środa, 2 maja 2012

Nauczyciel jako wół

Nauczyciele to darmozjady. Nie dość, że nieustannie wyciągają uczniów do kina lub muzeum, to jeszcze mają nieprzyzwoicie długie wakacje, ferie i przerwę świąteczną.

Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 25 kwietnia 2012

Ludzie pracy nigdy im tego nie wybaczą. Przyczepią się nawet do Dnia Nauczyciela i okresu rekolekcji wielkopostnych, kiedy w niektórych szkołach milkną dzwonki. „Niestety, skoro tradycją stało się, że nauczyciele idą w tych dniach na wagary, to dziećmi muszą się zająć rodzice” – alarmuje w „Rzeczpospolitej” Ewa Usowicz.

Zgroza! Rodzice – dziećmi! Zająć się! Jak świat światem, nie słyszano o podobnej krzywdzie! Ludzie pracy nie mają przecież czasu na wychowywanie dzieci. Nie po to poświęcają się dla rodziny, zarabiając ciężkie pieniądze w firmach i redakcjach, żeby z tą rodziną osobiście się użerać. Od tego są belfrzy, którzy mają obowiązek nie tylko uczyć nieletnich, ale i sprawować nad nimi opiekę, oczywiście bez stosowania reakcyjnych metod wychowawczych. Klient płaci podatki, klient wymaga. Ludzie pracy i tak są wspaniałomyślni. Żeby było sprawiedliwie, nauczyciele powinni im dodatkowo robić obiady, sprzątać mieszkania i prać skarpety. Może wtedy odpracowaliby te swoje niezasłużone wakacje.

Dwadzieścia lat temu wydawało się, że poprawa losu nauczycieli jest tylko kwestią czasu. Ich autorytet miał rosnąć razem z zarobkami. Dziś są jedną z najbardziej pogardzanych grup społecznych w Polsce. Przeprowadzona przez PO reforma oświaty przekształciła polską szkołę w firmę usługową, w której nauczyciele stanowią tanią siłę roboczą. Nad ich głowami ministerstwo prowadzi poważne interesy, np. z wydawnictwami, którym daje zarobić na podręcznikach sygnowanych zaklęciem „nowa podstawa programowa”, a różniących się od poprzednich jednym zadaniem albo układem tekstu. Prezentacje oferty wydawniczej organizowane są zazwyczaj w luksusowych hotelach. Przez godzinę nauczyciele mogą poczuć się jak osoby, których stać na nocleg w apartamencie. Gdy czar pryska, odnajdują się na przystanku tramwajowym, ściskając w dłoni certyfikat udziału w prezentacji, który mogą sobie wsadzić do teczki awansu zawodowego. Hotelowa inicjacja okazuje się jeszcze jednym upokorzeniem.

W wyniku PO-wskiej reformy oświaty nauczyciele stracili resztki godności. Wiedzą, że jeśli będą konsekwentni wobec ucznia sprawiającego problemy wychowawcze, czeka ich kontrola z kuratorium albo komisja dyscyplinarna. Rację zawsze mają rodzice, najczęściej głęboko zdemoralizowani przez rządową wizję szkolnictwa, traktujący belfrów jak nieudaczników, którzy hamują celebrycki rozpęd ich pociech. Nie zmieniają się tylko dwie rzeczy: żenująco niska płaca nauczycieli i ich wysiłek. Bo wbrew obiegowym opiniom wakacyjni szczęściarze harują od rana do nocy, najpierw wśród rozwydrzonej dzieciarni, a później w domu, sprawdzając klasówki, przygotowując się do lekcji, wypisując statystyki, arkusze ocen i masę innych – bardziej lub mniej potrzebnych – dokumentów. Wstyd, że trzeba dziś przypominać o takich oczywistościach.

To prawda, że w dużym stopniu nauczyciele sami są sobie winni. Upokarzani nie mniej niż najbardziej reakcyjne grupy społeczne – patrioci, katolicy, kibice – nie wyrażają swojego buntu publicznie. Jeśli protestują, to w imię społecznych ideałów, jak niedawno nauczyciele historii. Na taką postawę stać jednak niewielu. Większość belfrów w obawie przed utratą pracy zachowuje się jak kameleon albo buduje wokół siebie mur autoironii. Choć w prywatnych rozmowach są zgodni, że Katarzyna Hall była najgorszym ministrem edukacji po 1989 r., przy urnach wyborczych zmieniają najczęściej numer kandydata, rzadko numer partii. W znacznej mierze wciąż tworzą środowisko postkomunistyczne, niechętne politykom niepodległościowym. Tyle że jedynym sposobem na przywrócenie nauczycielom autorytetu jest dziś upadek III RP i gruntowna odbudowa systemu szkolnictwa. Ten cel powinien skłonić do wspólnego oporu prawicowych idealistów i lewicowych autoironistów, jeśli nie chcą pozostać wołami ciągnącymi pług po ugorze. Bez nadziei na trwałą odmianę losu odliczającymi dni do wakacji.