niedziela, 30 kwietnia 2017

Moja poezja wróci do podręczników?

Ministerstwo Edukacji Narodowej przedstawiło projekt podstawy programowej dla szkół średnich. Na liście lektur obowiązkowych dla uczniów liceów i techników (zakres podstawowy) są moje wiersze.

Konsultacje społeczne w sprawie projektu potrwają do 26 maja. Nowa podstawa programowa ma obowiązywać od roku szkolnego 2019/2020.

W przeszłości moja poezja była już interpretowana na lekcjach języka polskiego oraz publikowana w książkach dla uczniów szkół ponadgimnazjalnych, m.in. w podręcznikach „Język polski. Literatura i nauka o języku” (Wydawnictwo Szkolne PWN, 2002) i „Przeszłość to dziś. Literatura, język, kultura” (Wydawnictwo Stentor, 2004).

piątek, 28 kwietnia 2017

Orfeusz w uszance i walonkach

W dwudziestce książek nominowanych do Nagrody Poetyckiej Orfeusz im. Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego zabrakło miejsca dla „Epigonii”. 

Taką decyzję podjęło jury obradujące wczoraj w warszawskim Domu Literatury: Janusz Drzewucki, Antoni Libera, Jarosław Ławski (przewodniczący), Bronisław Maj. 

Tych spośród moich Czytelników, którzy sugerują, że usunięcie „Epigonii” z kolejki po tytuł „najlepszego tomu roku” jest skandalem, proszę o spokojną ocenę sytuacji. 

Otóż kilka razy otwarcie mówiłem, że przez szacunek dla tradycji niepodległościowej nie przyjąłbym nagrody, której patronuje Gałczyński – autor panegiryków na cześć Stalina, usiłującej odebrać godność żołnierzom niezłomnym „Piosenki o wilkach”, a także słów do komunistycznej pieśni „Ukochany kraj”, pomyślanej jako alternatywa dla hymnu narodowego. W tym kontekście wydaje mi się, że jury postąpiło bardzo roztropnie, eliminując „Epigonię” już na wstępnym etapie swoich prac. 

Przy okazji informuję, że nie interesują mnie również nominacje do nagród Nike i Gdynia oraz do istniejących realnie bądź w sferze pomysłów laurów im. Tuwima, Broniewskiego, Włodka, Szymborskiej, Iwaszkiewicza, Ważyka, Przybosia, Słonimskiego, Różewicza itp.

A poza tym uważam, że Pałac Kultury i Nauki im. Józefa Stalina musi zostać zburzony.

piątek, 14 kwietnia 2017

Wielkanoc 2017


Tamten kwiecień

W XX wieku Polacy często stawiali hipotezy oparte na teorii spiskowej. O absurdalności tych hipotez świadczyło wszystko. Z wyjątkiem tego, że okazały się prawdziwe. 

"Gość Niedzielny" nr 15/2017

To było jak przebudzenie z letargu. Wtedy, rankiem 10 kwietnia 2010 roku, gdy okazało się, że historia wcale się nie skończyła. Długo nie potrafiłem wyjść z domu. Przeżywałem narodową tragedię, widząc przez okno bociany, które po zimie zdążyły już wrócić do gniazda na wieży kościoła. Pamiętam, że kiedy po dwóch tygodniach znalazłem się w nowoczesnym parku handlowym, miałem wrażenie, że to jakaś warstwa skamielin, odkopana przez archeologów. Współczesna rzeczywistość była gdzie indziej. Pulsowała w mojej duszy, oświetlana odległym blaskiem zniczy z Krakowskiego Przedmieścia. Wsłuchiwałem się w głosy dawnych poetów, pisałem „De profundis”. Na swoim blogu notowałem: „Głęboki niepokój sprawia, że od trzech dni wielu z nas nie może normalnie jeść ani spać. Snujemy się z zastygłym na twarzy grymasem bólu, mechanicznie wykonując codzienne obowiązki. W głowach siedzi nam śmierć, znienawidzona za swoje okrucieństwo, ale też wyrywająca nas z jałowego materializmu. Smoleńska tragedia daje nam szansę na nowy romantyzm, ukazujący dzieje Polski w perspektywie duchowej. Czas wreszcie przestać wstydzić się żarliwego patriotyzmu i katolicyzmu, który przez wieki stanowił o naszej tożsamości i sile. Pora przywrócić naszej kulturze wykpione przez cyników wielkie słowa, takie jak Bóg, prawda, dobro, honor, ojczyzna. Odzyskać pasję, odwagę, zdolność do ponoszenia krwawych ofiar, eschatologiczną wyobraźnię. I zacząć naprawdę kochać Polskę, a nie traktować ją jak miejsce do mieszkania”.

Dziś materializm nie jest już dla mnie problemem, a o przyszłości polskiej kultury myślę bez lęku. Przez siedem ostatnich lat spotkałem zbyt wielu Polaków, którzy wobec Smoleńska zachowali się jak trzeba, żeby wątpić w żywotność naszego narodu. Przechodząc Krakowskim Przedmieściem, czuję się cząstką wielkiej wspólnoty żywych i umarłych, której spoiwem jest pamięć pokoleń, i z czystym sumieniem mogę powtórzyć za Stanisławem Baczyńskim (ojcem Krzysztofa Kamila): „Dusza polska posiada cel wielkości, a przez to wielką już się stała”. Morze płonących zniczy wokół krzyża przed Pałacem Prezydenckim, łopot biało-czerwonych flag, tysiące ludzi śpiewających religijne pieśni, wzajemne uściski, uśmiechy – wszystko to stało się zaczynem duchowego odrodzenia, pogłębienia świadomości historycznej i powrotu do przerwanej misji w Europie.

Ale z tamtego kwietnia pamiętam także inne obrazy. Leśne złomowisko. Kawałek blachy z biało--czerwoną szachownicą. Skierowane w niebo koła samolotu. Między drzewami porozrzucane fragmenty bagażu, foteli i ludzkich szczątków. Popiół wymieszany z błotem. Tych kadrów nie da się unieważnić, odrzucić, wyprzeć ze świadomości. Podobnie jak nie da się zapomnieć słów śp. Walerii Nowodworskiej: „Antysowiecki Kaczyński pomylił się tylko raz – kiedy poleciał sowieckim samolotem na sowieckie terytorium, zaufawszy sowieckiej władzy”.

Gdy w 1947 roku Józef Mackiewicz opublikował w tygodniku „Lwów i Wilno” artykuł „Dymy nad Katyniem”, w którym postawił tezę, że potwornego mordu na polskich oficerach mogli dokonać tylko bolszewicy, redakcja londyńskich „Wiadomości” zamieściła komentarz: „Wiedzieliśmy o tym od dawna, wie o tym cały świat, wiedzieli sędziowie z procesu norymberskiego, wiedzą sztaby i kancelarie dyplomatyczne, wiedzą dziennikarze i publicyści. To, że milczą – jest miarą ich upodlenia”.

Myślę, że milczenie jest miarą upodlenia także w sprawie Smoleńska. Czyżbym po siedmiu latach od tragedii przyznawał się do wiary w spisek? Bez żadnych podstaw, dowodów, w kontrze do ustaleń oficjalnych komisji? Przecież to absurd niegodny inteligenta!

Być może. Warto jednak przypomnieć, że w XX wieku Polacy często stawiali hipotezy oparte na teorii spiskowej. Kiedy 23 sierpnia 1939 roku w Moskwie Joachim von Ribbentrop i Wiaczesław Mołotow podpisywali pakt o nieagresji, bezpodstawnie podejrzewaliśmy, że Niemcy i Rosja chcą nam odebrać niepodległość, a wojna wisi w powietrzu. Gdy w sierpniu 1944 roku sowieckie wojska wstrzymały atak na Warszawę, twierdziliśmy gołosłownie, że robią to specjalnie, żeby powstańcy się wykrwawili. Po konferencjach w Teheranie i Jałcie sugerowaliśmy z kolei bez żadnych dowodów, że Winston Churchill i Franklin Delano Roosevelt sprzedali Polskę Józefowi Stalinowi. Wreszcie przez pół wieku szeptaliśmy między sobą, że odkryte w 1943 roku w Katyniu masowe groby polskich oficerów to sprawka Sowietów.

W każdym przypadku były to efekty przywiązania do teorii spiskowej, niegodne racjonalisty projekcje, tradycyjne polskie brednie, skutki naszego przewrażliwienia na własnym punkcie. O absurdalności tych hipotez świadczyło wszystko. Z wyjątkiem tego, że okazały się prawdziwe.

Nocne Polaków rozmowy (2)

W środowy wieczór radiowa Jedynka wyemitowała drugi odcinek audycji Jana Pospieszalskiego z moim udziałem. 

Tym razem mówiłem m.in. o wspólnotowym przeżywaniu smoleńskiej tragedii, chrystologicznym obliczu Warszawy, patriotycznych tradycjach Krakowskiego Przedmieścia i powołaniu poety do śpiewania. Obie części rozmowy można odsłuchać na portalu Polskiego Radia.

czwartek, 13 kwietnia 2017

Spotkanie autorskie w Sieradzu

W piątek 21 kwietnia będę gościem Wróblewskiego Stowarzyszenia Oświatowego „Nie pytaj” oraz Powiatowej Biblioteki Publicznej. 

Spotkanie zorganizowane w ramach IV. Festiwalu Pamięci i Historii rozpocznie się o godz. 15.00 w budynku Powiatowej Biblioteki Publicznej w Sieradzu, ul. Żwirki i Wigury 4. Serdecznie zapraszam!

czwartek, 6 kwietnia 2017

Słoneczna niedziela w Tarnowie

Pamiątka z miasta Jana Bielatowicza (przeczytajcie „Książeczkę”, koniecznie!) i telewizyjna relacja ze spotkania w Teatrze im. Ludwika Solskiego.







Wyzwania wiary

Szymon Babuchowski, Krzysztof Kuczkowski, Wojciech Wencel oraz przedstawiciel Instytutu Książki Jakub Pacześniak podczas spotkania zorganizowanego w ramach XXIII Targów Wydawców Katolickich. Warszawa, 1 kwietnia 2016 roku.




Fot. Stanisław Wasiutyński

piątek, 31 marca 2017

Reportaż w „Gościu Niedzielnym”

Barbara Gruszka-Zych i Roman Koszowski odwiedzili mnie w domu rodzinnym. Efektem czterostronicowy materiał pt. „W świętej Matarni”, który można znaleźć w aktualnym numerze tygodnika. Do kupienia w kioskach i parafiach.

Rodzina Wenclów w komplecie, fot. Roman Koszowski

Więcej zdjęć na stronach „Gościa Niedzielnego”.

XXIII Targi Wydawców Katolickich

Wyróżnienie dla „Epigonii” i spotkanie z poetami. 

Podczas uroczystej inauguracji XXIII Targów Wydawców Katolickich, która odbyła się wczoraj na Zamku Królewskim w Warszawie, ogłoszono laureatów nagród FENIKS 2017. W kategorii literackiej kapituła przyznała nagrodę książce Michaela D. O’Briena „Ojciec Eliasz. Dzień gniewu” (Wydawnictwo AA) oraz wyróżniła dwa tomy wierszy: „Domowa księga rodzaju” Łukasza Nicpana (Wydawnictwo Veda) i „Epigonia” Wojciecha Wencla (Wydawnictwo Arcana). W uzasadnieniu wyróżnienia dla „Epigonii” napisano: „Za wierność literackim i życiowym pryncypiom, i umiejętność oddania twórczego hołdu polskiej literaturze klasycznej. Przez strofy tego tomu poetyckiego przemawia miłość… do Boga, ojczyzny, polskiego języka i poezji”.

W ramach targów Instytut Książki zaprasza na spotkanie „Wyzwania wiary”, którego gośćmi będą poeci Szymon Babuchowski, Krzysztof Kuczkowski i Wojciech Wencel. „Twórcy, którzy w swojej poezji sięgają do chrześcijańskich korzeni kultury, poprzez wiersze dają świadectwo wiary, przestrzeń utworów wypełniają problematyką metafizyczną. Goście spotkania zaprezentują wiersze i będą rozmawiać o wzajemnym przenikaniu się literatury i religii oraz roli wiary w życiu twórcy”. Spotkanie rozpocznie się w sobotę 1 kwietnia o godz. 14.00 w namiocie przed Arkadami Kubickiego Zamku Królewskiego.

czwartek, 30 marca 2017

Wizyta Olgierda

W niedzielę 26 marca odwiedził Matarnię mój najmłodszy (prawdopodobnie) czytelnik.


Choć Olgierd Bondara ma dopiero 13 lat, jest nie tylko miłośnikiem polskiej poezji, ale i publicystą. Swoje erudycyjne teksty – m.in. o Stanisławie Balińskim i Zbigniewie Herbercie – regularnie ogłasza w takich mediach jak „Panorama Osielska” czy portalkujawski.pl. Sam także pisze wiersze. Poza literaturą interesuje się historią Polski. Jednocześnie z sukcesami trenuje piłkę nożną – jest kapitanem drużyny Zawiszy Bydgoszcz (rocznik 2004), gra na pozycji środkowego obrońcy. Do Matarni przyjechał razem z tatą. Wieczorem w rodzinnym Niemczu koło Bydgoszczy błyskotliwie poprowadził moje spotkanie autorskie. Serdecznie pozdrawiam Olgierda i całą jego rodzinę!

Olgierd Bondara i WW podczas spotkania w Niemczu

wtorek, 28 marca 2017

Salon Poezji w Tarnowie

Teatr im. Ludwika Solskiego, 2 kwietnia (niedziela), godz. 11.00. Serdecznie zapraszam!


czwartek, 16 marca 2017

Nocne Polaków rozmowy

W środę 15 marca byłem gościem Jana Pospieszalskiego. Zapis audycji jest dostępny w serwisie programu 1 Polskiego Radia.


wtorek, 7 marca 2017

Płaszcz chwały

Ministerstwo Obrony Narodowej wydało antologię wierszy o Żołnierzach Wyklętych, w której znalazło się pięć moich utworów.



Tytuł antologii ułożonej i opatrzonej wstępem przez Mariusza Soleckiego kojarzy się ze słynną frazą z „Gron gniewu” Johna Steinbecka, ale bezpośrednio nawiązuje do zakończenia anonimowego tekstu z 1946 roku: „O Boże, chciałbym zapytać Ciebie,/ Jakich Polaków najwięcej w niebie?/ (głos z góry) Płaszczem mej chwały, blaskiem okryci/ Są tutaj wszyscy polscy bandyci”.

Oprócz moich wierszy: „Czarna legenda”, „Wyklejanka”, „We śnie”, „Łupaszko przed sądem” i „Baptysterium”, w antologii znalazły się utwory m.in. Kazimierza Wierzyńskiego, Zbigniewa Herberta, Leszka Elektorowicza, Przemysława Dakowicza, ks. Jerzego Szymika i Aleksandra Rybczyńskiego.



Książka wydana z okazji tegorocznego Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych liczy 90 stron, ma twardą oprawę i jest rozprowadzana przez Wojskowe Centrum Edukacji Obywatelskiej.

poniedziałek, 6 marca 2017

piątek, 3 marca 2017

Fotorelacja z Konina

Dziękuję wszystkim uczestnikom spotkania, a zwłaszcza jego organizatorom: Annie Wysockiej i ks. Pawłowi Śmiglowi. To był piękny wieczór!





Fot. Krzysztof Jan Rybczyński

wtorek, 28 lutego 2017

Echa radiowe

Fragmenty wywiadu dla Programu 1 Polskiego Radia oraz zapis porannej audycji Radia dla Ciebie.



piątek, 24 lutego 2017

Wspólny język

Mowa wygłoszona w Pałacu Prezydenckim




Szanowny Panie Prezydencie! 
Szanowna Pani Prezydentowo! 
Szanowni Członkowie Kapituły! 
Szanowni Państwo! 

Odbierając zaszczytną nagrodę „Zasłużony dla Polszczyzny”, myślę przede wszystkim o ciągłości polskiej poezji. Jeśli język potoczny łatwo ulega obcym wpływom, to poezja, w której są zapisane doświadczenia wielu pokoleń, pozostaje depozytem polskości.

Niestety, choć skończył się w Polsce komunizm, w wielu wymiarach kultury wciąż „pospolitość skrzeczy”. Jakby nadal obowiązywała zasada sformułowana przez Czesława Miłosza: „Wolno nam było odzywać się skrzekiem karłów i demonów, ale czyste i dostojne słowa były zakazane”.

Myślę, że najwyższa pora to zmienić. Instytucje państwowe, w tym media narodowe, powinny zrobić wszystko, aby do polskiej kultury wrócili z emigracji wielcy kronikarze wspólnotowego losu: Jan Lechoń, Kazimierz Wierzyński i Stanisław Baliński. Moi mistrzowie.

„Nie ma idiomu poetyckiego czasu minionego i czasu teraźniejszego, bo jest jedno wielkie morze języka poetyckiego poza czasem” – napisał kiedyś Jarosław Marek Rymkiewicz.

Współczesny poeta, który ma tego świadomość, musi nawiązać żywy dialog ze swoimi poprzednikami, znaleźć z nimi wspólny język, dostrzec w polskich dziejach „sens ponad klęską”, być dumnym ze zwycięstw i – co równie istotne – rozbudzić w sobie czułość dla poległych. Stać na straży wartości, które kształtują naszą wspólnotę w perspektywie stuleci.

O tym mówi mój wiersz z tomu „Epigonia”, który na koniec ośmielę się przytoczyć:

Moja muza jest matką czułości 
żyje sama nad morzem poezji 
w ciągu dnia zbiera muszle na brzegu 
i naprawia porwane sieci 

a muszle szumią polszczyzną 
a w sieciach miotają się słowa 
słowik śpiewa pieśń czarnoleską 
Laura szepcze do swego Filona 

moja muza jest siostrą nicości 
mieszka w wieży z kości poległych 
wieczorami zapala latarnię 
odprowadza wzrokiem okręty 

to są widma rozbitych statków 
które tkwią zatopione w języku 
a każdy ma rzeźbę na dziobie: 
Leopolis Sarmatia Virtus

czwartek, 23 lutego 2017

Nagroda Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej



We wtorek 21 lutego w Pałacu Prezydenckim odebrałem z rąk Pana Prezydenta Andrzeja Dudy Nagrodę „Zasłużony dla Polszczyzny”.

Laur przyznawany jest za szczególne zasługi w podnoszeniu świadomości językowej Polaków oraz w krzewieniu kultury języka polskiego. W uzasadnieniu tegorocznego werdyktu napisano: „Kunsztowna, wyrafinowana, mistrzowska poezja Wojciecha Wencla od ponad dwudziestu już lat prześwietla i oświetla nasze życie duchowe i narodowe, przypomina o tragicznej polskiej historii, przestrzega przed kłamstwem i znieprawieniem, prowadzi nieustający dialog z naszymi umarłymi i naszą tradycją. Uwiecznia naszą współczesność. Niesie nadzieję. Wojciech Wencel jest wielkim i godnym kontynuatorem naszej narodowej liryki”.

Wydarzenie było częścią gali zorganizowanej z okazji Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego. Panu Prezydentowi towarzyszyła Pierwsza Dama, Pani Agata Kornhauser-Duda.




W Sali Kolumnowej Pałacu Prezydenckiego byli również obecni Pani Minister Edukacji Narodowej Anna Zalewska, przedstawiciele Kancelarii Prezydenta, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Rady Języka Polskiego, reprezentanci środowisk naukowych, literackich i dziennikarskich, a także licealiści ze szkół w Gdyni, Puławach i Rzeszowie oraz młodzież związana z Instytutem Głuchoniemych w Warszawie i Zakładem dla Ociemniałych w Laskach. Konferansjerem był redaktor Krzysztof Ziemiec.



Wręczając Nagrodę „Zasłużony dla Polszczyzny” – medal zaprojektowany przez Andrzeja Pągowskiego – Pan Prezydent Andrzej Duda wygłosił okolicznościową laudację. Przewidziane dla laureata krótkie wystąpienie zakończyłem odczytaniem tytułowego wiersza z tomu „Epigonia”.



Następnie Para Prezydencka ogłosiła wynik plebiscytu na lekturę Narodowego Czytania 2017. Spośród czterech zaproponowanych tytułów Polacy wybrali „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego. Kolejnym punktem programu była Lekcja RP poświęcona polszczyźnie. W debacie moderowanej przez Krzysztofa Ziemca mówiłem m.in. o języku poetyckim jako nośniku wartości. Gala zakończyła się muzycznym występem Tadeusza „Tadka” Polkowskiego.

Uhonorowanie mnie prezydencką Nagrodą „Zasłużony dla Polszczyzny” zostało negatywnie ocenione przez większość członków Kapituły, która co roku przedstawia Prezydentowi kandydatury. Votum separatum zgłosili profesorowie Jerzy Bralczyk, Katarzyna Kłosińska i Andrzej Markowski. Ich stanowisko, opublikowane na stronie internetowej Rady Języka Polskiego, poparli laureaci Nagrody z lat ubiegłych: profesorowie Jerzy Bartmiński, Jan Miodek, Walery Pisarek oraz Jadwiga Puzynina.

W imieniu własnym oraz w imieniu mojej Żony gorąco dziękuję Parze Prezydenckiej za serdeczne przyjęcie w Pałacu oraz wszystkim Osobom, które przekazały nam w ostatnich dniach gratulacje i dowody wsparcia.

A poza tym uważam, że Pałac Kultury i Nauki im. Józefa Stalina musi zostać zburzony.













(c) Krzysztof Sitkowski / KPRP

poniedziałek, 20 lutego 2017

Wieczór autorski w Koninie

Serdecznie zapraszam do królewskiego miasta nad Wartą.


sobota, 18 lutego 2017

Jałta

Podczas gdy Anglicy zbierają skarby kultury użytkowej, my wyciągamy z ziemi kości poległych. 

"Gość Niedzielny" nr 7/2017

Oglądają Państwo czasem program BBC „Antiques Roadshow”? To targowe widowisko, w którym eksperci wyceniają przyniesione przez widzów starocie. Formuła jest atrakcyjna, bo często okazuje się, że coś, co na pierwszy rzut oka prezentuje się pospolicie, posiada dużą wartość rynkową. Z domowych schowków, strychów i spod ziemi Anglicy wyciągają miniatury królewskich koni, wiktoriańskie brosze, kolonialne wazy i uświęcone nazwiskami legendarnych graczy kije do krykieta. Kiedyś trafiło się nawet pudełko z nadpalonym cygarem Churchilla.

Z medialnego punktu widzenia najlepiej jest, jeśli właściciel przedmiotu w oczekiwaniu na wycenę potrafi opowiedzieć przed kamerami jakąś ciekawą historię. Na mnie największe wrażenie zrobiła opowieść pewnego emeryta z Reading, który jako pięcioletni chłopiec otrzymał niecodzienną pamiątkę z Europy Wschodniej. Jego wuj, dyplomata Valentine Lawford, przywiózł ów prezent z Jałty, gdzie z brytyjską delegacją gościł na konferencji światowych mocarstw. Po ważnych ustaleniach politycznych przyszła pora na bankiet i wtedy pośrodku stołu wuj dostrzegł okazałą figurkę Dziadka Mroza. A ponieważ był człowiekiem rodzinnym, zebrał się na odwagę i osobiście zapytał Stalina, czy po zakończeniu imprezy może zabrać to cudo do Reading, dla siostrzeńca. Wąsaty przyjaciel dzieci zgodził się ponoć bez wahania.

W 72. rocznicę konferencji krymskiej chodzą mi po głowie cytaty z wierszy Jana Lechonia i Kazimierza Wierzyńskiego, piosenek Feliksa Konarskiego, tekstów Ignacego Matuszewskiego, Aleksandra Bregmana, Adama Ciołkosza. Dla wojennej emigracji słowo „Jałta” było jak otwarta rana, przypominająca o politycznej zbrodni aliantów. Wspomnienie ostatniego rozbioru Polski rozpalało też wyobraźnię twórców drugiego obiegu w epoce „Solidarności” i stanu wojennego. Jeszcze u schyłku PRL na każdej licealnej prywatce śpiewaliśmy ironiczną piosenkę Jacka Kaczmarskiego o Lwie Albionu i kalekim Demokracie, którzy przymknąwszy oko na „transporty żywych ludzi”, wychwalali mądrość Stalina. Dziś jednak rana wydaje się zabliźniona, a przynajmniej zdławiona opatrunkiem. Gdy łaskawie przyjęto nas do NATO, większość Polaków uznała sprawę za załatwioną. I nie ma polskiego polityka, który miałby odwagę na arenie międzynarodowej podjąć temat rozliczenia zbrodni, w której przywódcy Wielkiej Brytanii i USA uczestniczyli na równi z ludojadem.

A przecież skutki Jałty wciąż mają wpływ na polskie życie. Z pewnością należy do nich postkolonialna mentalność, która – przynajmniej na razie – uniemożliwia budowę silnego państwa na miarę II RP. Ale po Jałcie zostały nam także inne pamiątki, dotykalne jak figurka Dziadka Mroza. To szczątki żołnierzy niezłomnych, wydobywane z ziemi na powązkowskiej „Łączce” i w kilku innych miejscach. Rok po konferencji krymskiej Thomas Stearns Eliot pisał w szkicu „Jedność kultury europejskiej”, że fundamentem naszego kontynentu są wartości duchowe ufundowane na wspólnej historii – dziedzictwo Grecji, Rzymu i Izraela. Prawda jest jednak taka, że jego własne państwo w Teheranie i Jałcie odrzuciło te wartości. W tym samym czasie, gdy nad Tamizą poeta formułował swoje górnolotne przesłanie, nad Wisłą w ubeckich obławach i kazamatach ginęli ostatni obrońcy „jedności kultury europejskiej”, żołnierze niepodległościowego podziemia.

Kontekst programu „Antiques Roadshow” nie pozostawia złudzeń. Podczas gdy Anglicy zbierają skarby kultury użytkowej, my wyciągamy z ziemi kości poległych. Ich złoża wydają się niewyczerpane. Czaszka ludzka, połowa dwudziestego wieku, stan dostateczny, niestety – z tyłu ubytek wielkości kuli. Jak widać, każdy naród ma własne dziedzictwo, które troskliwie czyści z błota, kurzu, poleruje i oddaje do wyceny. Brytyjskie eksponaty trafiają do telewizji, a stamtąd na licytacje, gdzie nieraz osiągają niebotyczne ceny. Nasze nie są na sprzedaż, ale chcielibyśmy się w końcu dowiedzieć, ile są warte dla zachodnich ekspertów. Czy wierność ideałom jeszcze coś znaczy? Ile kosztuje honor? Czy mieszkańcy zachodniej Europy potrafią rozliczyć się z własnej historii i wrócić do wartości duchowych, które są wypisane po polsku na zardzewiałych ryngrafach?

poniedziałek, 13 lutego 2017

Spotkanie autorskie w Rybniku

Czwartek 16 lutego, godz. 17.00, ul. Sobieskiego 1, pierwsze piętro. Organizatorem spotkania jest Poseł na Sejm RP Czesław Sobierajski. Zapraszam serdecznie!


sobota, 28 stycznia 2017

Tysiąc słojów wiary

Gdy Polacy postanowili zadbać o dąb, zawiązał się Komitet Obrony Jemioły. 

"Gość Niedzielny" nr 3/2017

Jeżeli o sile dębu świadczy jego korona, to I Rzeczpospolita była prawdziwym mocarzem w europejskiej dąbrowie. W rozłożystych gałęziach krążyły życiodajne soki idei jagiellońskiej, rozwijały się liście chrześcijańskiej kultury, dojrzewały żołędzie czynu. To tutaj znajdowały schronienie ptaki powietrzne, przylatujące nieraz z odległych stron, zwabione szlachetną zielenią, przynaglone powiewem wolności.

Dopiero u progu XVIII w. Sasi przywlekli ze sobą jemiołę, którą udało im się zaszczepić na staropolskim dębie. Hasło „Pod jemiołą jest wesoło!” do tego stopnia spodobało się Polakom, że stracili instynkt samozachowawczy. Błyskawicznie wykorzystali to hodowcy pasożytniczej rośliny z ościennych imperiów. O utrzymanie jemioły na dworze Stanisława Augusta Poniatowskiego dbali zwłaszcza Rosjanie (tzw. jurgielt). W ostatnim ćwierćwieczu, gdy na gałęziach dębu było już więcej rozrywkowego ziela niż liści i żołędzi, imperia uznały drzewo za swoją własność.

Pod zaborami Polacy przypomnieli sobie o utraconej sile. Krążąca w ocalałych gałęziach idea niepodległości wydawała nowe owoce, które były natychmiast ścinane i wywożone na Sybir. Każda taka ingerencja ożywiała jednak niższe partie drzewa, które odkrywały swoją więź z koroną. Po kolejnych powstaniach zostawał osmolony pień z kikutami konarów, na których zaborcy apiać szczepili jemiołę, ale Polakom nie było już do śmiechu. Czekali, aż polski dąb odrodzi się w całości.

Odrodził się w epoce legionowej i szybko uformował koronę równie wspaniałą jak ta sprzed rozbiorów. W gałęziach II Rzeczypospolitej krążyły nie tylko wielkie idee, ale i prochy przeszłych pokoleń, bohaterskich powstańców i romantycznych poetów. Może i był to „krzepki upiór dębowy” – jak w balladzie Bolesława Leśmiana – ale gdy grał swój koncert, sam Bóg padał mu w objęcia, nie potrafiąc ukryć wzruszenia. Nic dziwnego, że Niemcy i Sowieci, którzy wkroczyli do Polski we wrześniu 1939 r., nie bawili się już w szczepienie jemioły. Po prostu wycięli koronę dębu, czyli kwiat polskiej inteligencji.

W kraju zarządzanym przez komunistów pozostał ukorzeniony pień. Najpierw mocno go sponiewierano, później darowano mu „małą stabilizację”. Stał, nie chwiał się, ale wydawał się martwy. Zadziwiające, że w epoce Jana Pawła II i „Solidarności” wyrosło na nim kilka dębowych gałązek, rozwinęły się liście, a nawet pojawiły się pierwsze żołędzie. Ten zaczątek nowej korony został wypalony w stanie wojennym. Niestety, architekci III Rzeczypospolitej nie skorzystali z żywych szczepów dębu przechowywanych na emigracji. Uznali, że drzewo może nadal istnieć bez korony, a nagi wierzchołek pnia przykryli mową-trawą o urokach demokracji, tolerancji i zdrowego żywienia.

A jednak pień znów ożył! Młodzi nonkonformiści przejęli się losem żołnierzy wyklętych i bohaterów powstania warszawskiego, patriotyzm przestał być uznawany za wroga kultury, a polityka prezydenta Lecha Kaczyńskiego rozbudziła nadzieję na przywrócenie Polsce ciągłości i godności. Donald Tusk zareagował na ten cud według sprawdzonych receptur: kazał szczepić na dębie jemiołę. Wiedział, co robi, bo większość Polaków i tym razem uwierzyła w „politykę miłości”. Ochoczo dreptali pod jemiołowe gniazda, którymi stały się główne media, żeby bez grzechu się całować. A przy okazji manifestować nienawiść do wszystkich, którzy nie dali się wciągnąć do zabobonnego korowodu. A potem był Smoleńsk, gdzie – staroruskim zwyczajem – fizycznie wycięto kłopotliwe gałęzie polskiego dębu.

Dopiero pięć lat po tym bolesnym doświadczeniu naród naprawił swój błąd w wyborach powszechnych. Oczywiście nie obyło się bez problemów. Gdy Polacy postanowili zadbać o dąb, zawiązał się Komitet Obrony Jemioły, a jego aktywiści krzyczeli: „Zapłacicie za to! Jemioła jest pod ochroną! Kto usuwa jemiołę, ten niszczy środowisko naturalne!”. Ale tylko garstka naiwnych dała się nabrać na te lamenty. Większość z radością obserwowała wierzchołek drzewa, który znów się zazielenił.

Jak wytłumaczyć żywotność polskiego dębu? Jedni twierdzą, że potrafi się on nieustannie odradzać dzięki pojedynczym liściom, które heroicznie pną się ku światłu. Inni uważają, że decyduje o tym trwałość pnia liczącego 1050 drzewnych słojów. Ja myślę, że wszystko to jest zasługą korzeni. Żeby unicestwić dąb, trzeba by go wyrwać z sadzawki chrzcielnej, w której Mieszko I zanurzył się w śmierć Chrystusa, aby razem z Nim zmartwychwstać. Nie ma na świecie wyrwidęba, który dałby radę zniszczyć to wieczne przymierze.

piątek, 27 stycznia 2017

Otwartym tekstem

Telewizja Republika wyemitowała dwie części rozmowy, którą w lipcu ubiegłego roku przeprowadziła ze mną Ewa Stankiewicz. 



Program "Otwartym tekstem" z 12 stycznia 2017 r.
PIERWSZA CZĘŚĆ ROZMOWY

Program "Otwartym tekstem" z 19 stycznia 2017 r.
DRUGA CZĘŚĆ ROZMOWY