyńskim hen kościele 
ale cóż to: brzegiem rzeki za chutorem 
biegną kundle ujadając jak szalone 
bo tam płyną czyjeś łachy czyjeś rzeczy 
dobry Boże czyś to widział czyś to przeżył 

z dziewczętami co się stało co się stało 
coś je nocą rozebrało porąbało 
coś co kryło się przez wieki pod kamieniem 
teraz wyszło i tańczyło nad strumieniem 
a z chłopcami co to było co to było 
coś ich nocą rozbroiło powiesiło 
coś tryzubem z ciała trzewia im wydarło 
roześmiało się parsknęło i umarło 

----------------------------------------
a kto złowił wianki kto? 
może je złowiło zło wiło zło?

Pierwodruk: tygodnik "wSieci" 11 lipca 2016 r.